Miłość ponad siły. Polskich rodziców wypalenie rodzicielskie dotyka najczęściej na świecie

Wychowywać tak, jakby się nie miało pracy, i pracować tak, jakby nie miało się dzieci. Polska kultura, według której rodzicielstwo jest czystą radością i spełnieniem, nie zostawia rodzicom wiele miejsca na zadbanie o samych siebie.
Czyta się kilka minut
// Rys. Kasia Kozakiewicz
// Rys. Kasia Kozakiewicz

Marta świetnie pamięta moment, w którym dotarło do niej, że w jej życiu dzieje się coś niepokojącego. Jej trzyletni dziś synek miał wtedy kilka miesięcy, było upalne lato. To był czas, gdy czuła się wykończona, a jednocześnie obsesyjnie próbowała być idealną matką: czułą, obecną, cierpliwą, taką, która wyprzedza każdą potrzebę dziecka. Tego dnia tak bardzo chciała uniknąć płaczu synka, że przez osiem godzin trzymała go na rękach.

Rodzicielstwo

– Nie myślałam o jedzeniu czy pójściu do łazienki. Ważne było to, że on ma gorszy dzień i mnie potrzebuje – wspomina.

Uruchamianie odtwarzacza...

Gdy mąż wrócił z pracy, ledwo żyła. Drżały jej ręce, była wyczerpana fizycznie i psychicznie. 

– Marzyłam, żeby zabrał ode mnie dziecko. Miałam wrażenie, że nie jestem sobą, że patrzę na to wszystko z boku. Wtedy zrozumiałam, że robię sobie krzywdę – dodaje.

Agę, mamę ośmioletniego Julka i sześcioletniej Tosi, wypalenie rodzicielskie przygniotło podwójnie. Od zawsze chciała mieć dzieci, czuła się na nie gotowa, a jednak zderzenie z rzeczywistością po narodzinach syna ją pokonało. Mocno schudła, była samotna i zmęczona, czuła, że zawodzi jako matka, kłóciła się z mężem. Dziś wspomina, że zbyt optymistycznie założyła, iż przy drugim dziecku będzie inaczej, miała nadzieję, że doświadczy macierzyństwa bardziej świadomie.

– Guzik prawda. Byłam jeszcze bardziej wkurzona, zmęczona i rozproszona, bo starsze dziecko było zazdrosne o młodsze, jedno budziło drugie i tak w kółko. Pamiętam, jak bardzo tęskniłam za kontaktem z normalnym światem, jak bardzo chciałam wyjść, pobyć sama – opowiada. 

Michał, tata niespełna trzyletniej Lary, mówi, że bardzo kocha córkę, ale rola rodzica często go przerasta i stale czuje się niewystarczająco dobrym ojcem

– Byłem przekonany, że po kilku latach pracy na kuchni przez 15–16 godzin, nic mnie nie pokona, a jednak bardzo się zdziwiłem. W pracy, nawet po najcięższej zmianie, przychodził dzień wolny. Z dzieckiem takich nie ma – opowiada. 

Półtora roku temu wspólnie z żoną zdecydowali, że ona wróci do pracy, a on na pełen etat będzie opiekować się dzieckiem. Jakieś 6 miesięcy później zauważył, że jest mniej zaangażowany emocjonalnie, coraz częściej czuł apatię, irytację i zmęczenie, zaczął postrzegać wszystko w czarnych barwach. 

– Dobija mnie rutyna, to, że tygodnie zlewają się w szarą masę, że mam niewiele czasu dla siebie. Czuję, że jestem w zawieszeniu, i liczę, że pójście córki do przedszkola pozwoli mi złapać oddech – opowiada.

