Roman pakuje sprzęt fotograficzny do pełnoletniego auta. Zarabia głównie na ślubach, uroczystościach rodzinnych, eventach firmowych. Kiedy w połowie lat 90. trafił do działu fotoedycji w ogólnopolskim dzienniku, myślał, że złapał Pana Boga za nogi. Umowa o pracę, ubezpieczenie, płatne urlopy.
– Nie minęło dziesięć lat, jak zaczęły się cięcia kosztów i zwolnienia grupowe w mediach. Rewolucja cyfrowa pogrzebała duże agencje fotograficzne przy polskich gazetach, z dnia na dzień przestaliśmy być potrzebni. Czasem dzięki dawnym kontaktom udaje mi się sprzedać jakiś materiał do prasy, ale to okazjonalne sytuacje – przyznaje.
I choć zbliża się do wieku emerytalnego, to nawet nie myśli o odpoczynku. Na etacie był za krótko, by zebrać wystarczający kapitał na koncie w ZUS. Potem pracował na umowy-zlecenia, ale najczęściej brał fuchy „na dzieło”, czyli nie odprowadzał składek, a więc nie odkładał na przyszłe świadczenie na starość.
– Będę pracował do śmierci, umrę z aparatem fotograficznym w ręce albo z głodu, bo moja emerytura waha się w okolicach 800 złotych. Kto za takie pieniądze przeżyje w Warszawie? – pyta retorycznie Roman.
Anna z Lublina też pozbyła się marzeń o tym, że 60. urodziny otworzą przed nią nowy okres w życiu. Miała zamiar przejść na emeryturę pod koniec czerwca, chciała wrócić do hodowli ziół i malowania obrazów. Obiecała córce pomoc w wychowywaniu bliźniąt. Kiedy o tym opowiada, ma łzy w oczach, bo okazało się, że nie stać jej na życie za 1500 zł, a na takie świadczenie może liczyć z ZUS.
Anna urodziła troje dzieci, korzystała z urlopów wychowawczych, bo mąż pracował za granicą, potem zatrudniła się na niepełnym etacie. Nie przypuszczała, że emerytura będzie tak niska.
– Jestem animatorką kultury, pracuję z młodzieżą, organizuję warsztaty, tworzę amatorskie spektakle. Lubię to, co robię, ale umówmy się, to nie jest zajęcie dobrze opłacane w Polsce. Od lat dostaję najniższą krajową, bo na tzw. prowincji władza oszczędza na wszystkim. Nie byłam w stanie odkładać pieniędzy w funduszach emerytalnych – opisuje Lublinianka.
W Polsce przybywa „nowych, biednych emerytów”. Kim są?
Badania „HR & Payroll Pulse Europa 2025” przeprowadzone przez agencję SD Worx pokazują, że aż 63 proc. polskich pracowników w wieku 50-65 lat obawia się, że nie będzie miało wystarczających środków finansowych, by przejść na emeryturę wraz z uzyskaniem uprawnień. Dlatego wiele osób przedłuża czas aktywności zawodowej. Według danych z ZUS w 2024 r. 872 tys. osób pracowało mimo prawa do emerytury. Ich średni wiek oscylował w granicach 67 lat (69 lat mężczyźni i 66 lat kobiety).
Wśród zarobkujących seniorów 58 proc. stanowią panie – także dlatego, że ich świadczenie jest najczęściej niższe. Pracują do emerytury 5 lat krócej, a w trakcie kariery zawodowej mają prawo do urlopów związanych z rodzeniem i wychowywaniem dzieci, podczas których nie są odprowadzane składki do ZUS. Każdy dodatkowy rok pracy „ozusowanej” zwiększa ich późniejsze dochody od 8 do 15 proc., dlatego wiele kobiet, mimo skończenia 60 lat, nadal pozostaje aktywnych.

