Papież ma coś do powiedzenia. Rok Leona w świecie Trumpa

Rok temu Robert Prevost, augustianin z Chicago, został pierwszym papieżem z USA. Działania prezydenta tego kraju sprawiły, że słowa Leona XIV brzmią z nową mocą. Czego Donald Trump nie wie o prawdziwej sile religii?
Czyta się kilka minut
// graf. Nikodem Pręgowski
// graf. Nikodem Pręgowski

Nie uważam, by moim głównym zadaniem było rozwiązywanie problemów świata, choć uważam, że Kościół ma głos i przesłanie, które musi być głoszone” – powiedział Leon XIV w pierwszym i, jak dotąd, jedynym wywiadzie, udzielonym latem 2025 r. dziennikarce portalu Crux, Elise Anne Allen. Po burzy, jaką wywołał Donald Trump, otwarcie krytykując papieża w czasie nasilenia konfliktu z Iranem, słowa papieża brzmią wręcz programowo.

Skąd się wziął Leon XIV

Wybór 69-letniego augustianina, kard. Roberta Prevosta, zaskoczył wielu. „Kim on jest?” – pytali ludzie 8 maja 2025 r., patrząc na centralną loggię Bazyliki Świętego Piotra, z której wybrzmiewało właśnie „Habemus papam”.

Nowy papież odpowiedział nie tyle znanym powszechnie życiorysem, ile słowem. „Pokój z wami wszystkimi” – rozpoczął pierwsze wystąpienie. Chwilę później określił się jako syn św. Augustyna i zacytował jego frazę: „Z wami jestem chrześcijaninem, a dla was biskupem”.

Uruchamianie odtwarzacza...

Już w tamtym przemówieniu ujawnił się styl kolejnych miesięcy: przesunięcie akcentu z osoby papieża na wspólnotę i zakorzenienie w tradycji. A dziennikarze, wyszukujący gorączkowo informacji o następcy Franciszka, trafiali na zdanie, które Prevost wypowiedział raptem dwa lata wcześniej, we wrześniu 2023 r., gdy zostawał kardynałem: „Ponad wszystko biskup musi głosić Jezusa Chrystusa”. 

Nie miał wtedy ochoty opuszczać peruwiańskiego Chiclayo, by objąć urząd prefekta Dykasterii ds. Biskupów. Uczynił to z posłuszeństwa – bo „fundamentalną rzeczą dla każdego apostoła Chrystusa jest pokora”.

W Watykanie, przez 13 lat próbującym nadążyć za tempem Franciszka – który realizował pomysły, zanim do końca je zwerbalizował – zapanował spokój. Trzy miesiące po konklawe Frank Rocca, jeden z czołowych amerykańskich watykanistów, pisał w „National Catholic Register”: „Leon XIV pojawiał się w wiadomościach tak rzadko, jak tylko nowy papież może”.

Ale dziś „ten obraz jest już nieaktualny” – zauważa Rocca na łamach „The Atlantic”.

Waszyngton kontra Watykan

Odpowiedź na pytanie, dlaczego oczy świata znów zwrócone są na Watykan, jest złożona. Owszem, przyczyniły się do tego zarówno konfrontacyjny styl Trumpa, jak i medialna dynamika. Ale kryjące się za nimi napięcie jest dużo głębsze.

Przypomnijmy kolejność zdarzeń, zaczynając od najświeższych. Operacja „Epicka furia” rozpoczęła się 28 lutego 2026 r., a uzasadniając ataki na Iran, amerykańscy przywódcy chętnie sięgali po język i ikonografię religijną. W Niedzielę Palmową, po miesiącu bombardowań (rozszerzonych przez Izrael na terytorium Libanu), papież apelował więc: „Odłóżcie broń, pamiętajcie, że jesteście braćmi!”. I cytując słowa proroka Izajasza – „Ręce wasze pełne są krwi!” – tłumaczył, że Bóg nie słucha modlitw tych, którzy toczą wojny.

