Polakom coraz trudniej narzekać. Co w Polsce działa, co się udało?

Zrobiłem w mediach społecznościowych prywatną ankietę. Okazało się, że tradycyjne polskie narzekanie wymaga dziś coraz większego wysiłku.
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Zuzanna Kowalska dla „TP"
Ilustracja: Zuzanna Kowalska dla „TP"

Polska – państwo z kartonu”. W takim myśleniu tkwimy, od kiedy sięgnąć pamięcią. Twierdzi tak zarówno lewica, jak i prawica. No, chyba że rządzi, ale wtedy, jak to ktoś ujął, państwo nadal jest z kartonu, tyle że na kartonie namalowani są żołnierze wyklęci. Również obecna koalicja i jej zwolennicy wydają się pogodzeni z faktem, że skazani jesteśmy na ten kartonowy dryf, bo rządzący są już zbyt zmęczeni i wyjałowieni, by cokolwiek zmienić.

Ale co, jeśli teza o „państwie z kartonu” jest nieprawdziwa? Albo przynajmniej nie w pełni prawdziwa? Co, jeśli tylko wmówiliśmy sobie kompleks niższości, któremu – jak to często bywa – towarzyszy mania wielkości? Co, jeśli tak naprawdę jesteśmy całkiem nieźle się rozwijającym krajem, sprawnym i stojącym na dość wysokim stopniu rozwoju, a nasza samoocena po prostu ciągnie się za nami siłą inercji? Co, jeśli jest tylko reliktem dawnych czasów, w których – z wielu powodów – trudno było Polskę lubić?

Czy okazywanie dumy z Polski to nacjonalizm

Bo cóż, łatwo nie mieliśmy: jak nie pańszczyzna, która zamieniała życie większości mieszkańców Polski w szaroburą wegetację, to rosyjski albo pruski zaborczy reżim (Austria była jednak nieco inną historią). Jak nie jedna i druga wojna, to przed- i powojenna bieda oraz wymuszona przez to wszystko patologizacja życia społecznego. 

A do tego jeszcze peerelowskie kryzysy i szarzyzna, przerywane tylko przez etapy rozwojowego optymizmu (odbudowa, „mała stabilizacja”, Gierek itd.). Następnie dzikie lata 90. z ich wyspowym rozwojem, a pod wieloma względami strukturalnym upadkiem. A i obecnie – rzeczywistość naznaczona naprzemiennymi rządami wrogich sobie partii.

Nawet Ukraińcy, obywatele kraju naznaczonego wojną, zdają się podchodzić do swojego państwa bardziej entuzjastycznie, choć można powiedzieć, że jest to entuzjazm charakterystyczny dla nowych projektów, zaczął się bowiem na dobre dopiero po Majdanie, który wyznaczył początek nowej Ukrainy ze świeżą tożsamością.

Ukraińcy rzucili się wtedy naprawiać swoje państwo mniej więcej tak samo, jak Polacy po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej. Wojna i skuteczna obrona tylko ten entuzjazm wzmocniły. 

Ilustracja: Zuzanna Kowalska dla „TP"

I choć nie znaczy to, oczywiście, że Ukraińcy na swoją rzeczywistość nie narzekają, to jednak, gdy rozmawia Polak z Ukraińcem, widać zdecydowaną różnicę w podejściu do swoich państw: Polak najczęściej jest Polską rozczarowany, narzeka i psioczy w trybie, który opisał Adam Leszczyński w książce „No dno po prostu jest Polska”. 

Ukrainiec będzie zaś raczej bronił swojego kraju, wskazywał, owszem, na trudności, ale i szukał sposobów na ich rozwiązywanie. Co ciekawe, ten sam Ukrainiec może być również do Polski nastawiony o wiele bardziej pozytywnie niż jego polski rozmówca.

