– Często myślę o tym, jak wyglądałoby nasze życie, gdybym nie dała córce smartfona tak wcześnie. Ale czasu nie cofnę – mówi Mariola, mama 15-letniej Patrycji, od kilku lat uzależnionej od mediów społecznościowych. Swój pierwszy telefon dziewczyna dostała, gdy miała 9 lat.
– W klasie była jedyną osobą bez aparatu, więc uległam – mówi mama nastolatki. Początkowo nic nie zwiastowało kłopotów, bo Mariola zainstalowała na urządzeniu blokady rodzicielskie. Jej czujność uśpiła jednak pandemia – lekcje przeniosły się w tryb online, a kontrola tego, co w sieci robi córka, stała się wyzwaniem, bo długie godziny spędzane przed ekranem dziewczyna tłumaczyła nauką.
– To działo się stopniowo, dziś pluję sobie w brodę, że byłam zbyt pobłażliwa i nie reagowałam w porę. Wtedy nie mówiło się o cyberzagrożeniach, a telefon nie kojarzył się z czymś niebezpiecznym – wspomina kobieta.
Poważne problemy zaczęły się, gdy dziewczyna założyła konto na TikToku, Mariola szacuje, że córka mogła mieć wtedy 11 lub 12 lat. – Świat przestał dla niej istnieć – stała się drażliwa, agresywna i rozkojarzona, manipulowała rówieśnikami. Próbowałam do niej dotrzeć, ale przegrałam z niekończącym się strumieniem treści – przyznaje smutno.
Dziś Patrycja nie wychodzi z pokoju, a w szkole pojawia się rzadko. Nie ma znajomych, nie rozmawia z mamą, jest apatyczna i obojętna. Za dnia śpi, noce spędza z zabezpieczonym blokadami biometrycznymi smartfonem w dłoni. Scrollowanie pochłania większą część jej doby.
Problemowe korzystanie z internetu – jaka jest skala
Jej historia to skrajny przypadek, bo większość dzieci i młodzieży w Polsce nie mierzy się z aż tak poważnymi konsekwencjami funkcjonowania w sieci. Temat nie powinien być lekceważony, co widać także w opublikowanym na początku kwietnia raporcie „Polskie badanie EU Kids Online 2026. W stronę nowych wyzwań.
Reprezentatywne badanie polskich uczniów i uczennic w wieku 10-16 lat”, przygotowanym w ramach międzynarodowej sieci badawczej analizującej szanse, zagrożenia oraz bezpieczeństwo dzieci w środowisku online w Europie, koordynowanym w Polsce przez prof. Jacka Pyżalskiego.
Wynika z niego, że niewiele ponad 7 proc. uczniów doświadcza objawów problemowego korzystania z internetu. Jednocześnie jednak ponad jedna trzecia przyznaje, że potrzebuje wskazówek, jak kontrolować czas online. Jak przekonuje współautor raportu, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego Piotr Plichta, kluczowe jest rozróżnienie tych kwestii, bo trudność w regulowaniu czasu online nie jest tym samym, co rozpoznanie problematycznego używania internetu.
To pierwsze jest sygnałem, że młodzi potrzebują wsparcia w budowaniu samokontroli cyfrowej. – To może być również wskaźnik rosnącej samoświadomości, że w środowisku pełnym bodźców, powiadomień i presji bycia stale dostępnym niełatwo stawiać sobie granice – wyjaśnia ekspert.
Ważnym wnioskiem z raportu jest też emocjonalne przywiązanie sporej części uczniów – szczególnie w wieku 10-13 lat – do stałej dostępności internetu. – Sugeruje to, że bywa on traktowany jako narzędzie redukcji napięcia, nudy lub samotności – mówi prof. Plichta.
Ponad trzy godziny w social mediach dziennie
To, że większość młodych ludzi nie doświadcza poważnych problemów związanych z korzystaniem z internetu, nie oznacza, że środowisko cyfrowe pozostaje dla nich neutralne – wręcz przeciwnie. Szczególną rolę odgrywają tu media społecznościowe, będące jedną z najważniejszych przestrzeni ich aktywności.