Kiedy tuż po Wielkanocy Trump zagroził, że zniszczy całą irańską cywilizację, Leon – nie wymieniając jeszcze nazwiska prezydenta – wyszedł do dziennikarzy w Castel Gandolfo, by przypomnieć, że ataki na infrastrukturę cywilną są niedopuszczalne i sprzeczne z prawem międzynarodowym. A cztery dni później, 11 kwietnia, podczas modlitwy o pokój, wołał: „Dość epatowania siłą! Dość wojny! Prawdziwa siła objawia się w służbie życiu”.

Po tych słowach amerykański prezydent napisał na portalu Truth Social, że papież jest „słaby w polityce zagranicznej” i jeszcze słabszy wobec przestępców. Leon, pytany o to przez dziennikarzy 13 kwietnia w samolocie do Algieru, odparł: „Nie jestem politykiem. Nie boję się ani administracji Trumpa, ani głośnego głoszenia przesłania Ewangelii. Właśnie po to tu jestem, po to jest Kościół”.

Innymi słowy, papież nie wszedł w logikę konfliktu. Zamiast tego narzucił własne ramy rozmowy – ewangeliczne, nie polityczne.

Dlaczego świat znów słucha papieża?

– Papież jest światowym przywódcą niejako z definicji. To głowa Kościoła liczącego 1,4 mld członków i reprezentant starożytnej tradycji religijnej, która ma wiele do powiedzenia także na temat XXI w. – mówi „Tygodnikowi” George Weigel, autor słynnej biografii Jana Pawła II („Świadek nadziei”), a zarazem konserwatywny komentator amerykańskich debat polityczno-intelektualnych.

– Tyle że jest to przywództwo szczególne – zastrzega. Dodając, że papież nie dysponuje narzędziami władzy politycznej – nie ma ani dywizji, ani lokalnej gospodarki – ale „ponieważ przemawia w imieniu tejże starożytnej tradycji, może wnieść do naszego świata moralną siłę, która nadal się liczy”.

Weigel uważa jednak, że burza wokół polemiki Leona XIV z prezydentem USA jest efektem „medialnej obsesji wokół Donalda Trumpa”. I żałuje, że przesłoniła ona przełomową, jego zdaniem, papieską podróż do Afryki: – Nie sądzę, żeby którykolwiek papież w Afryce kiedykolwiek wskazał – i to mówiąc wprost do tamtejszych elit – korupcję polityczną i gospodarczą jako główny czynnik ubóstwa. A przecież od dawna wiemy, że to prawda.

Faktycznie, przesłanie papieża w Afryce brzmiało mocno. W ogarniętym separatystycznym konfliktem Kamerunie mówił, że „świat jest niszczony przez garstkę trzymających władzę”.  Przywódcom Gwinei Równikowej przypominał, że „w świecie zranionym przez butę narody łakną i pragną sprawiedliwości”.

Jednocześnie sam zauważył problem uproszczonych narracji, towarzyszących jego podróży od dnia wylotu z Włoch. „Wiele z tego, co napisano od tego czasu, to raczej komentarze do komentarzy, mające na celu interpretację tego, co zostało powiedziane” – mówił dziennikarzom w samolocie z Kamerunu do Angoli. Rzeczywiście, niektórzy z nich, szczególnie przedstawiciele mainstreamowych mediów z USA, każdą wypowiedź Leona, nawet ewidentnie odnoszącą się do problemów Afryki, interpretowali jako odpowiedź Trumpowi.

Leon XIV głosem globalnego rozsądku

Słowa papieża w samolocie były jednak czymś więcej niż tylko krytyką mediów. Pokazały, jak trudne do uchwycenia staje się stanowisko Kościoła, gdy nie wpisuje się w dominujące schematy interpretacyjne.

– W świecie gigantycznego chaosu – mówi „Tygodnikowi” Massimo Faggioli, historyk Kościoła i profesor eklezjologii w Trinity College w Dublinie – Watykan pozostał jednym z niewielu głosów globalnego rozsądku.

Głos ten, według włoskiego intelektualisty, nie jest jednak budowany na osobistej charyzmie przywódcy Kościoła, jak to było w przypadku Jana Pawła II czy Franciszka. – Leon zaczął w innym tonie – mówi nasz rozmówca, zauważając, że ten papież przesuwa akcenty „na jedność i kolegialność”.

