Drony i strategia jeża. Jak Tajwan przygotowuje się na potencjalną inwazję Chin

Tajwan, podobnie jak Ukraina, w strategii obronnej stawia na drony. Aby zwiększyć skalę produkcji, potrzebuje jednak rynków zagranicznych. Jaką rolę może w tym odegrać Polska?
Czyta się kilka minut
Manewry wojskowe w Pingtung, Tajwan 20 sierpnia 2024 r. // Reuters TV / Reuters / Forum
Manewry wojskowe w Pingtung, Tajwan 20 sierpnia 2024 r. // Reuters TV / Reuters / Forum

Na tajwańskim niebie chińskie samoloty wojskowe pojawiają się codziennie. Od maja 2024 roku, gdy urząd prezydenta objął Lai Ching-te – określany przez chińską propagandę jako „niebezpieczny separatysta” i „pasożyt” – średnia liczba dziennych naruszeń „linii środkowej” uznawanej przez Tajwan za granicę w Cieśninie Tajwańskiej wzrosła do 10. To dwa razy więcej niż w poprzednich latach.

Historyczna konieczność

Rekordy padają przy okazji wydarzeń szczególnie drażniących dla władz w Pekinie, takich jak uroczystości zaprzysiężenia prezydenta wybranego w demokratycznym głosowaniu, święto narodowe czy ćwiczenia wojskowe. Chociaż to już na Tajwanie nowa norma, do której przywykli mieszkańcy wyspy (a właściwie wysp, bo Tajwan liczy ich 168), każdy dzień przypomina o zagrożeniu, jakie dla tego 23-milionowego kraju stanowi potężny sąsiad zza cieśniny.

Chińskie władze postrzegają Tajwan jako zbuntowaną prowincję już od 1949 roku, gdy ewakuował się tam Kuomintang pod wodzą Czang Kaj-szeka po przegranej wojnie domowej z komunistyczną rebelią Mao Zedonga. Jednak choć kolejni następcy Mao mówili o potrzebie „ponownego zjednoczenia Tajwanu z macierzą”, to inwazja stała się naprawdę wyobrażalnym scenariuszem dopiero za Xi Jinpinga, który określił przyłączenie Tajwanu do ChRL jako „historyczną nieuniknioność”.

Symboliczna data

Chiński przywódca, jak twierdzi amerykański wywiad, nakazał wojsku, by do 2027 roku było gotowe na inwazję. To rok dla Pekinu pełen symboliki, bo wtedy przypada 100-lecie powstania chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ALW) i to wtedy Xi najpewniej obejmie czwartą kadencję swojej możliwie dożywotniej władzy. To także rok zażartej kampanii wyborczej przed kolejnymi wyborami na Tajwanie planowanymi na 2028 rok.

W Tajpej niektórzy sądzą, że Chiny tak prędko nie zaatakują Tajwanu, bo ALW musi uporać się wpierw z kryzysem przywództwa i korupcją w swoich szeregach. – Xi poprosił swoje wojsko, by było gotowe do 2027 roku właśnie dlatego, że teraz nie jest pewien zwycięstwa – uważa jedna z wysoko postawionych osób w tajwańskich strukturach rządowych, z którą rozmawiał „Tygodnik”.

Jeżeli jednak potraktować ten scenariusz jako możliwy, to Tajwanowi nie zostało wiele czasu, by przygotować się na obronę wyspy, demokratycznego systemu władzy, a przede wszystkim swojej narodowej tożsamości, bo jako Tajwańczyków postrzega się dziś już prawie 63 proc. mieszkańców kraju, a jako Chińczyków – jedynie 2,3 proc. (30,5 proc. uważa się za Chińczyków i Tajwańczyków jednocześnie).

Długo odkładana reforma wojska

Zachowanie status quo Tajwanu – co oznacza w praktyce suwerenność bez formalnej deklaracji niepodległości – wymaga przeorganizowania skostniałego systemu wojskowego, w wielu obszarach tkwiącego jeszcze w poprzednim wieku.