– W Polsce jest coraz więcej „nowych, biednych emerytów”, czyli osób uzyskujących bardzo niskie świadczenie, niższe od gwarantowanej emerytury minimalnej. Jest to ściśle powiązane z reformą emerytalną z 1999 r. Na mocy tej zmiany świadczenie obliczane jest na podstawie wartości zrewaloryzowanych, uzbieranych przez lata pracy składek emerytalnych – opisuje prof. Piotr Szukalski, demograf z Instytutu Socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. – W polskim systemie wystarczy, że ktoś zapłaci jedną składkę do ZUS, by uzyskać prawo do świadczenia, choć w takich przypadkach może być to ledwie kilka groszy w skali miesiąca. To oczywiście skrajne przypadki, ale generalnie bardzo wiele osób będzie zmuszonych do pracy. I o ile mogę sobie wyobrazić, że nauczyciel czy lekarz pracuje po 70. urodzinach, to jest to dużo trudniejsze w przypadku pracowników budowlanych czy kierowców.
Sztuczna inteligencja nie musi odkładać na starość. Jak może zmienić rynek pracy?
Może jednak i w tych zawodach będzie to z czasem konieczne? Liczba urodzeń w Polsce systematycznie spada – w 2025 r. przypadało 1,08 dziecka na kobietę. Doganiamy w tej kwestii państwa, które od lat borykają się ze skrajnie niską dzietnością: mamy niższy współczynnik urodzeń niż Japonia (1,13) i niewiele nam brakuje, by stanąć w jednym szeregu z Koreą Południową (0,80).
Kiedy więc współcześni 30-, 40-latkowie zechcą przejść na emeryturę, może się okazać, że w Polsce nie będzie wystarczającej liczby osób pracujących na jednego emeryta (dziś jest ich troje), by ci ostatni mogli dostawać świadczenie gwarantujące godne życie.
Prognozy demografów wskazują, że w 2050 r. liczba ludności w Polsce będzie wahała się koło 32 mln, a w 2075 r. spadnie do 25 mln. Zwiększy się przy tym znacznie liczba seniorów wymagających opieki.
– Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak w perspektywie 5-10 lat zmieni się rynek pracy w Polsce, bo obawy budzi nie tylko niska dzietność. Wiele stanowisk ulegnie likwidacji ze względu na wykorzystanie sztucznej inteligencji. Szacuje się, że nawet 20-30 proc. z nich przejmie AI. Pierwsze symptomy tego zjawiska obserwujemy już dziś; w ciągu ostatniego roku pojawił się problem z zatrudnianiem absolwentów wyższych uczelni w kilku największych polskich miastach. Stanowiska dla tzw. juniorów przejmowane są przez sztuczną inteligencję – opisuje prof. Szukalski.
Jeśli w wielu profesjach ludzi zastąpią roboty, które nie muszą odkładać na starość, w budżecie państwa nie będzie wystarczającej ilości pieniędzy, by wypłacać świadczenia seniorom. Może się więc okazać, że Polska rozwija nowoczesne technologie, produkuje wysokiej jakości produkty, ale seniorzy skazani są na głodowe świadczenia lub na pracę do śmierci, często fizyczną. O ile nie wypchną ich również i z tych profesji roboty.
Jedna czwarta lekarzy jest już w wieku emerytalnym
Dane ZUS pokazują, że jak na razie w wielu branżach nie poradzilibyśmy sobie bez pracujących seniorów. Opieka zdrowotna zatrudniała w 2024 r. 16 proc. „silversów”, handel hurtowy i detaliczny 13 proc., a edukacja 10 proc. Kiedy zbierałam materiały do artykułu, agent ubezpieczeniowy jednej z firm powiedział mi, że dla lekarzy i pracowników naukowych przygotowują specjalne ubezpieczenia grupowe uwzględniające wyższy niż w innych zawodach wiek pracowników.
W niektórych profesjach nikogo nie dziwią aktywni 70-latkowie, a w wielu szpitalach i na uczelniach można spotkać czynnych zawodowo 80-latków. Najstarszy lekarz w Polsce, pulmonolog Zbigniew Wlazło, ma 93 lata, a za sobą 65 lat pracy z pacjentami.
Kiedy w latach 60. XX wieku stawiał pierwsze kroki w zawodzie, gruźlica zbierała jeszcze wielkie żniwo, a na terenie szpitala były tylko dwa aparaty rentgenowskie. Praca na takim oddziale była niebezpieczna i łączyła się z groźbą zarażenia prątkami gruźlicy. Doktor Wlazło zdecydował jednak, że zajmie się tą dziedziną, bo stawiała przed lekarzami duże wyzwania; potem zaczął specjalizować się w chorobach płuc. W 2002 r. przeszedł na emeryturę, ale nadal przyjmuje pacjentów, już jako wolontariusz, w Podkarpackim Centrum Chorób Płuc w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Rzeszowie.