Zgoda, wielu Polaków manifestuje dumę z Polski, ale jest to często bezkrytyczne dudnienie w tarabany: Polska jest najlepsza, bo jest najlepsza, a im głośniejsze dudnienie, tym bardziej budzi podejrzenia, że jest to tromtadracja rosyjskiego typu, próbująca deklarowanym patriotyzmem przyćmić kiepską sytuację.

Z drugiej strony, w oczach równie wielu Polaków manifestowanie zadowolenia z własnego kraju jawi się jako nacjonalizm: tak przecież odbierana była np. moda na „patriotyczną” odzież. I o ile biznes ten faktycznie miał po części nacjonalistyczne pochodzenie, to przecież ludzie, którzy te koszulki z Polską Walczącą czy Żołnierzami Wyklętymi nosili, niekoniecznie byli nacjonalistami. 

Wielu nosiło te symbole na takiej samej zasadzie, na jakiej Brytyjczycy i Amerykanie noszą ubrania z własną flagą.

Czy umiemy mówić o Polsce bez ironii

Każdy, kto oglądał „Gang Olsena”, wie doskonale, że za każdym razem, kiedy przywódca gangu, Egon Olsen, wychodzi z więzienia, przyjaciele witają go wymachując duńskimi flagami. Nam wciąż trudno wyobrazić sobie siebie, jak w radosnym uniesieniu wymachujemy symbolami narodowymi. Chyba że piłkarska reprezentacja wygrywa mecz, ale to przecież nie zdarza się często.

Inny przykład: znany fiński profil instagramowy „Nina in Sauna” cały czas operuje retoryką „my Finowie”: „my Finowie robimy tę rzecz tak, a tamtą inaczej, i z dumą was o tym informujemy”. Kiedy ostatni raz ktoś coś takiego – bez ironii, nawet nie z dumą, ale ze zwykłym zadowoleniem – mówił o Polsce? Przechwałki, jak to się u nas pije, się nie liczą.

Ilustracja: Zuzanna Kowalska dla „TP"

Ale rzeczywistość się zmienia. A wraz z nią, powoli, nasze nastawienie do niej. Wspomniany Adam Leszczyński, autor książki starającej się wyjaśnić źródło polskiego autoszowinizmu i ciągłego malkontenctwa, zauważa, że dziś sytuacja jest już jednak inna niż w czasie, kiedy tę książkę pisał. A było to właściwie niedawno, bo w 2017 r.

– Myślę, że Polakom w wielu dziedzinach afirmacji dziś nie brakuje – mówi. – Przeciwnie, widzę dumę z naszego cywilizacyjnego sukcesu, rosnące poczucie wyższości, także wobec Zachodu, który niektórzy ludzie uważają za dekadencki, co jest zresztą podlewane ksenofobią i rasizmem.

Ale czy naprawdę zadowolenie z własnej rzeczywistości musi się z tym łączyć? Czy nie potrzebujemy pozytywnego, ale nie na przemian tromtadrackiego i krytykanckiego myślenia o własnym kraju? Zapytałem w mediach społecznościowych, na Facebooku i portalu X (dawnym Twitterze), nie o to, co według ich użytkowników w Polsce nie działa, bo takich ankiet były już tysiące, ale o to, co działa. Odzew był ogromny. Tak jakby już samo pytanie wzbudziło wielką ulgę.

Oto okazało się, że nie jest aż tak źle. Przynajmniej w niektórych sektorach.

Co naprawdę działa w Polsce: cyfryzacja, transport, bezpieczeństwo

„Całkowicie zelektronizowana obsługa podatnika oraz fakt, że online można załatwić zakładanie firmy i jej obsługę księgową. Sprawnie działająca bankowość i to, że prawie wszędzie da się zapłacić jakimś środkiem płatności online” (np. Blikiem, a Blik, polski projekt, wskazywany był w odpowiedziach bardzo często) – wylicza dziennikarz Michał Gostkiewicz.

Chwali również elektroniczną obsługę urzędów, np. umawianie w nich wizyt, a także usługi państwowe dostępne online, takie jak mObywatel, elektroniczne potwierdzenie tożsamości i podpisów.