Jak rozpoznać u siebie wypalenie rodzicielskie

Choć samo pojęcie wypalenia rodzicielskiego nie jest nowe, bo pojawiło się w literaturze psychologicznej już w latach 80. XX wieku, to szczegółowe badania nad tym zjawiskiem rozpoczęły się dopiero kilka lat temu. Według jednego z najważniejszych, przeprowadzonego w latach 2018-2019 w 42 krajach świata, pod kierunkiem pionierek badań nad wypaleniem rodziców zdrowych dzieci – Moïry Mikolajczak i Isabelle Roskam z Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium – najwyższy poziom wypalenia rodzicielskiego odnotowano w Polsce.

Dr Dorota Szczygieł, psycholożka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS oraz członkini międzynarodowego konsorcjum badawczego prowadzącego badania nad uwarunkowaniami i konsekwencjami wypalenia rodzicielskiego, wyjaśnia, że zjawisko to jest reakcją na długotrwałe przeciążenie obowiązkami rodzicielskimi, spowodowane brakiem wystarczających zasobów – emocjonalnych, fizycznych i społecznych. I opowiada o jego głównych objawach. 

Pierwszym z nich jest nieustanne wyczerpanie i przytłoczenie codziennymi obowiązkami. Kolejnym jest psychiczne dystansowanie się od dziecka – fizycznie rodzic jest na miejscu, ale emocjonalnie staje się coraz bardziej nieobecny. Wypełnia zadania, ale działa jak na autopilocie, brakuje mu sił na czułość, rozmowę czy wspólne bycie „tu i teraz”. Rodzice doświadczający wypalenia odczuwają także zmęczenie tą rolą – rodzicielstwo przestaje być dla nich źródłem satysfakcji, czują rozczarowanie sobą.

– Pojawia się rozdźwięk między oczekiwaniami a rzeczywistością, który budzi frustrację, wyrzuty sumienia, poczucie porażki – dodaje dr Szczygieł i podkreśla, że wypalenie rodzicielskie nie przychodzi nagle i znikąd. – To proces, który często zaczyna się od zwykłego zmęczenia, które z czasem przybiera coraz bardziej uporczywy i wyniszczający charakter. W końcu utrudnia codzienne funkcjonowanie i destrukcyjnie oddziałuje nie tylko na osobę, która go doświadcza, ale także na całą rodzinę – wyjaśnia ekspertka.

I choć wypalenie rodzicielskie nie ma płci, bo dotyka zarówno matek, jak i ojców, to badania, prowadzone i w Polsce, i na świecie, pokazują, że to właśnie kobiety częściej zgłaszają jego symptomy (w Polsce dotyka ono 9 proc. matek i 2 proc. ojców), a szczególnie często doświadczają go te, które opiekują się małymi dziećmi lub dziećmi z niepełnosprawnościami

Kiedy pytam dr Szczygieł, z czego wynika ta zależność, badaczka tłumaczy, iż jedną z przyczyn jest to, że w Polsce nadal to głównie kobiety pełnią role opiekuńcze (dobrze obrazuje to badanie „Współczesne Polki i Polacy: nowe role, nowe wyzwania” – tylko 9 proc. mężczyzn deklaruje, że opieka nad dzieckiem to ich obowiązek, 32 proc. uważa, że jest to obowiązek partnerki, a 59 proc. uznaje, że wykonują te obowiązki wspólne). 

– Kobiety odpowiadają nie tylko za dzieci, ale także za organizację codzienności, wykonują też masę pracy emocjonalnej, która – choć często niewidoczna – bywa ogromnie wyczerpująca – wyjaśnia. 

Ekspertka podkreśla jeszcze jeden niezwykle istotny czynnik: mężczyźni rzadziej mówią o tym, że coś ich przerasta – i dotyczy to nie tylko rodzicielstwa, ale także trudnych emocji i zdrowia psychicznego. Dlaczego? Ponieważ społeczna norma wciąż premiuje mężczyznę, który „radzi sobie”, nie narzeka, nie okazuje słabości. 

– Ojciec, który przyznałby, że czuje się psychicznie wyczerpany opieką nad dzieckiem, może obawiać się oceny: zarówno ze strony otoczenia, jak i samego siebie – tłumaczy dr Szczygieł.

