Ma ksiądz przepis na to, jak dobrze przeżyć pierwszą komunię? – pytam duchownych w Gdańsku, Łodzi, Poznaniu, na Podkarpaciu.
– Im rodzice bardziej się angażują, tym dziecko jest lepiej przygotowane – mówi dominikanin Michał Osek, proboszcz gdańskiej parafii św. Mikołaja.
– Trzeba obudzić świadomość, że pierwsza komunia jest po to, żeby była druga, trzecia i następne – ks. Wiesław Kamiński, proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła na łódzkim Widzewie, przewodniczący wydziału duszpasterstwa tamtejszej kurii.
– Ksiądz nie może czuć się najważniejszy, powinien być otwarty na propozycje rodziców. Wtedy łatwiej zrozumieją, że to ich uroczystość – ks. Dariusz Mikrut, wikariusz parafii Trójcy Przenajświętszej w Głogowie Małopolskim koło Rzeszowa.
Rodzice i komunia dziecka
Kinga wyciąga plik zdjęć z pierwszej komunii córki. Lenka przyjęła ją rok temu w kościele św. Jana Vianneya na poznańskim osiedlu Sołacz. Na fotografii proboszcz podaje jej biały, okrągły opłatek. Obok dziewczynki stoją rodzice. W taki sposób przyjmowało komunię na Sołaczu każde dziecko.
– Rodzice nie musieli przyjąć. Ale mieli towarzyszyć dziecku – zaznacza Kinga.
Z niektórymi dziećmi podchodzili więc dorośli, którzy sami komunii nie przyjmowali (po rozwodach, bez ślubu kościelnego). Kładli prawą rękę na piersi, a ksiądz udzielał im błogosławieństwa.
– Nie jestem od tego, żeby ich oceniać – tłumaczy proboszcz Mirosław Tykfer. – Zależało mi, żeby nie czuli się potępieni. Pragnienie przyjęcia błogosławieństwa znaczy, że są na drodze wiary. I choć nie mogą przyjąć komunii, noszą takie pragnienie w sercu.
Pierwsza komunia wciąż jest masowa
320 tysięcy – tyle dzieci przystąpiło do pierwszej komunii dwa lata temu. Dane ujawnił Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (badania obejmują zawsze poprzedni rok). W ostatnich pięciu latach liczba ta utrzymuje się na podobnym poziomie.
Podano też liczby dotyczące innych sakramentów: chrztów było prawie ćwierć miliona, bierzmowań nieco ponad 200 tysięcy, ślubów – niecałe 70 tysięcy.
– Co do komunii i bierzmowań, dane są podstępne, bo biskupi w diecezjach różnie je zestawiają – zwraca uwagę Marcin Jewdokimow, dyrektor ISKK. W niektórych parafiach komunie i bierzmowania łączy się z innymi rocznikami – gdy dzieci lub młodzieży jest mniej.
Dyrektor instytutu zwraca uwagę, by w przypadku chrztów i komunii nie sugerować się tylko liczbami.
– Żeby przystąpić do komunii, trzeba być ochrzczonym, a więc ze względów kanonicznych wynika, że chrztów musi być więcej niż komunii – mówi.
Ale w 2024 r. było ich mniej o 70 tysięcy. Co akurat należy tłumaczyć demografią – rodzi się coraz mniej dzieci.
Jewdokimow: – Na pewno pierwsza komunia święta to drugi po chrzcie najczęściej przyjmowany sakrament w Polsce.
Przygotowania nie tylko dla dzieci
„Spotkanie dzieci pierwszokomunijnych i ich rodziców odbędzie się...” – takie ogłoszenie można usłyszeć w polskich parafiach. Księża zaczynają je czytać we wrześniu, kończą w maju.
Rodzice zżymają się, że religię już mieli i że komunia jest dla dzieci, nie dla dorosłych.
– Uważam, że to jeden z podstawowych warunków dobrego przeżycia komunii – broni uczestnictwa dorosłych w przygotowaniach ks. Tykfer.
– Jeśli rodzice mają dobrą więź z dzieckiem i są choć trochę zaangażowani w katechezę, to będzie ono dobrze przygotowane do przyjęcia Eucharystii – zgadza się o. Osek z Gdańska.