– Trudno mi się rozstać z zawodem, czuję się wciąż potrzebny, mam pacjentów, którym pomagam. A w domu tylko kapcie i telewizor – przyznaje dr Wlazło. – Kiedy zaczynałem pracę, warunki i w szpitalu, i w przychodni były fatalne. Pacjentów było tak wielu, że nie mogliśmy wszystkich położyć na łóżkach, leżeli na noszach. W nocy były dwa, trzy zgony. Dziś sytuacja jest nieporównywalna, dlatego chce mi się pracować.
Mapa potrzeb medycznych na lata 2022-2026, przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia, pokazuje jeszcze gorsze dane niż ZUS: kadra w wieku emerytalnym ma stanowić już 25 proc. zatrudnionych. To głównie lekarze i stomatolodzy, rzadziej w zawodzie pozostają pielęgniarki czy położne.
Podobna sytuacja panuje w szkolnictwie. Dziś w placówkach edukacyjnych pracuje ponad 74 tys. nauczycieli w wieku emerytalnym, 70 proc. z nich w miastach powyżej 5 tys. mieszkańców. Najstarszym pedagogiem jest 88-letni nauczyciel fizyki. Osób w wieku 50-59 lat jest 179 tys., co stanowi ponad 25 proc. zatrudnionych w tym zawodzie.
– Są to nauczyciele różnych przedmiotów. Nie ma raczej tendencji ku jednej dziedzinie naukowej – informuje Ewelina Gorczyca, rzecznik prasowy MEN.
Przejście na emeryturę to dla wielu trudne doświadczenie. Praca daje poczucie sensu
Emilia poprawia okulary i prosi, by w artykule zmienić jej nawet imię. Nie chce, żeby rozpoznali ją uczniowie, a tym bardziej ich rodzice, i dowiedzieli się, ile ma lat. Na temat jej wieku krążą w szkole legendy, było już nawet kilka zakładów. Emilia w tym roku skończy 77 lat, ale robi wiele, by wyglądać 10 lat młodziej. Uczy matematyki w warszawskim liceum i zapewnia, że nie ma problemu z dyscypliną na lekcjach. Wystarczy, że zamilknie i dłużej spojrzy, a w klasie zapada cisza.
– Jak ktoś chce dobrze zdać maturę z matematyki na poziomie rozszerzonym, to musi być skupiony i robić dużo zadań, a nie grać w popularne gry edukacyjne i patrzeć w telefon. Moi podopieczni to rozumieją – twierdzi.
Emilia dobrze czuje się przy tablicy. Lubi kontakt z młodzieżą i podkreśla, że dzięki niemu orientuje się w trendach popkultury i umie sprawnie funkcjonować w mediach społecznościowych. Ma w telefonie najnowsze aplikacje i dzięki uczniom umie z nich korzystać. I choć od dawna wybiera się na emeryturę, dyrektor liceum pod koniec każdego roku prosi ją, by została, bo nie ma nikogo na jej miejsce, a ona jest ceniona w szkole.
Pieniądze nie są najważniejszą motywacją Emilii; bardziej sama praca, która daje jej poczucie, że jest potrzebna, otwiera ją na nowych ludzi. Kiedy więc spotyka się z koleżankami w swoim wieku, wraca przygnębiona, bo one ciągle mówią o chorobach. Nie mają ochoty wyjść do kina czy do teatru, nie chce im się robić niczego aktywnego, a nawet kupić nowej sukienki. „Po co, przecież i tak niedługo umrę”, usłyszała niedawno kolejny raz.
– Przejście na emeryturę jest dla wielu osób trudnym doświadczeniem. Przeżywają coś w rodzaju „żałoby po utracie pracy”, gdyż rola, którą pełniły w życiu zawodowym, bardzo często buduje ich tożsamość. Odejście z pracy wymaga zdefiniowania siebie na nowo: w oparciu o własne „ja”, a nie o dotychczasowe funkcje – uważa Katarzyna Jarzyńska, psycholożka, która wspiera seniorów w warszawskiej Fundacji Pomocy Psychologicznej i Edukacji Społecznej „Razem”. – Jest to niełatwy czas, w którym mogą się budzić zagłuszane w pracy lęki oraz traumy z dzieciństwa.