Michał dodaje, że podział ról w jego rodzinie wciąż budzi zdziwienie i zaskoczenie. Jak opowiada, w 99 proc. przypadków jest jedynym ojcem na placu zabaw lub w klubie malucha, regularnie słyszy też pochwały, że „fajnie, że chociaż na chwilę pomaga żonie”. 

– Patriarchat krzywdzi nie tylko kobiety, ale również mężczyzn. Niedawno starsza pani w sklepie powiedziała mi, że ona nie rozumie, kto i po co daje facetom opiekować się dziećmi, bo przecież my się zupełnie do tego nie nadajemy – mówi.

Zmęczony rodzic społecznie nieakceptowalny

W Polsce wiele rzeczy może męczyć i frustrować, na wiele spraw można publicznie narzekać. Pod żadnym pozorem nie powinno się jednak burzyć skrupulatnie budowanego i przekazywanego z pokolenia na pokolenie mitu rodzicielstwa. Nic więc dziwnego, że mówienie o trudnościach, zmęczeniu czy emocjonalnym wyczerpaniu nadal budzi w rodzicach poczucie winy, wstyd i strach przed negatywną oceną, a publiczne napomknięcie o jakichkolwiek negatywnych aspektach posiadania potomstwa często kwitowane jest frazesami typu: „inni mają gorzej”, „nie masz na co narzekać”, „jeszcze za tym zatęsknisz”.

Dr Dorota Szczygieł zwraca uwagę, że takie umniejszające podejście do tematu sprawia, iż rodzice czują, że ich emocje i zmęczenie nie są „uprawnione” oraz społecznie akceptowane. Z tego właśnie powodu często nawet sami przed sobą boją się przyznać, że czują się wypaleni. Obawiają się także tego, że mówienie o trudnościach zostanie błędnie zinterpretowane jako brak miłości, niekompetencja czy porażka. 

– Zapominamy, że ambiwalentne uczucia mogą współistnieć. Wypalenie rodzicielskie nie oznacza braku miłości do dziecka, bo można je bardzo kochać, a jednocześnie czuć silne przeciążenie – podkreśla ekspertka i dodaje, że paradoksalnie syndrom ten często dotyka rodziców, którzy dają z siebie najwięcej. 

Zdarza się, że temat wypalenia rodzicielskiego spotyka się z niezrozumieniem starszych pokoleń, które w swoich ocenach dzisiejszych rodziców balansują na krawędzi przeszłości i współczesności. Z jednej strony patrzą na rodzicielstwo i wychowanie dzieci przez pryzmat swoich wspomnień oraz doświadczeń, z drugiej zaś dostrzegają wszystkie „udogodnienia”, jakie mają do dyspozycji współcześni rodzice (ikoniczne „za moich czasów tego nie było”). 

Zapominają jednak o tym, że styl życia oraz realia społeczno-polityczne, w których młodym przyszło żyć i wychowywać dzieci, diametralnie się zmieniły. A one – jak się okazuje – znacząco przekładają się na częstotliwość występowania wypalenia rodzicielskiego. Jak zauważają belgijskie badaczki, szczególnie mocno narażeni są na nie mieszkańcy krajów Zachodu, u których ryzyko wystąpienia tego syndromu jest aż pięciokrotnie wyższe niż u rodziców z innych części świata.

Dr Natasza Doiczman-Łoboda, socjolożka i wykładowczyni na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wyjaśnia, że na taki stan rzeczy wpływa kilka czynników. Ekspertka zauważa, że wspólnym mianownikiem wszystkich krajów Zachodu jest postępująca indywidualizacja społeczeństwa oraz perfekcjonizm, przekładający się na wiele sfer życia.

