Nawet koniec świata to nie koniec świata. Gdy dziecko boi się apokalipsy

Lęk o klimat, pokój, demokrację czy bioróżnorodność przeżywa większość najmłodszych, a utrwalają go w nich media społecznościowe. Jak dać dzieciom wsparcie i nadzieję?
Czyta się kilka minut
Wolontariusze sprzątają ulice po powodzi w prowincji Walencja w Hiszpanii. Masanasa, 8 listopada 2024 r. // Fot. Rober Solsona / Europa Press / Abaca / PAP
Wolontariusze sprzątają ulice po powodzi w prowincji Walencja w Hiszpanii. Masanasa, 8 listopada 2024 r. // Fot. Rober Solsona / Europa Press / Abaca / PAP

Kiedyś do końców świata dochodziło zdecydowanie rzadziej. Tylko od czasu do czasu w stronę Ziemi leciał jakiś meteoryt, czasem przytrafiła się zaraza, czasem Hunowie. A dziś? Dziś kończy się w zasadzie wszystko, i to codziennie. Od klimatu, przez internet i inteligencję, aż po cywilizację.

TikToki o zagładzie

Pewnie znasz to uczucie: wstajesz rano, włączasz wiadomości i zanim wypijesz kawę, dowiadujesz się, że koniec jest bliski.

Uruchamianie odtwarzacza...

I w zasadzie nie wiesz, czy dopić tę kawę i wyjść z psem, czy kopać bunkier, czy może przynajmniej lecieć do sklepu po papier toaletowy. Bo coś wypadałoby zrobić. Tylko co?

My, dorośli, nauczyliśmy się jakoś radzić sobie z tymi wszystkimi katastroficznymi newsami i racjonalizujemy je sobie. Zwykle je ignorujemy, czasem się okłamujemy. Zdecydowanie rzadziej coś z tym robimy. A dzieci? Niby nie zwracają na nie uwagi. Niby.

– Gdy Izrael zaczął bombardować Iran, na TikToku pojawił się nowy trend – opowiada Michał Fedorowicz, przewodniczący kolektywu Res Futura zajmującego się badaniem ruchu i trendów w internecie.

Nagrania zaczynały się zwykle niewinnie: tło w stylu kreskówki, głos lektora, jakby opowiadał o dinozaurach albo o szkolnej lekturze, a nie o zasięgu rażenia głowicy nuklearnej. Potem animowany grzyb atomowy, mapa, zbliżenie, napis: „Twoje miasto zniknie w 0,02 sekundy”. Muzyka: relaksacyjna.

– Takie filmiki trwają zwykle góra minutę, ale ich efekt zostaje na noc. Albo na zawsze. Razem z pytaniem: „czy naprawdę przeżyję tylko chwilę po uderzeniu?” – mówi Fedorowicz. – Dzieciaki nie umieją sobie jeszcze obliczyć promieniowania, ale już wiedzą, że najbliższy schron to piwnica pod Biedronką. Rodzice mówią, żeby nie wierzyły we wszystko w internecie, ale internet o wiarę nie prosi. On po prostu pokazuje. Lęk dobrze się klika, a pierwsze prawo internetu głosi, że wyświetlenia równa się zysk.

Komentarze pod takimi nagraniami: „Mam 13 lat i się boję”. „Dopiero mi się życie zaczęło”, „Nie chcę umierać przed liceum”, „Zrzucą to chociaż po moich urodzinach?”.

Wojna, która dla zdecydowanej większości dorosłych Polaków rozgrywała się gdzieś bardzo daleko, dla ich dzieci była zdecydowanie bliżej: w ich rolkach, shortsach, klipach. 

