Czy platformy społecznościowe zaczną odpowiadać za treści? Przełomowy wyrok polskiego sądu

Kolejny polski sąd uznał, że Meta odpowiada za reklamy, które publikuje i na których zarabia. Z perspektywy Big Techu to herezja, bo jego model opiera się na wygodnej fikcji „neutralnego pośrednika”.
Czyta się kilka minut
Mark Zuckerberg zmierza na spotkanie z senatorami w Kapitolu. Waszyngton, 26 marca 2026 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images
Mark Zuckerberg zmierza na spotkanie z senatorami w Kapitolu. Waszyngton, 26 marca 2026 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images

Tocząca się w Polsce sprawa dotyczy deepfake’ów publikowanych na Facebooku i Instagramie, w których bez ich zgody wykorzystywano wizerunki Rafała Brzoski i jego żony Omeny Mensah do reklamowania fałszywych ofert finansowych. W 2024 r. Urząd Ochrony Danych Osobowych nakazał Mecie ograniczyć przetwarzanie ich danych w reklamach na trzy miesiące, a firma zaskarżyła decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Równolegle Brzoska i Mensah pozwali koncern. 

Meta umywa ręce 

Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał wstrzymać emisję takich reklam i blokować kolejne. Teraz Sąd Apelacyjny podtrzymał tę decyzję. 

„Jeżeli platforma decyduje, które reklamy są publikowane, weryfikuje je przed emisją, targetuje odbiorców i zarabia na tym miliardy, to nie jest neutralnym obserwatorem. To aktywny uczestnik systemu, który musi ponosić aktywną odpowiedzialność” – napisał Brzoska na LinkedIn, dodając, że „to nie jest koniec tej walki. To jest moment, w którym zaczyna pękać model bezkarności wielkich platform!”.

Platformy społecznościowe od lat powtarzają, że odpowiedzialność za treść reklam spoczywa na reklamodawcach. Meta powołuje się nawet na status „bezpiecznej przystani”, wynikający z unijnego Aktu o usługach cyfrowych, który ogranicza jej odpowiedzialność, jeśli nie wie o nielegalnych treściach, a gdy się dowie, szybko je usuwa. Tyle że Mensah i Brzoska nielegalne reklamy zgłaszali. I publicznie skarżyli się, że Meta reaguje opieszale albo wcale. 

Czy będą pozwy zbiorowe

Szerszy obraz wyłania się z wewnętrznych dokumentów koncernu, ujawnionych przez Reutersa. Wynika z nich, że już w 2024 r. firma zakładała, iż ok. 10 proc. jej przychodów, czyli mniej więcej 16 mld dolarów, może pochodzić z oszukańczych reklam i zakazanych towarów, a użytkownicy widzą średnio 15 mld reklam „podwyższonego ryzyka” dziennie. 

Fałszywe reklamy blokowano dopiero przy co najmniej 95 proc. pewności oszustwa. Przy niższej, ale wciąż wysokiej, po prostu drożały. Meta zaprzeczyła ustaleniom Reutersa, podkreślając, że usunęła ponad 134 mln scamowych reklam.

Sprawa Mensah i Brzoski to dopiero początek. W zeszłym miesiącu Consumer Federation of America złożyła pozew zbiorowy przeciwko Mecie, zarzucając jej naruszenie przepisów o ochronie konsumentów przez sposób radzenia sobie z oszustwami. Postępowanie prowadzi też brytyjski nadzór finansowy. Mimo wielokrotnych zapowiedzi walki z wyłudzeniami, tylko w listopadzie zeszłego roku – w trakcie kontroli – na platformach Mety w Wielkiej Brytanii pojawiało się ponad tysiąc takich reklam tygodniowo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Meta traci alibi