W swoim czasie. Dlaczego w Polsce dzieci rodzą się tak późno

Rodzicielstwo od wieków było jednym z pierwszych wyznaczników dorosłości. Dziś decyzje o posiadaniu dzieci podejmowane są później i bardziej świadomie, ale niosą też nowe wyzwania. I dla rodziców, i dla dzieci.
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Kasia Kozakiewicz dla „TP"
Ilustracja: Kasia Kozakiewicz dla „TP"

Chwila przed pierwszym dzwonkiem, rodzice odprowadzają swoje pociechy do szkoły. Na tle tatusiów machających dzieciom na pożegnanie mocno wyróżnia się Adam. Jest wysoki i postawny, na nosie ma okulary, a jego siwe włosy przyciągają uwagę. Ma 51 lat, jego córka Tosia jest wesołą 9-latką.

Rodzice i dzieci

 – Któregoś dnia, gdy przyprowadziłem ją do przedszkola, jedno z dzieci zapytało: „Dlaczego odprowadza cię dziadek?”. Tosia wybuchnęła śmiechem i spokojnie wyjaśniła, że jestem jej tatą – wspomina Adam i dodaje, że nie ma z tym problemu.

Uruchamianie odtwarzacza...

– Wiem, że nie wyglądam jak typowy ojciec małej dziewczynki. Tak potoczyło się życie – mówi. Tosia urodziła się, gdy miał 42 lata, została poczęta metodą in vitro. Jest oczkiem w głowie, wyczekanym i wytęsknionym dzieckiem. 

Maj 2000 roku, zbliża się Dzień Matki. 8-letnia wówczas Małgosia przygotowuje w szkole laurkę z podobizną swojej mamy. Szybko orientuje się, że stworzony przez nią portret odbiega od tego, co widzi u koleżanek. – Ich mamy miały blond włosy, torebki i okulary przeciwsłoneczne, moja na ich tle wyglądała jak postać z innej epoki: książka, okrągłe okulary, naszyjnik z pereł. Wtedy zorientowałam się, że moi rodzice różnią się od rodziców moich rówieśników – wspomina.

 Jak przyznaje – nigdy nie czuła się z tego powodu inna, nie słyszała przykrych czy złośliwych komentarzy. – Raczej była to ciekawostka – opowiada. Dziś Małgosia ma 33 lata, a jej rodzice są po siedemdziesiątce. Dziewczyna jest ostatnim z trójki ich dzieci i żartuje, że jej narodziny były dla nich przysłowiową wisienką na torcie.

Rodzice 18-letniej Misi, która jest w klasie maturalnej, są po sześćdziesiątce. Mają dwójkę starszych dzieci, od 2 lat są szczęśliwymi dziadkami. – Szczerze mówiąc, nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad ich wiekiem – mówi nastolatka. Jej podejście zmieniło się, gdy poszła do liceum. Zorientowała się, że rodzice rówieśników są niewiele starsi od jej rodzeństwa.

 – Pamiętam, że wtedy wiek rodziców zaczął mnie trochę uwierać, bałam się oceny – tłumaczy. Po chwili przyznaje, że dziś to nie opinie znajomych zaprzątają jej głowę. Niepokoi ją to, że rodzice coraz częściej są zmęczeni, brakuje im sił. – Nie chce im się wychodzić ani wyjeżdżać, ich zdrowie się pogarsza. Moi rówieśnicy tego nie doświadczają – podsumowuje Misia.

Ula ma 42 lata, jest mamą 3-letniej Izy. Macierzyństwo ją uszczęśliwia, z dumą patrzy, jak córka odkrywa świat i staje się coraz bardziej rezolutna i samodzielna. Przyznaje jednak, że radość z upragnionego dziecka jest podszyta lękiem. – Gdy ona będzie w moim wieku, ja będę miała osiemdziesiąt lat, o ile dożyję – mówi. 

W swojej rodzinie kobieta obserwuje niemal bliźniaczą sytuację. Jej babcia ostatnie dziecko urodziła po czterdziestce. – Kiedy najmłodszy syn przyjeżdża do niej w odwiedziny, za każdym razem żegnają się tak, jakby to miał być ich ostatni raz. Myślę sobie czasami, że u mnie będzie podobnie. 

