Polska niepodległość różnorodna jak las. Co warto w niej pielęgnować?

Jakiej pamięci potrzebujemy, by ożywić ducha wspólnoty w dobie polaryzacji i mediów społecznościowych? Oto lekcje znad Grobu Nieznanego Żołnierza.
Czyta się kilka minut
Ilustracja: APAYO / Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”
Ilustracja: APAYO / Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Odporne społeczeństwo jest jak stary las.

Nie ma w nim dwóch takich samych drzew, nie ma dwóch identycznych polan. Nie ma też dwóch takich samych dni, bo las, żeby trwać, nieustannie się zmienia. Dlatego każde odwiedziny w nim są tak fascynującym i kojącym doświadczeniem.

Wiele lat temu las, w którym mieszkaliśmy, został wycięty i spalony. Potem nie mógł się odrodzić, bo zamieniono go w przemysłową plantację drewna. Dębowe mateczniki w głębi i brzozowe zagajniki na obrzeżach zastąpiono równymi rzędami szybkorosnących sosen.

Ale ziemia pamięta. Spytajcie rolnika, spytajcie przyrodniczki – powiedzą to samo. Gdzieś głęboko wciąż trwają żywe ślady lasu. Układ wzgórz, rytm deszczów, kierunki wiatru będą sprzyjać jego odtwarzaniu.

To nie będzie ten sam las, ale może stać się równie bogaty. Znów różnorodny, inny o każdej porze roku, na nowo scalony niedostępną dla ludzkiego oka podziemną plątaniną korzeni. Znów odporny.

Jeśli tylko pozwolimy mu się odrodzić.

Grób Nieznanego Żołnierza symbolem niepodległości

Nie robimy tego po raz pierwszy. Po roku 1918 pokolenie pradziadków stanęło przed tym samym dylematem. Jedną z odpowiedzi na potrzebę zakorzenienia społeczeństwa w nowej rzeczywistości stał się Grób Nieznanego Żołnierza. Kilka dni temu świętowaliśmy stulecie jego odsłonięcia, ale nie tylko dlatego warto przyjrzeć się kulisom tej inicjatywy.

Przede wszystkim to nie przypadek, że Grób Nieznanego Żołnierza uroczyście zainaugurowano 2 listopada, w Dzień Zaduszny. Zwolennicy tej inicjatywy rozumieli, że nowe opowieści, mity i rytuały nie mogą być tworzone w pustce. Przyjmą się tylko, jeśli będą wyrastać z tego, co ludzie już znają, czują i robią.

Uruchamianie odtwarzacza...

Nie ma wspólnoty pamięci bez kalendarza świąt. Ale – jak zauważa Paul Connerton, jeden z twórców współczesnych badań nad pamięcią – nowe i stare kalendarze muszą współistnieć. Dlatego właśnie Boże Narodzenie celebrujemy w okolicach zimowego przesilenia, w miejscu rzymskiego święta Sol Invictus. W ten sposób chrześcijaństwa nie trzeba było uczyć „od nowa” – Chrystus stawał się po prostu nowym wcieleniem dawnych bóstw solarnych, zakorzeniał w tym, co znane.

Podobnie Nieznany Żołnierz, choć symbolizował nową, obcą wielu ówczesnym Polakom wspólnotę, od razu przejmował na siebie wiele cech bliskich zmarłych, wspominanych w Dzień Zaduszny, a wcześniej, oczywiście, podczas dziadów.

Jak Polacy oswajali niepodległość po 1918 roku

Jak bardzo obca była ta nowa wspólnota i jak bardzo wymagała opowiedzenia, pokazują broszury edukacyjne z początku dwudziestolecia międzywojennego. Mieszkańcom wsi czy miasteczek, jeszcze niedawno poddanym tego czy innego imperium, przez pokolenia rusyfikowanym czy germanizowanym, naprawdę niełatwo było zrozumieć, czemu w ogóle powinna obchodzić ich niepodległość.

Autorzy poradnika „Dlaczego świętujemy dziesiątą rocznicę odzyskania Niepodległości?”, wydanego – jak łatwo policzyć – w roku 1928, przyjmują prostą strategię odwołania do tego, co bliskie – zakorzenienia niepodległości w pamięci lokalnej i rodzinnej. 

