Dlaczego dzieci targają się na swoje życie i jak im pomóc?

Na jedno samobójstwo dziecka przypada w Polsce do 200 prób targnięcia się na życie. Na tle Europy jesteśmy w niechlubnej czołówce, bo zbyt późno rozpoznajemy kryzysy emocjonalne u najmłodszych. Dlaczego tak się dzieje?
Czyta się kilka minut
Most Siekierkowski, na wszystkich warszawskich mostach umieszczono tabliczki z napisem „Nie rezygnuj z życia". Warszawa, 1 października 2024 r. // Fot. Arkadiusz Ziolek / East News
Most Siekierkowski, na wszystkich warszawskich mostach umieszczono tabliczki z napisem „Nie rezygnuj z życia". Warszawa, 1 października 2024 r. // Fot. Arkadiusz Ziółek / East News

Piotrek gra koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina w wypełnionej po brzegi sali filharmonii lubelskiej. Robi to bardzo dojrzale, aż trudno uwierzyć, że ma dopiero jedenaście lat. Drobna sylwetka chłopca ginie pod czarnym wiekiem instrumentu, ale muzyka wybrzmiewa intensywnie – nic dziwnego, Piotr jest laureatem głównych nagród niejednego międzynarodowego konkursu. W Zamościu, gdzie zaczynał swą muzyczną edukację, mówią o nim: cudowne dziecko, wielki talent, mały Mozart.

Samobójcze naśladownictwo - jak działa efekt Wertera

Żeby talent chłopca mógł się rozwinąć, rodzice przenieśli go do szkoły muzycznej w Warszawie. Po roku nauki w stolicy, 3 września 2023 r. znaleźli w mieszkaniu jego martwe ciało. Kilka tygodni wcześniej grał mazurki Chopina w Żelazowej Woli.

– Potęga talentu muzycznego tego dziecka była niezwykła, a do tego miał wielką wrażliwość. Może nie mógł poradzić sobie z traumą po śmierci siostry, która zabiła się niespełna rok wcześniej? – zastanawia się jeden z muzyków Orkiestry Symfonicznej w Zamościu.

Hania, siostra Piotrka, uczyła się w I LO w Zamościu. Koleżanki podkreślają, że była ładną blondynką i ubierała się na czarno. Nosiła bluzki z długimi rękawami, pod którymi ukrywała cięcia na nadgarstkach. Po szkole chodziły słuchy, że próbowała targnąć się na swoje życie już wcześniej. Nie miała zbyt wielu przyjaciół, ale była lubiana, a jak ktoś miał problem, pomagała w lekcjach. W nocy 8 października 2022 r. napisała „na grupie”, że chce ze sobą skończyć, znajomi z klasy zadzwonili do wychowawczyni, a ona skontaktowała się z ojcem Hani. Kiedy wszedł do jej pokoju, dziewczynka już nie żyła.

– Hania była nieprzeciętnie inteligentną dziewczyną, chodziła na kółko fizyczne, brała udział w konkursach. Można było z nią porozmawiać o literaturze, filozofii, a jej obserwacje na temat świata nie raz mnie zadziwiały. Ogromnie przeżyłem jej śmierć, właściwie do dzisiaj nie mogę o tym mówić spokojnie. W dniu samobójstwa wysłała mi wiadomość, że nie będzie już chodzić na nasze zajęcia. Nie przeczytałem tej wiadomości od razu i długo miałem poczucie winy, że mogłem temu zapobiec – wspomina Andrzej Mazurkiewicz, nauczyciel fizyki w I LO w Zamościu.

Samobójstwo dotyka otoczenie człowieka, który odszedł. To kilka, a czasem kilkanaście osób narażonych na silną traumę i trudne emocje. Jeśli człowiek nie przepracuje tego doświadczenia, może dojść do efektu Wertera, czyli samobójczego naśladownictwa. I w chwili emocjonalnego kryzysu nie pomyśli o konstruktywnym rozwiązaniu problemów, zamiast tego wybierze śmierć.

– Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku ustalenia śledztwa, w związku z brakiem pozostawienia listu pożegnalnego, nie wykazały w sposób jednoznaczny przyczyn podjęcia prób samobójczych. Nie ustalono również, aby relacje rodzinne miały bezpośredni związek z powyższymi zdarzeniami – poinformował Rafał Kawalec z Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Z relacji otoczenia wynika jednak, że w domu nie działo się najlepiej. Dzieci miały być poddawane silnej presji.

Więcej prób samobójczych, mniej samobójstw – o czym to mówi?