– Nie może być tak, że pominiemy formację duchową i intelektualną rodziców – mówi ks. Kamiński z Łodzi. – Chodzi o to, żeby i dorośli zrozumieli istotę tego sakramentu: że pierwsza komunia to wprowadzenie w największą tajemnicę wiary. A nie myślenie tylko o tym, jakie stroje, kwiaty czy śpiewy – dodaje.
Kiedy był wikariuszem, w jednej z parafii katechetka przed uroczystością zrobiła szesnaście prób. Ćwiczyła z dziećmi pieśni, a także kiedy mają przyklęknąć, a kiedy podejść do balasek.
– Gdy koncentrujemy się na formie, łatwo zapomnieć, że pierwsza komunia to nie impreza rodzinna, która zaczyna się mszą świętą, ale świadome i głębokie przeżycie największej tajemnicy wiary – dodaje łódzki proboszcz.
Wie, że ze zrozumieniem tego jest kłopot. Raz rodzice nagabywali go, by urządzić mszę komunijną w sali gimnastycznej. Przekonywali, że będzie dużo miejsca, sami zajmą się wystrojem. Nie zgodził się.
– Bo tu chodzi o głębokie przeżycie liturgii we wspólnocie parafialnej, a nie o ładną formę poza kościołem – tłumaczy.
Ks. Tykfer przekonał się wiele razy, że część rodziców przychodzi na spotkania z niechęcią, kierując się stereotypami na temat nauki Kościoła. Bodaj najbardziej męczy ich zbyt rygorystyczna (jak uważają) etyka katolicka: na przykład w sprawie antykoncepcji, nieregularnych związków.
– Boją się, jak ja na to zareaguję – mówi duchowny. – A kiedy słyszą, że odpowiedź Kościoła jest inna, wcale nie opresyjna jak myśleli, oddychają z ulgą. I chętnie tego słuchają – dodaje.
Zachęta zamiast obowiązku
Kinga jest katechetką w szkole podstawowej. Uczy w starszych klasach, przygotowaniem dzieci do komunii zajmuje się kto inny. Przed uroczystością Lenki też z mężem przychodzili na spotkania. Od proboszcza dostali kartkę z terminami i oczekiwaniami.
Była tam zachęta do wspólnej modlitwy („przed posiłkiem albo wspólne »Ojcze nasz« i »Zdrowaś Maryjo« przed snem”). Jak napisał ks. Tykfer: „To nie jest zadanie dla mam czy babci, jak czasem bywa, ale także dla rodzeństwa i ojców”.
Proboszcz zachęcał też do wspólnego czytania książek dla dzieci, które przygotowują do spowiedzi i pierwszej komunii. Oraz do rozmów w domu na temat przeżywania mszy („co się podoba, a co przeszkadza”, „co można zrobić, aby było lepiej”). „Też chętnie bym posłuchał” – dodał i zamiast kropki postawił na końcu emotikon z uśmiechniętą buzią.
Ks. Tykfer zapewniał, że na nabożeństwach i katechezach nie będzie sprawdzania obecności: „Wszystkim nam zależy, aby przygotowanie do Komunii było naprawdę dobre, dlatego wyjątkowe sytuacje nieobecności nie wymagają dodatkowego wyjaśnienia”.
Na kartce kilka razy pojawia się zwrot „zachęcamy”. Słowo „obowiązkowy” – ani razu.
– Najgorzej jest wtedy, gdy ksiądz chce wszystkim rządzić i traktuje rodziców jak pachołków – mówi ks. Dariusz Mikrut z Głogowa Małopolskiego. – Na tym się nie zbuduje osobistej relacji z rodzicami. A chodzi przecież o to, żeby oni też towarzyszyli dziecku.
O. Osek: – Chcemy przecież przygotować rodziny do pierwszej i częstej komunii świętej.
Pierwsza spowiedź bez lęku
To zdjęcie zrobiła Kinga. Lenka klęczy w prezbiterium, po rozgrzeszeniu proboszcz zachęca dziewczynkę, żeby zabrała owieczkę ze swoim imieniem.
– Żeby zrozumiała, że Panu Bogu na niej zależy – objaśnia Kinga.
Tak wyglądała pierwsza spowiedź w parafii Jana Vianneya.
Lenka trochę się stresowała.
– Myślę, że spowiedź, nawet jeśli jest dobrze przygotowana, budzi niepokój. Dziecko jakby zdradza swoje sekrety, co jest dla niego trudne – mówi jej mama.