– Stale słyszy się o tym, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska, tymczasem obserwujemy mocny zanik środowiskowego wychowania – wyjaśnia i dodaje, że z pewnością wpłynęły na to migracje do dużych miast oraz zmiany w modelach rodziny. – Dziś rodziny wielopokoleniowe są rzadkością, obserwujemy dużą anonimizację życia społecznego, rodzice są sami z wychowaniem dzieci, bo dziadkowie, którzy w przeszłości intensywnie angażowali się w wychowanie wnucząt, dziś często prowadzą bardzo aktywne życie. Do tego dochodzi praca zarobkowa zarówno mężczyzn, jak i kobiet, oraz problemy z dostępnością i kosztami placówek – tłumaczy dr Doiczman-Łoboda i zauważa, że na współczesnych rodzicach ciąży także duża społeczna presja, której coraz częściej trudno im sprostać.

Rodzicielstwo w pułapce ambicji

Dziś rodzice powinni być obecni, świadomi i uważni, powinni odpowiednio wspierać rozwój dziecka, pielęgnować i rozwijać jego talenty, a jednocześnie powinni robić spektakularną karierę, odnosić sukcesy zawodowe i zarabiać pieniądze. 

– Stale żonglują rolami. Mam wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby współcześni rodzice pracowali tak, jakby nie mieli dzieci, i prowadzili życie rodzinne tak, jakby nie mieli pracy. Te płynące z każdej strony oczekiwania sprzyjają przeciążeniu i ciągłemu poczuciu winy, bo rodzice czują, że w żadnym aspekcie życia nie sprawdzają się w stu procentach – podsumowuje socjolożka.

Jak wskazuje, pokoleniowe zgrzyty w rodzicielsko-wychowawczych kwestiach mogą wynikać również z istotnej zmiany generacyjnej. Dziś bowiem rodzicami są milenialsi i przedstawiciele pokolenia Z, czyli osoby wychowane w kulcie indywidualizmu, którym od dziecka wpajano, że każdy jest kowalem własnego losu. Mając takie doświadczenia, siłą rzeczy żyją więc w przekonaniu, że osiągnięcia zależne są od włożonych wysiłków, silnie widoczna jest w nich także rywalizacja. A to – jak przekonuje dr Doiczman-Łoboda – kwalifikuje do wypalenia. 

– Chcą wychowywać dzieci inaczej niż ich rodzice, obawiają się konsekwencji każdego błędu czy niedociągnięcia. Stawiają więc na psychoedukację, kładą duży nacisk na relację z dzieckiem, liczą się z jego zdaniem i emocjami, są obecni. To wszystko bardzo ich eksploatuje, a jeśli dodamy do tego perfekcjonizm, nastawienie na sukces i wiarę w to, że wszystko w naszych rękach, to wychowanie małego człowieka, który staje się autonomiczną jednostką, może się okazać bardzo trudne i spalające – tłumaczy ekspertka.

O społecznej presji narzucanej na rodziców już w latach 90. pisała amerykańska socjolożka Sharon Hays. W swojej książce „Kulturowe sprzeczności macierzyństwa” posługuje się terminem „intensywnego rodzicielstwa”, które stało się domeną krajów Zachodu. Opisywany przez Hays rodzaj opieki nad dziećmi opierał się na pięciu filarach: był wyczerpujący, pracochłonny, oparty na najnowszych zaleceniach ekspertów, skoncentrowany na dziecku oraz kosztowny. 

Dziś, w 2025 roku, jak na dłoni widzimy, że „intensywne rodzicielstwo” osiągnęło zupełnie nowy poziom – głównie za sprawą poradników, portali parentingowych, wszelkiej maści ekspertów, social mediów i monetyzacji rodzicielstwa.

Karolina Olszak jest mamą, działaczką społeczną i współzałożycielką działającego w Poznaniu stowarzyszenia LOCAL MOMS, które od ponad dwóch lat regularnie organizuje stacjonarne wydarzenia dla matek, skupiające się nie na wychowaniu dzieci, ale na dobrostanie i wzmacnianiu samych kobiet. W rozmowie przyznaje, że na spotkaniach często widać, jak matki wpadają w sidła „intensywnego rodzicielstwa”. 