– Kiedyś dzieci mówiły, kim chcą zostać w przyszłości. Dziś oglądają, jak przyszłość się kończy – mówi Fedorowicz. I to wywołuje lęk. Ale nie głośny, wyrażający się krzykiem. Ten lęk jest cichy, codzienny, a dzieciaki uczą się go wcześniej niż czytania ze zrozumieniem. Młodzież w TikTokach często nie pyta już o to, co będzie, tylko czy jeszcze warto. I dlaczego nikt im nie powiedział, że wszystko może się skończyć, zanim się na dobre zacznie. Choć wojna Izraela z Iranem już się skończyła, dzieciaki są w internecie bezustannie bombardowane filmikami o możliwym wybuchu konfliktu Chin z Tajwanem, Rosji z NATO czy o katastrofie klimatycznej.

Lęk przed zmianami klimatycznymi

„Widziałem w internecie ludzi, którzy poszli na pogrzeb dla lodowca na Islandii. Kto zrobi to dla nas? Czy nie widzą, że wkrótce zniknie nasz cały kraj? Nikogo nie obchodzimy. Płaczecie za lodem, a ignorujecie nas” – stwierdza nastoletni mieszkaniec Malediwów, uczestnik globalnego badania opublikowanego w „The Lancet Planetary Health”.

Jego autorka, psychoterapeutka Caroline Hickman z Climate Psychology Alliance zauważa, że dzieci przeżywają zmiany klimatyczne w sposób wyjątkowo głęboki. 

„To nie tylko lęk, to żałoba po znikającym świecie i rozpacz wywołana tym, że dorośli nie robią wystarczająco dużo” – pisze w tekście opublikowanym w serwisie „The Conversation”.

Badaczka przywołuje liczne rozmowy, w których powracał jeden motyw: złość. „Dorośli sprawili, że świat jest gorszy, więc jestem tutaj, żeby się zemścić” – napisał jeden z ankietowanych, gdy poproszono go, by stał się głosem globalnego ocieplenia. – „Zepsuliście planetę dla zwierząt i dzieci, więc teraz ja zepsuję ją dla was”.

W badaniu Hickman, przeprowadzonym na grupie 10 tys. osób w wieku 16-25 lat z dziesięciu krajów, 

  • aż 59 proc. młodych ankietowanych zadeklarowało, że są bardzo lub ekstremalnie zaniepokojeni zmianami klimatycznymi.
  • 45 proc., że negatywne emocje związane z klimatem wpływają na ich codzienne życie i funkcjonowanie.
  • 39 proc. rozważa nieposiadanie dzieci z powodu obaw o przyszłość. 

Dodatkowo, ponad połowa uczestników przyznała, że czuje się zdradzona przez rządy i instytucje, które – ich zdaniem – nie robią wystarczająco dużo, by przeciwdziałać katastrofie. 

„Ludzie powinni mówić prawdę, a nie udawać, że wszystko będzie dobrze. To kłamstwo” – napisał jeden z respondentów.

Jak pokazać dzieciom, że świat nie jest tylko zagrożeniem

Dr Magdalena Budziszewska, psycholożka z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Edukacji Klimatycznej, zwraca uwagę, że fale klimatycznego niepokoju wśród dzieci i młodzieży przeplatają się z innymi lękami: wojną, kryzysem demokracji, zniszczeniem bioróżnorodności. To, co je łączy, to wszechobecne poczucie braku kontroli. 

Młodzi obserwują, że świat, który odziedziczyli, nie tylko nie gwarantuje im bezpieczeństwa, ale wręcz zagraża ich przyszłości. – W takim kontekście kluczowe staje się nie tylko to, czy świat jest groźny, ale czy dorośli robią cokolwiek, by dzieci chronić – mówi psycholożka.

Dzieci nie mają narzędzi, by racjonalizować lęki. Ale mają wyobraźnię, wyjątkowo chłonną i empatyczną. Caroline Hickman w swojej praktyce klinicznej spotykała dzieci, które budziły się z płaczem po obejrzeniu dokumentu Davida Attenborough. Przytacza historię siedmiolatki, która płakała po obejrzeniu filmu dokumentalnego o wymierających koralowcach. 

„Powiedziała: Chciałabym zrobić coś, ale jestem tylko dzieckiem. Może jak będę dorosła, już nic nie będzie można zrobić” – relacjonuje Hickman.

