Wojna w Gazie oczami Izraelczyków

Masakra Hamasu z 7 października 2023 r. zmieniła także moje życie, jako Polki i Izraelki. Gdy patrzę, jak Zachód obwinia Izrael za humanitarne skutki tej wojny, zadaję sobie pytanie: czy naród doświadczony Zagładą ma obowiązek wykazać się tu wyjątkową empatią, ignorując własną traumę?
Czyta się kilka minut
Punkt dystrybucji pomocy w Strefie Gazy, 30 lipca 2025 r. // Fot. Eyad Baba / AFP / East News
Punkt dystrybucji pomocy w Strefie Gazy, 30 lipca 2025 r. // Fot. Eyad Baba / AFP / East News

Nie jest łatwo rozmawiać o czarnych rozdziałach swojej historii, zwłaszcza gdy dotykają tak delikatnych tematów jak tożsamość czy system wartości. 


„Tygodnik” o Gazie i Izraelu

Jak rozmawiać dziś o Izraelu? Czy pytanie o ludobójstwo w Gazie czyni mnie antysemitą? – zapytał niedawno na tych łamach Michał Okoński . „W kwestii naszego stosunku do Izraela i Gazy jest coś, co powoduje, że ludzie prawi i otwarci, nawykli do uważnego słuchania siebie i innych, z zainteresowaniem przyjmujący odmienne perspektywy, nagle tracą te umiejętności”.

Z kolei Marek Matusiak, analizując sytuację w Gazie, doszedł do wniosku, że „cel Izraela to zniszczyć palestyńską obecność w Strefie Gazy. Wszelką obecność” . Pisał: „Coraz więcej specjalistów z zakresu prawa międzynarodowego i badań nad historycznymi ludobójstwami nie ma wątpliwości w nazwaniu tego, czego Izrael dokonuje w Strefie Gazy” – że jest to mianowicie „ludobójstwo wręcz podręcznikowe”. „W gronie tym są także badacze Zagłady Żydów z czasu II wojny światowej”.

Dziś publikujemy głos naszej wieloletniej współpracowniczki i korespondentki, autorki licznych tekstów z Izraela: Karolina Przewrocka-Aderet, urodzona w 1987 r. w Krakowie, mieszkała w Izraelu w latach 2014-2023. Redaktorka naczelna polskojęzycznego kwartalnika społeczno-kulturalnego w Izraelu „Kalejdoskop”, wydała książkę „Polanim. Z Polski do Izraela”.

REDAKCJA


Polsce kilka dekad po II wojnie światowej zajęło zmierzenie się z problemem antysemityzmu. Kościół katolicki potrzebował wielu skandali, by jakkolwiek zająć się tematem pedofilii. W Izraelu podejrzenia o zbrodnie na arabskich cywilach w czasie pierwszej wojny izraelsko-arabskiej publicznie komentowano dopiero kilkadziesiąt lat później.

We wszystkich tych przypadkach, mimo dostępnych dokumentów, wciąż znajdują się tacy, którzy zaprzeczają ich prawdziwości, powołują się na wyższe racje lub twierdzą nawet, że nie jest możliwe, abyśmy się dopuścili rzeczy tak okrutnych, które nasz system wartości odrzuca. Mówienie źle o swoich jest kalaniem gniazda, a to ociera się przecież o zdradę.

Nie dziwią mnie więc specjalnie medialne reakcje w Izraelu wobec doniesień o głodzie w Gazie i wobec tych głosów ze świata żydowskiego, które nawołują do natychmiastowego zakończenia wojny.

Doniesienia te komentuje się w Izraelu różnorako: od otwartego potępienia rządu Beniamina Netanjahu i apeli o protesty (po stronie lewicowej), przez kwestionowanie wiarygodności relacji z Gazy aż po przekonanie, że za cierpienie palestyńskiej ludności odpowiada wyłącznie Hamas – wystarczyłoby przecież, by oddał Izraelowi przetrzymywanych od 7 października 2023 r. zakładników (w Gazie jest wciąż 50 zakładników, z czego ponad połowa uznawana jest za martwych).

Na Zachodzie te reakcje budzą z kolei niezrozumienie i gniew. Komentatorzy pytają, jak długo Izraelowi zajmie przyjęcie do wiadomości skali okrucieństwa, jakie niesie ze sobą wojna z Hamasem – i jak ono wpłynie na cały region.

Dla Izraelczyków to wojna obronna

Masakra Hamasu w kibucach na południu Izraela z 7 października 2023 r., w której Hamas zamordował ok. 800 cywilów (zginęło też ok. 400 żołnierzy i policjantów), a ponad 250 osób wziął w niewolę, radykalnie zmieniła także moje życie jako Polki i Izraelki.

Od wybuchu wojny między Izraelem i Hamasem w październiku 2023 r. mieszkam w Polsce – co nie jest bez znaczenia. Fizyczna odległość pozwala mi ochłonąć po stracie bliskich znajomych przetrzymywanych przez Hamas w Strefie Gazy. Pozwala mi też doświadczyć innych emocji i – w końcu – zobaczyć cywilów po drugiej stronie barykady jako ofiary tej wojny. Nie da się tego zrobić, lub jest to bardzo trudne, gdy funkcjonuje się w ciągłym trybie traumy wojennej.

Dla Izraelczyków, którzy od lat żyją w stanie permanentnego konfliktu, którzy doświadczyli brutalnych ataków rakietowych z terytoriów kontrolowanych przez Hamas, traumy masakry z 7 października 2023 r. i wciąż bolesnego faktu przetrzymywania zakładników – uznanie cierpienia drugiej strony jest trudne.