– Dziś macierzyństwo staje się projektem, a my, mamy, chcemy go realizować bezbłędnie. Dlatego kiedy dziecko wchodzi na nowy etap, doktoryzujemy się na dany temat, bo czujemy, że musimy wiedzieć wszystko. Z jednej strony to super, że mamy szeroki dostęp do wiedzy, z drugiej to przekleństwo, bo nie da się być ekspertką w każdym z tych obszarów. A im głębiej się w to wchodzi, tym bardziej to spala – mówi. 

Jak dodaje, kobietom zdarza się tak bardzo zatracać w rodzicielstwie, że na długie lata zamykają się w czterech ścianach, całkowicie zapominając o sobie. 

– Na spotkania LOCAL MOMS przychodzą mamy, które mówią: „to moje pierwsze wyjście z domu od czterech lat”. To są prawdziwe kobiety, nie suche dane z badań. Dopiero kiedy wychodzą z domu, rozmawiają z innymi, czują, że „wracają” do życia – tłumaczy działaczka. – W wielkomiejskiej bańce głośno mówi się: „zrób coś dla siebie”, „wyjedź bez dzieci”. Ale mam poczucie, że w wielu miejscach w Polsce kobiety nadal się tego wstydzą, nawet same przed sobą – podsumowuje.

Jak wychować dziecko i pozostać sobą

Kiedy pytam dr Nataszę Doiczman-Łobodę o to, co może być pomocne w kryzysie wypalenia, socjolożka odpowiada, że rodzice powinni nauczyć się akceptować niedoskonałości, zrozumieć, że nie da się robić wszystkiego idealnie, powinni także pozwolić sobie na odpoczynek, na wyjście z domu, na gorszy dzień.

– Z perspektywy socjologicznej kluczowe jest odmitologizowanie rodzicielstwa i przyzwolenie na to, by swobodnie mówić o tym, że bywa ono trudne i męczące. Tu według mnie ważną rolę odgrywają media społecznościowe i kultura memów, która stanowi bufor pomiędzy rodzicielskimi wyzwaniami a prozaiczną codziennością – tłumaczy.

– Spójrz na to – Aga, podczas spotkania pokazuje mi mema z instagramowego profilu portalu parentingowego. To kilka rysunków bazujących na „złotej radzie”, którą usłyszał każdy młody rodzic: śpij, kiedy dziecko śpi. Matka płacze na nich razem z dzieckiem, wymiotuje razem z dzieckiem, ślini się razem z dzieckiem. – Dziś się z tego śmieję, ale pamiętam, że kiedy byłam na skraju załamania, takie rady mnie dobijały. Rodzice ich nie potrzebują – mówi.

Przed każdym lotem obsługa samolotu, tłumacząc procedury bezpieczeństwa, wyjaśnia, że w przypadku zagrożenia, podróżujący z dzieckiem rodzic maskę tlenową powinien założyć najpierw sobie. Podobnie sprawy mają się w kwestii wypalenia rodzicielskiego. 

Jak przekonuje dr Dorota Szczygieł, kluczowe jest regularne odbudowywanie zasobów i łagodzenie presji, którą się na siebie narzuca, bo dzieci nie potrzebują rodziców idealnych. Gdy pytam ją o to, jak nauczyć się odpuszczać, odpowiada, że w tej kwestii pomaga zmiana perspektywy. 

– Zamiast ciągle zastanawiać się, „jak być lepszym rodzicem”, warto zastanowić się „czego mi teraz potrzeba, by być rodzicem wystarczająco dobrym?” – wyjaśnia. 


Jak wychowywać i nie zwariować 

  • Pamiętaj, że nie ma rodziców idealnych. Palące poczucie, że wszystko musisz robić perfekcyjnie, to droga prowadząca do frustracji i wypalenia.
  • Sprowadź swoje wygórowane oczekiwania na ziemię. Naucz się odpuszczać, zdejmij z siebie społeczną presję i pamiętaj, że można zrobić wszystko, ale nie wszystko na raz.
  • Filtruj informacje i ufaj swojej intuicji. Zalew „dobrych rad”, eksperckich opinii i social mediowych „standardów” może przytłaczać.
  • Znajdź swoją „wioskę”, która będzie dla ciebie wsparciem. Rodzicielstwo nie powinno oznaczać samotności – otaczaj się osobami, przy których możesz być sobą, z którymi możesz szczerze porozmawiać lub poprosić je o pomoc. To może być rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, znajomi czy grupy wsparcia. Poczucie, że nie jest się w tym samemu, przynosi ulgę.