W krajach takich jak Australia, gdzie skutki zmiany klimatu są wyraźnie widoczne (masowe pożary, wysychanie rzek, śmierć zwierząt gospodarskich), dzieci często są tego bezpośrednimi świadkami. Australijskie Towarzystwo Psychologiczne (APA) opracowało poradniki dla rodziców i nauczycieli, jak wspierać najmłodszych. Jednym z zaleceń jest tworzenie rytuałów pozwalających przepracować żałobę, nawet jeśli ma to być pogrzeb chomika czy refleksja nad znalezionym w lesie martwym ptakiem.

– Nie można zrobić pogrzebu chomika dla planety, ale można tworzyć małe rytuały: wspólne sadzenie drzew, wycieczki do lasu, opowieści o przyrodzie. To są rzeczy, które uczą dzieci troski i nadziei. Pokazują, że świat nie jest tylko zagrożeniem, ale też przestrzenią czułości – mówi dr Budziszewska.

Dziecięcy lęk przed katastrofą

Klasyczna psychologia mówi o stresie pourazowym (PTSD) jako reakcji na silne, traumatyczne wydarzenie. Dzieci żyjące w cieniu przyszłych katastrof często nie doświadczyły jeszcze konkretnej traumy, ich lęk ma inny charakter: to stres pretraumatyczny, opisany m.in. przez dr Lise Van Susteren z Harvard Medical School.

„To lęk przed czymś, co uważamy za nieuchronne. I to wyniszczający stan, bo nie ma żadnego momentu ulgi. To jak ciągłe oczekiwanie na alarm” – wyjaśnia dr Van Susteren.

W 2023 r. norwescy psychologowie opisali pokrewny stan: Existential Catastrophe Anxiety (ECa), egzystencjalny lęk katastroficzny. Charakteryzuje się trwałym poczuciem, że coś fundamentalnie złego dzieje się z rzeczywistością. 

U dzieci i młodzieży może to przybierać formę 

  • zaburzeń snu,
  • trudności z koncentracją,
  • ataków paniki czy
  • obojętności na przyszłość. 

Osoby dotknięte ECa często przestają planować: nie potrafią odpowiedzieć, kim chcą być w przyszłości, nie chcą rozmawiać o dorosłości, nie widzą sensu w nauce. „Po co się starać, skoro Ziemia umiera?” – pytają.

To pytanie sprawia, że wielu nauczycieli i rodziców czuje się bezradnymi. Dorośli często reagują instynktownie, próbując natychmiast rozproszyć lęk: „Nie martw się, świat się nie kończy”, „To tylko taka moda z tym klimatem”, „Zajmij się czymś innym”. Ale takie reakcje często pogłębiają poczucie samotności. Dziecko odbiera komunikat: „Twoje emocje są nieważne”.

Znacznie skuteczniejsze jest słuchanie bez przerywania albo przyznanie, że nas też coś przeraża. Badania i doświadczenia terapeutów pokazują, iż dzieci nie potrzebują zapewnień, że wszystko będzie dobrze. Zamiast fałszywego optymizmu, zdecydowanie ważniejsze jest zaangażowanie. Zamiast zbywania – bliskość i zrozumienie. Caroline Hickman wskazuje na rolę „regulujących dorosłych” – osób, które pomagają dzieciom nazywać emocje i umiejscawiać je w kontekście.

– Wiedza nie sprawia, że przestajemy się bać. Ale pozwala odróżnić to, co realne, od tego, co zmanipulowane. Możemy zrozumieć mechanizmy, przyczyny, zależności. I podjąć działania, które mogą rzeczywiście pozytywnie zmieniać świat, a nie są tylko biciem piany – mówi dr Budziszewska.

Przykłady działania są szczególnie istotne. To z nich rodzi się nadzieja, nie jako obietnica, ale jako wybór. Bo w świecie, który doświadcza katastrof, nadzieja to nie luksus, lecz narzędzie przetrwania.

Tylko skąd my, dorośli, mamy brać na to siłę? Jak mamy dać dzieciom to „narzędzie przetrwania”?