Wedle danych z polskiego badania „EU Kids Online 2026” prawie 75 proc. całej populacji w wieku 10-16 lat ma w nich konto, a ponad 80 proc. badanych może korzystać z nich, kiedy chce.
Z kolei projekt „Nastolatki. Raport z ogólnopolskiego badania uczniów i rodziców” realizowany przez NASK – Państwowy Instytut Badawczy, informuje, że średni czas korzystania z mediów społecznościowych w ciągu dnia wynosi 3 godziny i 23 minuty (dziewczęta spędzają w nich prawie godzinę dłużej niż chłopcy), a najczęściej używanymi platformami są Messenger, TikTok, YouTube i Instagram.
Prof. Plichta zwraca uwagę, że to właśnie w mediach społecznościowych łatwo wpaść w mechanizmy sprzyjające wydłużaniu czasu online: w powiadomienia, presję ciągłego bycia online i odruchowe odświeżanie.
W wywiadzie z 2017 r. Sean Parker, jeden ze współtwórców Facebooka, przyznał, że platforma została zaprojektowana tak, by pochłaniać jak najwięcej czasu i uwagi użytkowników, a celem jej założycieli było stworzenie pętli sprzężenia zwrotnego społecznej walidacji. Owo sprzężenie to psychologiczny mechanizm, w którym np. publikowanie treści wywołuje reakcję innych – pojawiają się lajki, komentarze, co wzmacnia chęć powtórzenia tego zachowania.
W praktyce oznacza to, że media społecznościowe silnie angażują układ nagrody, dlatego łatwo wpaść w nawykowe korzystanie. A dzieci, których mechanizmy samokontroli dopiero się rozwijają, są na nie szczególnie podatne.
Nie wierzmy w mit „cyfrowych tubylców”
Problematyczne bywają również treści, z którymi młodzi ludzie mają styczność w mediach społecznościowych. Dominika Bucholc, rzeczniczka prasowa Fundacji Kids Alert, zwraca uwagę, że charakter zagrożeń w internecie w ostatnich latach wyraźnie się zmienił, a ich skala rośnie.
– Dziś dziecko nie musi niczego aktywnie szukać. Wystarczy, że na sekundę zatrzyma się na danym materiale, a algorytm zaczyna budować bardzo precyzyjny profil i wciąga je w określony „wir” treści – tłumaczy Bucholc.
Mechanizm opiera się na niekończącym się scrollowaniu, które sprawia, że użytkownik trafia na coraz bardziej angażujące, a często również coraz bardziej skrajne materiały. W praktyce oznacza to, że kontakt z niebezpiecznymi treściami może rozpocząć się przypadkowo. – Algorytm niestrudzenie podsuwa kolejne materiały – dotyczące przemocy, seksualności, zaburzonego postrzegania własnego ciała, samookaleczeń czy romantyzowania samobójstwa – mówi ekspertka.
Bardzo niebezpieczne są również tzw. wyzwania, które namawiają do zachowań szkodliwych lub ryzykownych. „Polskie badanie EU Kids Online 2026” podaje, że 21,5 proc. badanych uczniów ma z nimi styczność przynajmniej raz w miesiącu lub częściej. Niestety wielu rodziców nie zdaje sobie z tego sprawy, bo każdy użytkownik widzi zupełnie inny, spersonalizowany obraz platform.
– To, że dorosły nie trafia na szkodliwe treści, nie oznacza, że ich nie ma. Dziecko może funkcjonować w świecie, którego rodzic nie widzi – podkreśla Bucholc.
Czujność dorosłych często osłabia również wciąż obecny w społeczeństwie mit „cyfrowego tubylca”, który niesłusznie zakłada, że skoro młodzi ludzie intensywnie korzystają z technologii, to są w tym z automatu kompetentni.
Tymczasem – jak przekonuje prof. Plichta – do dobrego funkcjonowania w sieci nie wystarczą umiejętności techniczne. Potrzebne są również tradycyjne kompetencje: krytyczne myślenie, czytanie ze zrozumieniem i umiejętność samoregulacji. – Zwłaszcza że nasze badania pokazują, iż młodzi potrzebują wsparcia w radzeniu sobie z trudnymi doświadczeniami online, w ochronie danych i odróżnianiu rzetelnych informacji od fake newsów – dodaje badacz.