Raport Komendy Głównej Policji podaje, że w 2024 r. odebrało sobie życie 4845 osób, czyli 7,4 proc. mniej niż rok wcześniej. W grupie tej przeważają mężczyźni – 4088, kobiety dużo rzadziej popełniają w Polsce samobójstwo (757 przypadków). Tylko w grupie nastolatków te proporcje są zbliżone – na 127 śmierci 72 samobójstwa popełnili chłopcy, a 55 dziewczyny.

– Dane przedstawione w raporcie dają wiele powodów do optymizmu, bo obserwujemy największy spadek w liczbie samobójstw od 10 lat. Zwiększyła się co prawda liczba prób samobójczych, ale może mieć to związek z tym, że takie zachowania są częściej raportowane na policję, bo rośnie społeczna świadomość. Wciąż jednak dokładna liczba nie jest możliwa do określenia, ponieważ nie wszystkie próby zgłaszane są na policję. Według badań szacuje się, że na jedno samobójstwo dziecka przypada od stu do dwustu prób – wyjaśnia dr Halszka Witkowska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Próba samobójcza nie musi być wynikiem decyzji, że dziecko nie chce żyć, częściej chce przestać cierpieć i w ten sposób woła o pomoc. Liczba takich prób może być istotnym dowodem na to, że nie widzimy problemów, z jakimi zmagają się dzieci, lub nie potrafimy ich w porę rozpoznać. Mimo że spadła liczba samobójstw, śmiertelność nastolatków odbierających sobie życie w Polsce, na tle Europy, jest wciąż bardzo wysoka.

– Jesteśmy pod tym względem w niechlubnej czołówce. Kryzys dziecka pozostaje niezauważony i nie ma to związku z tym, w jakim domu się wychowuje młody człowiek. Zarówno w domach zamożnych, wykształconych rodziców, jak i w tych gorzej uposażonych rodzice są zabiegani, nie mają czasu dla swoich dzieci i nie dają im emocjonalnego wsparcia – podkreśla dr Halszka Witkowska

Szacuje się, że w ostatnim roku w Polsce ok. 12,7 tys. młodych ludzi podjęło próby samobójcze. Po tym wydarzeniu wielu z nich wróciło do szkoły i do grona znajomych. O ich rozpaczy i samotności nie dowiedział się najczęściej nikt poza najbliższą rodziną.

Jak działa telefon zaufania

Ważnym punktem na polskiej mapie niesienia pomocy najmłodszym jest telefon zaufania dla dzieci i młodzieży prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, który działa od 2008 r. Pod numer 116 111 można dzwonić przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Oprócz bezpośredniej rozmowy możliwe jest także nawiązanie kontaktu ze specjalistą przez wysłanie SMS. To ważne rozwiązanie, ponieważ pozwala na kontakt dzieciom z niepełnosprawnością słuchową, które do tej pory nie miały szans opowiedzieć o swojej sytuacji.

– Istnieje mit, że z telefonu zaufania można skorzystać tylko w sytuacji bardzo trudnej. Wiele dzieci dzwoni będąc w głębokim kryzysie i w trakcie rozmowy okazuje się, że chciały skontaktować się z nami wcześniej, ale miały opory, by nie zajmować nam linii. Zdarzało mi się odbierać połączenia także o trzeciej w nocy i piątej nad ranem. Często okazywało się, że wysłuchanie dziecka i wspólne omówienie z nim możliwości wyjścia z problemowej sytuacji sprawiało, że poczuło się lepiej – podkreśla Katarzyna Talacha, psycholożka i psychoterapeutka z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Każdego dnia konsultanci telefonu zaufania odbierają około 300 połączeń, aż 130 z nich dotyczy problemów ze zdrowiem psychicznym: z depresją, niską samooceną, stresem, niepokojem, lękiem. Dzwonią dzieci, które okaleczają się i mają myśli samobójcze. 50 proc. połączeń pochodzi od nastolatków (13-17 lat), ale zdarzają się też wiadomości od ośmio- i dziewięciolatków. 

Często specjaliści dyżurujący przy telefonie muszą podejmować szybkie decyzje w obronie życia i zdrowia dzieci. W 2024 r. pracownicy fundacji przeprowadzili 1010 interwencji w całej Polsce. Średnio 14 rozmów dziennie dotyczy przemocy i krzywdzenia, ze słuchawki dobiega dziecięcy smutek, bezradność, samotność. Czasami pojawia się poczucie rozczarowania światem dorosłych, bądź niepokój, że dzieląc się swoimi problemami, dokładają kłopotów bliskim.

