Brainrot. Co z naszymi mózgami robi pochłanianie trywialnych treści z internetu

Krótkie, absurdalne filmiki na długie godziny przykuwają do ekranów dzieci i młodzież. Jak takie zachowanie wpływa na rozwijające się umysły? I jak przeciwdziałać jego negatywnym konsekwencjom?
Czyta się kilka minut
Postać z „italian brainrot", Bombini Gusini // @Nazar's Memes
Postać z „italian brainrot”, Bombini Gusini // @Nazar's Memes

Gloria Mark z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine od lat bada interakcje człowieka z technologią i wskazuje, że przeciętny nastolatek potrafi utrzymać skupienie na jednej aktywności ekranowej przez 47 sekund. Potem szuka dalej. To niekończące się przewijanie aplikacji (ang. zombie scrolling) sprawia, że dostarczamy mózgowi więcej informacji, niż jesteśmy w stanie świadomie przetworzyć.

Media społecznościowe wzmacniają ten efekt nieustannym strumieniem bodźców, co prowadzi do przyzwyczajenia się. Skrolujemy więc, reagujemy emotikonami – i błyskawicznie przechodzimy do kolejnych bodźców. A w tle narasta niepokój: jak wiemy z badań PISA prowadzonych na 15-latkach w krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), wyniki uczniów w czytaniu i matematyce w ostatnich latach spadają. 

W Polsce między 2018 a 2022 r. – aż o ok. 5 proc. (co zniwelowało stabilne wzrosty z wcześniejszych kilkunastu lat). Oczywiście, był to także czas pandemii, jednak badania pokazały, że znacznie gorsze wyniki w testach uzyskują ci uczniowie, którzy spędzają po 5 godzin i więcej przed ekranami.

Dla wielu komentatorów to dowód „zapaści umysłów”. Nauczyciele mówią: dzieci nie potrafią się skupić, nie czytają dłuższych tekstów. Psychologowie zauważają realne osłabienie funkcji wykonawczych, m.in. planowania, kontroli impulsów, pamięci roboczej i elastyczności poznawczej. 

Neuronaukowcy mówią coś podobnego, jednak nieco innym językiem: mózg przyzwyczajony do fragmentarycznych bodźców traci zdolność do dłuższej koncentracji i głębokiego myślenia, kluczowych dla kreatywności i refleksji. Rodzice – często sami uzależnieni od ekranów – przyglądają się z niepokojem, jak ich dzieci znikają w świecie memów i wirali. Ale czy rzeczywiście to regresja, opisywana od niedawna obrazowo jako „zgniły mózg”?

Najgorszy rodzaj rozrywki

Brainrot – zgniły mózg. Oxford English Dictionary uznał je słowem roku 2024 i zdefiniował jako „domniemane pogorszenie stanu umysłowego lub intelektualnego wskutek nadmiernego konsumowania treści uznawanych za trywialne”.

Być może zetknęliście się z „Skibidi bop yes yes”. To „piosenka”, powtarzająca w kółko te same trzy słowa, ze „Skibidi Toilet” – animacji o wojnie humanoidalnych toalet z kamerami. Mogłoby się wydawać – czysty absurd, tymczasem seria ma setki milionów wyświetleń na YouTubie i TikToku, a planowana jest także pełnometrażowa, kinowa wersja. Jej estetyka odwołuje się do gier komputerowych sprzed dwóch dekad – uproszczone postaci, jaskrawe kolory, gwałtowne cięcia i mechaniczne dźwięki. Dla wielu dorosłych to nie do zniesienia.

Na portalach dla rodziców czytamy: brainrot jest szkodliwą i negatywną formą zabawy. Ale dla pokolenia Alpha (urodzeni po 2013 r.) i generacji Z (1997-2012) to coś więcej niż rozrywka. To nowy język, w którym mieszają się słowa angielskie, polskie, hiszpańskie, łacińskie. Amerykański medioznawca Henry Jenkins podkreśla, że młode pokolenia tworzą nowe formy wyrażania siebie, które są bogate kulturowo i językowo. Memy, choć powierzchowne, pozwalają na szybkie przekazywanie emocji, humoru i cementują wspólnotę. 