Jarzyńska dodaje, że w przestrzeni publicznej lansowany jest wzorzec aktywnego seniora czy seniorki, która ćwiczy jogę, korzysta z życia, jeździ na rowerze, jest użyteczna. Jeśli ktoś nie wpisuje się w taki model, ma inny pomysł na siebie lub w ogóle go nie ma, może czasem paradoksalnie doświadczyć strachu przed przejściem na emeryturę. Takie osoby przedłużają życie zawodowe dopóki pozwala im na to zdrowie, praca jest dla nich rodzajem ucieczki przed nieznanym.
Praca na emeryturze powinna być wyborem, a nie koniecznością
Henryk Ostrykiewicz zaliczył pierwszy maraton po 60. roku życia, ale biegał od dziecka. Uciekał przed bratem, który próbował, kiedy rodzice szli pracować w polu, przywiązywać go do drzewa. Czasem mu się to zresztą udawało i wtedy Henryk biegał wokół tego drzewa na sześciometrowym sznurku. Przygodę z dzieciństwa opowiada z przymrużeniem oka w przerwach między wydawaniem nart biegowych amatorom sportów zimowych w Tomaszowie Lubelskim. Czasem też zakłada narty i pomaga opanować technikę jazdy debiutantom.

Tak go poznałam. Kilka konkretnych wskazówek i ćwiczeń wystarczyło, żebym poczuła się pewnie i radośnie na roztoczańskich szlakach. Henryk ma 78 lat i wciąż jest trenerem, maratończykiem i narciarzem biegowym. W 2019 r. podczas Mistrzostw Świata Weteranów zdobył brązowy medal, a na biegówkach zaliczył z sukcesami dziesięć biegów Piastów. Od 1972 r. trenuje osoby z niepełnosprawnościami, a od ponad 20 lat przygotowuje zawodników do Olimpiad Specjalnych w Polsce. Jest sędzią w narciarstwie biegowym.
– Dzięki sportowi objechałem cały świat, byłem w Kanadzie, Japonii, USA. Sędziowałem w Dublinie, Atenach, a w Abu Dhabi było nas tylko dwóch sędziów z Europy. Praca daje radość, lubię kontakt z ludźmi, a bez sportu to już w ogóle sobie nie wyobrażam życia. Mam do pracy 5 km i biegam tam w formie treningu, a zimą zapinam narty biegowe. Nie ma sensu odpalać samochodu na taki dystans – śmieje się Ostrykiewicz.
Eksperci podkreślają, że praca na emeryturze powinna być wyborem, a nie koniecznością. I jeśli wynika z pasji, z chęci realizowania talentów, ma dobry wpływ zarówno na pracownika, jak i na społeczeństwo. Znacznie gorzej, jeśli ludzie nie mają wyboru i świadczą pracę, żeby móc opłacić rachunki i zrobić niezbędne zakupy.
Starzejemy się w różnym tempie, czasem zapadając na choroby, które są wynikiem wykonywanej pracy. Powinniśmy mieć więc zagwarantowane prawo do odpoczynku na ostatnim etapie życia.
I teoretycznie tak właśnie jest, ale w praktyce coraz więcej osób będzie zmuszonych do zarobkowania na emeryturze. Raport Polskiej Sieci Ekonomii przygotowany dla ZUS i opublikowany w styczniu 2025 r. pokazuje, że miliony osób są zagrożone emerytalnym ubóstwem. Choć dr Janina Petelczyc i dr Tomasz Lasocki, autorzy raportu, skupili się głównie na analizie przyszłych świadczeń samozatrudniających się pracowników, tzw. jednoosobowych działalności gospodarczych, to zarazem podkreślają, że osoby pracujące na etacie borykają się z tymi samymi problemami.
– Trudno mi sobie wyobrazić, że polski rząd podniesie w najbliższym czasie wiek emerytalny, bo wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło dla Platformy Obywatelskiej, kiedy w 2012 r. partia ta próbowała przedłużyć okres aktywności zawodowej Polaków do 67. roku życia. Bardziej prawdopodobne jest to, że sytuacja ekonomiczna po prostu wymusi na seniorach pracę, bo inaczej nie będą w stanie żyć w godnych warunkach – podsumowuje prof. Piotr Szukalski.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