Zaczęła już to robić ceniona w kraju i za granicą poprzedniczka obecnego prezydenta i pierwsza kobieta sprawująca ten urząd, Tsai Ing-wen, która znacznie zwiększyła wydatki wojskowe, wydłużyła obowiązkowe szkolenie wojskowe dla młodych mężczyzn z czterech miesięcy do roku i wzmocniła programy społecznego przygotowania na wojnę. Politykę tę kontynuuje Lai. Tak jak Tsai, wywodzi się z Demokratycznej Partii Postępu (DPP), ugrupowania stojącego na stanowisku, że Chiny odstraszyć przed atakiem może tylko wzmocnienie gotowości do wojny. Inaczej uważa główny rywal DPP, Kuomintang, który stawia na zacieśnianie relacji z groźnym sąsiadem. A ponieważ ugrupowanie to ma przewagę w parlamencie, to projekty obronne często tam utykają.

Manewry wojskowe. Taichung, Tajwan, 16 lipca 2025 r. // Fot. Daniel Ceng / Anadolu / Getty Images

Jednak nawet zakładając sukces tych programów, nie zasypią one potężnej przepaści, jaka dzieli ten kraj od Chin, posiadających dziesięć razy więcej żołnierzy, czołgów i okrętów podwodnych.

Tymczasem Tajwan, uznawany jedynie przez tuzin krajów na świecie, nie może być nawet pewien, że na ratunek ruszy jego największy sojusznik. U podstaw jego relacji ze Stanami Zjednoczonymi leży bowiem zasada „strategicznej dwuznaczności”, zgodnie z którą Waszyngton nie deklaruje, czy w przypadku ataku Chin przyśle wojsko z pomocą. W Tajpej nie przechodzi też bez echa fakt, że Trump dystansuje się nawet od swoich tradycyjnych i pełnoprawnych sojuszników w Europie.

Bezzałogowe piekło

Tak czy owak, nawet jeśli USA ruszą z pomocą, to w pierwszych chwilach kraj musi bronić się sam. Dlatego w kontekście Tajwanu mówi się o „taktyce jeża”, koncepcji obronnej zakładającej, że w walce z dużo zasobniejszym i większym wrogiem należy postawić nie na tradycyjne systemy zbrojeniowe jak czołgi, okręty czy samoloty (bo tu i tak przewagę będzie miał silniejszy adwersarz), a na „dużą liczbę małych rzeczy”, jak ujął to emerytowany tajwański admirał Lee Hsi-ming. Ma to sprawić, że tak jak zjedzenie (nawet bardzo smakowitego) jeża okupione jest zbyt dużymi kosztami, tak samo dla Chin atak na naszpikowany kolcami Tajwan stanie się nieopłacalny.

Kluczową rolę w tej strategii odgrywają drony: bezzałogowe, zdalnie sterowane, małe jednostki, które można naładować materiałami wybuchowymi i skierować w stronę okrętów czy samolotów nieprzyjaciela. Mogą też służyć do wielu innych celów: gromadzenia informacji wywiadowczych, zwalczania dronów przeciwnika czy transportu leków. I wszystko bez narażania cennych zasobów ludzkich.

Masowo rozmieszczone wzdłuż wybrzeża wyspy mogłyby służyć za pierwszą linię obrony przed atakiem Chin, tworząc w cieśninie „bezzałogowe piekło”.

– Chodzi o stworzenie poczucia niepewności: tak by Chiny nie wiedziały, gdzie i kiedy te zagrożenia mogą się pojawić – twierdzi William Chen, prezes firmy Thunder Tiger z branży robotyki, która produkuje także urządzenia dla użytku wojskowego, w tym morskie drony. – Tę niepewność Chiny muszą brać pod uwagę w swoich kalkulacjach, gdy będą się zastanawiać, czy zaatakować czy nie.

Lekcje z Ukrainy

Tajwan stawia na drony także dlatego, że bacznie obserwuje Ukrainę, która już czwarty rok opiera się Rosji. Środowisko eksperckie uważa, że jej skuteczna obrona jest możliwa w dużej mierze dzięki bezzałogowcom, bo ich zwalczanie pochłania zasoby, rozprasza uwagę i zwiększa ryzyko dla atakującego.

