Andrzej Poczobut wolny. Czego Łukaszenka oczekuje w zamian?

Andrzej Poczobut wyszedł na wolność, ale Alaksandr Łukaszenka nie zmienia kursu. Dyktator liczy na sankcyjne ustępstwa Zachodu.
Czyta się kilka minut
Andrzej Poczobut podczas uroczystości wręczenia Orderu Orła Białego. Warszawa, 3 maja 2026 r. // Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Andrzej Poczobut podczas uroczystości wręczenia Orderu Orła Białego. Warszawa, 3 maja 2026 r. // Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Pisanie o zwolnieniu Andrzeja Poczobuta z białoruskiej kolonii karnej nie jest wdzięcznym zadaniem. Odczucie pierwsze i oczywiste to radość, że wreszcie ten działacz polski i dziennikarz jest na wolności, po pięciu latach za kratami. Druga pojawia się myśl o cynizmie, z jakim białoruskie władze traktują więźniów politycznych.

Andrzej Poczobut: człowiek zasad 

53-letni dziś Poczobut został zatrzymany w 2021 r., a na początku 2023 r. został skazany na 8 lat kolonii karnej – za „podżeganie do nienawiści”, „rehabilitację nazizmu” i „wzywanie do działań na szkodę Białorusi”. Chodziło m.in. o jego słowa, że sowiecki atak na Polskę w 1939 r. był agresją. Szerzej: o krytykę reżimu Alaksandra Łukaszenki. A jeszcze szerzej: o prześladowanie mniejszości polskiej, którą dyktator stara się kontrolować. 

Według nieoficjalnych informacji, Poczobutowi wielokrotnie proponowano wyjście na wolność w zamian za zwrócenie się do Łukaszenki o ułaskawienie. Odmawiał, bo wiedział, że taka prośba oznacza przyznanie się do winy, a on przecież nic złego nie zrobił. Jest on niewątpliwie człowiekiem z zasadami i człowiekiem honoru.

Jego wyjście na wolność rodzi jednak wiele pytań (ich adresatem nie jest sam zwolniony). Czy polityka Mińska (wewnętrzna i międzynarodowa) się zmienia? Nie. Ona pozostaje taka sama, choć trzeba przyznać, że liczba więźniów politycznych spada. Wprawdzie systematycznie nabierani są kolejni, ale na mniejszą skalę niż w poprzednich latach. 

Motywacja Łukaszenki jest prosta: w zamian za ich zwalnianie oczekuje zniesienia sankcji, nałożonych po sfałszowanych wyborach w 2020 r. i następujących po nich represjach, a także za pomoc Rosji w wojnie z Ukrainą

Poczobut uwolniony w wymianie więźniów

Poczobut został zwolniony na innych zasadach niż poprzedni więźniowie. Tamci opuszczali kolonie karne i byli deportowani z Białorusi, najczęściej bez dokumentów i możliwości powrotu. Polski dziennikarz wyszedł na wolność na zasadzie wymiany „pięciu na pięciu”, w ramach której na Białoruś trafili szpiedzy pracujący dla Mińska i dla Moskwy, a także rosyjski archeolog Aleksander Butiagin, ścigany przez Kijów za prowadzenie prac na okupowanym Krymie. Na podstawie decyzji polskiego sądu miał on być deportowany na Ukrainę.

Poczobut został zatem przyrównany do agentów. Co prawda miał białoruski paszport w ręku (nie ma polskiego obywatelstwa), ale reżim może go w każdym momencie anulować.

Uwolnienie Poczobuta budzi w Mińsku nadzieję na normalizację stosunków z Warszawą. Był on najważniejszym „aktywem” Łukaszenki w negocjacjach z Polską i dyktator postanowił użyć tej karty dopiero teraz. O tym, że Łukaszenka liczy na coś więcej, świadczy także fakt, że w ostatnim czasie nielegalni migranci, których ruch na granicach Białorusi z państwami Unii Europejskiej kontrolują białoruskie służby, zaczęli omijać Polskę. Omijają nas też balony, za pomocą których szmuglowane są papierosy. 