Ilustracja: Kasia Kozakiewicz dla „TP"

Co to jest późne rodzicielstwo

Prof. Katarzyna Suwada, socjolożka i wykładowczyni na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, zauważa, że na przestrzeni lat późne rodzicielstwo (za „późnych rodziców” uznaje się osoby, które na dziecko decydują się po 35. roku życia) przestało być w Polsce czymś niezwykłym. Stało się nową normą i wyraźnym trendem społecznym. 

Potwierdzają to dane GUS, według których w 2023 roku średnia wieku Polki rodzącej pierwsze dziecko wyniosła 29 lat – czyli o sześć lat więcej niż w latach 90. Podobne przesunięcie obserwuje się i w innych krajach wysoko rozwiniętych, gdzie średni wiek matki decydującej się na pierwsze dziecko zwykle przekracza 30 lat. Jak przekonuje prof. Suwada – w Polsce również będziemy obserwować to zjawisko. 

Zdaniem psycholożki dr Beaty Rajby, późne rodzicielstwo jest trendem proporcjonalnym do wydłużania się życia (w Polsce według danych GUS statystyczny mężczyzna żyje prawie 75 lat, a statystyczna kobieta – 82 lata) i poprawy jego jakości. – Dłuższe i zdrowsze życie sprawia, że dłużej czujemy się młodzi. Wolniej też wchodzimy w dorosłość, a w konsekwencji później się starzejemy. To naturalne, że wiek decyzji o dziecku również się przesuwa – tłumaczy ekspertka.

Na pytanie o to, co stoi za zmianami w podejściu do posiadania dzieci, socjolożka odpowiada, że są one wypadkową wielu czynników społeczno-kulturowych. – W starszych pokoleniach ważne były markery dorosłości, czyli wydarzenia, które musiały zajść, by człowiek mógł być postrzegany lub by sam siebie uważał za osobę dorosłą – wyjaśnia prof. Suwada. 

Były nimi ukończenie edukacji, stała praca, wyprowadzka z domu rodzinnego, zawarcie związku małżeńskiego i wreszcie – rodzicielstwo. W przeszłości następowały one płynnie, jedno po drugim, w dość przewidywalnym porządku. Dziś ten schemat mocno się zaburzył.

– Coraz więcej osób idzie na studia, a to przekłada się na długość edukacji, którą dziś kończy się w wieku 25-26 lat – tłumaczy ekspertka i dodaje, że wyzwaniem jest też znalezienie stałej pracy, która będzie przynosiła wystarczające dochody. 

Badaczka zauważa również, że w grupie młodych dorosłych widoczny jest wysoki poziom niepewności ekonomicznej, a to – jak przekonuje – ma wpływ na zachwianie się kolejnego markera dorosłości, czyli opuszczenia domu rodzinnego. 

– Brak dostępu do sensownego rynku mieszkaniowego sprawia, że wielu młodych ludzi, często z powodu niestabilnego zatrudnienia, nie stać na kredyt. A trudno planować założenie rodziny bez własnego dachu nad głową, który dla wielu osób jest fundamentem poczucia bezpieczeństwa – uważa prof. Suwada.

Nie bez znaczenia w tym kontekście jest również fakt, że Polacy zmienili swoje podejście do związków małżeńskich i na przestrzeni ostatnich 30 lat coraz rzadziej się na nie decydują. 

– To, że rodzicielstwo mocno przesunęło się w czasie, jest pokłosiem zaburzenia czterech pierwszych markerów dorosłości. Dziś młodzi dorośli skupiają się na budowaniu stabilności i mówiąc kolokwialnie, chcą pożyć: podróżować, sprawdzić się w pracy, zbudować karierę – wyjaśnia socjolożka, która zwraca uwagę na to, że kulturowy scenariusz „najpierw stabilizacja, potem dzieci” nie ogranicza się już tylko do mieszkańców miast.

