Wydawałoby się, że brutalność odwetu Izraela na Hamasie osiągnęła już swoje apogeum. Fala protestów, jaka przetoczyła się przez państwa zachodnie w związku z głodzeniem Palestyńczyków z Gazy, zmusiła przecież kolejne rządy, by zaczęły wywierać silniejszy nacisk na Tel Awiw. Jednak władze Izraela niewiele się tym przejmują i właśnie zaakceptowały plan ataku na główne miasto Strefy, co oznacza mobilizację kolejnych 60 tys. rezerwistów. W sumie na terenie milionowego miasta Gaza, zrujnowanego nalotami, ma się znaleźć 130 tys. żołnierzy.
Izraelczycy nie przejmują się losem cywilów z Gazy
Co to oznacza dla stłoczonych tam cywilów? Rząd Beniamina Netanjahu zapewnia, że nie przepędzi ich tak po prostu, ale umieści w specjalnych ośrodkach – pod strażą. Równocześnie toczą się rozmowy z kilkoma państwami, do których ostatecznie mieliby trafić uchodźcy z terenów walk. To Libia, Somalia, Sudan Południowy i Uganda, czyli państwa nie tylko mało demokratyczne, ale też niestabilne.
Trudno sobie wyobrazić, by chcieli tam zamieszkać Palestyńczycy, lecz Izrael niespecjalnie przejmuje się oskarżeniami o czystki etniczne – i dotyczy to nie tylko władz, ale też społeczeństwa, które w coraz większej liczbie wychodzi protestować przeciwko rządom Netanjahu. Z haseł, jakie można wyczytać czy usłyszeć, wynika bowiem, iż głównym problemem jest lekceważenie władz kraju dla losu kilkudziesięciu pozostałych przy życiu izraelskich zakładników. Troska o życie palestyńskich kobiet i dzieci pojawia się na tych protestach marginalnie.
Izrael może zapłacić wysoką cenę za postępowanie w Gazie
Strategia ta może się okazać zwodnicza. Już dziś Izrael, który jeszcze niedawno posiadał wielu zdeklarowanych sojuszników, a po zamachach z 7 października 2023 r. spotkał się z potężnym wsparciem całego cywilizowanego świata, „wisi” wyłącznie na USA. Tymczasem doświadczenie państw europejskich z Donaldem Trumpem pokazuje, że przebudzenie z takiego snu może być brutalne, a gwarancje bezpieczeństwa nigdy nie są wieczne.
Według ostatniego badania Instytutu Gallupa już tylko 32 proc. Amerykanów popiera Izrael. Jeśli dalsze przemiany w Stanach doprowadzą w końcu do elekcji prezydenta, który odejdzie od oczywistego dziś sojuszu, Izrael będzie miał egzystencjalny problem. Malutkie państwo przyciśnięte do morza, bez głębi strategicznej, skonfliktowane z Iranem, Turcją i państwami arabskimi, może zapłacić ogromny rachunek za swego premiera, który robi dziś wszystko, byle tylko nie stanąć przed sądem za korupcję.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