„Plus jedna zmiana, widoczna wszędzie, gdzie byłem, naprawdę zero złych doświadczeń: urzędnicy w samorządach, w administracji czy w skarbówce są  m i l i” – puentuje Gostkiewicz.

Ilustracja: Zuzanna Kowalska dla „TP"

Kolejne pozycje na jego liście będą powracały w wielu innych opiniach: to bardzo dobry transport miejski w dużych miastach, duża zmiana na lepsze w transporcie kolejowym, cyfryzacja kupowania biletów PKP i transportu miejskiego. A także, wylicza dziennikarz: 

„porządne drogi, od autostrad po schetynówki i mniejsze drogi lokalne; sortowanie śmieci, które działa lepiej bądź gorzej, ale działa; świetna jakość jedzenia od bazarków przez supermarkety po knajpy; coraz większa świadomość potrzeby ochrony przyrody, choć dużo tu jeszcze do zrobienia; czystość ulic, metra, przystanków, toalet, dworców kolejowych”. 

Także warszawski przewodnik, Paweł Szczerkowski, podkreśla, że na czystość ulic, stacji metra i toalet publicznych zwracają uwagę turyści.

Adam Szczepański z pomorskiego oddziału Razem od kilkunastu lat pracuje przy Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich, więc, jak zapewnia, „wie, co pisze”. Podaje przykład urzędów gmin, w których „wbrew stereotypom pracują ludzie z pasją, mający w małym palcu wszystkie możliwe programy unijne”. Do tego „infrastruktura społeczna, kulturalna czy edukacyjna na wsi często bije tę w miastach”.

„Obszary wiejskie – pisze Szczepański – cierpią przez lata zaniedbań po transformacji w tych dziedzinach, w których państwo się wycofało (najczęstszy przykład to brak PKS-ów, skasowana kolej). Ale w tych obszarach, które znajdują się w zakresie kompetencji gmin, naprawdę dobijamy do standardów zachodnich”.

Paweł Sołtys, pisarz i piosenkarz znany jako Pablopavo, chwali transport publiczny w Warszawie, a Joanna Dziwak, poetka mieszkająca w Krakowie – sklepy czynne do późnych godzin. Krakowską dziennikarkę Annę Piątkowską cieszy PIT przez internet. Jerzy Gorzelik, górnośląski działacz regionalny i samorządowy, wymienia stacje benzynowe. 

„Dużo ich, czynne non-stop – pisze. – Szerokie spektrum usług, totemy z cenami widoczne od autostrady czy drogi, większość ma LPG. W innych państwach UE to nie jest oczywistość”.

Beata Siemieniako, prawniczka i działaczka społeczna, która często w sprawach ludzi, których nie stać na adwokata, występuje pro bono, docenia to, że Polska jest krajem bezpiecznym. „Po prostu statystycznie jest bezpiecznie na ulicach, a i ogólna liczba przestępstw w Polsce jest dwukrotnie mniejsza niż 20 lat temu” – pisze.

Społeczna energia: WOŚP, OSP i instytucje obywatelskie

Tomasz Stachewicz, przedsiębiorca z branży IT, do bezpieczeństwa, które jest „czymś, czego nie widzimy, a co wyróżnia Polskę bardzo na plus”, dodaje kulturę – „od książek i teatrów po filmy, na naprawdę niezłym poziomie”, a także „brak korupcji, przynajmniej na szczeblu, na jakim operuje typowy obywatel”.

Z tym ostatnim zgadza się publicystka i felietonistka „Tygodnika” Olga Drenda: „Czasem opowiadam, że dla mnie najbardziej znamienną zmianą było pojawienie się wstydu za drobne łapówki – np. dla kontrolera, policjanta drogówki – które w latach 90. były standardem, a ktoś starający się załatwić cokolwiek oficjalną drogą uchodził za naiwniaka – komentuje. – Teraz system został uszczelniony i przekręty można robić już tylko na duże kwoty” – kwituje z przekąsem.