Rzeczy, które możesz zrobić dla dziecka przeżywającego lęk przed końcem świata:

  • Bądź obecny. Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasem wystarczy, że powiesz: „Widzę, że się boisz. Jestem tutaj”.
  • Nie zaprzeczaj emocjom. Nie próbuj od razu uspokajać, przekonywać, że „nic się nie stanie”. To unieważnia doświadczenie dziecka.
  • Rozmawiaj otwarcie, ale adekwatnie do wieku. Młodszym dzieciom tłumacz zjawiska obrazowo i z empatią, starszym podawaj źródła wiedzy i zachęcaj do krytycznego myślenia.
  • Wspólnie szukajcie informacji. Pokaż dziecku, jak odróżniać wiedzę od fake newsów.
  • Zadbaj o rytuały i poczucie bezpieczeństwa. Powtarzalne czynności, jak wspólne kolacje, czytanie książek czy spacery, pomagają regulować emocje.
  • Znajdź przestrzeń działania. Dzieci zyskują poczucie sprawczości, gdy mogą coś zrobić, choćby zatroszczyć się o roślinkę.
  • Zachęcaj do ekspresji. Rysunek, opowiadanie, piosenka – to wszystko pomaga dzieciom „opowiedzieć” o swoim lęku.
  • Dawaj przykład. Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli segregujesz odpady, nie marnujesz jedzenia, oszczędzasz wodę, pokazujesz, że zmiana jest możliwa.
  • Nie bój się mówić o nadziei. Nadzieja to nie „wszystko będzie dobrze”, tylko „coś możemy zrobić”.

Jak ludzie naprawdę zachowują się w obliczu katastrof

Z badaniem zagrożeń uznawanych za egzystencjalne naukowcy mają poważny problem. Odkąd istniejemy, do apokalipsy nie doszło, a jeśli się dokona, to raczej nie będzie szans na wysłanie ankiety z prośbą o jej wypełnienie. Równocześnie brak całkowitego wyginięcia w przeszłości nie jest dowodem, że jest ono mało prawdopodobne w przyszłości.

A każda cywilizacja, która przestała istnieć, nie miała już nikogo, kto mógłby to zbadać, więc niezależnie od tego, jak często takie wydarzenia miały miejsce, żadna cywilizacja nie mogła śledzić ryzyka egzystencjalnego w swojej historii. W konsekwencji, nasze (czyli cywilizacji, która wciąż jeszcze istnieje) modele naukowe muszą się opierać na przypuszczeniach, przypuszczenia na analogiach, a analogie... na wieczornych rozmowach przy winie z osobami, które „coś czytały o tym w internecie”.

Więc jak to z nami będzie? Czy gdy świat zacznie się kończyć, wpadniemy w panikę, skoczymy sobie do gardeł i zacznie się większy koszmar niż sama śmierć? Takim mitem karmią nas powieściopisarze i Hollywood. Z rzeczywistością może to mieć jednak niewiele wspólnego.

W 1943 r. Charles Fritz, magister socjologii z Uniwersytetu Chicago, zaraz po studiach zaciągnął się do amerykańskich Sił Powietrznych. A te błyskawicznie wysłały go do Anglii, gdzie miał oglądać z bliska skutki niemieckich bombardowań. 

„Nigdy dotąd nie widziałem takiej życzliwości, współczucia i działania dla dobra wspólnego” – wspominał później w książce „Disasters and mental health: Therapeutic principles drawn from disaster studies”. 

Książce w całości poświęconej temu, jak ludzie zachowują się w obliczu najstraszliwszych katastrof. Bo Fritz zainspirowany wojennymi doświadczeniami, poświęcił później całą karierę właśnie tej kwestii.

Jednym z pierwszych jego spostrzeżeń było to, że mieszkańcy niemieckich i japońskich miast, których domy amerykańskie naloty zrównały z ziemią, morale mieli na zdecydowanie wyższym poziomie niż ci, których tak ciężkie doświadczenia nie spotkały.

