Gdyby zwykły Kowalski zorganizował wiec, na którym nazywałby antychrystami ludzi uważających jego biznes za niebezpieczny – uznalibyśmy go za wariata. Kiedy jednak robi to miliarder z Doliny Krzemowej, jego pseudofilozoficzne rojenia trafiają na czołówki gazet.
Warto się im przyjrzeć, bo Peter Thiel to nie tylko bogacz (jego majątek jest szacowany na przeszło 25 mld dolarów), lecz przede wszystkim jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich inwestorów. Był głównym pomysłodawcą firmy, z której wyłonił się PayPal – i nie był to jeszcze jego największy sukces.
Założony przez Thiela fundusz venture capital Founders Fund (w 2025 r. zarządzał aktywami o wartości ok. 17 mld dolarów) inwestował na wczesnym etapie m.in. w SpaceX, DeepMind czy Spotify. Był też pierwszym instytucjonalnym inwestorem w Facebooka (wyłożył na niego 500 tys. dolarów, a zarobił ponad miliard).
Dziś jednak Thiel znany jest przede wszystkim jako współzałożyciel Palantir Technologies, spółki wykorzystującej sztuczną inteligencję do analizy danych dla wojska, policji i wywiadu. W sierpniu 2025 r. podpisała ona z Pentagonem kontrakt na 10 mld dolarów, jeden z najwyższych w historii.
Tym, co wyróżnia tego techno-miliardera, nie jest tylko sukces, jaki odniósł w branży nowych technologii, ale także przekonanie, że należy do globalnej elity intelektualnej. I potrafi przekonać do tego innych, dzięki czemu realnie wpływa na sposób myślenia najważniejszych polityków świata. Przede wszystkim tych, których sam wykreował – na czele z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych.
Wizja Antychrysta i Armagedonu: w co wierzy miliarder
Thiel to przedstawiciel libertariańskiej sceny technologicznej, który liberalne poglądy na gospodarkę i rolę państwa łączy z mocno specyficzną formą chrześcijaństwa. Swoją najnowszą wizję głosi od dwóch lat, ale lubieżne zainteresowanie mediów wzbudziła ona dopiero wtedy, gdy uczestnikom cyklu jego wykładów w San Francisco na jesieni zeszłego roku nakazano zachowanie poufności (sam prelegent przyznał, że był to zabieg marketingowy: „Nie chwalę się, ale nie jestem całkowicie niekompetentny”).
Co z tej wizji wynika? Że jej autor stał się pasjonatem – niektórzy twierdzą, że wręcz obsesyjnym – Antychrysta. I trzeba przyznać, że gdy o nim opowiada, wykazuje się niebywałą erudycją, płynnie przechodząc od symboliki Księgi Daniela do koncepcji nowożytnej nauki Francisa Bacona.
„Moja spekulatywna teza jest taka, że gdyby Antychryst miał dojść do władzy, robiłby to, mówiąc nieustannie o Armagedonie” – stwierdził podczas zeszłorocznego wywiadu dla Hoover Institution, think-tanku Uniwersytetu Stanforda. W San Francisco doprecyzował, że – w jego przekonaniu – Antychryst „obsesyjnie pragnąłby zdobyć pokojowego Nobla”.

Bynajmniej nie Donalda Trumpa miał na myśli. Gdy mu to zasugerowano, odpowiedział, że byłby gotowy wysłuchać „szczerych, racjonalnych i przemyślanych argumentów” za tą tezą. Ale skoro ich nie ma, to należy być „otwartym na możliwość, że [Trump] jest przynajmniej względnie dobry”.
W jego ocenie zresztą nawet znacznie więcej niż dobry: miliarder popiera obecnego prezydenta nieprzerwanie od 2016 r., a Trump odwzajemnia to poparcie, nie dopuszczając, by jakiekolwiek regulacje ograniczały interesy Thiela (i biorąc jego protegowanego, J.D. Vance’a, na wiceprezydenta).
Co mówi Thiel o kryzysie nauki i uniwersytetów
Tym, co najbardziej niepokoi Thiela i co ma sprowadzić na nas apokalipsę, jest stagnacja postępu. W jego narracji bierze się ona z tego, że nauka i technologia, kiedyś postrzegane jako siły dobra, dziś widziane są powszechnie jako narzędzia destrukcji. „Stworzenie broni palnej i karabinu maszynowego zraniło naszą wiarę w naukę i technologię. Potem bomba atomowa w jakiś sposób całkowicie ją zniszczyła.
I w pewnym sensie w 1945 r. nauka i technologia stały się apokaliptyczne”. To właśnie ten strach przed technologią – jak mówi – wykorzysta Antychryst, aby zdobyć władzę.
