Hasbara w twoim domu. Jak izraelska propaganda przykrywa zbrodnie w Gazie

Nie jest to żaden tajny spisek. Hasbara, po hebrajsku „wyjaśnienie”, to system obejmujący dyplomację publiczną, lobbing, marketing i wojnę informacyjną. Coraz częściej też dezinformację. Wszystko to ma kontrować oskarżenia, że Izrael popełnia w Gazie zbrodnie wojenne.
Czyta się kilka minut
Palestyńczycy przy odbiorze żywności w Strefie Gazy. 21 sierpnia 2025 r. // Fot. Abed Rahim Khatib / Getty Images
Palestyńczycy przy odbiorze żywności w Strefie Gazy. 21 sierpnia 2025 r. // Fot. Abed Rahim Khatib / Getty Images

Nagranie jest sugestywne. Oto grupa otyłych mężczyzn, Arabów, objada się świeżymi owocami. Z widoczną rozkoszą wymieniają się nazwami potraw, które konsumują. To rzekomo członkowie Hamasu, ukrywający się w tunelach.

W Gazie nie brakuje jedzenia, każde inne twierdzenie jest kłamstwem” to z kolei cytat z filmu udostępnionego przez ambasadę Izraela w Polsce. Jednego z wielu, ambasada jest bardzo aktywna. W takich filmach zwykle korzysta się z prawdziwych nagrań – tyle że powstałych przed wojną. Albo nagranych w Kairze, nie w Gazie.

Inny motyw: żołnierz (jeszcze lepiej: żołnierka) idzie z kamerą wzdłuż szpaleru ciężarówek. Komentarz: „Jestem na przejściu granicznym w Kerem Shalom, a za mną ok. 600 ciężarówek z pomocą humanitarną. Zamiast wysłać ją do cywilów w Gazie, ONZ zostawiła ją, żeby zgniła na słońcu”.

Kampania w sieci z izraelskiego budżetu

Zaroiło się od nich ostatnio w internecie. Spoty w różnych językach pojawiają się podczas scrollowania mediów społecznościowych. To kampania stworzona na zlecenie izraelskiego MSZ i armii. Jej celem jest kontrowanie oskarżeń, że Izrael celowo głodzi Palestyńczyków. W tym roku przeznaczono na nie, jak podaje „Times of Israel”, 150 mln dolarów (20 razy więcej niż w 2024 r.). To pieniądze, które otrzymało MSZ. Osobny budżet, który w 2024 r. wyniósł 120 mln dolarów, ma rządowa agencja do spraw reklamy (LAPAM).

Fakt, nie jest to zawrotna suma przy miliardzie dolarów dotacji, jaką otrzymuje nieprzychylna Izraelowi stacja Al-Jazeera. Podczas relacjonowania wojny w Gazie straciła już ona 11 dziennikarzy. Zdarza się, że Izrael na nich poluje, jak w przypadku zabitego niedawno Anasa Al-Sharifa (armia twierdzi, że był związany z Hamasem). Od początku operacji odwetowej, która trwa już prawie dwa lata, w Gazie zginęło 240 dziennikarzy. Oraz ponad 60 tys. jej mieszkańców, głównie cywilów.

Pewnie słyszeliście, że to przesadzone dane, że nie można im wierzyć. Głodu też w Gazie ma nie być, a jeśli jednak jest, odpowiada za niego Hamas lub ONZ.

Hasbara: zintegrowany system dyplomacji publicznej

Hasbara (po hebrajsku „wyjaśnianie”) to strategia komunikacyjna adresowana do obywateli państw zachodnich. Ma nie tylko informować, ale przede wszystkim wpływać na nich, by popierali lub przynajmniej tolerowali działania rządu Izraela.

Hasbara: to może brzmieć jak jakiś tajemniczy żydowski spisek. Rzecz jasna nie jest to żaden spisek – każde państwo prowadzi własną politykę informacyjną i ma różne jej strategie. Ale nie każde używa jej, by usprawiedliwiać czystkę etniczną.

Metody Hasbary były przedmiotem krytyki wielu  badaczy – izraelskich (Ilan Pappe), palestyńskich (Edward Said) i zachodnich (Noam Chomsky). Obejmują różne narzędzia: wycieczki dla dziennikarzy, broszury, wskazówki dla mediów, darowizny na kampanie wyborcze czy działania edukacyjne (jak seminaria i wykłady dla studentów, najczęściej z odniesieniami do Holokaustu).

Można powiedzieć, że jest to zintegrowany system dyplomacji publicznej, lobbingu, marketingu i wojny informacyjnej. Nie ogranicza się do instytucji rządowych – w działania angażują się też organizacje prywatne, będące w kontakcie z Izraelem. Najważniejsze to Syjonistyczna Organizacja Ameryki (ZOA) i Liga Przeciwko Zniesławieniom (ADL).