  • Daj sobie prawo do trudnych emocji. Rodzicielstwo to nie tylko miłość i radość – to również frustracja, bezradność i zmęczenie. To, że czasem masz dość, nie znaczy, że nie kochasz swojego dziecka.
  • Odpoczynek to nie egoizm, ale konieczność. Regularne ładowanie zasobów – sen, czas dla siebie, relacje społeczne – to warunek trwałego zaangażowania w rodzicielstwo.

  • Nie udawaj, że wszystko jest w porządku. Wypalenie rodzicielskie to nie tylko „gorszy dzień”. Jeśli wyczerpanie nie mija mimo odpoczynku, zaczynasz dystansować się od dziecka i czujesz, że tracisz radość z bycia rodzicem – to sygnał, że warto zwrócić się po pomoc do specjalisty. 
     

Półkolonie. Cena nie gra roli 

W klasach trwają jeszcze lekcje, kiedy w polskich miastach rusza desperacki wyścig. Na starcie stają rodzice, a metą są półkolonie, na które można będzie posłać progeniturę w lipcu i w sierpniu. Co zrobić z dziećmi w okresie, gdy mają wolne od szkoły, ale rodzina jeszcze nie wyjeżdża na wakacje? Odpowiedź na to pytanie warta jest tysiące złotych.

// pressmaster / Adobe Stock

W półkolonijnym wyścigu nie chodzi bynajmniej o byle jaką opiekę. Gra toczy się o jakość czasu, który dzieci spędzą z dala od szkoły i bez rodziców. Półkolonie wodne, połączone z nauką podstaw windsurfingu na jednym z podmiejskich zbiorników zaporowych? Wolne miejsca znikają w błyskawicznym tempie, mimo że cena za pięć dni zajęć od 8.30 do 16.30 sięga 1500 zł. 

Wakacje z native speakerami? Kilka godzin dodatkowych konwersacji po angielsku dla wielu rodziców warte jest 2,2 tys. zł za również pięciodniowy turnus. Wakacje z doskonaleniem warsztatu rysunkowego, półkolonie programistyczne, astronomiczne, warsztaty haute cuisine z uczestnikiem Master Chefa. Listę można mnożyć, ceny mogą sięgnąć i równowartości polskiej średniej pensji brutto za ledwie pięć dni zajęć. Gdy w grę wchodzi przyszłość dziecka, cena często nie gra roli.

Wakacje i przyszłość? Tak. „Projekt dziecko”, czyli rodzicielstwo skoncentrowane na wyposażeniu potomstwa we wszystko, co może zapewnić mu – mówiąc językiem ekonomii – przewagę konkurencyjną nad innymi, to także projekt, w którym nie ma miejsca na beztroskie wakacje i wypoczynek dla samego wypoczynku. W najnowszym badaniu „Budżetu czasu ludności w 2023 r.”, które właśnie opublikował GUS, wśród sfer życia codziennego, na które przeznaczamy najwięcej czasu, największy wzrost w porównaniu z rokiem 2013 (badanie odbywa się w cyklu dziesięcioletnim) widać w pracach domowych i opiece nad bliskimi. 

Stoi za tym niemal wyłącznie skokowy wzrost zaangażowania mężczyzn w sprawy domowe, także opiekę nad dziećmi. Skoro czas, który im poświęcamy, ma być wykrojony z codziennej walki o karierę i pozycję materialną, powinien być wykorzystany co do sekundy. A gdy go nie możemy dzieciom dać w czasie wakacji, kupujemy sobie zastępstwo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Miłość ponad siły