Dziecko przed sakramentem pokuty
Ks. Tykfer pamięta swoje przygotowanie do pierwszej spowiedzi w rodzinnym Czarnkowie: siostra zakonna kazała im wypisać na kartce listę grzechów. Mirek zakradał się czasem z chłopakami do sadów i zrywał jabłka. Teraz wstydził się do tego przyznać – kradzieży jabłek na listę nie wpisał. Po wszystkim miał traumę, że zataił grzech.
Jako proboszcz tłumaczy dzieciom, że jeśli zrobią własną listę złych uczynków – ani on, ani nikt inny z dorosłych nie będzie jej czytał.
– Sakrament spowiedzi to bardzo delikatny moment. Dzieci nie mogą mieć poczucia, że dorośli będą wywlekać ich grzechy – mówi.
Istotę spowiedzi tłumaczy na przykładzie przypowieści o marnotrawnym synu.
– Chciałbym, żeby zapamiętały, że spowiedź to spotkanie z takim Bogiem, który po odejściu syna czekał na niego, wypatrywał, a gdy syn wrócił, cieszył się – mówi.
Robi to tak: na tablicy rysuje flamastrem dwie głowy – ojca i syna. Pyta, kiedy ojciec jest zasmucony? Dzieci odpowiadają, a ksiądz rysuje na ojcowskiej twarzy smutną buzię. Każe zastanowić się, czym ktoś zasmucił mamę, tatę? Kiedy syn wraca, rysuje buzię uśmiechniętą. Wyjaśnia, że po powrocie syna jest impreza, są prezenty.
– Bez tej opowieści dzieciom trudno zrozumieć istotę spowiedzi – uważa.
Duchowość, rodzina i prezenty
Fotograf znów wykazał się refleksem: na zdjęciu Lenka tuli się do taty. Tak przekazali sobie znak pokoju.
– Proboszcz zadbał, żeby uroczystość miała charakter rodzinny – mówi Kinga. Dlatego dzieci siedziały obok rodziców, chrzestnych, dziadków.
Gdy ks. Tykfer był proboszczem w poprzedniej parafii i do komunii przystępowało dużo więcej dzieci, urządzał kilka serii komunii – żeby było rodzinnie.
Jarema Piekutowski (socjolog, pisarz i publicysta) został ochrzczony w Kościele luterańskim, na katolicyzm przeszedł jako dorosły człowiek. Ominęła go więc dziecięca radość związana z komunijnymi prezentami.
Ale w swoim Szczecinie z czasów schyłkowego PRL-u był świadkiem, jak koleżanki i koledzy z klasy zastanawiali się, jaki dostaną prezent. Czy zwykły rower? Czy składak? A jak ktoś miał wujka w NRD – liczył na klocki LEGO.
Już jako szkolny innowierca doświadczył, że dla polskich katolików pierwsza komunia to zjawisko powszechne. Jako socjolog uważa, że ma ona podwójny wymiar: duchowy i zewnętrzny.
– Mamy tutaj dualizm – mówi. – Obok rytuału i wydarzenia religijnego, bardzo ważnego z punktu nauczania Kościoła, bo dotyczącego absolutnego centrum życia duchowego, jakim jest Eucharystia, widać też silną tradycję wydarzenia rodzinnego i obdarowywania dziecka znaczącym prezentem.
Piekutowski cytuje wyniki badań CBOS. Rok temu sondażownia zapytała respondentów, czym jest dla nich pierwsza komunia dziecka? Aż dwie trzecie odpowiedziało, że wydarzeniem duchowym, kilkanaście procent, że szansą na rodzinne spotkanie, a tylko kilka – że okazją do obdarowania dziecka.
CBOS zapytało też, czym dla większości Polaków jest pierwsza komunia. Okazało się, że już tylko jedna trzecia uznała, że to wydarzenie duchowe, prawie tyle samo – że rodzinne, a odsetek tych, którzy twierdzą, że okazją do dawania prezentów, wzrósł aż trzykrotnie.
– Mówiąc prościej: ludzie o sobie mówią, że u nich chodzi o duchowość. Ale już patrząc na sąsiadów, widzą imprezy i prezenty – komentuje socjolog.
Popularność komunii tłumaczy tak:
– Jeśli spojrzymy na duchowość nie odrywając jej od życia fizycznego człowieka, zobaczymy, że ma różne funkcje. Jedną jest zbliżenie do Boga, czy włączenie we wspólnotę Kościoła. A drugą – przechodzenie kolejnych etapów w życiu.
