Opłata reprograficzna. To rozwiązanie, które nie zadowoli nikogo

Kupując nowy smartfon, laptop czy skaner, od nowego roku zapłacimy 1-2 proc. więcej. Co może zmienić opłata reprograficzna w kraju, w którym cyfrowe piractwo od dawna nie jest zjawiskiem masowym?
Czyta się kilka minut
// Fot. Robert Kneschke / Adobe Stock
// Fot. Robert Kneschke / Adobe Stock

Mało istotne podwyżki danin publicznych najlepiej wprowadzać przy okazji innych, poważniejszych zmian. Końcówka rozliczeń podatkowych, gdy cała Polska siedzi z nosem w PIT-ach, też nadaje się do takich pozoracji wyśmienicie. Zapewne dlatego rząd tuż przed majówką zdecydował się wprowadzić dawno zapowiadane rozszerzenie obowiązującej od ponad 30 lat opłaty reprograficznej o urządzenia wyposażone w pamięć, na której można zapisać lub reprodukować dane.

Od nowego roku kupując nowy smartfon, laptop, telewizor z twardym dyskiem, skaner – w zasadzie wszystko, co działa na prąd i pozwala na dostęp do dóbr kultury – zapłacimy 1-2 proc. więcej. Pieniądze z tej opłaty nie trafią do budżetu, lecz do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, takimi jak ZAiKS czy ZPAV. Dzięki nowej opłacie do twórców kultury trafi rocznie ok. 190-200 mln zł.

Problemem są Big Techy, nie smartfony

Kto zapłaci? Wiadomo, że klienci. Przy kasie podwyżka będzie praktycznie niezauważalna: dość wspomnieć, że w ubiegłym roku ceny urządzeń elektronicznych w Polsce rosły w tempie niemal dwukrotnie wyższym od inflacji. Dodatkowy jeden procent, czyli kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, zrobi niedużą różnicę, ale na opłacie reprograficznej rząd na pewno nie zyska popularności.

Organizacje przedsiębiorców od dawna krytykują ten pomysł, ale to akurat nie dziwi. Ze zrozumiałych powodów opłata nie cieszy się też wielkim poparciem społecznym. Polska, jak wynika z raportu Urzędu ds. Własności Intelektualnej z 2024 r., zajmuje czwarte miejsce od końca pod względem częstotliwości korzystania z nielegalnych treści. W 2023 r. przeciętny Polak sięgał po nie ok. 8,3 razy w miesiącu – rzadziej robili to jedynie mieszkańcy Rumunii, Niemiec i Włoch.

Problem w tym, że opłata nie poprawi sytuacji twórców. Można wręcz odnieść wrażenie, że nową daninę rząd wprowadza dla zamaskowania własnej bezsilności w potyczce o podatek cyfrowy. Amerykańskie Big Techy co roku zarabiają w Polsce miliardy złotych na reklamie, korzystając wciąż bezpłatnie z dorobku i pracy tysięcy twórców.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”