Izraelczycy, przyzwyczajeni do życia w stanie zagrożenia, od początku tej wojny wypełniają swój obywatelski obowiązek – wysyłają swoje dzieci na front i tam też je tracą. Kraj jest w stanie wojny i – dopóki zakładnicy pozostają w rękach Hamasu – jest to dla nich przede wszystkim wojna w samoobronie. Każdy, kto kiedykolwiek znalazł się w takiej sytuacji, wie, jak trudno wówczas o psychiczny balans.

Oczekiwanie nadludzkiego heroizmu – czyli tego, że naród naznaczony Zagładą porzuci w takim momencie instynkt obrony, by ratować cywilów po stronie wroga – to moralna poprzeczka, którą mało kto byłby w stanie przeskoczyć.

Izraelska trauma nie wzięła się znikąd

Kwestia zrozumienia izraelskiej traumy jest tu istotna – bo nikt rozsądny nie wierzy chyba w to, że zniszczenie narodu palestyńskiego było odwieczną izraelską fantazją. Z kolei odwrotne przekonanie – że Palestyńczycy chcą wepchnąć Żydów do morza – na stałe zakorzeniło się w izraelskiej świadomości zbiorowej.

Zresztą nie wzięło się znikąd. W latach 90. XX w. autobusy w Tel Awiwie wybuchały regularnie. Podczas mojej dekady życia w Izraelu doświadczałam specyficznej rzeczywistości: rakiety Hamasu nad głową, codzienne ataki nożowników, konieczność szukania schronienia w trakcie rodzinnych wyjazdów. Przekonanie, że każda próba porozumienia z Palestyńczykami jest skazana na klęskę – jak choćby wycofanie się premiera Ariela Szarona z osiedli żydowskich w Strefie Gazy w 2005 r., po czym władzę przejął Hamas – wciąż jest tam żywe.

Paradoksalnie towarzyszyło mi też inne, mniej oczywiste doświadczenie: świadomość, że współcześni Izraelczycy są kulturowo bliżsi Palestyńczykom niż swoim dziadkom z Wilna czy Warszawy. Ta kulturowa bliskość zawsze kazała mi patrzeć na ten konflikt – mimo wszystko – jak na wojnę w pewnym sensie bratobójczą.

Również w odpowiedzi na atak Hamasu Izrael postąpił bliskowschodnio, wedle zasady: oko za oko, ząb za ząb. Postawił na ratowanie własnych obywateli z niewoli Hamasu, eliminację przywódców Hamasu i ochronę własnych cywilów.

Ten dramat jest dla mnie sprawą osobistą

Z jakiegoś jednak powodu – może z powodu zachodnich korzeni Izraela? – w Europie oczekujemy od niego, że nadstawi drugi policzek. Że zamiast odwetu skoncentruje się na pomocy humanitarnej, że zrezygnuje z pogoni za członkami Hamasu ukrywającymi się w tunelach pod Gazą i przejmie odpowiedzialność za bezpieczeństwo cywilów po drugiej stronie.

W moim odczuciu takie oczekiwania są efektem nakładania zachodnich ram interpretacyjnych na rzeczywistość, w której nawet podstawowe pojęcia, takie jak wolność, demokracja czy prawa człowieka, mają nieco inne znaczenie.

Konflikt izraelsko-palestyński niesie ze sobą głębokie rany po obu stronach – fizyczne, psychiczne, moralne. Próby jego oceniania wiążą się z niezliczonymi dylematami etycznymi – także dla nas, piszących o nim z dystansu, bez zanurzenia w regionalnej codzienności.

Po niemal dwóch latach tej okrutnej wojny nie potrafię uciszyć mojego smutku – bo ten bliskowschodni dramat jest dla mnie również sprawą osobistą. Boję się o przyszłość Izraela pod rządami Beniamina Netanjahu. Kraj, który przez dekady był symbolem sukcesu gospodarczego i demokracji funkcjonującej pod ciągłym ostrzałem, dziś – w dużej mierze za sprawą jednego człowieka, właśnie Netanjahu – staje się miejscem politycznej radykalizacji, napędzanej pragnieniem odwetu i potęgowanej długotrwałą traumą wojenną.

Czy pokój na Bliskim Wschodzie jest w ogóle możliwy?

Po tej wojnie Izrael już nigdy nie będzie taki sam. W sytuacji, gdy propokojowa lewica przestaje istnieć – zginęła w kibucach zniszczonych przez Hamas, emigruje z obawy przed wojną lub z rozczarowania kierunkiem politycznym, albo po prostu zmienia poglądy – trudno oczekiwać, że w nadchodzących dekadach znaczna część społeczeństwa izraelskiego będzie zainteresowana pokojem.

Dzisiejsze młode pokolenie, realnie i symbolicznie dotknięte przez Hamas podczas festiwalu SuperNova 7 października 2023 r., poniesie to doświadczenie przez całe życie. I będzie pamiętać reakcję świata: oburzenie na izraelskie działania w tej wojnie. Oskarżą świat o antysemityzm. I o to, że Żydom – mimo pamięci o Zagładzie – odmawia się prawa do samoobrony.

Mówią, że czas leczy rany. Ale czy uleczy Bliski Wschód? Ile lat zajmie Izraelowi zrozumienie, że cena tej wojny jest znacznie wyższa niż życie zakładników wciąż przetrzymywanych przez Hamas? Czy Palestyńczycy doczekają się własnej państwowości pod bezpieczną dla regionu, nastawioną na pokój władzą? Nawet jeśli ta wojna skończy się wkrótce – ile lat zajmie odbudowa, refleksja, przebaczenie?

I czy to ostatnie w ogóle będzie możliwe?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Oczami Izraelczyków