Psycholożka Maryanne Wolf z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles przestrzega przed fragmentaryzacją myślenia, spowodowaną nadmiernym multitaskingiem cyfrowym, ale równocześnie wskazuje, że mózg ma zdolność adaptacji. Problem pojawia się, gdy zaniedbujemy rozwijanie umiejętności głębokiej lektury i analizy, dostarczając sobie wyłącznie szybkich bodźców. 

Co więc robić? Postępować świadomie. Sherry Turkle, socjolożka z Massachusetts Institute of Technology, zwraca uwagę na konieczność balansu między szybkim skrolowaniem a głęboką lekturą. Tylko – jak to zrobić?

Pożytki z nudy

Nieustanne przewijanie ekranu nie jest kaprysem czy efektem lenistwa. To napędzana neurochemicznie potrzeba, która zyskuje na sile z każdą sekundą. Podstawowym chemicznym pośrednikiem tych zjawisk jest dopamina – neuroprzekaźnik pełniący funkcję sygnału nagrody. Dawniej jej wydzielanie oznaczało sukces: udane polowanie, rozwiązanie trudnej zagadki. Dziś platformy cyfrowe wykorzystują dopaminowy mechanizm natychmiastowej gratyfikacji, serwując błyskawiczne, jaskrawe bodźce. Mózg, zwłaszcza rozwijający się, nie wykształcił jeszcze skutecznych mechanizmów samokontroli wobec tak intensywnej stymulacji.

Z przeglądu literatury naukowej, niedawno opublikowanego przez Ahmeda Yousefa z Uniwersytetu w Fajum i współpracowników w „Brain Sciences”, wynika, że długotrwałe wystawienie na ultrakrótkie treści może prowadzić do przeciążenia poznawczego i osłabić pamięć roboczą – zdolność do jednoczesnego przetwarzania i przechowywania informacji. Osłabienie tej funkcji „rozmywa” zdolność do wewnętrznego dialogu – planowania, porównywania, analizowania, logicznego myślenia. Innym skutkiem brainrot ma być odwrażliwienie emocjonalne i tworzenie negatywnego obrazu siebie.

Co ważne – te procesy odbywają się niemal niezauważalnie. Szczególnie w wieku rozwojowym mózg kształtuje się pod wpływem środowiska. Jeśli środowisko składa się głównie z szybkich sekwencji bodźców, to taki styl przetwarzania staje się dominujący. Mózg przestaje ćwiczyć się w koncentracji i zanika tolerancja na nudę. A przecież to właśnie kontakt z dłuższym, wymagającym tekstem lub złożonym zadaniem kształtuje zdolność do krytycznego myślenia i rozwija kreatywność.

W efekcie zarówno nastolatek, jak i dorosły nie tylko marnuje czas na bezrefleksyjną konsumpcję treści, ale także traci twórczy potencjał. Dlatego tak ważne jest, byśmy jako społeczeństwo nauczyli się wyważać korzystanie z nowych mediów. Konieczne jest więc rozpoznanie zjawiska brainrot i zbudowanie rozwiązań, które mu będą przeciwdziałać.

Stymulacja i adaptacja

Alarmistycznym nagłówkom – „mózg z TikToka”, „pokolenie zniszczone przez ekrany” czy „plaga brainrot” – rzadko towarzyszy chłodna, naukowa analiza. Tym bardziej ważny będzie tu głos Andrew Przybylskiego, psychologa z Uniwersytetu Oksfordzkiego, który konsekwentnie apeluje o zachowanie umiaru i ostrożności. Nie neguje on problemu, ale jednocześnie ostrzega przed pochopnymi wnioskami opartymi na metodologicznie wadliwych badaniach.