Papież Prevost – dodaje Faggioli – zdaje sobie sprawę z „ryzyka charyzmy”, które można określić jako skupienie się świata na każdej opinii, jaką następca św. Piotra wyda. Dlatego pozostaje ostrożny: „nie trafia każdego dnia na pierwsze strony gazet” z powodu narracji o LGBT, diakonatu kobiet czy celibatu, jak zdarzało się Franciszkowi, ale jednocześnie „nie boi się mówić, gdy sytuacja tego wymaga”.

Nowy styl komunikacji Stolicy Apostolskiej 

Może dlatego w samolocie do Algierii papież – przy wyraźnym braku entuzjazmu służb prasowych Watykanu – chodził od dziennikarza do dziennikarza, odpowiadając na pytania o ataki Trumpa. Jakby wiedział, że albo zamknie temat, albo konfrontacja z Trumpem przysłoni wagę jego podróży. A zamykając temat, robił to w bardzo amerykański sposób.

Frank Rocca zauważa, że Prevost to „chłopak z Chicago”, które ma „reputację miasta wielkiej polityki”. „Gdybym nie był polityczny, nie byłbym człowiekiem” – cytuje w tym kontekście Arystotelesa i zaznacza, że w medialnych interakcjach Leon wręcz strategicznie odwołuje się do swoich korzeni. Gdy z chicagowskim akcentem używa kolokwialnych zwrotów (np. popularnego „off-ramp”, określenia na zjazd z autostrady, w kontekście deeskalacji irańskiego konfliktu), zyskuje „dodatkową siłę oddziaływania, szczególnie w USA”.

– Chicago to bardzo polityczne miasto – przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem” Gretchen R. Crowe, szefowa amerykańskiej agencji OSV News. – Nazywane jest Wietrznym Miastem wcale nie ze względu na warunki pogodowe, ale z powodu politycznej temperatury. Tam po 40 minutach jazdy taksówką poznasz poglądy wszystkich ostatnich burmistrzów. Ale ludzie są tam też bardziej bezpośredni i serdeczni niż w technokratycznym Waszyngtonie.

Taką właśnie chicagowską twarz obserwatora codziennej polityki kard. Prevost pokazywał już przed wyborem na papieża. Prowadził np. własne, prywatne konto na Twitterze (zostało zamknięte kilka dni po konklawe), gdzie podawał dalej polemiki z J.D. Vancem, gdy ten w wywiadzie dla Fox News odwołał się do zasady „ordo amoris” („najpierw kochasz swoją rodzinę, potem swojego bliźniego, następnie swoją społeczność, potem współobywateli, a dopiero potem resztę świata”), co miało być argumentem na rzecz polityki migracyjnej obecnej administracji.

„JD Vance się myli: Jezus nie prosi nas, byśmy hierarchizowali naszą miłość wobec innych” – czytaliśmy na profilu przyszłego papieża komentarz z „National Catholic Reporter”. Podobnie było w kilku innych przypadkach, zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej Trumpa, którą jako papież nazwie  „ekstremalnie pozbawioną szacunku”.

Papież gdy politycy instrumentalizują religię

Jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego głos papieża zabrzmiał ostatnio z tak wielką siłą, sformułował w wywiadzie dla „Tygodnika” przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej bp Antonio Staglianò

„Zlaicyzowany świat odkrył, że nie ma odpowiedzi na śmierć. Technika przedłuża życie, ale nie nadaje mu sensu. Rynek dostarcza towarów, ale nie daje pocieszenia. Wobec tej pustki powraca się więc do dawnych bogów. Ale nie do Boga Jezusa Chrystusa, który jest zbyt wymagający, bo zbyt pokojowy” – odpowiedział na pytanie, dlaczego wojna, nacjonalizm i fanatyzm przebierają się dziś w religijne szaty.