Pięciolatek z telefonem to norma
Z raportu NASK wynika, że większość nastolatków w Polsce otrzymuje pierwszy smartfon lub komputer z dostępem do internetu w wieku 9 lub 10 lat, jednak spora część dzieci miała kontakt z urządzeniami wcześniej – przed ukończeniem 8. roku życia smartfon posiadało już 40 proc. badanych, a komputer co czwarty z nich.
Maluchy często są również obeznane z technologią – z raportu „Brzdąc w sieci” realizowanego przez Akademię Pedagogiki Specjalnej w Warszawie dowiadujemy się, że korzystanie z telefonów przez dzieci w wieku przedszkolnym jest częstym zjawiskiem, dotyczącym nawet trojga na czworo pięcio- i sześciolatków.
Jak zauważa Helena Turek, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Warszawie – to niepokojące wieści z perspektywy neuropsychologii, bo kluczowy okres rozwoju mózgu przypada na wiek wczesnodziecięcy i nastoletni. – Silna stymulacja np. poprzez bajki czy media społecznościowe powoduje, że rozwija się on w nieprawidłowy sposób. Dojrzewa zbyt szybko, a jego struktury zmieniają swoją wielkość – wyjaśnia psycholożka.
Naukowczyni powołuje się również na badanie korelacyjne przeprowadzone na dużej grupie dzieci w wieku 9 i 10 lat, w którym wyróżniono różne sposoby korzystania z ekranów.
Wykazało ono związek między intensywnym korzystaniem z mediów społecznościowych a niższym poziomem inteligencji płynnej i skrystalizowanej – czyli uboższym słownictwem i gorszym rozumieniem zależności przyczynowo-skutkowych, a także trudnościami z kontrolą impulsów i regulacją agresji. – I mimo tego, że zaobserwowane korelacje nie były bardzo silne, to warto zachować czujność i ostrożność – podkreśla ekspertka.
Wpadła w szał, bo wysiadł internet
Tymczasem problem nadużywania mediów społecznościowych przez najmłodszych nadal bywa bagatelizowany.
Regularnie mierzy się z tym Mariola, która stale słyszy, że nie jest tak źle, bo przecież jej córka nie ma problemu z alkoholem czy narkotykami. Dostaje też „rady”, że powinna zabrać jej telefon, odciąć internet i zmusić do chodzenia do szkoły. – Zdrowym osobom trudno to pojąć, ale to nie jest takie proste. Niedawno podczas awarii internetu Patrycja dostała szału, rzucała przedmiotami. Musiałam wezwać policję, bo bałam się, że zrobi coś sobie albo mnie – opowiada.
Takie reakcje nie są kwestią „złego zachowania”, ale pokłosiem tego, jak rozwijający się i uzależniony mózg reaguje na silne bodźce. – W okresie dorastania szczególnie aktywny jest układ nagrody odpowiedzialny za dążenie do przyjemności, z kolei kora przedczołowa, odpowiedzialna za kontrolę impulsów i przewidywanie konsekwencji, nie jest w pełni rozwinięta – wyjaśnia psycholożka.
W efekcie młodzież jest bardziej impulsywna i silniej reaguje na nagrody, co ewolucyjnie jest zupełnie naturalne. Jednak gdy dochodzi do tego intensywna stymulacja ze strony mediów społecznościowych, mechanizm wzmacnia się – rośnie impulsywność, hamowanie jest obniżone, a rozregulowane dziecko nie myśli racjonalnie. – Telefon staje się dla niego ucieczką od dyskomfortu, bo przynosi ulgę – podsumowuje psycholożka.
– Dużo mówi się o bezpieczeństwie dzieci w internecie, ale gdy nastolatek wpadnie w uzależnienie, to pomoc jest kwestią determinacji rodzica, a nie systemu – mówi Mariola.
Kobiecie bardzo zależało na tym, by jej córka została przyjęta na roczny pobyt w specjalistycznym ośrodku leczenia uzależnień, bo słyszała, że przynosi on dobre rezultaty. Niestety decyzją komisji dziewczyna leczona będzie w szpitalu oddalonym 3 przystanki od domu, w którym może spędzić maksymalnie 2 miesiące.