Współwinne tego stanu rzeczy są uniwersytety i kilka znanych osób. Te pierwsze, zdaniem Thiela, tak uszczegóławiają i fragmentaryzują wiedzę, że „utrudnia to myślenie o całości”. W „ponowoczesnym multiwersum” „nauka wciąż rośnie jak kolonia królików”, ale ponieważ nakłady, takie jak liczba ludzi, przyznawane stopnie naukowe, inwestycje itp., stale rosną, „trzeba podejrzewać, że maleją zyski” – mówi.
Dla tych, którzy chcą nadążyć za fabułą: Thiel, gdyby wnioskować z jego słów, okazuje się być gospodarczym „klasycznym liberałem”, który myśli w kategoriach nakładów i rezultatów, oraz chce, aby akademia była tak wydajna, jak to tylko możliwe. W jaki sposób nauka ma osiągnąć tę wydajność, ale nie zgłębiać przy tym rzeczywistości, by nie „utrudniać myślenia o całości” – prelegent nie wyłożył.
Greta Thunberg i Bill Gates na czarnej liście
Tu docieramy do drugiego czynnika zbliżającego nas (wedle Thiela) do Armagedonu. „W późnej nowoczesności, gdy nauka stała się przerażająca i apokaliptyczna, a legioniści Antychrysta, tacy jak Eliezer Yudkowsky, Nick Bostrom i Greta Thunberg, postulują, aby rząd światowy ją powstrzymał, Antychryst w pewien sposób stał się antynauką”.
Zdaniem Thiela obsesja szwedzkiej aktywistki klimatycznej na punkcie „ryzyka egzystencjalnego” może skłonić elity „do wzmocnienia ogólnoświatowego porządku administracyjnego, co jest dokładnie tym, co od dawna zdają się przepowiadać apokaliptyczne teksty”. Przypomnijmy: libertarianie jak diabeł święconej wody boją się rządu światowego i wszelkich regulacji. Nie ma przypadku, że w Dolinie Krzemowej jest ich tak wielu.
Jeśli idzie o prof. Bostroma, filozofa z Oksfordu, i Yudkowsky’ego, wybitnego badacza sztucznej inteligencji, który niegdyś był przyjacielem Thiela – to od lat biją oni na alarm w sprawie potencjalnych zagrożeń związanych z niekontrolowanym rozwojem AI. Trudno nie zauważyć, że stają się „legionistami Antychrysta”, bo wzywają do regulacji prac nad sztuczną inteligencją i ustawiają się okoniem do interesów Thiela.
„Z tego, co zrozumiałem, przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich stwierdzili, że poglądy Thiela, utożsamiające Antychrysta z propozycjami regulacji przemysłu AI, nie są przez nich uważane za zgodne z konwencjonalną wiarą chrześcijańską” – oświadczył Yudkowsky proszony o komentarz przez „The Washington Post”. Bostrom i Thunberg uwagi Thiela zmilczeli.
Zresztą na liście potencjalnych „legionistów Antychrysta” Thiel wymienia wiele innych publicznych person, których po prostu nie lubi, np. Billa Gatesa czy kongresmenkę Alexandrię Ocasio-Cortez.
Teoria mimetyczna René Girarda: filozoficzny fundament sukcesu
Łatwiej byłoby pewnie uznać jego wywody za pretensjonalny bełkot bogacza, próbującego rozkręcać, z nadmiaru wolnego czasu, moralną histerię wokół ludzi i spraw, które mu się nie podobają, gdyby do swych pozornie elokwentnych wywodów nie wplątał wielu trudnych słów i prac swoich trzech mentorów.
Pierwszym z nich jest René Girard, którego Thiel poznał podczas studiów na Uniwersytecie Stanforda, twórca m.in. koncepcji mimetycznego pożądania. To przekonanie, że ludzie pragną nie rzeczy samych w sobie, a naśladują pragnienia innych. Ich nieświadoma rywalizacja staje się źródłem przemocy i konfliktów społecznych.
Kiedy napięcie zbytnio narasta, wspólnota wyznacza winnego – kozła ofiarnego, na którego przelewa agresję. Ofiara zostaje wykluczona lub zniszczona, a porządek przywrócony. Na jakiś czas.
Zdaniem Girarda był to fundament, na którym od zarania dziejów opierał się społeczny porządek. Aż do nadejścia Ewangelii, które przez opowieść o męczeństwie, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa demaskują i demontują opartą na przemocy strukturę. W Ewangeliach nie ofiara jest winna, ale tłum – ten sam, z którego wcześniejsze mity i religie odpowiedzialność bez wyjątku zdejmowały.