– Badania CBOS dotyczące planów prokreacyjnych jasno wskazują, że młodzi ludzie ze wszystkich środowisk wymieniają dziś wykształcenie, stabilną pracę i mieszkanie jako warunki konieczne do posiadania dzieci – podsumowuje ekspertka.

Dlaczego decydujemy się na dzieci coraz później

Obserwujemy także zmianę mentalności i priorytetów życiowych. Dla pokoleń powojennych rodzicielstwo było warunkiem bycia „pełnoprawnym dorosłym”, dodatkowo w przeszłości rodzina stanowiła także nadrzędną wartość – dawała poczucie przynależności, bliskości i wspólnoty, była również swego rodzaju „gwarancją” opieki na starość. 

Dziś sprawy mają się inaczej – młodsze pokolenia, urodzone w latach 80. i 90., potrzeby, które w przeszłości zaspokajała rodzina, próbują realizować w inny sposób, a dziecko traktują jako wybór, a nie życiowy obowiązek. Opublikowany niedawno sondaż panelu badawczego Ariadna wskazuje, że coraz mniej milenialsów i przedstawicieli pokolenia Z ceni sobie spełnienie w roli rodzica. 

– Dziś bezdzietność czy późne rodzicielstwo nie wywołują społecznego zdziwienia. Po pierwsze zdajemy sobie sprawę z tego, jakie czynniki wpływają na opóźnienie decyzji o dziecku. Po drugie mamy też większą świadomość tego, że wiele par zmaga się z niepłodnością i że dla wielu osób zostanie rodzicem jest wynikiem wieloletniej walki – wyjaśnia prof. Suwada.

42-letnia Ula przyznaje, że na dziecko zdecydowała się dopiero wtedy, gdy miała poczucie, że jej sytuacja zawodowa i finansowa jest stabilna. 

– Urodziłam się w 1983 roku, jestem z pokolenia wyżu demograficznego. W Polsce brakowało dla nas miejsc w szkołach i pracy, więc potrzebowałam poczucia bezpieczeństwa – mówi. – Nie bez znaczenia było też znalezienie partnera, który miałby podobne priorytety – dodaje. I choć jak sama przyznaje, decyzja o powiększeniu rodziny zapadła w jej życiu dość późno, to nie czuje się w tej kwestii wyjątkiem. – Wiele koleżanek w podobnym wieku również dopiero teraz ma małe dzieci – podsumowuje.

Dziś tego typu historie faktycznie są normą i nie budzą kontrowersji, a wątpliwości dotyczące biologii i ryzyka związanego z późną ciążą również ewoluują.

Psycholożka dr Beata Rajba przypomina, że jeszcze dekadę temu kobieta rodząca pierwsze dziecko w wieku 34 czy 36 lat często słyszała u ginekologa, że jej ciąża jest geriatryczna, a ona sama jest „starą pierworódką”. 

– Obecnie nikogo nie dziwi 40-latka z wózkiem, nikt również nie posądza jej o bycie babcią dziecka – tłumaczy ekspertka, podkreślając jednocześnie, że należy pamiętać, iż dojrzalszy wiek wiąże się z większym ryzykiem wystąpienia wad genetycznych oraz niepłodności. 

Na szczęście współczesna medycyna pozwala szybciej diagnozować i reagować na potencjalne zagrożenia, zwiększając szanse na urodzenie zdrowego dziecka – wiele operacji wykonywanych jest już w łonie matki, mamy też dostęp do nowoczesnych badań prenatalnych, do zaawansowanego leczenia niepłodności i do zapłodnienia in vitro

– To daje wielu ludziom realną szansę na rodzicielstwo nawet w późnym wieku – zauważa prof. Suwada.

Rodzice po czterdziestce

Pytanie o to, czy dojrzali rodzice – w myśl starego przysłowia, że im człowiek starszy, tym mądrzejszy – faktycznie podchodzą do wychowania dzieci bardziej świadomie, często pojawia się w dyskusjach na temat późnego rodzicielstwa. 