Następnie amerykański socjolog rozmawiał z ocalałymi z trzęsień ziemi, tornad, katastrof lotniczych, przyglądał się epidemiom i powodziom. Przeprowadził ponad 16 tys. wywiadów. I dosłownie wszędzie obserwował to samo: zamiast paniki i grabieży – wspólne kuchnie, otwarte drzwi i pomoc sąsiedzka. Zamiast przemocy – altruizm. Zamiast traumy – działanie. 

Za każdym razem podczas kryzysów ujawniała się najlepsza strona człowieczeństwa. 

„Współodczuwanie zagrożenia i straty tworzą intymną solidarność pomiędzy ocalałymi, która przezwycięża izolację społeczną, stając się źródłem fizycznego i emocjonalnego wsparcia” – pisał Fritz.

Czy z nami nie było podobnie podczas pandemii, lub gdy wybuchła wojna w Ukrainie?

Prawdziwe oblicze kryzysu

David M. Neal, jeden z najbardziej wpływowych socjologów katastrof wykazał, że w sytuacjach kryzysowych dominują zachowania altruistyczne, a przemoc i panika to niemal zawsze wyjątki, nie reguła. Ciekawe jest to, że panikują zwykle... elity (a przynajmniej ludzie, którzy byli za elitę uważani). Zwykle boją się „tłumu” i podejmując paniczne decyzje, elity same powodują chaos, którego się tak obawiają.

W 2005 r., gdy Nowy Orlean został zniszczony przez huragan Katrina, w mediach zaroiło się od informacji o szabrownikach. Później okazało się, że szabrownicy – niemal zawsze w mediach utożsamiani z czarnymi mężczyznami – okazywali się najczęściej tylko ludźmi z sąsiedztwa, którzy w zalanym mieście próbowali znaleźć jedzenie albo wodę zdatną do picia.

Otóż w Nowym Orleanie to ludzie, a nie instytucje, ratowali siebie nawzajem: tysiące osób gotowało posiłki, organizowało schronienie, otwierało darmowe kliniki. Ludzie byli dla siebie po prostu dobrzy. Ale tego w telewizji już nie pokazywano. Za to przeciw „szabrownikom” wysłano wojsko i ochroniarzy, którzy – przekonani, że będą się mierzyć z niebezpieczeństwem – nie wahali się zabijać.

Altruizm i poświęcenie zwykłych ludzi w niezwykłych okolicznościach daje nadzieję, choć smak ma gorzki. „Wrota do potencjalnego raju w naszej erze leżą w piekle” – pisze dziennikarka Rebecca Solnit w książce „A Paradise Built in Hell”. 

Jej zdaniem pozytywne emocje, które pojawiają się w koszmarnie trudnych chwilach, „dowodzą, jak głęboko pożądamy więzi społecznych i pracy, która ma znaczenie dla innych”. „Zazwyczaj sama struktura naszej gospodarki i społeczeństwa uniemożliwia realizację tych celów (...) 

Potrzebujemy więzi, a one – wraz z poczuciem celu, natychmiastowości i sprawczości – dają nam także radość. Tę zaskakującą, przenikliwą radość, którą odnalazłam w relacjach ocalałych z katastrof. 

Relacje te pokazują, że obywatele, jakich potrzebowałby każdy raj – ludzie odważni, zaradni i hojni – już istnieją. (...) Jeśli dziś raj pojawia się w piekle, to tylko dlatego, że dopiero w sytuacji zawieszenia zwyczajnego porządku, gdy zawiedzie większość otaczających nas systemów, jesteśmy wolni, by żyć i działać inaczej”.

Prawdziwą apokalipsą bywa codzienne życie z jego alienacją, nierównościami i wyścigiem szczurów. Może więc warto dać sobie szansę na odwagę, hojność i dobroć bez żadnego kataklizmu? Najlepiej tę praktykę zacząć od dzieci, które kataklizmu już się boją.

Nakładem wydawnictwa Port ukazała się książka Autorów pt. „Co to będzie? Krótki przewodnik po końcach świata”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nawet koniec świata to nie koniec świata