Przybylski wskazuje, że wiele analiz dotyczących szkód wywołanych korzystaniem z ekranów cechują: małe próby badawcze, niedoprecyzowane pojęcia (np. „kilka godzin dziennie przed ekranem”) oraz nieuwzględnianie istotnych czynników, takich jak poziom stresu, jakość relacji rodzinnych, sytuacja w szkole czy stan zdrowia psychicznego młodych ludzi. Bez długoterminowych i obejmujących wiele osób badań nie sposób oddzielić efektów rzeczywistego wpływu mediów od symptomów innych problemów, z którymi mierzy się dzisiejsza młodzież.

Nie porzucajmy nadziei, bo fundamentalną cechą ludzkiego mózgu jest zdolność do adaptacji i regeneracji. Nawet jeśli intensywne korzystanie z szybkich, fragmentarycznych bodźców cyfrowych osłabiło naszą uwagę, mózg nie jest skazany na trwałe uszkodzenie.

A czy nasze dzieci rzeczywiście głupieją? A może po prostu myślenie młodego pokolenia zmienia się tak, jak zmienia się świat? Sonia Livingstone z London School of Economics proponuje inną perspektywę: „Zamiast pytać, czy dzieci głupieją, powinniśmy raczej pytać, czy dysponują odpowiednimi narzędziami do rozumienia świata, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej”.

Nowa inteligencja i stare lęki

To przesunięcie jest kluczowe, bo przestajemy widzieć dzieci jako niedoskonałe kopie nas samych i zaczynamy traktować ich inteligencję jako pojęcie kulturowe, zmienne. W XIX w. „być inteligentnym” oznaczało przede wszystkim pamiętać wszystko i być biegłym w kaligrafii. W XX w., po popularyzacji testów IQ, skupialiśmy się na zdolnościach logicznego i abstrakcyjnego myślenia. A dziś? 

W dobie mediów cyfrowych i internetu inteligencja to także umiejętność filtrowania ogromu informacji, oceny ich wiarygodności oraz koordynowania wielozadaniowości – czyli to, co badacze z nurtu kognitywistyki i filozofii umysłu nazywają „inteligencją rozszerzoną” (extended cognition).

Filozofowie Andy Clark i Shaun Gallagher opisują ten fenomen jako sytuację, w której nasze procesy poznawcze „wychodzą” poza mózg i ciało, włączając w to narzędzia m.in. takie jak smartfon. Tu inteligencja przestaje być wewnętrznym zasobem, a staje się dynamicznym procesem interakcji z otoczeniem i technologią.

Oczywiście, wraz z tą nową formą inteligencji pojawia się też stary, dobrze znany lęk. Każda epoka zmagała się z własną paniką moralną wobec nowości. Platon obawiał się, że wynalezienie pisma osłabi pamięć i żywą mądrość. Henry David Thoreau, amerykański pisarz i myśliciel, martwił się, że telegraf przekaże zbyt dużo bezwartościowych informacji. W XX w. to komiksy, potem telewizja, a dziś media społecznościowe oskarżane są o degenerację młodzieży. Ale historia pokazuje – społeczeństwa przetrwały.

Postaci z „italian" brainrot, Burbaloni Luliloli i Tralalero Tralala // @chinchilla.mp3, @PapplyFapply

Oczami dzieci

Co na temat sądzą sami zainteresowani? Zapytaliśmy czworo naszych domowych ekspertów o tzw. italian brainrot – chyba najpopularniejszy przykład tego rodzaju treści, których bohaterami są takie postaci jak Tralalero Tralala (rekin o trzech nogach), Bombardiro Crocodilo (skrzyżowanie krokodyla z bombowcem) czy Szympansini Bananini (banan z głową małpy).

Zoja, 15-latka: „Na początku to było trochę śmieszne, ale teraz to już głupie. Jeśli to jest główny sposób spędzania czasu, to lekka kraksa. Niczego to nie rozwija”.

12-letni Władek dodaje: „Śmieszne i głupie. Teraz rzadko to oglądam, ale w czwartej klasie wszyscy to znali”.

6-letnia Ewa nie ma smartfona, ale już wie: „Całkiem głupie, ale fajne. W przedszkolu wszystkie dzieci to śpiewają”.

