Seniorzy pod opieką. Jak zająć się swoimi rodzicami na starość?

Przez dekady opieka nad starzejącymi się rodzicami była w polskich rodzinach niepodlegającą dyskusji powinnością. Ogromne zmiany demograficzne i mobilność społeczeństwa sprawiły, że dziś zmienia się ona w przytłaczający lęk, pełen wyrzutów sumienia.
Czyta się kilka minut
Spacer po Lido di Ostia. Włochy, 26 stycznia 2024 r. // Fot. Stach Antkowiak / Reporter
Spacer po Lido di Ostia. Włochy, 26 stycznia 2024 r. // Fot. Stach Antkowiak / Reporter

Na swój instagramowy profil Agnieszka, 35-latka z Poznania, wrzuciła niedawno zdjęcie z tatą. Stoją uśmiechnięci na tle rzymskiego Koloseum, które wspólnie odwiedzili w lutym. Kobieta jest jedynaczką, jej mama zmarła dwa lata temu na raka, a ona od tamtego czasu stara się mocniej aktywizować tatę, który powoli staje na nogi po stracie żony. – Coraz częściej myślę o tym, co zrobię, gdy będzie potrzebował mojej opieki. Przeraża mnie to, nie wiem, czy dam sobie radę – mówi. – Tata w maju kończy 71 lat i choć ostatnio robił badania i wszystko jest w porządku, to widzę, że z roku na rok słabnie – dodaje.

Martwi ją nie tylko to, że ewentualna opieka spoczywać będzie wyłącznie na niej. Stresująca jest także odległość, bo tata mieszka w oddalonych o ponad 300 km Policach. – Jak na razie jest mobilny i samodzielny, ale nie wiem, jak długo to potrwa. Mieszkam na czwartym piętrze w bloku bez windy, wzięcie go do siebie będzie trudne, a nie wyobrażam sobie powrotu do rodzinnego miasta – podsumowuje. Podobne myśli kłębią się dziś w głowach wielu dorosłych, zmagających się z objawami niedołężności swoich coraz starszych rodziców.

Podobnie jak większość społeczeństw w Europie starzejemy się w ekspresowym tempie. Według danych GUS pod koniec 2023 r. w naszym kraju żyło 9,9 mln seniorów; stanowili 26,3 proc. społeczeństwa, ale ich liczba będzie rosnąć. Długofalowe prognozy przewidują, że do 2060 r. w Polsce żyć będzie już 11,9 mln osób starszych (38,3 proc. społeczeństwa). W praktyce oznacza to, że wzrośnie też liczba osób zaangażowanych w opiekę nad seniorami – bo spora część z nich będzie wymagać specjalistycznej i długoterminowej pomocy (żyjemy dziś dłużej niż w czasach PRL). Ta zaś, w obliczu niewydolności instytucji opiekuńczych polskiego państwa, najczęściej przypadnie dorosłym dzieciom. Wiele z nich czuje dziś z tego powodu ogromny niepokój.

Opieka nad rodzicem: to cię zaskoczy

Dr Joanna Gutral jest psycholożką, psychoterapeutką, psychoedukatorką i wykładowczynią na Uniwersytecie SWPS. Kiedy pytam ją, co może być źródłem tego lęku, wyjaśnia, że w obliczu opieki nad rodzicami występuje on na wielu poziomach. Po pierwsze, niezwykle silnie odczuwamy wówczas kwestie egzystencjalne – podświadomie czujemy, że zbliżamy się do bolesnej konfrontacji z utratą bliskiej osoby. Uświadamiamy sobie także, że starość i śmierć dotyczą każdego z nas, a wraz z tym pojawia się lęk przed własnym przemijaniem. Kolejną kwestią jest to, że uruchamia się w nas strach przed zmianą lub utratą dotychczasowego stylu życia – boimy się, że opieka nad rodzicem pozbawi nas swobody, marzeń i planów, że będziemy musieli poświęcić się jej bez reszty. Lęk budzi w nas też konieczność naruszenia barier intymności – bo opieka nad starszą osobą wiąże się z zabiegami higienicznymi i konfrontacją z jej potrzebami fizycznymi i fizjologicznymi. Dodatkowo dochodzi do przemieszania ról – to, co kiedyś było relacją dziecko-rodzic, zaczyna przypominać relację opiekun-podopieczny. – Patrzenie na to, jak bliska osoba traci samodzielność, jest dojmującym uczuciem. Trudno się w tym odnaleźć i trudno się z tym pogodzić – dodaje ekspertka.