W świecie chrześcijańskim ów dawny mechanizm już więc na taką skalę nie działa; problem w tym, że radykalnie antyprzemocowe przesłanie Chrystusa przyjęli tak naprawdę nieliczni. I dlatego konflikty nie znajdują ujścia, co prowadzić ma do stopniowej dezintegracji społeczeństwa i konfliktu wszystkich ze wszystkimi.
Thiel w teoriach Girarda widzi wyjaśnienie nie tylko źródeł społecznej przemocy, ale też klucz do zrozumienia gospodarki i technologii. Twierdzi, że z girardowskiego punktu widzenia konkurencja nie jest zdrową rywalizacją, a formą mimetycznej wojny. W książce „Zero to One” pisze, że „konkurencja jest dla przegranych”, a postęp wymaga monopoli i tworzenia rzeczy, które nie naśladują, a tworzą coś zupełnie nowego.
Skojarzenia z jego biznesami znów nasuwają się same. Nie tylko z Facebookiem, na którym niegdyś zarobił krocie. Przede wszystkim z Palantirem, czyli firmą, która dzięki przełomowej technologii na zlecenie wywiadów, sił oraz rozmaitych rządowych agencji, jak niesławne, tropiące imigrantów ICE, buduje oprogramowanie „analityczne” – w praktyce jedno z najskuteczniejszych w świecie narzędzi do inwigilacji w czasie rzeczywistym. O czym Thiel jednak nie wspomina.
Zamiast tego wydaje nie tyle uważać się za ucznia Girarda, ile za jego następcę. Wątpliwe jednak, czy rzeczywiście go zrozumiał, ale o tym za chwilę.
Carl Schmitt i poszukiwanie silnej władzy: czy CIA to współczesny „katechon”?
Drugi z intelektualnych „mentorów” Thiela to postać znacznie bardziej problematyczna. I o wiele lepiej wyjaśniająca jego apokaliptyczną obsesję.
Carl Schmitt był niemieckim prawnikiem i konstytucjonalistą, który jeszcze za czasów Republiki Weimarskiej krytykował demokrację i nakłaniał prezydenta von Hindenburga do autorytarnych rządów za pomocą dekretów. On również miał apokaliptyczną obsesję. Był przekonany, że świat pędzi w stronę zagłady, napędzany destrukcyjnymi ideologiami, takimi jak anarchizm, marksizm czy nihilizm. Wierzył, że ratunkiem jest jedynie katechon – siła powstrzymująca zło, którą utożsamiał z władzą, imperium, potęgą państwa.
W różnych momentach historii katechonem były dla Schmitta Rzym, cesarstwo Karola Wielkiego, Święte Cesarstwo Rzymskie. W jego własnych czasach – III Rzesza. Choć początkowo krytykował nazizm, gdy Hitler doszedł do władzy, został jego nadwornym prawnikiem. Współtworzył filozoficzne zręby nazistowskiej ideologii, w której cała władza i wszystkie decyzje płyną wyłącznie z jednego ośrodka, działającego w interesie narodu. I decydującego, kto jest tym narodem.
Jeśli historia mu czegoś na pewno nigdy nie zapomni, to tego, że usprawiedliwiał swą filozofią noc długich noży. „W rzeczywistości czyn Führera był prawdziwym aktem jurysprudencji. Nie podlega on wymiarowi sprawiedliwości, ale sam jest najwyższą jego instancją” – pisał.
Thiel przejął od Schmitta przekonanie, że tylko silna władza może powstrzymać Armagedon. W naszych czasach według niego może to zapewnić... Dolina Krzemowa albo CIA.
Wolfgang Palaver: niezamierzony mentor Petera Thiela
Trzecim z myślicieli, którzy ukształtowali wizję świata miliardera, jest Wolfgang Palaver, austriacki teolog i badacz przemocy, religii i polityki, od lat związany z Uniwersytetem w Innsbrucku.
W latach 90. Palaver pisał o Girardzie i Schmitcie, próbując pokazać, że apokaliptyczna teologia polityczna niemieckiego prawnika, z jego wizją katechonu jako siły powstrzymującej zło, jest moralnie niebezpieczna.
W interpretacji Palavera każde państwo, które próbuje ratować świat przez przemoc i wskazywanie wroga, staje się w istocie częścią tego zła. W 1996 r., gdy młody teolog wygłosił na Uniwersytecie Stanforda wykład analizujący myśl Schmitta w świetle teorii mimetycznej Girarda, na sali był Thiel.