Kiedy Trump zamieszcza w swoich mediach społecznościowych obraz siebie samego w mesjańskich szatach, papież przypomina, że „chrześcijaństwo zaczęło się od nagiego człowieka, przybitego do belki krzyża”, który „wybaczał swoim oprawcom” i nie może „skończyć na kaznodziei w garniturze pod krawatem, błogosławiącym rakiety”.

To może być kontekst świadectwa, jakie daje dziś Leon XIV: w interpretacji amerykańskiego ruchu MAGA (ale też rozmaitych guru Doliny Krzemowej, jak Peter Thiel) chrześcijaństwo to religijność, która – jak mówi bp Staglianò – „zamienia Ewangelię na hymn narodowy, wiarę na siłę, a nadzieję na lęk przed »innym«”.

Jak papież Leon widzi świat

Leon XIV jest na antypodach takiej postawy. Gdy podczas jednej z pierwszych audiencji odmówił wspólnego selfie, nie była to nieuprzejmość, lecz konsekwencja wcześniejszych słów, by nie patrzeć na niego, a na Chrystusa.

– Myślę, że to kolejny powód, dla którego zwracamy na niego uwagę. W świecie krzykaczy jego głos jest cichy, spokojny i zawsze skupiony na Bogu – mówi Weigel.

Właśnie chrystocentryzm definiuje najmocniej ten pontyfikat. Papież wydaje się mówić: „Nie jestem sędzią w globalnym meczu piłkarskim. Nie jestem arbitrem. Moim przekazem jest Ewangelia” – zauważa nasz rozmówca.

Na tym tle wyłania się coś, co można nazwać „filtrem Leona”: nie chodzi o program polityczny ani strategię komunikacyjną, lecz o sposób widzenia świata. To odpowiedź na czas chaosu: w zgiełku milionów zmieniających się w każdej minucie opinii, papież pokazuje to, co niezmienne.

– Gdy pojawił się na loggii bazyliki w wieczór konklawe i przedstawił się światu w tradycyjnym papieskim mucecie, zostałem zapytany w amerykańskiej telewizji: co to oznacza? – wspomina Weigel. – Powiedziałem, że najwyraźniej nowy papież rozumie, że ten urząd ma swoją własną integralność. Że nie chodzi w nim tylko o nowo wybraną osobę: ona jest sługą tradycji papiestwa, nie jej panem.

W tej stałości na czas chaosu jest jeszcze jeden ważny aspekt: Leon XIV napisał we wrześniu 2025 r., że „religie są źródłem uzdrowienia, a nie źródłem podziałów”. Brzmi to jak odtrutka nie tylko na polityczną instrumentalizację religii, ale także wszechobecną polaryzację.

Papież XXI wieku

W obliczu rewolucji technologicznej, z którą świat dziś się mierzy, tak jak 150 lat temu mierzył się z rewolucją przemysłową (skądinąd za czasów jego poprzednika, noszącego to samo imię), Leon XIV wraca do pytania: kim jest człowiek? Podkreślając, że w świecie algorytmów nie można poprzestawać na odpowiedzi technicznej. Musi być egzystencjalna.

„Technologia cyfrowa może radykalnie zmienić niektóre z fundamentalnych filarów cywilizacji ludzkiej” – ostrzegał papież w swoim pierwszym orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. W Watykanie mówi się, że jego encyklika o sztucznej inteligencji ukaże się w ciągu najbliższych tygodni. 

„Symulując ludzkie głosy i twarze, mądrość i wiedzę, świadomość i odpowiedzialność, empatię i przyjaźń, systemy znane jako sztuczna inteligencja nie tylko ingerują w ekosystemy informacyjne, ale także wkraczają na najgłębszy poziom komunikacji, czyli ten dotyczący relacji międzyludzkich” – mówił Leon we wspomnianym orędziu.

Kiedy Leon XIII pisał „Rerum Novarum”, w fabrykach Manchesteru, Mediolanu i Łodzi ginęli w wypadkach robotnicy – niewidoczne ofiary tamtej rewolucji, których rodzin nie było nawet stać na ich godny pochówek. Dziś ziemią obiecaną staje się Dolina Krzemowa, z tą różnicą, że matki płaczące nad grobami dzieci tej rewolucji mogłyby napisać na nagrobkach: „zabite przez algorytmy”.