– Spadająca na człowieka opieka nad rodzicami jest rodzajem kryzysu, na który nikt nie jest gotowy – mówi z kolei 51-letni Marcel Andino Velez, w przeszłości wicedyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a dziś certyfikowany opiekun medyczny i wiceprzewodniczący Okręgu Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, który przez kilka lat zajmował się swoimi schorowanymi rodzicami. – Proces socjalizacji przygotowuje nas do różnych ról społecznych, ale na żadnym etapie nie mówi się o tym, że być może w dorosłym życiu, przez kilka lat będziemy musieli być opiekunami dla własnych rodziców – dodaje.

41-letnia Ania jest typową przedstawicielką sandwich generation (pokolenie-kanapka), więc opieką obłożona jest z dwóch stron. Ma małe dzieci (4 i 6 lat), a od dwóch lat opiekuje się też rodzicami. Jest rozdarta między Kielcami, w których mieszka z rodziną, a Krakowem, gdzie mieszkają rodzice; oba miasta dzieli prawie 120 km. – Byłam młodą, szczęśliwą mamą. I nagle wjechał we mnie rozpędzony pociąg – opowiada. Stan zdrowia obojga rodziców pogorszył się niespodziewanie, niemalże równocześnie. 85-letni tata z zaawansowaną demencją jest pacjentem leżącym, 79-letnia mama jest bardziej samodzielna, ale straciła wzrok, co utrudnia jej codzienne funkcjonowanie. Ania ma starszą siostrę, jednak opieka nad rodzicami przychodzi jej z trudem. – Zostałam z dwójką dorosłych osób wymagających stałej opieki. Wiedziałam, jak zmienić pampersa dziecku, ale dorosłemu człowiekowi? Nie miałam pojęcia, co robić, byłam przerażona, działałam jak w amoku. Ciągle płakałam, nie spałam, nie jadłam, byłam jak zombie – wspomina.

Kiedy opiekun nie ma zasobów, żeby pomóc

W świetle prawa nikogo nie można zmusić do opieki nad rodzicem. Artykuł 87. kodeksu rodzinnego i opiekuńczego mówi jedynie o tym, że rodzice i dzieci zobowiązani są do wzajemnego szacunku i wsparcia. – Sprawowanie osobistej opieki to kwestia etyki, moralności i więzi – wyjaśnia prof. Monika Oliwa-Ciesielska, socjolog, kierownik Zakładu Badań Problemów Społecznych i Pracy Socjalnej na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Kwestie prawne to jedno, a uwarunkowania społeczno-kulturowe to drugie. Jak zauważa ekspertka, starsze pokolenia (boomersi, część generacji X) z racji czasów, w których żyły, oraz wzorców społecznych, które ich otaczały, nadal noszą w sobie silne przekonanie, że dzieci mają powinność wobec starszych rodziców, a opieka nad nimi jest obowiązkiem.

Na przestrzeni kilkudziesięciu lat w Polsce zaszły jednak duże społeczne zmiany – rodziny wielopokoleniowe przeszły w zasadzie do historii; kobiety, które w przeszłości pełniły role opiekuńcze, poszły do pracy; normą stały się migracje do dużych miast i innych krajów; spadła także dzietność, odbijająca się w strukturze demograficznej współczesnego społeczeństwa. Oprócz tego zmienił się styl życia, który znacząco wpływa na podejście do opieki nad starzejącymi się rodzicami. Dzisiejsi młodzi dorośli próbują odnaleźć równowagę między pracą, wychowywaniem dzieci, codziennymi obowiązkami i odrobiną relaksu. Często brakuje im stabilizacji zawodowej – wielu pracuje na umowach śmieciowych lub w ramach kontraktu B2B. Mieszkają w dużych miastach, zwykle z dala od rodzinnego domu, często w wynajętych mieszkaniach albo z mocno obciążającym kredytem hipotecznym.

Model „opieki absolutnej” nad seniorem miał rację bytu w przeszłości, gdy normę stanowiły wielopokoleniowe rodziny żyjące pod wspólnym dachem. Prof. Oliwa-Ciesielska wyjaśnia, że wówczas tworzyły one naturalną sieć wsparcia, w której opieka nad potrzebującą osobą była dzielona pomiędzy kilka bliskich jej osób. – Zmiana struktury rodziny mocno ograniczyła możliwości opieki domowej. Ciężar odpowiedzialności przesunął się na jednostkę, która sama musi przygotować się na wypadek kryzysowej sytuacji – wyjaśnia ekspertka.