– Przykład wojny w Ukrainie pokazuje, że nawet jeśli masz więcej broni konwencjonalnej, większą gospodarkę i liczniejsze wojsko, możesz przegrać – powiedział polityk Kuan-ting Chen, przewodniczący parlamentarnego tajwańsko-ukraińskiego stowarzyszenia przyjaźni. Jego celem jest „wysłanie sygnału światu, w tym Chinom, że mocarstwa mogą przegrać współczesną wojnę” ze względu na nowe technologie.

Jak odnotowuje kilku rozmówców „Tygodnika” z tajwańskiej administracji, Ukrainie właśnie dzięki bezzałogowcom udało się utrzymać inicjatywę na Morzu Czarnym, mimo że utraciła właściwie całą swoją flotę po aneksji Krymu w 2014 roku. Na Tajwanie szeroko komentowane są też ukraińskie operacje specjalne z dronami w roli głównej, tak jak atak na Most Kerczeński, który przeprowadziły w czerwcu służby przy użyciu podwodnych dronów.

– Mądre wydawanie pieniędzy, jak robi to Ukraina z tanimi dronami, to lekcja, którą Tajwan może sobie wziąć do serca – uważa Chen.

Nowe dobro narodowe

Dlatego w zamyśle decydentów w Tajpej bezzałogowce powinny stać się kolejnym „dobrem narodowym” Tajwanu, tak jak wcześniej czipy. I tak samo jak one, stać się kluczowym elementem obrony wyspy.

Chodzi o koncepcję „krzemowej tarczy”, według której Chiny niechętnie zdecydują się na atak na Tajwan, gdyż uderzyłby on także w produkcję półprzewodników, odgrywających wielką rolę w budowaniu innowacyjnej gospodarki. Nie tylko Państwa Środka, ale też innych krajów, którym – wedle tej logiki – zależy na tym, by powstrzymać zakusy Pekinu.

Teraz, według prezydenta Laia, wyspa ma wyrosnąć na azjatycki hub dronowy dla „demokracji świata”, produkujący drony całkowicie „wolne od Chin”. Do 2028 roku Tajwan planuje zwiększyć produkcję do ponad 180 tys. rocznie.

Aby zrealizować ten projekt, w dużej mierze może oprzeć się właśnie na swojej ekspertyzie technologicznej. Oprócz tego, że daje ona dostęp do półprzewodników, niezbędnych do wytwarzania współczesnego uzbrojenia, Tajwan może liczyć na siatkę tysięcy firm z branży elektroniki, która – tak jak Thunder Tiger – może w razie potrzeby rozszerzyć swoje portfolio o maszyny do użytku wojskowego.

W razie potrzeby, bo nie chodzi o to, żeby teraz magazynować dziesiątki tysięcy maszyn. Technologie, na których oparte są drony, ulegają bowiem błyskawicznym modyfikacjom i nawet najnowocześniejszy model po roku może okazać się już przestarzały.

Demokratyczna ekspansja

Ambicje wyrośnięcia na bezzałogową potęgę mogą wydawać się trudne do zrealizowania, gdy spojrzy się na liczby, bo obecnie Tajwan produkuje tylko 8-10 tys. dronów rocznie.

Upatruje jednak swojej szansy w rynkach krajów zachodnich, które coraz częściej widzą potrzebę uniezależnienia się od Chin w sektorach strategicznych, a zwłaszcza w sferze obronności. Jak tłumaczy „Tygodnikowi” analityczka Cathy Fang z DSET, think tanku związanego z Radą Nauki i Technologii Tajwanu, zwiększenie popytu zagranicznego może sprawić, że dla firm opłacalne stanie się rozbudowanie zdolności produkcyjnych na długo przed potencjalnym kryzysem. – Wtedy, w razie wojny, można szybko zwiększyć skalę produkcji – przewiduje.