Na kampusach w USA działają też Stand With Us oraz Hasbara Fellowship – aktywizują studentów, sympatyków kultury żydowskiej, przez sponsorowane wyjazdy do Izraela czy organizację paneli na temat zagrożeń islamskim terroryzmem.

Hasbara w Polsce

Pamiętam te filmy z dzieciństwa, były chyba popularne na wczesnym YouTubie. Przedstawiały na przykład szalonych arabskich dziennikarzy, okładających się na wizji butami podczas kłótni. Obraz Arabów był w nich dość, można powiedzieć, specyficzny. Rozpowszechniał je Middle East Media Research Institute (MEMRI), założony przez byłego oficera Mosadu Yigala Carmona.

Wiele lat później, kiedy byłem już świadomie zainteresowany Bliskim Wschodem, zasubskrybowałem ich newsletter. Już po chwili moja skrzynka mailowa wprost wybuchała od treści o islamskim terroryzmie. Bo celem MEMRI jest, w mojej ocenie, opowiadanie o Bliskim Wschodzie przy pomocy ściśle wyselekcjonowanych treści, wzbudzających strach przed islamem i obrzydzenie wobec świata arabskiego. 

Wybierane są materiały najbardziej ekstremalne i kontrowersyjne, pomijane zaś informacje obiektywne czy zniuansowane. Celem MEMRI jest opowiadanie o Bliskim Wschodzie przez tłumaczenia materiałów arabskich, hebrajskich czy perskich tak, aby nieznający języków orientalnych czytelnik z Zachodu mógł zrozumieć perspektywę Izraela.

Policja rozgania armatkami wodnymi izraelskich rezerwistów protestujących przeciwko polityce rządu Benjamina Netanjahu. Jerozolima, 11 lipca 2023 r. // Fot. Matan Golan / Getty Images

Dlaczego warto to wiedzieć? Bo treści przygotowywane przez MEMRI są obecne także w Polsce. Tłumaczone na polski, są publikowane w internecie na forach poświęconych Izraelowi lub kulturze żydowskiej. Cytują je fejsbukowe profile, jak Rewolucja Rożawy – teoretycznie poświęcony Kurdom, w praktyce promujący perspektywę Izraela. 

Izraelskie strategie soft power

Działalność Hasbary to nie tylko nachalna propaganda. Także strategie soft power, kształtujące pozytywny wizerunek państwa izraelskiego: narracje o gospodarczych sukcesach, innowacjach technologicznych czy demokratycznym ustroju, który wyróżnia go wśród sąsiadów.

Izrael jest więc „wyspą cywilizacji”, oferującą swoim mieszkańcom wolność. Nawet Arabom, przedstawianym jako obywatele w pełni zintegrowani z państwem – z własnymi partiami politycznymi i przedstawicielami w parlamencie (Knesecie).

Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona – nie tylko dla Palestyńczyków będących obywatelami Izraela, a zwłaszcza dla Palestyńczyków mieszkających w okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu, który w izraelskiej nomenklaturze występuje jako „prowincja Judei i Samarii”. Tam wolności osobiste są w dużej mierze iluzoryczne.

„Nie ma czegoś takiego jak Palestyńczycy” – mówiła przed laty premier Golda Meir. W retoryce dużej części Izraelczyków pojęcie narodowości palestyńskiej nie występuje. Mówiąc o Palestyńczykach, używają pojęcia „izraelscy Arabowie” – co brzmi tak, jakby nazwać Polaka „nadwiślańskim Słowianinem”.

Wizerunek „moralnej armii”

Jednym z ciekawszych toposów obecnych w izraelskiej kulturze – i wykorzystywanym w strategii informacyjnej – jest zjawisko określane jako „strzelanie i płacz”. To historie, w których izraelscy żołnierze opowiadają o moralnych dylematach związanych z wykonywaniem rozkazów (także tych obejmujących czyny uznawane za zbrodnie wojenne).

Narracja skupiona jest tu na traumie żołnierzy, ich poczuciu winy i późniejszych problemach psychicznych, jak zespół stresu pourazowego. Tego typu dzieła zwykliśmy traktować jako akty odważne i samokrytyczne, wpisujące się w nurt rozliczeń z własną historią. Problem jednak w tym, że przedstawiane w nich historie pokazywane są z punktu widzenia oprawcy, który uświadamia sobie winę i przechodzi katharsis.