Jak wyjaśnia prof. Katarzyna Suwada, dostępne w literaturze socjologicznej badania sugerują, że starsi rodzice w relacjach ze swoimi dziećmi faktycznie wykazują się większą cierpliwością oraz większą kontrolą emocjonalną. Mają również bardziej refleksyjne podejście do rodzicielstwa, a tym samym są skupieni na budowaniu relacji z dziećmi. 

– Co ciekawe, badania zwracają uwagę również na to, że młodsi rodzice częściej borykają się z niestabilnym zatrudnieniem czy niedokończoną edukacją, co może przekładać się na to, że w ich przypadku rodzicielstwo dzieje się gdzieś w tle – tłumaczy ekspertka. 

Macierzyństwo zmieniło życiowe priorytety Uli. – Przekonałam się, że nie da się łapać dziesięciu srok za ogon – śmieje się i wspomina, że przez pierwsze dwadzieścia lat dorosłego życia bardzo dużo pracowała. – Po narodzinach Izy praca zeszła na dalszy plan. Chcę spędzać z nią każdą wolną chwilę, bo wiem, że czas płynie nieubłaganie. Po przedszkolu idziemy na rower, na zakupy, pieczemy ciasto, ona aktywnie uczestniczy w naszym codziennym życiu – opowiada i dodaje, że wspólnie z mężem chcą wychować dziewczynkę na świadomą obywatelkę. 

– Zależy nam na tym, by nasze dziecko miało zarówno swoje zdanie, jak i szacunek do innych ludzi, do zwierząt, by było otwarte i tolerancyjne – podsumowuje. 

Spokój, poczucie bezpieczeństwa, cierpliwość, zaufanie i partnerstwo od samego początku były fundamentami relacji Małgosi i jej rodziców. 

– W podstawówce koleżanki bały się mówić rodzicom o kiepskich ocenach, bo ich reakcje były gwałtowne. U mnie tego nie było, rodzice zawsze podchodzili do tego z wyrozumiałością i powtarzali, że to proces, że to naturalne, iż popełniam błędy. Nie czułam presji z ich strony – wspomina. 

Podkreśla również, że paradoksalnie, mimo tego że była najmłodsza, rodzice pozwalali jej na samodzielność, dzięki której miała przestrzeń do budowania swojej autonomii i tożsamości. 

– Z perspektywy czasu myślę, że byli dla mnie uważnymi kompanami, którzy pozwalali mi eksplorować życie po swojemu – opowiada.

Misia od osób ze swojego towarzystwa często słyszy, że jest odpowiedzialna, rozważna, że ogarnia życie.

– Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale chyba faktycznie coś w tym jest, bo wielu moich rówieśników ma poczucie, że świat kręci się dookoła nich – mówi nastolatka i dodaje, że sądzi, iż to zasługa wychowania. – Nie byłam rozpieszczana, nigdy nie dostawałam wszystkiego, o co prosiłam. Jeżeli spodobały mi się droższe buty, musiałam sobie na nie uzbierać, a rodzice ewentualnie do nich dokładali. Mam poczucie, że wychowali mnie w poszanowaniu pieniędzy i pracy, od małego wpajali mi również to, że każdy człowiek zasługuje na szacunek – mówi Misia. 

Dziewczyna przyznaje również, że jej rodzice – z racji wieku – do wielu nastoletnich bolączek podchodzą z większym luzem i spokojem. – Oni sporo przeżyli i korzystają ze swojego doświadczenia życiowego. Rozumieją, że jedynka z chemii czy opuszczenie jednego dnia w szkole to nie koniec świata. Znajomi trochę mi tego zazdroszczą – śmieje się.

Dr Beata Rajba zastrzega jednak, że na relacje dojrzałych rodziców i ich dzieci nie należy patrzeć zero-jedynkowo. Psycholożka, posiłkując się badaniami, zwraca uwagę na to, że owszem, wraz z wiekiem w rodzicach może (ale nie musi) wzrastać inteligencja emocjonalna, która może przekładać się na lepszą relację z dzieckiem, ale nie jest ona gwarancją dobrych stosunków. 