Internet staje się zabójcą

Samobójstwo może być wywołane przez impuls, jednak proces dochodzenia do takiej decyzji kształtuje się w człowieku przez miesiące, nawet lata. Jest wynikiem ogromnego cierpienia, z którym dziecko nie jest w stanie sobie poradzić.

– Samobójstwo mogą wywołać różne czynniki, wiele z nich wynika z indywidualnych uwarunkowań, takich jak choroby czy zaburzenia, ale należy także wziąć pod uwagę doświadczenie przemocy fizycznej czy seksualnej albo nieprzepracowaną żałobę. Ważne są też czynniki środowiskowe, czyli szkoła, dom, ale również internet. Badania pokazują, że dziecko spędza w sieci średnio 5 godzin i 36 minut; to już nie jest narzędzie do pracy czy nauki, ale środowisko, w którym młody człowiek codziennie funkcjonuje – podkreśla dr Halszka Witkowska.

Przemoc rówieśnicza, której dzieci doświadczają w zamkniętych grupach i na portalach społecznościowych, stała się przyczyną wielu tragicznych zdarzeń. 16-letnia Julia z Lubina targnęła się na życie po kilku latach dręczenia przez znajomych. Jej problemy zaczęły się podczas pandemii, kiedy szkoły przeszły w tryb nauki zdalnej. Lekcje szły swoim torem, a na komunikatorach dzieci naśmiewały się z Julii i obrażały ją. Z czasem wyrzucono ją z grupy na Messengerze, stała się kozłem ofiarnym, a w sieci krążyły jej zdjęcia z imieniem i nazwiskiem z wulgarnymi opisami.

Nastolatka miała oddanych i kochających rodziców, którzy nie zostawili jej samej. Zgłaszali sprawę szkole, policji, interweniowali u wychowawcy i wszędzie odbijali się od ściany niezrozumienia, byli traktowani jak ludzie przewrażliwieni. Nawet kiedy Julia została podczas zajęć wychowania fizycznego publicznie ośmieszona i uderzona, żadna z koleżanek nie poniosła konsekwencji, mimo że jej rodzice natychmiast zjawili się w szkole. Obraźliwe komentarze pod adresem nastolatki pojawiły się także w dniu jej pogrzebu. Jedna z dziewczyn nagrała film, w którym słychać jej śmiech i słowa, że „może trochę przesadziła”. 

Po śmierci nastolatki w Lubinie odbył się marsz przeciwko przemocy. Wzięły w nim udział także osoby, które przez lata dręczyły Julię.

– Dzieci tak często doświadczają przemocy rówieśniczej, że zaczynają to traktować jak coś oczywistego. Czasem dowiadujemy się o tym przez przypadek, po kilkunastu minutach rozmowy – opisuje Katarzyna Talacha z telefonu zaufania. – Według raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „Diagnoza przemocy wobec dzieci w Polsce 2023” z problemem tym mierzy się 66 proc. nieletnich. Najtrudniejszy jest hejt w internecie, bo ten nigdy się nie kończy.

Kiedyś dziecko po lekcjach mogło próbować zapomnieć o tym, co działo się w szkole, bo na podwórku miało innych znajomych, a w domu szansę na reset. Teraz dzieci kładą się spać i budzą z przemocą. Bywają wykluczane z grupy nawet za swoje walory, próbują je więc ukryć, żeby się nie wyróżniać. Nie przyznają się, że są dwujęzyczne, grają na instrumentach, potrafią malować. Każdy pretekst jest dobry, by zostać wykluczonym.

Korzystajmy z fachowej pomocy dla dzieci w kryzysie

Pamiętam, że szeptaliśmy o tym w szkole przez kilka tygodni. Dwie dziewczyny ze starszej klasy popełniły samobójstwo. Razem. Podobno ubrały się jak do ślubu i łóżko udekorowały kwiatami. Podobno zostawiły list, w którym pisały o tym, że kochają się i w takim świecie nie chcą dalej żyć. Plotka rosła i rozprzestrzeniała się po klasach. 

Jedną z tych dziewczyn uratowano, chodziła potem po korytarzach liceum ubrana na czarno. Nikt z nią nie rozmawiał. Ale nikt nie rozmawiał też z nami, nauczyciele prowadzili lekcje, jak gdyby nic się nie stało. Był początek lat 90.; samobójców ciągle jeszcze chowali w moim mieście w oddzielnych miejscach, a o miłości między dziewczynami wspominano z nerwowym chichotem.

