Plan Donalda Trumpa dla Strefy Gazy może wydawać się hojnym gestem, a zarazem pomysłem bardzo kompromisowym – zwłaszcza jeśli alternatywą jest kompletne zniszczenie tej palestyńskiej eksklawy przez Izrael.
Co zakłada plan Trumpa dla Strefy Gazy? I co jeśli Hamas go odrzuci?
Plan zakłada natychmiastowe zawieszenie broni, wypuszczenie prawie 2 tys. palestyńskich więźniów, odbudowę Gazy za pieniądze arabskich inwestorów, stopniowe wycofywanie izraelskich wojsk z jej terytorium, a także amnestię dla Hamasu, który z kolei musiałby uwolnić zakładników (i oddać ciała martwych), złożyć broń i wyrzec się władzy w Strefie.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Plan Trumpa dostrzega „aspiracje narodu palestyńskiego”, ale nie potwierdza uznania palestyńskiego państwa, gdyby takie powstało, czemu premier Beniamin Netanjahu jest przeciwny – zdecydowanie i już zupełnie otwarcie. Z kolei Gaza miałaby być zarządzana przez palestyński „technokratyczny apolityczny komitet” – tyle że nie wiadomo, kto miałby go tworzyć (nadzór nad nim miałaby sprawować „rada pokoju” pod przewodnictwem Trumpa).
Pomysłowi przyklasnął już Izrael i wiele innych państw. Hamas jest podzielony: jego negocjatorzy, rezydujący w Katarze, są gotowi na rozejm, ale zbrojne skrzydło organizacji pozostaje sceptyczne, a to w jego rękach są zakładnicy. Czas na decyzję mija w piątek 3 października – jeśli Hamas nie zaakceptuje planu, izraelska inwazja na Gazę będzie kontynuowana i zginą kolejne tysiące Palestyńczyków.
Flotylla do Gazy: gest polityczny czy próba realnej pomocy
W tym samym czasie izraelscy komandosi porwali statki flotylli Global Sumud – czterdzieści jednostek, na których było ok. 500 aktywistów i kilkadziesiąt ton pomocy humanitarnej.
Krytycy tej inicjatywy wskazują, że od początku był to bardziej performans niż realna pomoc – istniała bowiem propozycja przekazania zgromadzonego ładunku do Gazy „legalnie”, poprzez Łaciński Patriarchat Jerozolimy. Uczestnicy flotylli byli świadomi, że nie uda im się przełamać izraelskiej blokady i rejs zakończy się zatrzymaniem. Abordaż był transmitowany na żywo, a chwilę po nim wielu aktywistów udostępniło przygotowane zawczasu nagrania z tekstem: „Jeśli to oglądasz, zostałem porwany przez izraelskie siły okupacyjne”.
Chodziło więc o happening, mający zwrócić uwagę na bezkarność Izraela. Wśród zatrzymanych są szwedzka aktywistka Greta Thunberg i polski poseł Franciszek Sterczewski.
Polskie MSZ unika odpowiedzialności za polskich obywateli
Izrael oskarża uczestników flotylli o związki z terrorystami z Hamasu (czemu aktywiści zaprzeczają), ale sam, porywając humanitarną ekspedycję – i to na międzynarodowych wodach – dopuścił się w gruncie rzeczy aktu piractwa (już wcześniej statki były atakowane przez izraelskie zapewne drony, które zrzucały prawdopodobnie granaty hukowe).
Zgodnie z przewidywaniami aresztowanie aktywistów wywołało międzynarodowy skandal. Kolumbia wydaliła izraelskich dyplomatów, a w wielu europejskich miastach, także w Polsce, odbyły się protesty solidarnościowe. Komentatorzy przypominają, że podczas podobnej akcji w 2010 r. – gdy do Gazy również popłynęła flotylla statków – izraelscy komandosi zabili dziewięciu aktywistów; Izrael twierdził potem, że zaatakowali oni żołnierzy nożami.
Wzięcia odpowiedzialności za los aktywistów, obywateli Polski, unika polskie MSZ: minister Radosław Sikorski skwitował udział Polaków w tej inicjatywie słowami, że „popłynęli na własną odpowiedzialność”, a Polska „nie ma zakładników na wymianę”.
Po raz kolejny widać, że osobiste animozje są dla ministra Sikorskiego ważniejsze niż troska o własnych obywateli. A przecież nietrudno zgadnąć, jak inaczej zareagowałoby państwo izraelskie, gdyby to Izraelczycy zostali porwani.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