Najmocniej wypowiedziała się 9-letnia Marianka: „Nie chce mi się o tym mówić... To zżera ci mózg. Nie będziesz mógł o niczym innym myśleć”.

Dzieci dostrzegają więc nie tylko atrakcyjność brainrot, lecz także pustkę, jaką może pozostawiać. I tu pojawia się jedno z najważniejszych pytań: czy my, dorośli, pomożemy im nie tylko nauczyć się mądrego korzystania z technologii, ale – co ważniejsze – będziemy umieć zapełnić tę pustkę, której doświadczają?

Czy teraz wałkowany w mediach śniadaniowych truizm – świat cyfrowy stawia przed nami nowe wyzwania, ale i nowe możliwości – nie nabiera głębszego znaczenia? Zamiast lękać się „gnilizny mózgu”, możemy uczyć się, jak kształtować środowisko i nawyki, które wzmacniają nasze zdolności poznawcze. Inteligencja – choć zmienna i rozszerzona – wciąż pozostaje fundamentem rozwoju i twórczości naszych dzieci.

Postaci z „italian" brainrot, Chimpanzini Bananini, Ballerina Cappuccina i Boneca Ambalabu // @MisterGtashnik, @aironicfun, @ofuscabreno

Od teorii do działania

Oczywiście, problemu brainrot nie da się rozwiązać jednym kliknięciem. Warto pamiętać, że osobnym wyzwaniem są dzieci neuroróżnorodne – z ADHD czy w spektrum autyzmu – które w odmienny sposób reagują na bodźce i wymagają indywidualnego podejścia. Ale odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na dzieciach i rodzicach. 

Szkoły i instytucje edukacyjne także muszą się zmieniać, dostosowując metody i środowisko do nowych realiów. Nie można też ignorować nierówności społecznych i ekonomicznych – nie każda rodzina ma dostęp do zasobów, które pozwalają świadomie zarządzać cyfrowym środowiskiem dziecka.

Mimo tych wyzwań – działać trzeba. Nasze zasady korzystania z ekranów oparliśmy na badaniach ekspertów, Susan Greenfield, która podkreśla znaczenie regulacji czasu ekranowego, Cala Newporta, promującego umiarkowany, ale konsekwentny cyfrowy detoks, Claire Wardle, zwracającą uwagę na świadomą selekcję wartościowych treści, Wendy Suzuki i Sherry Turkle, które wskazują ruch jako kluczowy element zdrowia mózgu i odporności psychicznej. A zatem:

  • Zacznijmy od rzeczy najbardziej oczywistej – regulowania czasu spędzanego przed ekranem. Nasze urządzenia oferują wbudowane rozwiązania do kontroli.
  • Drugą zasadą jest cyfrowy detoks, ale nie chodzi o ekstremalne odcięcie się od technologii, lecz o tworzenie drobnych rytuałów, pozwalających mózgowi odpocząć. Przykłady: codzienny kwadrans spaceru bez telefonu, godzina offline przed snem czy „strefy offline” w domu – zwłaszcza podczas posiłków.
  • Trzeci krok to świadoma selekcja treści. Internet nie musi być cyfrowym śmietnikiem; może stać się potężną biblioteką wiedzy i inspiracji.
  • Czwartym elementem jest dbanie o ciało i sen. Każda aktywność fizyczna wspiera zdolność mózgu do adaptacji i uczenia się, a także poprawia nastrój i koncentrację. Dobre nawyki snu to kolejny filar: regenerujący sen sprzyja utrwalaniu pamięci i równoważeniu emocji.
  • Piąta zasada – pielęgnowanie relacji w realnym świecie. Silne relacje społeczne chronią przed izolacją i zjawiskiem cyfrowej alienacji.
  • Po szóste – rozwijanie higieny poznawczej. To umiejętność selekcji informacji, weryfikowania źródeł i rozróżniania faktów od emocji czy dezinformacji. Niezbędna w erze fake newsów i nadmiaru danych.

 

 

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Gnijące mózgi