Według danych tajwańskiego urzędu celnego w pierwszej połowie 2025 roku wyspa odnotowała 749-procentowy wzrost w ich eksporcie. Chociaż tak gwałtowny skok wynika w dużej mierze z efektu niskiej bazy, to jest on także wyrazem rosnącego popytu na produkty z Tajwanu. W drugim półroczu 2023 roku wyspa wyeksportowała 290 dronów, w 2024 roku – 3473, a tylko w pierwszym kwartale 2025 roku – 3426. W czerwcu liczba ta podskoczyła do 6884.

Polska i Tajwan

Na tle wszystkich importerów wyróżnia się Polska, która w pierwszej połowie roku odpowiadała za 54 proc. całkowitego eksportu z wyspy, wyprzedzając Niemcy, Czechy i Stany Zjednoczone. Zwiększone zakupy z Tajwanu wpisują się szerzej w nową strategię obronną polskiego rządu, który zapowiedział „rewolucję dronową” mającą prowadzić do – jak ujął to wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk – „masowego nasycenia wojska systemami bezzałogowymi”. Pod koniec lipca zapowiedział nowe fundusze na rozwój dronów i szkolenia.

Związki z Tajwanem są jeszcze silniejsze, jeśli spojrzymy nie na import gotowych dronów, ale elementów służących do ich produkcji. Chociaż na razie między polskim rządem (ani żadnym innym rządem europejskim) a tajwańskimi firmami dronowymi nie doszło do oficjalnych kontaktów, producenci bezzałogowców znad Wisły coraz częściej nawiązują z nimi współpracę. Dla Tajwanu to wejście na obiecujący rynek i możliwość dotarcia do Ukrainy, gdzie może testować swoje technologie. Z kolei dla Polski dobra alternatywa dla dronów lub komponentów do nich z Chin, które nadal są ich kluczowym źródłem.

– Zaczęło się od poszukiwania zastępstwa dla chińskich części – mówi Joanna Rutkowska, dyrektorka operacyjna Farady, polskiego producenta dronów przeznaczonych do celów transportowych i obserwacyjnych. – I okazało się, że na Tajwanie jest bardzo dużo zaawansowanych, dobrych technologicznie, ale również przystępnych cenowo producentów.

Jak mówi, trend odchodzenia od chińskich komponentów podyktowany jest obawami, że w razie konfliktu handlowego Chiny zdecydują się na restrykcje eksportowe, tak jak już to robią, np. blokując eksport pierwiastków ziem rzadkich. Klienci mają także obawy co do bezpieczeństwa wykorzystania dronów zawierających chińskie części.

Zakaz kupowania takich maszyn ma już np. Pentagon. Przepisy przyjęto z obawy, że maszyny mogłyby zbierać dane na temat baz wojskowych, infrastruktury krytycznej i zasobów naturalnych. Po tym jak wprowadzono zakaz w 2019 roku, podobne decyzje podjęto na poziomie administracji stanowej.

Chociaż w Unii Europejskiej obecnie nie ma takich regulacji, to zdaniem Rutkowskiej także na Starym Kontynencie rodzi się pewien trend. – Jest dużo obaw ze strony służb, również w Polsce, dotyczących wykorzystania dronów zawierających chińskie komponenty. Stwierdziliśmy więc, że rezygnacja z nich jest dla nas kluczowa, by konkurować o rynki – mówi dyrektorka operacyjna Farady.

Czas wojny, czas pokoju

Czy w swoim ambitnym programie Tajwan wygra wyścig z czasem? Ma na to duże szanse. Tak samo jak Tajwan, Ukraina też zaczynała z bardzo niskiego pułapu, z zaledwie kilkoma niewielkimi producentami dronów przed 2022 rokiem. A dzisiaj kraj pochłonięty wojną produkuje rocznie 1,5 mln maszyn.

– Ukraina? Trzy lata temu trudno im sobie byłoby wyobrazić takie zdolności, jak mają dziś – mówi Cathy Fang z DSET. – Ale po wybuchu wojny Kijów się zmobilizował i stworzył najbardziej imponujący na świecie przemysł dronowy.

Tajwan z miesiąca na miesiąc radzi sobie coraz lepiej, a przecież nie stanął jeszcze twarzą w twarz z agresorem – mówi Fang.

Oby nie musiał tego robić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Drony i tajwańska strategia jeża