Listę dobrze działających u nas rzeczy u Natalii Panczenko, ukraińskiej aktywistki, jednej z liderek diaspory ukraińskiej w Polsce, otwiera Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Zaraz za nią jest Ochotnicza Straż Pożarna. 

„Nieźle działają organizacje pozarządowe" – zauważa Kuba Karyś, szef KOD. Historyczka Anna Zglińska chwali Patrol Eko straży miejskiej w Toruniu, Piotr Oleksy, wykładowca i pisarz – festiwale kulturalne.

Joanna Pawluśkiewicz, scenarzystka i specjalistka od improwizacji scenicznych, pisze: „Finansowanie filmów – możemy narzekać, ale to działa. Można mieć w Polsce lokal na kulturę. W zasadzie na dowolne projekty można łatwo zdobyć pieniądze. W jakim kraju dostaniesz na warsztaty z ekosomatyki? Nie wiem dokładnie, co to, ale wiem, że ludzie dostają”.

Elżbietę Bińczycką, teatrolożkę i polityczkę, przewodniczącą Unii Europejskich Demokratów, cieszy „Teatr TV bogaty w różnorodne propozycje twórców różnych pokoleń i nurtów estetycznych, w którym jest wiele często wybitnych spektakli”.

Jerzy Przystajko, farmaceuta z Opola i członek Krajowej Partii Razem, na portalu X komentuje, że wbrew trudnościom pochwalić trzeba NFZ. „Mimo zagłodzenia dokonuje on czegoś w kategorii cudu, bo w tych pieniądzach tak trzeba to określać” – twierdzi. Terapeucie uzależnień Grzegorzowi Janoszce, również politykowi Razem, podoba się, że w Polsce refundowana jest terapia stacjonarna dla osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych innych niż alkohol.

Kamila Wyroślak, trójmiejska fotografka, dodaje obsługę zdrowia online i system działania przy zawałach serca. Przestrzega jednak: „Mamy tu dużo zabiegów liftingujących i nie wiem, czy główne instytucje nam nie padną, jeśli nadal nie będzie się przekazywać z budżetu dostatecznych środków na ochronę zdrowia, mieszkalnictwo i zmniejszanie wykluczenia transportowego”. Martwi ją również szkolnictwo, które „utknęło w Prusach”, czyli w odziedziczonym po zaborcy modelu nauczania, i „jest w łapach fanatyków”.

Spoko ta Polska: jak gonimy Zachód

Wychodzi więc na to, że w Polsce wybija się cyfryzacja urzędów państwowych, bankowość cyfrowa, e-państwo, kurierzy, paczkomaty i Blik, drogi, czystość, kolej, dobre jedzenie, NGO-sy, bezpieczeństwo, biblioteki i kultura. Anonimowy użytkownik X-a komentuje:

 „wróciliśmy z rodziną po kilku latach pobytu w USA i Irlandii. W porównaniu z tymi państwami Polska to socjalny raj, a państwo, mimo swoich wad, działa dużo efektywniej. Największym problemem Polski jest wieczne niezadowolenie i narzekanie rodaków”.

I to się powtarza: „bankowość internetowa, poziom hoteli, usług, dobre kraftowe piwa, niezłe drogi i przyzwoita komunikacja. Gonimy Zachód szybciej niż się większości wydaje”. „Komunikacja zbiorowa bije na głowę zachodnią, rozwój cyfrowy podobnie”. „Wciąż w miarę łatwy dostęp do zdrowej i nieprzetworzonej żywności, wolność w wielu kwestiach już bije tę kinową z USA. Jest czysto, bardziej kolorowo, bezpieczniej mimo wszystko”.

Są też, oczywiście, kontestatorzy wypytywania o to, co się w Polsce udało. I uważam tę kontestację za piękną i bardzo polską. No więc co u nas działa? „Rosyjska propaganda” – komentuje zgryźliwie jeden z anonimowych użytkowników portalu X. Magdalena Koryntczyk zaś, dramaturżka, zauważa, że „plucha od połowy września do połowy maja działa nieźle”.