„Naród polski jest jak jedna wielka rodzina, a przecież i w rodzinie również, kiedy nadchodzi dzień rocznicy ślubu czy wesela, dzień imienin czy innego radosnego zdarzenia – zbierają się wszyscy, do rodziny należący, składają sobie życzenia, weselą się i uroczystość obchodzą cały dzień. W takich chwilach wszyscy członkowie rodziny, zebrani razem, czują się związani miłością i szacunkiem wzajemnym, czują się jakby jednem nierozerwalnym ciałem”.

W innej książeczce, „Dzień 11 listopada. Święto państwowe Rzeczpospolitej Polskiej”, zastosowana zostaje odwrotna strategia – usytuowanie polskości na mapie świata. 

„Czym 14 lipca dla Francuzów, tym ów dzień dla nas Polaków”. Później dostajemy jeszcze odniesienie do symboliki religijnej: „[to] dzień Zmartwychwstania Polski, (...) w którym sprawiedliwość dziejowa wydała wyrok na zaborców, naprawiając zbrodnię popełnioną sto kilkanaście lat temu”.

Ale potem znów wykorzystany zostaje obraz bardzo swojski: „Jak skrzętny gospodarz – po znojnym dniu pracy zasiadłszy przy stole w gronie rodziny, z radością ogląda owoce swych dziennych trudów i zastanawia się nad tym, co pozostaje mu w dniu jutrzejszym do wykonania, tak też i my zdajemy w dniu 11 listopada rachunek z dotychczasowych czynów, a równocześnie układamy plany dalszych prac”.

To nie przypadek, że sięgnięto wtedy do opowieści o tym, że Polska jest jak dom albo jak miejscowość, o którą się wspólnie troszczymy. Pamięć rodzinna, lokalna, regionalna, trwająca mimo wysiłków zaborców, jest zawsze najbardziej żywotna. Najtrudniej ją wykorzenić.

Chwała zwyciężonym i narodziny wspólnej pamięci

Grób Nieznanego Żołnierza wyrósł z potrzeby opowiedzenia, że Polska nie jest gdzieś daleko, tylko tutaj. To obywatele zaproponowali tę ideę politykom, a nie odwrotnie.

Po ponad stuleciu powstań narodowych mogiły partyzantów były czymś powszechnym. Na wpół zapomniane lub – przeciwnie – w sekrecie czczone przez lokalną społeczność – stanowiły rozpoznawalny znak pamięci, o czym przypominała choćby Eliza Orzeszkowa w „Gloria victis”.

Ilustracja: APAYO / Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Już jesienią 1920 r. u wylotu alei 3 Maja mieszkańcy Warszawy ustawili sarkofag zwieńczony orłem z tablicą „Poległym za Ojczyznę”. Był to rodzaj improwizowanego pomnika, odpowiadającego na potrzebę chwili. Doczekał się on zresztą pewnej akceptacji ze strony władz – w Święto Zmarłych odbyły się pod nim uroczystości z udziałem premiera Wincentego Witosa i marszałka Sejmu Wojciecha Trąmpczyńskiego.

Niedługo po tym, jak tymczasowy monument zniknął z pejzażu stolicy, zawiązał się w Warszawie Komitet Uczczenia Poległych 1914-1920, wysuwający inicjatywę zbudowania w katedrze św. Jana kapliczki dla uczczenia „600 000 bohaterskich Synów Polski poległych za Ojczyznę”. Równolegle uformowało się stowarzyszenie Polski Żałobny Krzyż, promujące ideę zbudowania obok parku Skaryszewskiego pomnika ku czci Polskiego Nieznanego Żołnierza.

Pomysł „budowy Grobu Nieznanego Żołnierza na wzór francuski” narodził się najprawdopodobniej w redakcji „Polski Zbrojnej” ok. 1922 r. Wobec kłopotów z finansowaniem, na początku 1925 r. płk Gustaw Paszkiewicz występuje na łamach pisma z apelem do kawalerów orderu Virtuti Militari o przeznaczenie na ten cel 1 proc. pensji orderowej.

Jedna zamiast tysięcy rozproszonych mogił

Wreszcie pomysł doczekał się oficjalnego uznania. 30 listopada 1923 r. powołany zostaje tymczasowy komitet organizacyjny, z generałami Hallerem i Rozwadowskim na czele. 24 stycznia 1925 r. minister Władysław Sikorski przedstawia Radzie Ministrów wniosek w sprawie ustanowienia i budowy pomnika na cześć Bojowników o Niepodległość Ojczyzny w arkadach Pałacu Saskiego

Szczegóły wyboru pola bitwy i ekshumacji szczątków reguluje Rozkaz Dzienny nr 33 Ministerstwa Spraw Wojskowych z 31 marca 1925 r. Spośród piętnastu wstępnie wytypowanych pól bitwy wylosowano to, z którego ostatecznie ekshumowany zostanie „nieznany żołnierz”. 