– Więź między rodzicem a dzieckiem jest więzią dwojga ludzi – dużego i małego. Tu istotną rolę odgrywa osobowość rodzica, dlatego jednoznaczne stwierdzenie, że im starszy rodzic, tym lepsze relacje z dzieckiem, jest dużą generalizacją – tłumaczy.

Wady późnego rodzicielstwa

Trudno nie zgodzić się z dr Rajbą – tym bardziej, że w kwestii rozważań na temat późnego rodzicielstwa łatwo wpaść w sidła idealizowania dojrzałości. Większe doświadczenie życiowe „późnych” rodziców nie oznacza, że naprawdę są dojrzali, a w ich relacjach z dziećmi nie ma tarć i niesnasek. Wręcz przeciwnie – są i często z racji dużej różnicy wieku, która czasami obejmuje dwa pokolenia – urastają do rangi światopoglądowych konfliktów.

Ostatnio na własnej skórze przekonuje się o tym Misia, która zauważa, iż jej podejście do życia i wizja przyszłości mocno rozmija się z poglądami rodziców. 

– Im jestem starsza, tym wyraźniej dostrzegam to, jak wielu rzeczy nie rozumieją. Mama jest otwarta i bardziej postępowa, ale tata sztywno trzyma się swoich zasad. Zapomniał, że był młody ponad 40 lat temu, czyli w zupełnie innej epoce – kwituje dziewczyna.

Z doświadczeniami Misi utożsamia się Małgosia, która przyznaje, że jako nastolatka czuła dokładnie to samo. Jej rodzice należą do pokolenia baby boomers, urodzonego w latach 50., ona urodziła się na początku lat 90. Z perspektywy czasu widzi, że dzieliła ich spora przepaść. 

– Moje pokolenie miało kapitalizm, globalizację, wszystko na wyciągnięcie ręki. U nich wartości były z kompletnie innej bajki: etos pracy, stabilność, pragmatyzm, tradycyjne wychowanie – wspomina. – Do tego oczywiście dochodziła kwestia rozwijającej się technologii. Coś, co dla mnie było normalne i naturalne, dla nich było wyzwaniem. Pamiętam, że nie rozumiałam, jak mogą mieć problem z obsługą komputera lub komórki – mówi Małgosia.

Adam zapewnia, że wciąż – mimo pięćdziesiątki na karku – nadąża za światem swojej córki. Na jego korzyść działa to, że na co dzień pracuje w branży marketingowej i jest na bieżąco z trendami. Plusem jest też fakt, że sam bardzo lubi gry, zabawki i oglądanie kreskówek.

– Z Tosią trzymamy sztamę, moja żona często siedzi z boku i patrzy na nas jak na kosmitów, bo kompletnie nie rozumie języka, którym się posługujemy – śmieje się mężczyzna.

Adam oczywiście nie ma złudzeń i wie, że prędzej czy później w relacji z córką pojawią się tarcia, tym bardziej że dziewczynka niedługo wejdzie w nastoletni wiek.

– Wiem, że nie zawsze będzie różowo. Mam jednak nadzieję, że będę dla niej oparciem, że będę umiał ją wesprzeć i dam jej narzędzia, które pozwolą jej radzić sobie w życiu – mówi i dodaje, że doskonale pamięta, jak sam w nastoletnim wieku darł z rodzicami przysłowiowe koty. – Nie chcę być typowym, moralizującym i wszechwiedzącym ojcem. Wiem, że świat się zmienia – deklaruje.

Dzieci późnego rodzicielstwa

O ile w początkowych etapach rodzicielstwa wiek i upływający czas nie są aż tak widoczne i doskwierające, bo wielu „późnych” rodziców deklaruje, iż dzięki małym dzieciom dłużej czują się młodo i mają więcej energii niż ich rodzice w podobnym wieku – to im dalej w las, tym, jak przekonuje dr Rajba, pojawia się coraz więcej lęku i niepokoju o przyszłość.

Adam wspomina, że gdy na świat przyszła Tosia, mocno wziął się za siebie. Rzucił palenie, zaczął regularnie uprawiać sport, by dotrzymywać kroku córce i jak najdłużej być w dobrej formie.

