Zakaz smartfonów w szkole nie załatwi za nas problemu

Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer zapowiedziała skierowanie do Sejmu projektu ustawy, w którym zapisana zostanie expressis verbis możliwość szkolnego zakazu używania smartfonów.
Czyta się kilka minut
Plakat z briefingu Szymona Hołowni w sprawie wprowadzenia zakazu używania przez uczniów smartfonów w szkołach podstawowych. Kraków, 7 kwietnia 2025 r. // Fot. Beata Zawrzel / REPORTER
Plakat z briefingu Szymona Hołowni w sprawie wprowadzenia zakazu używania przez uczniów smartfonów w szkołach podstawowych. Kraków, 7 kwietnia 2025 r. // Fot. Beata Zawrzel / REPORTER

Podkreślmy: to nie rząd zakaże posługiwania się telefonami; ustawa ma dać jedynie dyrektorom – w sposób jaśniejszy niż do tej pory – narzędzia do wprowadzania ograniczeń. I dobrze: centralistyczne zapędy, kojarzące się raczej z niechlubnymi rządami w oświacie Przemysława Czarnka, niewiele dają. Poza protestami środowiska nauczycielskiego, jak było np. w reakcji na nieprzemyślane ograniczenia w zadawaniu prac domowych już za rządów w MEN Barbary Nowackiej.

Mniej smartfonów w szkołach

W sprawie smartfonów co innego niż szkolne przepisy jest istotą. Owszem, telefony w rękach najmłodszych bywają wielkim problemem. Tak, zakazanych do 13. roku życia mediów społecznościowych i komunikatorów – dewastujących choćby zdolność koncentracji – używają na potęgę dzieci młodsze. I rzeczywiście: większość europejskich krajów wprowadziła ograniczenia w użytkowaniu smartfonów na terenie szkół.

Ale jak pokazują badania, np. zaprezentowany w marcu przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa raport „Internet dzieci”, to nie czas przebywania w szkolnych ławach niesie największe zagrożenia.

Kiedy dzieci nadużywają smartfonów

Na przykład wykres pokazujący użytkowanie smartfonów w skali dnia przez dzieci w wieku 7-12 lat przypomina „leżącego wielbłąda” – zdecydowany „garb” widoczny jest w godzinach 6.00-8.00, później zaś od wczesnych godzin popołudniowych już do wieczora.

„TikTok i YouTube budzą nasze dzieci i układają je do snu”. 

Tego zdania, wypowiedzianego miesiąc temu w Sejmie (w czasie konferencji zorganizowanej przez Szymona Hołownię) przez Magdalenę Bigaj, prezeskę ICO, rodzice powinni się nauczyć na pamięć jak szkolnego wiersza.

Zwłaszcza u progu wakacji, gdy przestaje obowiązywać ów kilkugodzinny ekranowy odpoczynek, a „leżący wielbłąd” wstaje (i przestaje być wielbłądem), warto sobie to przyswoić. Ekranowe nawyki dzieci kształtujemy sami – szkoła nas w tym nie wyręczy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Szkoła nie załatwi problemu