Ich wybór uzasadniono następująco: „[konieczna jest] wielka liczba poległych na ograniczonej przestrzeni. Tylko w tych bowiem warunkach może być mowa o żołnierzu nieznanym, jako jednym z wielu poległych w walce ciężkiej i krwawej”

2 listopada 1925 r. odbywa się w obecności najważniejszych dostojników i tłumów zgromadzonych na placu Saskim uroczysty pogrzeb zwłok Nieznanego Żołnierza Polskiego, poległego w walce za wolność Ojczyzny. 

Ceremonia ma formę pogrzebu z konduktem i przywodzi na myśl wszystkie oddolne manifestacje żałobne, jakie ożywiały ducha narodowego przez ponad stulecie zaborów, np. pogrzeb Staszica i wdowy po generale Sowińskim. Trumna złożona na łożu działowym spuszczona zostaje do grobu przy akompaniamencie salw honorowych. Nieznany Żołnierz dołącza do panteonu królów i bohaterów, dla których dotychczas ceremoniał ten był zarezerwowany.

Grób Nieznanego Żołnierza szybko staje się jednym z najważniejszych miejsc pamięci na mapie Polski. Odbywają się tu uroczystości związane z odzyskaniem niepodległości i pamięcią wojny polsko-bolszewickiej. Ale o jego sile przesądza fakt, że w jakiś sposób wyrasta z tysięcy podobnych mogił rozsypanych po całej Polsce i poza jej granicami. Czerpie z nich siłę, symbolizuje je, nadaje im wspólny sens.

Po Wielkiej Wojnie ofiary ważniejsze od herosów

Ale była to inicjatywa oddolna i zakorzeniona w jeszcze jednym sensie. Wspomniany już wcześniej Paul Connerton w książce „The Spirit of Mourning: History, Memory and the Body” przekonuje, że współczesna kultura pamięci „wyrosła z ducha żałoby”, a największym wyzwaniem dla społeczeństw XX wieku było to, by technologia tej żałoby nadążyła za technologią zabijania.

Gdybyśmy sięgnęli do najdawniejszych przedstawień konfliktów zbrojnych, odnaleźlibyśmy powtarzający się przez tysiąclecia obraz zwycięskiego wodza czy bohatera. Ogromny faraon góruje nad szeregami rzuconych na kolana wrogów. Rzymski cesarz wznosi kolumnę, na której jako triumfator wiedzie zastępy pokonanych. Karol Wielki pędzi konno z wzniesioną bronią, a jego wrogowie kładą się niczym smagana wiatrem trzcina. 

Dziedzictwem tej tradycji są wszystkie niemal pomniki, aż do XIX wieku upamiętniające bitwy i wojny. Pokonani, ofiary cywilne, ale też zwykli żołnierze w ogóle nie mieli swoich miejsc pamięci.

I wojna światowa przyniosła horror, z którym nie potrafiliśmy sobie poradzić, wykorzystując dawne formy pamiętania, dopasowane do starego typu bitew: „detalicznego”, a nie „hurtowego” odbierania życia. Nowe formy mobilizacji i nowe technologie zabijania zrodziły potrzebę nowych form upamiętnienia.

Groby nieznanego żołnierza od Arlington po Warszawę

Jedną z nich były popularne do dziś tablice z imionami i nazwiskami albo z samą tylko liczbą poległych. Stanowiły wymowny znak nowej, przerażającej epoki, zarazem jednak rozpraszały żałobę pomiędzy wiele różnych osób. Nie miały tej mitologizującej mocy, jaką dysponowały dawne figury osobowych bohaterów.

Stąd stopniowo wyłoniła się potrzeba skoncentrowania energii żałoby na jednym żołnierzu, który – wciąż anonimowy – będzie w sposób wyobrażony reprezentował zbiorowość. Tak narodził się Nieznany Żołnierz, bohater przerażających czasów masowej mobilizacji.

Nasz Grób Nieznanego Żołnierza nie jest, oczywiście, pierwszy. Tym większa jest jednak jego siła, że polskie doświadczenie wpisuje w globalną wspólnotę losu – a przynajmniej we wspólnotę losu Zachodu, bo przecież wiele narodów dopiero znacznie później dostało szansę opowiedzenia o swych bliskich poległych na polach nowoczesnych bitew.