Czy encyklika Leona ma potencjał, by stać się punktem odniesienia dla owładniętego fantazjami zysku i władzy świata?

– Ten papież, podobnie jak Jan Paweł II, rozumie, że Chrystus objawia prawdę o człowieku: kim jesteśmy, skąd pochodzimy i jakie jest nasze przeznaczenie. Dotyka to wielu kwestii: relacji międzynarodowych, wolności religijnej, organizacji gospodarki, etyki medycznej, relacji międzyludzkich. Chrystus w centrum – myślę, że będzie to jeden z głównych tematów całego pontyfikatu – mówi George Weigel.

Wpływowa prostota

Według Leona fundamentalną relacją człowieka jest jednak relacja z Bogiem.

„Całą etykę chrześcijańską można w istocie streścić w tym ciągłym przypominaniu sobie, że Bóg jest obecny: On jest tutaj” – napisał we wstępie do nowego wydania jednej ze swych ulubionych książek – „O praktykowaniu Bożej obecności” Brata Wawrzyńca od Zmartwychwstania, XVII-wiecznego francuskiego karmelity.

W grudniu 2025 r. papież powiedział, że książka ta jest jednym z tekstów, które najbardziej ukształtowały jego życie duchowe. A na prostotę jego rekomendacji zwrócił uwagę amerykański reżyser Martin Scorsese, pisząc laudację dla Leona, który znalazł się w kwietniu na okładce magazynu „Time”   jako jeden ze 100 najbardziej wpływowych ludzi świata.

„Dobrze znam tę książkę” – pisał Scorsese o maleńkim dziele Brata Wawrzyńca. „Przyjaciel dał mi egzemplarz kilka lat temu, a ja od tamtej pory przekazałem go wielu innym. Oferuje ona wzór odnajdywania Boga w życiu codziennym i wyprowadzania Kościoła z budynków, choćby najbardziej majestatycznych, w codzienność”.

Swoją codzienność papież łączy z jeszcze jednym filtrem – słuchania.

– Jest bardzo dobrym liderem i bardzo uważnym słuchaczem – mówi „Tygodnikowi” kard. Jean-Claude Hollerich, arcybiskup Luksemburga i relator generalny synodu biskupów. – Słucha każdego, co nie oznacza, że zgadza się z każdym – zauważa kardynał, dodając, że papież „rozmyśla i modli się nad tym, co słyszy, a kiedy nadchodzi czas, podejmuje decyzje”.

Budowanie jedności zaczął od kolegium kardynalskiego, a „poczynił kroki, by te wartości wprowadzać również w całej kurii rzymskiej” – dodaje Faggioli, zaznaczając, że z tym gremium Leon ma lepsze stosunki niż Franciszek. Choć paradoksalnie kardynałowie chętniej wspominają poprzednika: mówiąc o nowym „szefie”, ważą każde słowo, jakby wciąż jeszcze się go uczyli. Nawet jeśli w tej nauce stylu Leona nie trzeba wcale sięgać daleko.

Bo przecież kluczem do zrozumienia pontyfikatu pozostaje augustiańska tożsamość Roberta Prevosta.

Augustyński porządek świata i serca

Papież często się wzrusza. Emocje odbijają się na jego twarzy, nie ukrywa ich. Ostatnio widać to było, gdy stał wśród ruin starożytnej Hippony, miasta, którego biskupem był założyciel jego zakonnego zgromadzenia.

– Myślę, że najsłynniejsze zdanie napisane przez Augustyna pochodzi z Księgi Dziesiątej „Wyznań”: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” – zauważa Weigel w rozmowie z „Tygodnikiem”. – W tym zdaniu zawiera się antropologia, która kształtuje myślenie Leona. Człowiek jest istotą niespokojną, a ten niepokój prowadzi go ku Bogu.