– Rodzice zawsze powinni informować wychowawcę klasy lub pedagoga o próbie samobójczej dziecka. Dzięki temu szkoła ma szansę przygotować się na jego powrót lub w przypadku śmierci porozmawiać z klasą – tłumaczy Lucyna Kicińska, pedagożka w XLI LO im. J. Lelewela w Warszawie, ekspertka Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym oraz wieloletnia współpracowniczka Forum Przeciw Depresji. – Młodzież musi poznać fakty w bezpiecznej narracji. Jeśli pedagodzy zrobią to adekwatnie, z szacunkiem do dziecka, uczniowie będą mogli poradzić sobie z emocjami, które przeżywają. Niestety, zdarzyła mi się sytuacja, że rodzice mimo wcześniejszej umowy, że przygotujemy dziecko po próbie samobójczej do powrotu do szkoły, wysłali je od razu na lekcję, zamiast do mnie do gabinetu.

W 2024 r. do wszystkich szkół trafiły „Standardy postępowania w kontakcie z uczniem z myślami samobójczymi, po próbie samobójczej i w żałobie po śmierci samobójczej”. Lucyna Kicińska i Małgorzata Łuba stworzyły je na podstawie badań, wieloletniej praktyki w gabinecie i rozmów z ludźmi stykającymi się w pracy z osobami w kryzysie i po próbach samobójczych. Rozmawiamy tuż przed szkoleniem, podczas którego przedstawi nauczycielom, jak ważna jest tzw. postwencja, czyli zapobieganie negatywnym skutkom tragicznego zdarzenia.

– Przez wiele lat samobójstwo było tematem tabu, rodzice bali się napiętnowania i nie informowali szkoły, że ich dziecko przeżywa kryzys, czy też próbowało targnąć się na własne życie. Myśleli, że w ten sposób chronią swoje dzieci i ich rówieśników. Ale młodzi ludzie nie są głupi, dowiedzą się choćby z plotek, zaczną snuć domysły, doświadczać ambiwalentnych stanów emocjonalnych. Samobójstwo nieprzepracowane czy zamiecione pod dywan może stać się dla nich punktem odniesienia w dalszym życiu, dlatego to bardzo ważne, by pedagodzy wiedzieli, jak kryzysy rozpoznawać i jak wspierać uczniów, a także jak współpracować z rodzicami – uważa Kicińska.

W ramach Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym od 2024 r. przeszkolono ponad 5 tys. nauczycieli. Specjaliści zrzeszeni w Polskim Towarzystwie Suicydologicznym pracują z kolei nad tym, by zmiany społeczne dokonywały się na wielu polach. Ważne jest zabezpieczenie infrastruktury: mostów i budynków, tak by były niedostępne dla osób chcących targnąć się na własne życie. Warszawskie mosty objęte zostały dodatkowym monitoringiem i przymocowano do nich tablice: „Nie rezygnuj z życia”.

Gdzie szukać pomocy

W niektórych domach bakcyl samobójstwa nigdy nie znika, może przez wiele lat pozostać uśpiony w meblach i bieliźnie, czeka cierpliwie w pokojach i w piwnicach, w szafach i w papierach, aż pewnego dnia na nieszczęście ludzi budzi się z letargu. W moich rozmowach z prokuratorami i psychologami powracał wątek rodzin, w których taki sposób radzenia sobie z kłopotami stał się metodą. Pamiętam historię rodzinną z powiatu tomaszowskiego, gdzie w 2013 r. na skutek zawiedzionej miłości nastolatek odebrał sobie życie,. Po ośmiu latach powiesił się jego ojciec, rok później matka.

Żałoba po śmierci samobójczej dziecka jest najtrudniejszym doświadczeniem w życiu rodzica. Znacznie gorszym niż sytuacja, kiedy dziecko umiera na skutek choroby. Samobójstwo generuje ogromne poczucie winy, przynosi wiele przytłaczających emocji: rozpaczy, wyrzutów sumienia, niezgody na to, co się stało, ale też złości na zmarłego, że nas nie wtajemniczył w swe problemy. Rodzice opowiadają też o poczuciu wstydu wobec rodziny i znajomych, mówią, że zawiedli, że „coś w ich życiu poszło nie tak” – relacjonuje Lucyna Kicińska, a na koniec apeluje: –  Bardzo trudno żyć po czymś takim bez wsparcia, dlatego w najtrudniejszych etapach żałoby warto sięgnąć po pomoc, np. konsultacje, które oferuje portal „Życie warte jest rozmowy”. Można też dzwonić na telefon Fundacji „Nagle sami”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dzieci dzwonią w nocy