Jedno z najważniejszych wystąpień na temat Zagłady, jakie kiedykolwiek zabrzmiało w izraelskim parlamencie, wygłosił 15 lat temu Ahmad Tibi – obywatel Izraela i deputowany Knesetu jako przedstawiciel mniejszości arabskiej.
Przemawiając w styczniu 2010 r., z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, Tibi mówił o największej zbrodni we współczesnej historii, w obliczu której wszelkie podziały tracą znaczenie. Wyrażał współczucie dla bliskich ofiar – zwłaszcza tych, z którymi „żyje na tej samej ziemi” – i potępiał negowanie Zagłady spotykane w bliskowschodnich społeczeństwach (włącznie z palestyńskim).
Ahmad Tibi zwracał także uwagę na płynący z pamięci o Zagładzie imperatyw, a mianowicie: przeciwstawiania się nienawiści. W tym także rosnącej w Izraelu – już wówczas – nienawiści do Arabów. Apelował też, aby ci, którzy kiedyś byli ofiarami, potrafili dostrzec cierpienie innych. Zwłaszcza tych, którzy są ofiarami ich własnych działań, a zatem – „ofiarami ofiar”.
Pamięć była i jest nadal racją bytu państwa Izrael
Przemówienie, którego wtedy gratulowali Tibiemu nawet deputowani izraelskiej prawicy, było pierwszym tego rodzaju publicznym aktem empatii reprezentanta mniejszości arabskiej wobec żydowskiej większości. Zarazem jednak, wygłoszone rok po Operacji Płynny Ołów – w której izraelska armia zabiła w Gazie 1400 osób – było także dopominaniem się o uznanie cierpienia palestyńskiego.
Wystąpienie Tibiego jest dostępne w sieci (np. na YouTubie). Oglądane po 15 latach – zwłaszcza zaś po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i po trwającej ponad półtora roku izraelskiej rzezi odwetowej (bo dziś trudno już nazywać to zwykłą operacją wojskową) – wystąpienie Tibiego uzmysławia nie tylko, czym pamięć o Zagładzie w dzisiejszym Izraelu jest, ale także czym zdecydowanie nie jest.
Jest fundamentem wspólnoty narodowej, a w przypadku państwa jest jego regularnie deklarowaną racją bytu.
Co przecież wcale nie było od razu oczywiste, bo zrozumienie tego, co Niemcy i ich kolaboranci (zorganizowani i spontaniczni) zrobili Żydom w czasie II wojny światowej, zajęło izraelskiemu społeczeństwu wiele dekad. Oraz – jak wiemy w Polsce – nie tylko izraelskiemu.
Jak w Izraelu zmieniała się pamięć o Zagładzie
Początkowo, po powstaniu państwa w 1948 r., Ocalali przyjęci zostali w Izraelu niechętnie – za wyjątkiem garstki bohaterów zbrojnego oporu. Przypisywano im słabość, bierność, a potencjalnie także nieczyste sumienie (skoro przeżyli). O samej Zagładzie mówiono zaś raczej przez pryzmat uogólnionych raportów niż osobistych świadectw. Te nie współgrałyby z duchem epoki, w której izraelska wspólnota narodowa heroicznie zdobywała i budowała państwo.
Przełom rozpoczął się wraz z procesem niemieckiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna – jednego z organizatorów Zagłady, sądzonego w Jerozolimie w 1961 r. Dzięki bezpośrednim transmisjom opinia publiczna śledziła na żywo zeznania ponad stu świadków (głównie Ocalałych), szczegółowo opisujących przebieg Zagłady na terenie okupowanej Europy. Ich wstrząsające świadectwa uruchomiły debatę, która w efekcie ustawiła Zagładę w centrum izraelskiej tożsamości.
Dziś żyjący Ocalali otaczani są należnym szacunkiem. Nauka o Zagładzie jest obowiązkowym elementem programu nauczania. Uczniowie (i oficerowie armii) jeżdżą do miejsc kaźni na wyjazdy edukacyjne. Politycy zaś powtarzają, że tylko silne państwo może uchronić Żydów przed nowym Holokaustem.
Także izraelski Arab może symbolicznie dołączyć do wspólnoty ofiar
Dla takich ludzi jak Ahmad Tibi, a zatem nieżydowskich obywateli Izraela, uznanie wyjątkowości Zagłady jest natomiast swoistą drogą do izraelskości. Deklaracją przynależności do państwa, w którym żyją, i zgłoszeniem symbolicznego akcesu do wspólnoty pamięci – pomimo że w sensie ścisłym nie jest to ich pamięć.
Jednak skoro także Cem Özdemir – niemiecki polityk z partii Zielonych, obywatel Republiki Federalnej o tureckich korzeniach – może poczuwać się, jak to deklaruje, do niemieckiej winy (mimo że jego przodkowie żyli w czasie tamtej wojny w Anatolii), to izraelski Arab może przecież symbolicznie dołączyć do wspólnoty ofiar.
Przypadków takich nie ma wiele. Jeśli się jednak zdarzają, budzą po stronie żydowskiej autentyczne wzruszenie. Gdy Ja’ir Lapid (obecnie polityk opozycji, a wówczas dziennikarz) rozmawiał z Tibim po jego przemówieniu, wydawał się bliski płaczu.