Białoruś chce otwarcia granic i zniesienia sankcji

Nadzieje Łukaszenki opierają się na prostej logice: jeśli Warszawa w odpowiedzi na wcześniejsze działania Mińska zamykała przejścia graniczne (m.in. dwa dni po wyroku na Poczobuta Polska zamknęła jedno z kluczowych przejść w Bobrownikach), to teraz przejścia graniczne powinny zostać otwarte.

Otwarte granice są potrzebne Łukaszence z co najmniej dwóch powodów. Jeden to zapewnienie transportu chińskich towarów do państw Unii Europejskiej drogą lądową. Jest to istotny czynnik, ponieważ białoruskie władze chcą mieć dobre układy z Pekinem. Oczywiście dochody z tranzytu też nie są bez znaczenia. 

Drugi czynnik, moim zdaniem o wiele ważniejszy, to zapewnienie szlaku transportu dla nawozów potasowych, na którym zależy też Waszyngtonowi (Litwa zablokowała ich transport przez swój port w Kłajpedzie w lutym 2022 r., tuż przed rosyjską agresją na pełną skalę). Donald Trump wie, że nawozów tych potrzebują amerykańscy farmerzy, a ich ceny wzrosły po ataku Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran. Tymczasem zbliżają się wybory uzupełniające do Kongresu.

Pozorna „odwilż” Łukaszenki 

Nawozy to bynajmniej nie jest banalny produkt dla Białorusi. Do czasu inwazji na Ukrainę na pełną skalę Mińsk kontrolował 20 proc. światowego rynku tej produkcji. W 2019 r. dochody z eksportu nawozów potasowych stanowiły 7 proc. całkowitego białoruskiego eksportu i dawały ponad 4 proc. PKB. Na skutek sankcji eksport w 2022 r. spadł czterokrotnie, do 3 mln ton.

Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że zasoby gospodarcze Rosji się kończą, a na wojnie nie widać przełomu, więc musi jak najszybciej znaleźć inne źródła finansowania swojego reżimu. W dodatku niemal połowa białoruskiej gospodarki jest objęta sankcjami (pierwotnymi i wtórnymi); część z nich to odpowiedź na wsparcie Mińska dla wojny prowadzonej przez Moskwę.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Zachód nie da się nabrać na kolejną pseudowoltę Łukaszenki, który znów wyczuł, że trochę za bardzo zbliżył się do Rosji. Lekcje z poprzednich lat są jasne: po każdej „odwilży” w kraju rządzonym przez Łukaszenkę następuje jeszcze bardziej sroga zima niż poprzednia. 


Sprawa Butiagina

Uwolnienie Butiagina zaskoczyło Ukraińców. Stawiając go przed sądem, chcieli dowieść, że Rosjanie łamiący prawo międzynarodowe na Ukrainie nie mogą czuć się w krajach UE bezkarni. Możliwe, że włączając go do wymiany, Moskwa liczyła na zaostrzenie relacji Polski i Ukrainy

O ile władze w Kijowie reagowały ze skrywaną irytacją, o tyle Ukraińcy w sieci i mediach nie kryli, że czują się zdradzeni przez Warszawę. Lekcja na przyszłość jest taka, jak w przypadku innych spornych kwestii: warto szanować wrażliwość drugiej strony i dbać o informację. Tak jak dla większości Polaków Butiagin to jakiś Rosjanin, który naraził się Ukrainie, tak dla większości Ukraińców Poczobut to jakiś Polak, którego Łukaszenka więził. Nie ma wiedzy, a więc i zrozumienia, jak ważny jest on dla zwykłych Polaków i polskich polityków, niezależnie od obozu.

Po uwolnieniu Butiagin żalił się na „spartańskie warunki” w polskim więzieniu: mógł chodzić na spacer raz dziennie przez godzinę, czasem dwie i nie dostawał ukochanych cytrusów. Być może nie wie albo raczej udaje, że nie wie, jakie warunki panują w rosyjskich i białoruskich koloniach karnych. Np. Poczobut był regularnie karany karcerem, gdzie nie ma mowy o spacerze.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”