Ale reżyser, fotograf i artysta wizualny Bart Pogoda, przeczytawszy pozytywne komentarze na temat naszego kraju, zachwyca się: „ej, no spoko ta Polska!”. A nauczyciel i wykładowca Przemysław Staroń konstatuje: „o panie, w ch.. tego, i to jest piękne”.

Pisarz i publicysta Piotr Paziński dodaje: „życie prywatne jest spoko. Grupki przyjaciół. Niektóre księgarnie, zanim nie zostaną zamknięte. Poszczególne wietnamskie garkuchnie”.

Jak polskie malkontenctwo stworzyło postęp

– Mam wrażenie, że Polacy dzisiaj częściej krytykują konstruktywnie – mówi mieszkający w Polsce od lat, dawniej w Warszawie, obecnie w Radomiu, publicysta i manager Leo Mausbach. – Dawniej narzekanie bywało autoszowinistyczne, służyło do tego, żeby się odciąć od Polski, udowodnić, że jest się „lepszym” od otaczającej rzeczywistości. Dziś coraz częściej ludzie tacy jak np. Karol Trammer, autor książek o funkcjonowaniu kolei, krytykują po to, żeby było lepiej.

Mausbach jest też przekonany, że Polacy mają coraz mniej kompleksów. – Jako Niemiec lubiący Polskę doświadczyłem tego, jak wielu Polaków potrzebowało słyszeć ode mnie pozytywne rzeczy – mówi. – Ale dziś tego lekarstwa na kompleksy potrzebują coraz rzadziej. Poza tym – dodaje – naprawdę jest coraz lepiej. Polska scena polityczna reaguje na nastroje społeczne, potrafi prowadzić długofalowe projekty, takie jak energetyka atomowa czy zbrojenia, także przy najbardziej ostrych zmianach władzy. Gospodarka też się rozwija, nie bez przeszkód, ale to, co się wytworzyło w Polsce, jest niesamowite.

Olena Babakowa, ukraińsko-polska dziennikarka, pytana o polskie narzekanie odpowiada: – Słuchaj, ja tu mieszkam od 17 lat, więc moje hasło to „narzekaj z nami”, „narzekaj lepiej od nas!”.

Ale również ona widzi postępy: – Narzekanie wymaga coraz więcej wysiłku i kreatywności. Może warto założyć muzeum narzekania, by ocalić tradycję? A tak na poważnie – dodaje Olena – zgadzam się z Janem Śpiewakiem, że jako jednostki po 1989, a szczególnie po 2004 r. osiągnęliśmy sporo, lecz jako społeczność i obywatele w wielu rzeczach utknęliśmy w miejscu, a w niektórych punktach mamy wręcz regres. Więc nic dziwnego, że ciesząc się większym materialnym dobrobytem, narzekamy na inne rzeczy, głównie związane z sektorem publicznym.

Inaczej widzi to Jurij Zawadski, ukraiński polonista i poeta. Ma o Polsce opinię bardzo ciepłą: – Gdy przekraczam polską granicę, to czuję inną wolność niż ta, którą czuję w Ukrainie – mówi. – Wolność jest w Polsce uregulowana, obywatelska, wolność zaś ukraińska to świadomość, że dużo musisz załatwić sam, wymyślić swoje prawo i wyostrzyć umysł. Np. obecność drogi przewiduje możliwość przejazdu, a znaki drogowe czy inne ograniczenia są dla słabych i tchórzliwych. 

– Tak, Polacy narzekają na Polskę, na bałagan i kłamstwa, ale ten mechanizm narzekania stworzył postęp – twierdzi. – Zresztą w Ukrainie narzeka się na wojnę i upadek gospodarki, a w Polsce raczej na brak szacunku do psów lub na drogie bilety na koncert Taylor Swift. I ważne, żeby się tym wszystkim cieszyć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ileż można narzekać