Pokolenie milenialsów i generacja Z – wychowane w duchu indywidualizmu, posiadające silną potrzebę realizowania siebie – zdają sobie sprawę z tego, że owszem, opieka nad rodzicami jest moralnym obowiązkiem dzieci. Jednak w odróżnieniu od starszych pokoleń nie chcą brać jej w całości na siebie. Uważają, że można zabezpieczyć ją w różny sposób, niekoniecznie osobiście. – Nie są gotowi na to wyzwanie, zarówno pod kątem emocjonalnym, jak i finansowym, logistycznym i organizacyjnym. Nie ma w tym przesady, gdy opiekę nad rodzicami określają jako zadanie ponad siły, wymagające profesjonalnego wsparcia. Nie widzę w tym egoizmu, raczej świadomość złożonych problemów wieku senioralnego i tego, z czym wiąże się opieka – podsumowuje prof. Oliwa-Ciesielska.

Z kolei dr Gutral zauważa, że dla współczesnych młodych dorosłych bardzo ważne są relacje międzyludzkie panujące w rodzinie, które znacząco wpływają na ich stosunek do ewentualnej opieki. – Nie wyobrażam sobie, że będę zajmować się rodzicami, bo nasze relacje były naprawdę kiepskie – mówi 32-letnia Iga. Gdy była mała, jej tata wyjechał za granicę i niespecjalnie przejmował się dziećmi; z mamą nigdy dobrze się nie dogadywała. Dziś ma własną rodzinę i nie wyobraża sobie, by któreś z rodziców w przyszłości miało z nią zamieszkać. Pociesza ją to, że ma dwójkę rodzeństwa. – Jeżeli będzie trzeba, poświęcę im czas albo zorganizuję fachową pomoc, ale opcja całkowitej opieki nie wchodzi w grę. Zamęczylibyśmy się nawzajem – kwituje.

Zaplecze społeczne w długotrwałej opiece nad rodzicem

Osób stających przed podobnym wyzwaniem będzie coraz więcej. – W 2023 roku mieliśmy w Polsce aż 51 proc. gospodarstw domowych, w których żyła przynajmniej jedna osoba w wieku 60+ – mówi prof. Monika Oliwa-Ciesielska. – Nie wszyscy wymagają dziś opieki od dzieci, ale w wielu przypadkach wystarczy poczekać kilka lat – zauważa ekspertka. 

Problem opieki nad seniorami staje się palący nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie. Wedle danych udostępnionych przez Komisję Europejską w liczącej niespełna 450 mln obywateli Unii liczba osób potrzebujących długoterminowej opieki będzie w najbliższych latach rosła – w 2030 r. osiągnie 33,7 mln osób, w 2050 – 38,1 mln.

Specjalizujący się w zagadnieniach związanych z geriatrią i gerontologią Marcel Andino Velez wyjaśnia, że w dzisiejszych czasach sprostanie wyzwaniom opiekuńczym wyłącznie w obrębie rodziny jest w Polsce niemożliwe. Niezbędne jest wsparcie z zewnątrz – zarówno instytucjonalne, jak i finansowe. To na razie pozostawia wiele do życzenia, bo „utopione” w opiece nad seniorami rodziny w większości pozostawione są same sobie. W publicznej dyskusji pojawiają się jednak jaskółki zwiastujące zmianę. Wraz z nowym rządem powstał resort ds. polityki senioralnej z ministrą Marzeną Okłą-Drewnowicz na czele, zapowiedziano też start prac nad bonem senioralnym, który rodziny będą mogły wykorzystać na opłacenie usług opiekuńczych. – To kropla w morzu potrzeb, ale także sygnał, że rośnie świadomość. Skoro tematem zajęli się politycy, to znaczy, że społeczeństwo zaczyna wywierać presję – podsumowuje Velez.

Kiedy dwa lata temu siostra 41-letniej Ani zaczęła nieśmiało przebąkiwać o tym, że może powinny oddać tatę do ośrodka, ta była oburzona. – Prawie wydrapałam jej oczy. Mówiłam, że to mój kochany tata, że tak wiele mu zawdzięczam – wspomina kobieta. 

Dziś jednak siostry są w trakcie załatwiania miejsca w domu pomocy społecznej. – Psycholog uświadomił mi, że długo tak nie pociągnę. Żyję w zawieszeniu, nie mam stałej pracy i pieniędzy, muszę mieć czas dla męża i dzieci. Codzienna opieka potwornie nas wymęczyła i nie widzimy już innego wyjścia – mówi Ania.