– Jeżeli nie zdarzy się cud i Patrycja nie wyjdzie z uzależnienia, to czekać nas będzie kolejne postępowanie, kolejni biegli, kolejna komisja. Kolejny rok będzie stracony – podsumowuje matka nastolatki.
Jak zrozumieć świat pokolenia Z
Mając w pamięci historię Patrycji oraz to, jak na mózg i psychikę młodych wpływają media społecznościowe, na usta ciśnie się radykalne stwierdzenie: że „socialmediowa” rzeczywistość nie jest miejscem dla nich. I cóż, jest w tym ziarno prawdy. Ziarno, bo w dyskusjach o młodych, internecie i mediach społecznościowych zbyt mocno bazujemy na uproszczeniach i własnym „widzimisię”, pomijając istotny wątek pokoleniowy.
A przecież młodzi ludzie urodzeni po 2010 r. dorastają w zupełnie innym świecie niż ich rodzice i dziadkowie. I o ile różnice między poszczególnymi generacjami były obecne od zawsze, to za sprawą dynamicznego rozwoju internetu i technologii stały się one wyjątkowo ostre.
Dla przedstawicieli pokolenia X i milenialsów cyfrowa rzeczywistość jest raczej dodatkiem i uzupełnieniem „prawdziwego” życia, bo zdecydowana większość z nich swoje dzieciństwo, wczesną młodość, a czasem nawet część dorosłości spędziła w analogowym świecie. Ta różnica często jest źródłem napięć, umniejszania i niezrozumienia cyfrowych aktywności dzieci i młodzieży. Tymczasem oni nie znają świata bez szerokopasmowego internetu i smartfonów. To ich codzienność.
Dr Maciej Dębski – socjolog i założyciel Fundacji Dbam o Mój Z@sięg – wyjaśnia, że młodzi ludzie uważają media społecznościowe za wartościowe, bo pozwalają im one na zaspokojenie potrzeb emocjonalnych, społecznych i rozwojowych.
– Czują się w nich ważni i widziani, dają im one poczucie przynależności do grupy, pozwalają na szybką i sprawną komunikację ze znajomymi. Są przestrzenią, w której mogą dzielić się swoimi pasjami i zajawkami, są też miejscem z nieskończoną ilością rozrywki – wyjaśnia badacz.
Dla części z nich są one również miejscem budowania autonomii, trochę na przekór „helikopterowemu rodzicielstwu”, które często ogranicza im swobodę eksplorowania świata, bo każda aktywność jest „nadzorowana” przez dorosłych.
Zakaz telefonów niewiele da
Temat dzieci i młodzieży w mediach społecznościowych rozgorzał w ostatnim czasie głównie za sprawą Australii, która w grudniu 2025 r., jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła ograniczenia na korzystanie z social mediów dla dzieci poniżej 16. roku życia. Rządzący w wielu krajach, w tym również u nas, zaczęli zastanawiać się nad wprowadzeniem podobnych przepisów.
Polski projekt ustawy zakłada m.in. ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia oraz wprowadzenie obowiązkowej weryfikacji wieku użytkowników. Równolegle planowany jest zakaz korzystania z telefonów komórkowych podczas lekcji, który miałby wejść w życie już od września 2026 r.
I o ile wszyscy eksperci, z którymi rozmawiam, przychylnym okiem patrzą na limit wieku w dostępie do mediów społecznościowych (tym bardziej że ponad 68 proc. dzieci w wieku 10-13 lat ma profile w „socialach” wbrew regulaminom platform), tak zakaz telefonów w szkole część z nich ocenia sceptycznie.
W tym kontekście ciekawym wątkiem są wyniki przedstawione w raporcie „Polskie badanie EU Kids Online 2026”, wedle których dzieci i młodzież relatywnie rzadko korzystają z telefonów w samej szkole: prawie codziennie lub codziennie korzystanie w klasie deklaruje jedynie co piąty badany.
– Szkolny zakaz może objąć tylko część zjawiska, czyli rozproszenie uwagi na lekcjach – ale nie rozwiązuje głównego problemu, skoro telefon jest używany przede wszystkim po zajęciach – wyjaśnia prof. Plichta.