Gdzieś głęboko pod ziemią ciągną się więc korzenie pamięci, które plac Piłsudskiego łączą z jednej strony z Paryżem, Londynem czy cmentarzem w Arlington w Wirginii, z drugiej zaś z Dubienką, Ostrołęką i  Siemiatyczami.

Odporny patriotyzm

Jaka lekcja płynie z tych doświadczeń? Jakiej pamięci potrzebujemy, by podtrzymać i ożywić ducha wspólnoty w czasach mediów społecznościowych i wojen hybrydowych?

Od pewnego czasu karierę w kilku na pozór niepowiązanych obszarach debaty publicznej (np. bezpieczeństwo, psychologia, finanse, żywienie) robi angielskie pojęcie resilience. Dość trudno przełożyć je na polski, ponieważ oznacza zarówno odporność – która kojarzy się zwykle z jakimś rodzajem twardości czy pancerza – jak i elastyczność, a więc zdolność do adaptacji i odzyskiwania równowagi.

System, który określimy jako resilient, jest więc silny raczej siłą trawy niż dębu. Potrafi się podnieść, odbudować, dostosować do nowych warunków. Bo na dłuższą metę najtrwalsza okazuje się zmienność. Odporna w tym sensie jest zwinna partyzantka, a nie naszpikowany elektroniką opancerzony lotniskowiec za 5 mld dolarów. 

Odporny jest taki system produkcji i dystrybucji żywności, który opiera się na różnych roślinach i różnych formach przetwórstwa. Ciągnąca się po horyzont monokultura pszenicy nie jest odporna. Choćby dawała najwyższe plony, jej siła jest jednocześnie jej słabością. Wystarczy istotna zmiana jednego parametru klimatycznego albo jeden pasożyt, by pozbawić żywności cały kontynent.

Wzorem odporności pozostaje stary las. Taki, w którym przemieszane są różne gatunki, różne piętra i różne pokolenia roślin.

Co dziś znaczyłby dla nas odporny patriotyzm? Czym byłyby: odporna kultura, odporne społeczeństwo, odporne instytucje?

Symbol trwalszy od polityki

Wydaje się, że z badań nad odpornością i z historii najbardziej udanych inicjatyw pamięciowych – takich jak Grób Nieznanego Żołnierza – wyciągnąć można kilka wniosków.

Po pierwsze, wielość jest lepsza niż jednorodność, ale zarazem połączenie lepsze niż wyspowość. Musimy wspierać bogactwo form przeżywania polskiej tożsamości, które by jednocześnie nie prowadziło do rozpadu na niepowiązane regiony czy wręcz atomizacji i zanegowania sensu przestrzeni wspólnej w ogóle.

Po drugie, zdolność do adaptacji jest lepsza niż niezmienność, ale warunkiem przetrwania jest ciągłość i unikanie „twardych resetów”. Odporny system musi się zmieniać. Warunkiem trwania jest jednak stworzenie instytucjonalnych ram ciągłości, w obrębie których następowałaby płynna transmisja tego, co najważniejsze, między kadencjami, pokoleniami czy wręcz epokami.

I znów – oznacza to, że musi istnieć pewna przestrzeń wspólna, którą po zmianie chcemy nadal rozwijać – być może w nieco inny sposób i w nieco innym kierunku, ale bez negacji i wypalania gorącym żelazem. W dobrym, spokojnym czasie taki konsensus umożliwia zmiany rządów i kadencji bez każdorazowych trzęsień ziemi. W czasie radykalnego kryzysu okazuje się niezbędny dla przetrwania (trudno, zauważmy, korzystać w sytuacji wojny z czegoś, czego się podczas pokoju nie zbudowało).

Las pamięci i zakorzeniona niepodległość

Wszystko to łączy się właśnie w pojęciu zakorzenienia. Jest ono nawet lepsze od odporności (czy rezyliencji), bo mówi nie tylko, co chcemy uzyskać, ale też, jak nad tym pracować.

Uczmy więc patriotyzmu tak, jakbyśmy uczyli przyrody. Najlepiej przez wizyty w lesie. Twórzmy przestrzeń do samodzielnego odkrywania historii w całym jej bogactwie. Zachęcajmy do spacerów, obserwowania, czasem wręcz do zgubienia się wśród postaci, miejsc i wydarzeń.