Dr Joanna Gutral wyjaśnia, że nie da się długotrwale funkcjonować w stanie permanentnego przemęczenia i przewlekłego napięcia, a z tym wiąże się długotrwała opieka nad rodzicem. – W momencie, kiedy przewyższa ona siły i możliwości, sięgnięcie po specjalistyczną, instytucjonalną pomoc nie jest porażką czy zaniechaniem. To odpowiedzialne podejście do sprawy – wyjaśnia. Niestety mimo zmiany mentalności i wzrostu świadomości społecznej, DPS-y nadal owiane są złą sławą. Jak uważa prof. Oliwa-Ciesielska, jest to niezwykle krzywdząca narracja. – Dom pomocy to dla wielu opiekunów czy rodzin konieczność w obliczu problemów, z którymi nie są w stanie sobie poradzić – wyjaśnia socjolog i dodaje, że nie każdy jest w stanie sprostać całodobowej opiece albo robić to fachowo, bez szkody dla rodzica. – Oddanie go pod opiekę specjalistów jest wyrazem troski – podsumowuje.

Na co zwracać uwagę planując opiekę nad seniorem

Agnieszka w najbliższym czasie planuje porozmawiać z tatą o tym, jak będzie wyglądała jego starość. Wie, że muszą ustalić plan działania na sytuację kryzysową, bo są zdani na siebie. 

– Nie wiem, jak zareaguje, ale wiem, że ta rozmowa da mi potem odrobinę spokoju – mówi 35-latka. Choroba nowotworowa mamy pokazała im, że opieka nad niesamodzielną osobą jest ogromnym wyzwaniem, dlatego kobieta spodziewa się, że ojciec nie będzie miał nic przeciwko pobytowi w ośrodku. Kiedy pytam ją o kwestie finansowe, wyjaśnia, że jest w dość komfortowej sytuacji, bo nie ma dzieci ani kredytu, a tata ma stosunkowo dobrą emeryturę. 

– Wiem, że w razie czego to ogarniemy – dodaje. Potencjalny wydatek jest faktycznie spory, bo miesięczne koszty pobytu seniora w domu opieki wahają się od kilku tysięcy złotych w państwowych DPS-ach (wówczas 70 proc. opłaty pobiera się z renty lub emerytury seniora, resztę dopłaca rodzina lub – jeżeli jej na to nie stać – gmina) do kilkunastu tysięcy w ośrodkach prywatnych.

Pieniądze to tylko część problemu. Kolejnym wyzwaniem stojącym przed współczesnymi 30- i 40-latkami będzie pogodzenie życia zawodowego i prywatnego z ewentualną opieką nad rodzicami. Jak zauważa Marcel Andino Velez, trudna sytuacja demograficzna wymagać będzie zarówno większego zaangażowania ze strony instytucji państwa, jak i specjalistycznych usług komercyjnych, na które zapotrzebowanie będzie rosło. Sam w 2019 r. założył pionierską na polskim rynku firmę Młodszy Brat, zajmującą się koordynacją opieki geriatrycznej nad klientami. Razem ze współpracowniczką Weroniką przygotowują szczegółowy plan opieki, w którym wskazują, co można uzyskać z NFZ, co z pomocy społecznej, a co w ramach prywatnych usług. Towarzyszą seniorowi podczas wizyt lekarskich, koordynują leczenie, pomagają w znalezieniu specjalistów. Udzielają także konsultacji telefonicznych, bo jak przyznaje Marcel – w kryzysowym momencie nic nie pomogło mu tak, jak rozmowa z kimś, kto zna temat.

Firma mierzy się jednak z barierą rozwojową spowodowaną mentalną przepaścią pokoleniową. – Wiele starszych osób nadal uważa, że opieka należy do obowiązków zwłaszcza córki lub synowej, i nie akceptuje tego, że pewnymi rzeczami będzie zajmować się osoba z zewnątrz – mówi Velez. Na szczęście podejście do tematu zmienia się w młodszych pokoleniach. – Nie chodzi o to, żeby wziąć wszystko na siebie i zaharować się. Opiekun musi mieć zasoby psychiczne, emocjonalne, fizyczne, ekonomiczne. Trzeba do tego podejść jak do zadania, a nie jak do obowiązku, który nie podlega dyskusji – podsumowuje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2025

W druku ukazał się pod tytułem: A jeśli to spadnie na mnie?