Takie filmy prowokują do dyskusji nie mniej niż miniserial „Dojrzewanie”. A nawet bardziej, bo to nie fikcyjna historia zainspirowana faktami, lecz intymny dokument, którego surowym tworzywem jest czyjeś życie. Uznany norweski reżyser Gunnar Hall Jensen nakręcił film o swoim synu, zmarłym niepodziewanie w wieku dwudziestu jeden lat.
O okolicznościach jego śmierci, choć tak naprawdę o sobie samym i o własnych projekcjach. Nieśmiertelne pytanie „co poszło nie tak?” – z ojcostwem Gunnara, z życiem młodego Jonathana – należałoby postawić również samemu filmowi oraz Jensenowi jako jego twórcy.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Z archiwalnych materiałów, na których reżyser uwieczniał swojego synka od pierwszych chwil, przebija silna rodzicielska więź, choć równocześnie jakiś nieusuwalny filtr spod znaku „kręcę, więc jesteś”. Wszechobecność kamery w życiu dziecka staje się jeszcze bardziej niepokojąca, gdy w jednym z filmów tato obsadza go w roli siebie sprzed lat.
Sam Gunnar wychowywał się bez ojca, ma ewidentne problemy z budowaniem bliskości, po rozstaniu z matką Jonathana założył nową rodzinę, często ucieka do chaty w lesie. Zafascynowany norweskim polarnikiem Roaldem Amundsenem, w pewnym momencie usiłuje wkręcić Jonathana w swoją pasję, odbudować nadwątlony kontakt, projektując na chłopaka różne role – już nie tylko showmana, ale i twardziela czy kumpla. Tymczasem nastolatek nie chce być reżyserowany, nakłaniany do zwierzeń, buntuje się przeciwko ojcowskim ustawkom.
Rozpacz wystawiona na widok publiczny
To wszystko z perspektywy finału nabiera dodatkowych znaczeń. Lekceważone niegdyś słowa, mimowolnie uchwycone gesty, nabierają teraz innego ciężaru. Zniknięcie Jonathana i jego tragiczny finał wydają się naturalną konsekwencją tego, co oglądamy w rodzinnych archiwaliach Gunnara. No właśnie – czy rodzinnych?
„Portret zdezorientowanego ojca” wskazuje też na pułapki powszechnego obecnie „życiopisania” kamerą zamiast po prostu życia. Oraz upubliczniania tego. Zwłaszcza z wykorzystaniem tych najbliższych i najmłodszych, choćby tylko do użytku domowego. Pomiędzy kadrami mówi o tym, jak łatwo coś istotnego prześlepić w pogoni za rejestrowaniem ulotnych chwil, za tak zwaną autentycznością czy atrakcyjnym filmowo materiałem.
Teraz można odnieść wrażenie, iż Jensen traktuje swój dokument bardziej jak prywatną arteterapię niż szczerą do bólu ekspiację. Łatwo dopatrzyć się w nim narcyzmu, a współczuciu dla bohatera może towarzyszyć narastająca irytacja.
Trudno bowiem nie oceniać Gunnara Halla Jensena w trakcie oglądania jego filmu. Mimo całego swego ekshibicjonizmu podsuwa zbyt łatwe diagnozy: że tak naprawdę nie znamy naszych dzieci, że nie możemy mieć wpływu na każdy ich krok, a los każdego z nas bywa nieprzewidywalny.
We wcześniejszym swoim dokumencie, „Gunnar szuka Boga” (2010), reżyser przykrył swoje autentyczne poszukiwania duchowe filmowym efekciarstwem. Tym razem wystawił na widok publiczny swą jeszcze bardziej wrażliwą część – rozpacz po utracie dziecka. Jednak sposób, w jaki przepracowuje to filmowo, do końca nie budzi zaufania.
Stanowi za to doskonały materiał do namysłu nad tym, czym jest rodzicielstwo dzisiaj i jak wiele spośród wypróbowanych metod wychowawczych zdaje się już przestarzałych. Zwłaszcza w dobie obecnych zagrożeń: zupełnie nowych pokus i aspiracji, radykalizujących się ideologii, niekontrolowanej technologii.
Dużą wartością „Portretu” jest nie tyle jego bezwzględna szczerość albo czystość intencji, bo te akurat łatwo zakwestionować, ile uruchamianie w widzach ważnych pytań. Choćby o to, na czym dziś polega „dobra” miłość do dziecka, zwłaszcza ta ojcowska, rzadziej dotychczas przedstawiana na ekranie. I jak nie trafić z nią na manowce – również wtedy, kiedy się o niej opowiada.

PORTRET ZDEZORIENTOWANEGO OJCA („Portrett av en forvirret far”) – reż. Gunnar Hall Jensen. Prod. Norwegia 2025. Vod.mdag.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