Narracja „strzelania i płaczu” pozwala Izraelowi kreować obraz „moralnej armii”. Tyle że perspektywa ofiar w niej nie istnieje, te są jedynie tłem dla rozterek izraelskiego żołnierza – jak zauważa historyk Omer Bartov, powołując się na książkę swojego ojca, w której np. Izraelczycy zajmują mieszkanie po wypędzonych Arabach. W opowiadaniu tym pojawia się milczący mężczyzna, który patrzy na swoje dawne mieszkanie.

Nawet jeśli autorzy odczuwają empatię wobec Palestyńczyków, rzadko pozwalają im samym opowiedzieć swoją historię.

Czy potępiasz Hamas?

To pytanie jest niemal zero-jedynkowym testem lojalności. Trudno nie potępić ataku Hamasu z 7 października 2023 r. Problem w tym, że ciągłe przypominanie o tej dacie może sugerować, iż konflikt izraelsko-palestyński zaczął się dopiero wtedy.

Izrael uzasadnia obecną walkę z Hamasem nie tylko tym, że ten zaatakował pierwszy, zmasakrował 800 cywilów i porwał zakładników. W optyce Hasbary Izrael jest stale zagrożony fundamentalnym zagrożeniem, a jego upadek miałby otworzyć drogę islamskiemu terroryzmowi do podboju świata.

Ta retoryka zamyka się w haśle #TheWestIsNext (Zachód będzie następny), wykreowanym przez Izraelczyków, aby zbudować wizerunek swojego kraju jako ostatniego bastionu zachodnich wartości na Bliskim Wschodzie. Dzięki niej umiejętnie podsycane są antymuzułmańskie nastroje w Europie i USA, których początki sięgają zamachu na World Trade Center z 2001 r. (w polskiej wyobraźni może dalej, do odsieczy wiedeńskiej).

Problem w tym, że to również agresywna polityka Izraela destabilizuje region i generuje fale uchodźców. Plan „ewakuacji” mieszkańców Gazy do Afryki może przyspieszyć kolejną wędrówkę ludów.

Dyskusja wokół ludobójstwa w Gazie

Obrońcy premiera Netanjahu często starają się odwrócić uwagę świata od sytuacji w Gazie, wskazując na inne tragedie humanitarne, zwłaszcza te powodowane przez wrogów Izraela (np. oblężenie Aleppo). Inni przywołują podręczniki do walki miejskiej, np. książkę Johna Spencera i Liama Collinsa „Understanding Urban Warfare” (2022 r.).

Jej autorzy chwalą „humanitaryzm” armii Izraela, osiągającej „najlepszy możliwy stosunek” ofiar cywilnych do bojowników: ich zdaniem tylko do 60 proc. zabitych to osoby niezaangażowane (podczas tej wojny Spencer współpracował z armią Izraela jako doradca).

Procenty te brzmią absurdalnie w świetle ostatnich danych i przecieków (publikowanych np. przez izraelski magazyn „+972”, opozycyjny wobec Netanjahu), według których cywile stanowią 83 proc. zabitych w Gazie. Wśród nich jest prawie 19 tys. dzieci.

Ponad rok temu Omer Bartov, izraelski badacz Holokaustu, w głośnym tekście „Jestem badaczem ludobójstwa, wiem, kiedy je widzę” (opublikowanym w dzienniku „New York Times”) uznał, że działania Izraela spełniają definicję ludobójstwa, nawet jeśli udowodnienie tego będzie trudne.

Świadczyć o tym mają, wedle Bartova, także słowa izraelskich oficjeli: Netanjahu oraz ministrów Smotricza i Galanta. Mówili o „ludzkich zwierzętach”, „zniszczeniu całej Strefy” czy odwoływali się do zagłady biblijnych Amalekitów, pokonanych przez armię żydowską pod wodzą Jozuego.

Bartov pytał, czy słowa te odnosiły się tylko do członków Hamasu czy do wszystkich mieszkańców Gazy? Jak na razie fakty przemawiają za tym drugim. Być może definicja ludobójstwa według Rafała Lemkina jest zbyt wąska – zastanawiał się Bartov. Bo przecież nie każde ludobójstwo było poprzedzone jawnym wezwaniem do unicestwienia całej grupy narodowej.

Palestyński nacjonalizm i niemiecki nazizm

Hasbara chce, by traktować ją jako narzędzie edukacji. Uważa, że pomaga wyjaśniać złożoną historię Izraela. Problem w tym, że dla Izraelczyków i Palestyńczyków to zupełnie różne opowieści. 

Dla jednych: brutalna walka narodu wybranego z demonem antysemityzmu, w imię dobra i liberalnej demokracji, powstrzymująca kolejny Holokaust. Dla drugich: postkolonialna narracja o uciemiężonym ludzie, który od prawie stu lat stawia opór białym kolonizatorom, wspieranym kiedyś przez Albion, a dziś Wuja Sama. Obie społeczności postrzegają siebie jako jedynych rdzennych mieszkańców tej ziemi.