Wystąpienie Palavera okazało się dla niego objawieniem, ale na sposób, który dla Austriaka był z pewnością głęboko problematyczny. Wbrew intencjom teologa, Amerykanin zaczął się fascynować apokaliptyczną wizją Schmitta i jego pochwałą siły, a jednocześnie przejął od Palavera próbę połączenia katechonu i mimetyki.
Palaver kontra Thiel: spór o ideologię dominacji
W 2023 r. Peter Thiel na konferencji girardystów w Paryżu po raz pierwszy wygłosił godzinny wykład o Antychryście. Mówił o końcu dziejów, o potrzebie katechonu i o zagrożeniu płynącym z „globalnej jedności”, która jego zdaniem grozi ludzkości pod pozorem pokoju. Kiedy skończył, moderator rozpoczął sesję pytań i odpowiedzi, mówiąc wprost, że przemówienie było ogromnym rozczarowaniem.
Skoro świat zmierza ku apokaliptycznemu kryzysowi, zapytał, co miliarder mógłby nam zasugerować? „Odeprzyjcie Antychrysta” – odpowiedział Thiel, natychmiast zastrzegając, że podobnie jak Girard nie zajmuje się udzielaniem praktycznych porad.
Ktoś z sali zaoponował: „To, co mówisz o Girardzie, jest nieprawdą. Wielokrotnie młodzi ludzie pytali go: »Co powinniśmy zrobić?«, a on kazał im iść do kościoła”. To był Palaver, który zaczął już dostrzegać – o czym mówił później w wywiadach – że jego dawne analizy stały się fundamentem dla całego projektu Thiela, od wykładów o Antychryście po polityczne inwestycje.
To, co miało być teologiczną przestrogą przed przemocą katechonu, przekształciło się w ideologiczne uzasadnienie dla jego działań: finansowania konserwatywnych ruchów, wspierania kandydatów takich jak Vance czy Trump, a także inwestowania w technologie militarne i nadzoru.
W sierpniu 2025 r. Thiel przyjechał do Innsbrucka, gdzie wykłada Palaver. To miała być „próba generalna” cyklu wykładów o antychryście, które miliarder planował wygłosić w San Francisco. Palaver przyznał potem w rozmowie z tygodnikiem „Falter”, że zgodził się na to „w nadziei, że uda się skłonić Thiela do przemyślenia poglądów”.
Teolog twierdzi, że do dziś się boi, iż Thiel doszedł do „katastrofalnej interpretacji Schmitta”, która łączy duchową apokalipsę z praktycznym dążeniem do politycznej i technologicznej dominacji.
Mimo to powtarza: „Różnimy się w poglądach politycznych, to jasne. Ale w sprawach wiary może wciąż mam szansę, by go przekonać”.
Thiel i chrześcijaństwo: nic się nie zgadza
Choć założyciel Palantira posługuje się językiem i symboliką chrześcijańską (wymowny dowód, że mimo kryzysu instytucji kościelnych, ich kody kulturowe wciąż są rozpoznawalne i atrakcyjne), nic tu się nie zgadza.
Antychryst – w klasycznej teologii jest konkretną osobą („człowiek grzechu, syn zatracenia”, 2 Tes 2), a nie strukturą: abstrakcyjnym symbolem regulacyjnym, globalnym państwem, bezosobowym mechanizmem biurokratycznym. Spraw ostatecznych – zbawienia i potępienia, relacji człowieka z Bogiem, sądu, łaski, nawrócenia – nie sposób sprowadzać do doczesnej polityki, np. sporu o kształt wolnego rynku czy innowacje.
Katechon – ten, który powstrzymuje nadejście Antychrysta i Apokalipsy – nie jest siłą polityczną czy geopolityczną (np. imperium amerykańskim), nawet jeśli w historii Kościoła próbowano już tę figurę politycznie wykorzystywać.
Przykłady można mnożyć, ale co kluczowe: w teologii chrześcijańskiej Antychryst jest anty-Chrystusem, fałszywym mesjaszem parodiującym Jego naukę (której przesłaniem jest m.in. fundamentalne braterstwo wszystkich ludzi, nie zaś gloryfikowanie jednostek), u Thiela zaś Chrystus jest niemal nieobecny: przedmiotem zainteresowania miliardera są kwestie państwa, rynku i technologii, do których opisu wykorzystuje kategorie religijne. Jego celem nie jest dążenie do prawdy, która pomoże zrozumieć człowieka i świat, ale taki ich opis, który zmobilizuje grupy społeczne czy polityczne do przeprowadzenia oczekiwanych zmian. Co stawia go w gronie ideologów, nie autorytetów religijnych. (MO)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