Musimy odzyskać orientację w przestrzeni. Las pamięci jest zróżnicowany, ale opleciony siecią powiązań. Jego przeciwieństwem byłaby przemysłowa monokultura pamięci, oferująca fałszywą wizję jednorodnej, ogólnopolskiej czy zglobalizowanej tożsamości. Nie ma i nie będzie jednego przepisu na patriotyzm dla całej Polski ani tym bardziej dla całego świata.

Możemy za to odkrywać coś, co nas łączy. Historia regionalna i rodzinna to włókna, które splatają się w historię Polski. Żaden zagajnik ani tym bardziej żadna roślina nie funkcjonuje oddzielnie od całego lasu, choć każda tworzy jego ważny element. Nie da się zrozumieć organizmu bez zrozumienia jego ekosystemu.

Patriotyzm w czasach globalnego kapitalizmu

Podobnie nie da się zrozumieć ani przeszłości, ani przyszłości Polski, nie uwzględniając zmian o charakterze światowym. I nie da się być dziś polskim patriotą nie szukając – jak czynili to sto lat temu nasi przodkowie – odpowiedzi na globalne wyzwania. 

Jak możemy, jako wspólnota, odpowiedzieć na pytania przynoszone przez nowe technologie? Jaka jest nasza rola jako części większej całości? W jaki sposób nasza pamięć wchodzi w dialog z tym, co dzieje się w Paryżu, Kijowie, Waszyngtonie, Seulu?

Na analogicznej zasadzie odzyskać musimy nasz czas. Coraz mniej zwolenników ma dziś idea „końca historii” i wizja globalnej kultury roztopionej w wiecznej teraźniejszości. Ma ona swój wymiar polityczny czy metafizyczny – kapitalizm jako ostateczna forma wymiany towarowej, liberalizm jako najlepszy ustrój itp. Ma jednak także bardzo przyziemny aspekt.

Globalny kapitalizm obiecuje nam bowiem truskawki przez cały rok. A jeśli ktoś akurat nie lubi truskawek – szparagi, pomidory, pomarańcze. Mrożone, wytwarzane w szklarniach i podziemnych laboratoriach tuż przy naszych domach, albo – przeciwnie – przywiezione z odległych krain, gdzie akurat trwa lato.

Rodzi to ogromne koszty ludzkie i ekologiczne, których coraz bardziej jesteśmy świadomi. Ale ma też bardziej ulotną konsekwencję, którą długo przegapialiśmy, a teraz zaczynamy odkrywać na nowo.

Sezon na Polskę – jak odzyskać rytm i sens świąt

Kultura prezentyzmu – w kuchni czy gdziekolwiek indziej – prowadzi do utraty sezonowości. Świat traci rytm, w który wsłuchiwaliśmy się od świtu ludzkości. Rytm wytańczony przez naszych najdawniejszych przodków, opisany przez Hezjoda, utrwalony w wiejskich przysłowiach, rytm nadający strukturę naszym świętom i naszej pamięci.

To nie przypadek, że na Boże Narodzenie jemy nad Wisłą suszone grzyby, że Wielki Post wypada na przednówku, że Wielkanoc kojarzy się w Polsce z nowalijkami. Nawet halloweenowa dynia, mimo że stanowi u nas gatunek świeży, według niektórych wręcz inwazyjny, jest śladem pewnej sezonowości, choć przedziwnie zglobalizowanej.

To pragnienie regionalności i sezonowości na razie eksploatują (paradoksalnie) globalne korporacje – jak McDonald’s oferujący regionalne specjały lub celebrujący doroczny powrót burgera drwala. Twórcy kultury, instytucje i samo państwo też mają tu mnóstwo do odkrycia. Jeśli szukamy patriotyzmu zakorzenionego, odpornego, a zarazem atrakcyjnego, musimy myśleć tak, jak twórcy Grobu Nieznanego Żołnierza dokonujący jego inauguracji w Dzień Zaduszny.

Tędy właśnie wiedzie nasza droga. Przez odkrywanie różnorodności, która składa się na polską tożsamość. Przez uważne obserwowanie zmienności i wsłuchanie w cykl dorocznych świąt. Pozwólmy rosnąć lasowi naszej pamięci. Stwórzmy warunki, by się odrodził i zakorzenił. Za sto lat podziękują nam za to wnuki naszych dzieci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Patrioci idą w las