Propaganda Izraela wielokrotnie stawiała znak równości między palestyńskim nacjonalizmem a niemieckim nazizmem. W tym celu najczęściej przypomina historię Muhammada al-Husajniego – wielkiego muftiego Jerozolimy (jego krewnym był Jasir Arafat, dowódca Organizacji Wyzwolenia Palestyny) i zawarty przez niego sojusz z Hitlerem.

Amerykańsko-palestyński historyk Rashid Khalidi podkreśla jednak, że ten sojusz nie wynikał z antysemityzmu w europejskim znaczeniu. Mufti był arabskim nacjonalistą – przeciwnikiem osiedlania się w Palestynie setek tysięcy osadników żydowskich, którym Brytyjczycy obiecali własne państwo.

Argument Holokaustu

Słyszymy czasem, że Żydzi doświadczyli już ludobójstwa, więc mogą wszelkimi środkami bronić się przed kolejnym. Przywoływanie Holokaustu działa tu jak argument totalny: ma zdyskredytować krytyka, sugerując, że jeśli nie popiera Izraela, to stoi po stronie Hitlera lub nawet potajemnie żałuje, że nie dokończył swojego „dzieła”.

Jednak czy fakt, że Holokaust miał miejsce, można naprawdę przywołać dziś jako uzasadnienie, iż Izraelczycy mogą popełniać kolejne zbrodnie wojenne?

Dlaczego Zachód odbiera nam prawo do obrony? – pytają Izraelczycy. Wydają się nie zauważać, że już po miesiącu od 7 października 2023 r. liczba zabitych Palestyńczyków przekroczyła liczbę ofiar masakry Hamasu.

Każdy izraelski rewanż w historii najnowszej kończył się krwawo, lecz obecne działania w Gazie i ich niewinne ofiary mają skalę bez precedensu. Izrael lubi przedstawiać się jako „jedyna demokracja na Bliskim Wschodzie” i „partner Zachodu”. Ale gdy pojawiają się apele o ochronę cywilów, narracja nagle ulega zmianie: wy, Europejczycy, macie naiwne pacyfistyczne przekonania, których nie da się zastosować w tym dzikim i brutalnym regionie.

„Habibi, przyjacielu, to jest Bliski Wschód, u nas tak się robi” – mówią Izraelczycy. Zapominając, że zasada „oko za oko” szybko uczyni świat ślepym.

MACIEJ AUGUSTYN dziennikarz, kulturoznawca, student iranistyki. Zajmuje się Bliskim Wschodem i konfliktami zbrojnymi. Działał w pomocy humanitarnej na Ukrainie, podróżował po Iranie i innych krajach Azji Środkowej.


„Tygodnik” o Gazie i Izraelu

Jak rozmawiać dziś o Izraelu? Czy pytanie o ludobójstwo w Gazie czyni mnie antysemitą? – zapytał na tych łamach Michał Okoński.

 „W kwestii naszego stosunku do Izraela i Gazy jest coś, co powoduje, że ludzie prawi i otwarci, nawykli do uważnego słuchania siebie i innych, z zainteresowaniem przyjmujący odmienne perspektywy, nagle tracą te umiejętności”.

Z kolei Marek Matusiak, analizując sytuację w Gazie, doszedł do wniosku, że „cel Izraela to zniszczyć palestyńską obecność w Strefie Gazy. Wszelką obecność”.

Pisał: „Coraz więcej specjalistów z zakresu prawa międzynarodowego i badań nad historycznymi ludobójstwami nie ma wątpliwości w nazwaniu tego, czego Izrael dokonuje w Strefie Gazy” – że jest to mianowicie „ludobójstwo wręcz podręcznikowe”. „W gronie tym są także badacze Zagłady Żydów z czasu II wojny światowej”.

Nasza wieloletnia korespondentka z Izraela, Karolina Przewrocka-Aderet, przedstawiała natomiast tę wojnę widzianą oczami Izraelczyków. „Gdy patrzę, jak Zachód obwinia Izrael za humanitarne skutki tej wojny, zadaję sobie pytanie: czy naród doświadczony Zagładą ma obowiązek wykazać się tu wyjątkową empatią, ignorując własną traumę?” – pytała.

„Po tej wojnie Izrael już nigdy nie będzie taki sam – pisała Przewrocka-Aderet. – W sytuacji, gdy propokojowa lewica przestaje istnieć (…), trudno oczekiwać, że w nadchodzących dekadach znaczna część społeczeństwa izraelskiego będzie zainteresowana pokojem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Hasbara w twoim domu