Jak współczesny Izrael interpretuje hasło „Nigdy więcej”
Tym wszystkim pamięć o Zagładzie w dzisiejszym Izraelu jest. Z całą pewnością nie jest natomiast – wbrew nadziejom Tibiego – uniwersalnym napomnieniem co do praw i godności człowieka. Przynajmniej nie z punktu widzenia władz i większości obywateli.
Z perspektywy diaspory może to wyglądać inaczej – przykładem zaangażowanie Żydów amerykańskich na rzecz zniesienia segregacji rasowej w USA. Jednak z perspektywy współczesnych Izraelczyków Zagłada jest tragedią wyjątkową i niepowtarzalną, ale tragedią w najściślejszym sensie narodową, z której – jeśli wynikają jakieś moralne zobowiązania – to raczej świata wobec Izraela, a nie Izraela wobec kogokolwiek. Hasło „Nigdy więcej” oznacza tam zdecydowanie bardziej „Nigdy więcej nam” niż „Nigdy więcej nikomu”.
Zrozumienie tego jest jednym z kluczy do zrozumienia Izraela. W tym także zauważalnej osobności czy też – mówiąc otwarcie – amoralności jego polityki zagranicznej.
Dlaczego np. Izrael nie poczuwa się do solidarności z zaatakowaną Ukrainą? Bo nie jest to jego sprawa. Dlaczego jednym z najlepszych przyjaciół Izraela w UE jest Orbán, polityk umniejszający rolę Węgier w Zagładzie węgierskich Żydów? Bo jest użyteczny i służy bieżącym interesom. Dlaczego władze w Jerozolimie dostarczają technologię do inwigilowania opozycji licznym reżimom, od Rwandy przez Serbię po Uzbekistan i Mjanmę? Bo powiększa to szeregi ich międzynarodowych sojuszników.
Pamięć o Zagładzie nie ma tu – z ich perspektywy – nic do rzeczy.
Pamięć o Zagładzie i wojna w Gazie
Jak to możliwe – idąc dalej – że na czele Instytutu Yad Vashem, głównej instytucji pielęgnującej pamięć o Zagładzie, stoi Dani Dajan, etniczny nacjonalista, przez lata jeden z liderów ruchu na rzecz żydowskiej kolonizacji Zachodniego Brzegu Jordanu? Po pierwsze dlatego, że jest to nominacja polityczna. Po drugie, czy nacjonalista nie może piastować stanowiska strażnika narodowej pamięci? Doświadczenie podpowiada, że może.
Jak to możliwe – wreszcie – że w imię pamięci o Zagładzie można obecnie otwarcie i bez poczucia dysonansu domagać się „wypalenia Gazy żywym ogniem”, „wybicia Palestyńczyków do nogi” albo ich zagłodzenia? Możliwe, jeśli uznaje się Zagładę wyłącznie za tragedię narodową, z której jedyną lekcją jest to, że Żydzi nie mogą być słabi.
Dlatego też izraelscy żołnierze – w tym wnuki i prawnuki Ocalałych – którzy od 19 miesięcy równają Gazę z ziemią, szczerze wierzą, że realizują tym hasło „Nigdy więcej” i zapobiegają kolejnemu Holokaustowi, a przynajmniej kolejnemu 7 października 2023 roku.
Zamach ten był zaś – jak powtarzają władze – „największym atakiem na Żydów od czasu Holokaustu”. Zapominając np. że w latach 1976-1983 argentyńska junta wojskowa zamordowała i „zniknęła” niemal 2 tys. żydowskich obywateli Argentyny.
Izrael uważa się jednak nie tylko za depozytariusza, ale też dysponenta pamięci o Zagładzie. Dlatego choć jego przywódcy na przestrzeni dekad konsekwentnie (i zasadnie) bronili jej unikalności (nawet na tle np. ludobójstwa Ormian), to po 7 października 2023 r. premier Beniamin Netanjahu nie miał oporów, by nazwać Hamas „nowymi nazistami”, a jego zbrodnię porównać do tej w Babim Jarze w 1941 r. Netanjahu uważa, że jemu – jako przywódcy państwa żydowskiego – wolno.
Niechciana uniwersalność Zagłady
Nie bez przyczyny było zatem, że gdy pod koniec marca niemiecka fundacja zarządzająca miejscem pamięci na terenie obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie ogłosiła, że wystąpienie w czasie uroczystości z okazji 80. rocznicy wyzwolenia więźniów tego obozu przez armię USA wygłosi Omri Boehm – izraelski filozof – izraelska ambasada przypuściła atak i doprowadziła do jego odwołania.
Boehm – znany z krytycznych wypowiedzi pod adresem swojego państwa i jego premiera – miał, jak wyjaśniali organizatorzy, przedstawić swoje „głębokie, etycznie ufundowane refleksje na temat relacji między historią a pamięcią, w szczególności zaś na temat wartości uniwersalnych praw człowieka i ich znaczenia w kontekście zbrodni narodowego socjalizmu”.
Przedstawicielstwo państwa Izrael uznało najwyraźniej, że tego rodzaju refleksje i tego rodzaju prelegent nie są do niczego potrzebni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