– Jeśli wrócimy do św. Augustyna, to będzie to ten biskup, który stanął wobec barbarzyńców i wandalów – mówi z kolei Faggioli, widząc w tym również styl, w jakim Leon odpowiada na współczesny chaos. Augustyńskie „ordo” oznacza nie tylko porządek świata, lecz także porządek wewnętrzny. Pokój zaczyna się od panowania nad własnym wnętrzem, a wewnętrzna dyscyplina prowadzi do „harmonii, zgody i komunii”.

Na tym tle Leon znów jawi się jako zaprzeczenie politycznego mesjanizmu. – Jest właściwie przeciwieństwem Trumpa – podkreśla Faggioli, wskazując, że podczas gdy Trump jest „człowiekiem zdominowanym przez swoje namiętności”, Leon, jako augustianin, wierzy, że „bycie człowiekiem to przede wszystkim panowanie nad własnymi namiętnościami”.  – To biegunowo przeciwstawne stanowiska – mówi nasz rozmówca.

Jest jeszcze jeden element, który dla augustianina staje się kategorią fundamentalną – to modlitwa. Augustyn pisał o niej jako o nieustannym ruchu serca ku Bogu. W rozmowie z korespondentką OSV News na pokładzie samolotu do Algierii papież wskazał „List do Proby” św. Augustyna jako inspirującą lekturę, mówiąc, że biskup Hippony daje w nim „wspaniałe wskazówki i podpowiedzi, jak nasza modlitwa może być naprawdę znacząca”.

Sprawdźmy: Augustyn opisuje tam modlitwę nie tylko jako mowę skierowaną do Boga, ale jako pragnienie. Prawdziwa modlitwa, pisze, polega nie tyle na słowach, co na nieustannym pragnieniu serca.

Ten rytm – cichy, powściągliwy, a zarazem wytrwały – wyznacza pontyfikat Leona XIV.

Wojna sprawiedliwa

I znów: augustyńskie uporządkowanie może być szczególnie przydatne w wojennych czasach. Np. w powracających stale dyskusjach o wojnie sprawiedliwej.

„Teoria wojny sprawiedliwej może być inteligentnie omawiana tylko w ramach szerszej dyskusji o katolickim pojęciu pokoju jako tym, co św. Augustyn nazwał »tranquillitas ordinis« – pokojem złożonym z bezpieczeństwa, sprawiedliwości i wolności” – napisał ostatnio Weigel, podkreślając, że jako wychowanek Augustyna papież może mieć wiele do powiedzenia w kwestii sprawiedliwego pokoju na Ukrainie, polegającego nie tylko na zaprzestaniu działań wojennych, ale i odbudowie zniszczonego kraju.

Kiedy zobaczymy Leona wysiadającego z pociągu w Kijowie? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, ale skoro pojechał do strefy otwartego konfliktu w kameruńskiej Bamendzie, to taki scenariusz nie jest niemożliwy. Na razie wydaje się, że Leon chce przywrócić równowagę papieskich pielgrzymek do krajów tradycyjnie katolickich, przede wszystkim europejskich, gdzie problemem jest inny front – pędzącego sekularyzmu. Taka będzie pielgrzymka do Hiszpanii – i kolejna, do Francji, o której mówi się w kontekście jesieni.

Siła papieskiej ciszy

We wspomnianym wywiadzie rzece, który ukazuje się właśnie w USA jako jego biografia, papież mówi Elise Anne Allen: „Musimy nieustannie przypominać sobie o potencjale ludzkości, aby przezwyciężyć przemoc i nienawiść”. Żyjemy w czasach, kontynuuje, „w których polaryzacja wydaje się być jednym z najpopularniejszych słów, ale nikomu nie pomaga. A jeśli już komuś pomaga, to bardzo niewielu, podczas gdy wszyscy inni cierpią. Myślę, że ważne, aby nadal podnosić te pytania”.

Słowo „pytanie” jest tu istotne, bo domaga się odpowiedzi, a ta – jeśli ma być przemyślana – rodzi się w ciszy.

W świecie, który nagradza lajkami krzyk i medialne „ja”, Leon XIV wybiera ciszę. Dlatego jego głos, gdy już go zabiera, brzmi dobitnie i jest zauważany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Papież ma coś do powiedzenia