 – Martwię się o to, że zachoruję, że coś mi się stanie, że za szybko zabraknie mnie w życiu Tosi. To dla mnie bardzo trudne, bo jestem z nią mocno związany – mówi. 

Ula, która jest w podobnej sytuacji, ma identyczne refleksje. – Czy zdążę ją wykształcić, zobaczyć, jak wchodzi w dorosłość i być przy niej w ważnych chwilach? Te myśli wracają do mnie jak bumerang.

Okazuje się, że lęk o przyszłość jest obustronny, bo czują go również dzieci dojrzałych rodziców, które dużo wcześniej niż ich rówieśnicy mierzą się ze starością i przemijaniem.

 – Matki i ojcowie moich rówieśników mają po czterdzieści kilka lat, więc oni zupełnie nie zawracają sobie głowy tym, że ich rodzice się starzeją. Ja o tym myślę, bo widzę coraz większy regres w ich zdrowiu – mówi 18-letnia Misia.

Na pytanie, czy obawia się tego, że być może w niedalekiej przyszłości będzie musiała opiekować się rodzicami, Małgosia odpowiada, że faktycznie czuje strach, ale zastrzega, że to raczej lęk przed nieznanym. 

– Nie mam złudzeń, wiem, że to na pewno przyjdzie, ale trochę zaklinam rzeczywistość, że zdarzy się, gdy będą bliżej osiemdziesiątki – mówi. – Dzieci młodszych rodziców mają więcej czasu na przygotowanie się, na zastanowienie, co będzie, gdy rodzice się zestarzeją – wyjaśnia dziewczyna. W jej przypadku plusem sytuacji jest to, że sama nie ma dzieci, którymi musiałaby się opiekować.

Biorąc pod uwagę społeczne trendy, można założyć, że późne rodzicielstwo odbije się w strukturze społeczeństwa. Socjolożka prof. Katarzyna Suwada zauważa, że zjawisko to już dziś wpływa na dynamikę relacji rodzinnych. 

– Gdy dzieci dojrzałych rodziców same decydują się na powiększenie rodziny, to często nie mają już wsparcia dziadków. Powód jest bardzo prosty: ich rodzice nierzadko sami są schorowani i wymagają wsparcia – wyjaśnia ekspertka. 

Ponieważ ta „odwrócona opieka” pojawia się szybciej, przybywa osób z tzw. sandwich generation, obłożonych opieką z obu stron. To jednak nie koniec społecznych wyzwań związanych z tą kwestią – późne rodzicielstwo wiąże się również z tym, że ludzie mają mniej dzieci, bo jeżeli ktoś decyduje się na potomstwo w wieku np. 38 lat, to raczej mało prawdopodobne jest, że będzie miał ich trójkę.

– W efekcie w przyszłości ewentualna opieka nad starzejącymi się rodzicami będzie spoczywać na jednym dziecku – tłumaczy socjolożka.

Ekspertka przyznaje również, że w przypadku polskiego społeczeństwa, które się starzeje i w którym to głównie rodzina (najczęściej kobiety) dostarcza i organizuje opiekę nad seniorami, niezbędne będzie większe zaangażowanie państwa i rozwój opieki instytucjonalnej. Zarówno nad dziećmi, jak i nad osobami starszymi. – To naprawdę poważne wyzwanie – podsumowuje socjolożka.

Kończąc rozmowę, Adam przyznaje, że odkąd na świecie jest Tosia, jego życie się zmieniło. 

– Bycie ojcem mnie odmłodziło, czuję się, jakby ubyło mi 15 lat – mówi. Opowiada, że uwielbia drobne, codzienne momenty: odprowadzanie do szkoły, wspólne szalone zabawy, dziecięce wyznania miłości. – Czuję się, jakbym przeżywał dzieciństwo drugi raz z super kumpelą u boku – uśmiecha się i deklaruje, że warto było na to czekać. – Mimo tego, że wyzwań jest i będzie sporo, cieszę się, że mogę się z nimi mierzyć. Naprawdę kocham być tatą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: W swoim czasie