Jak dodaje, badania międzynarodowe dają niejednoznaczne wyniki, bo nie ma mocnych dowodów na to, że same zakazy wyraźnie poprawiają dobrostan czy ograniczają ogólne korzystanie z telefonów. – Wiele zależy od sposobu wdrożenia, a jeśli ciężar egzekwowania przepisów spadnie na nauczycieli, może to generować nowe napięcia w relacjach z uczniami – dodaje badacz.
Wiara w to, że restrykcje rozwiążą problem nadużywania telefonów przez dzieci i młodzież, jest mrzonką.
– Sam zakaz nic nie da, bo dzieci szybko znajdą sposoby na jego obejście albo przeniosą się w inne miejsca w sieci. Ważne są realne działania: edukacja cyfrowa dla rodziców, kary dla Big Techów migających się od odpowiedzialności za generowane treści. Potrzebna jest polityka higieny cyfrowej z prawdziwego zdarzenia, a w szkołach powinien być przedmiot edukacji medialnej – wylicza dr Maciej Dębski.
Relacje i wymagania: tak możemy pomóc
Kluczową rolę mają jednak do odegrania rodzice, którzy dziś – zdaniem dr. Dębskiego – powinni być lepiej przygotowani na przekazanie dziecku telefonu niż ono samo na jego otrzymanie. – To dorosły musi wprowadzić dziecko w cyfrowy świat – rozmawiać z nim, towarzyszyć mu i pokazywać, jak mądrze z niego korzystać, bo blokady nie rozwiązują problemu. Sam też powinien dawać dobry przykład – wyjaśnia.
To bywa jednak wyzwaniem, bo dzisiejsi rodzice są pierwszym pokoleniem, które wychowuje dzieci w świecie zdominowanym przez technologie – bez własnych wzorców, bez punktów odniesienia, często metodą prób i błędów. Muszą jednocześnie nadążać za dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością cyfrową i uczyć dzieci czegoś, czego sami nigdy nie doświadczyli.
– Kluczowym czynnikiem chroniącym dzieci przed problemami psychicznymi związanymi z nadużywaniem internetu i mediów społecznościowych są relacje – przekonuje psycholożka Helena Turek i dodaje, że właśnie dlatego tak ważne jest, by dziecko miało życie poza telefonem, by spotykało się z rówieśnikami, spędzało wartościowy czas z rodzicami.
Problem w tym, że ta strefa „kuleje”, bo – jak wskazuje raport „Polskie badanie EU Kids Online 2026” – największe natężenie używania telefonów przez dzieci i młodzież przypada na popołudnia i wieczory, czyli na czas zabawy, odpoczynku i budowania relacji rodzinnych. Oprócz tego – zdaniem psycholożki – równie istotne jest konfrontowanie dzieci z prawdziwym życiem, które bywa trudne.
– Rodzice, często w dobrej wierze, próbują chronić dzieci przed tym, co niewygodne, odpuszczają obowiązki, pozwalają im „uciec” w ekran w ramach rekompensaty ciężkiego dnia – wyjaśnia ekspertka i podkreśla, że dyskomfort jest w życiu bardzo ważny, bo uczy radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i buduje odporność psychiczną.
– Jeśli dziecko przyzwyczaja się, że w każdej trudniejszej sytuacji może sięgnąć po telefon, to nadmiar łatwej i przyjemnej stymulacji sprawia, że nawet zwykłe wyzwania urastają do rangi problemów, z którymi nie potrafi sobie poradzić – podsumowuje badaczka.
Koniec końców warto pamiętać, że media społecznościowe są narzędziem jak inne i same w sobie nie są problemem. – Kluczowe jest ich wykorzystanie oraz balans między byciem online i offline – przekonuje dr Dębski i podkreśla, że najlepszym, co możemy dać dzieciom w epoce cyfrowej rzeczywistości, jest obecność, uważność, rozmowa i jakościowy czas bez nowych technologii.
Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na ograniczeniach, warto budować rzeczywistość, która będzie dla młodych ludzi realną alternatywą dla świata algorytmów. Taką, w której relacje będą szczere i prawdziwe, a poczucie wartości nie będzie zależeć od liczby serduszek. To wyzwanie – zwłaszcza że dorośli sami mają w tym obszarze sporo do zrobienia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