Pierwszą komunię (dzieci przyjmują ją w wieku dziewięciu lat) socjolog uważa za moment przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość.
– Wydaje mi się, że stosunkowo niewielu ludzi ma naprawdę świadomość czy wiedzę teologiczną, w jaki sposób działają sakramenty, czym jest przeistoczenie. Ale mają wyczucie, że jest to coś ważnego – uważa Piekutowski. I puentuje: – Gdyby ten element duchowy wyparował, to z czasem odpadłoby także rodzinne spotykanie się.
Prezenty nie muszą być pierwsze
Starszy syn Kingi szedł do komunii sześć lat temu. Przyjęcie miało być w lokalu, ale wybuchła pandemia i restauracje były pozamykane. Gości trzeba było przyjąć w domu.
Kinga z mężem ustalili więc, że Lence również urządzą przyjęcie domowe. Uznali, że skoro wtedy podołali, to i teraz dadzą radę.
– Że wystarczy miejsc przy stole, talerzy, sztućców, filiżanek – mówi.
Ale chodziło przede wszystkim o coś innego.
– Żeby uroczystość była bardzo rodzinna – mówi. Choć rozumie tych, którzy urządzają przyjęcia w restauracjach.
Rodzice tłumaczyli Lence, że to ważny dzień w jej życiu. Że wszyscy chcą być tego dnia razem z nią. Gdy goście się rozeszli, mogła obejrzeć prezenty. – Chcieliśmy pokazać, że prezenty są kolejne w hierarchii – mówi Kinga.
Ks. Kamiński z Łodzi też poznał rodziców, którzy rozdali dzieciom prezenty na drugi dzień po uroczystości.
– Żeby pokazać, że w dniu pierwszej komunii najważniejszy jest Jezus.
Wiara, która robi kanapki
Te zdjęcia są na parafialnym Facebooku. Lenka smaruje chleb masłem, obkłada szynką, serem, sałatą.
Fotografie są z białego tygodnia – pierwszych siedmiu dni po przyjęciu sakramentu, gdy dzieci przychodzą codziennie na mszę w komunijnych strojach.
W parafii Jana Vianneya proboszcz zrezygnował z codziennej mszy przez cały tydzień. Po uroczystości pierwszej komunii dzieci są w kościele tylko w poniedziałek i wtorek.
– Bo trzeciego dnia część już nie przychodziła i wyglądało to deprymująco – tłumaczy.
W czwartkowy wieczór wszyscy robią kanapki, a niektóre dzieci i rodzice jadą na poznański dworzec, gdzie Wspólnota Sant’Egidio (ks. Tykfer założył ją w Poznaniu) spotyka się co tydzień z bezdomnymi, rozmawiając, rozdając kanapki, herbatę i kawę.
– Żeby dzieci łączyły komunię nie tylko z kultem religijnym, ale i z miłością bliźniego – tłumaczy proboszcz.
W niedzielę zabiera dzieci i rodziców do sanktuarium św. Urszuli Ledóchowskiej w Pniewach. Po mszy jest spacer w klasztornym ogrodzie, kawa, ciasto.
– Wyjazd i piknik pomagają przedłużyć wspólnotę, jaka się między nami zawiązała – mówi.
Po komunii przychodzi cisza
– Co po wakacjach? – pytam ks. Wiesława Kamińskiego z Łodzi. Chodzi mi o dzieci, które w maju przyjęły komunię. Chcę wiedzieć, czy we wrześniu są na mszy.
– Większość nie przychodzi – mówi ks. Kamiński. – Ubolewam, że choć w czasie roku przygotowań do uroczystości poznaliśmy się, prawie zaprzyjaźnili, to potem w kościele ich nie widać.
W szkole Kingi jeden z uczniów piątej klasy podszedł podczas rekolekcji do katechetki i zwierzył się, że chciałby się wyspowiadać, ale zapomniał formułki, jaką trzeba wypowiedzieć przy konfesjonale. Chciał, by mu ją przypomniała.
– A kiedy byłeś ostatnio u spowiedzi? – zapytała nauczycielka.
– Jak szedłem do komunii.
Kinga na lekcjach religii przekonuje się, że po komunii dzieci przestają chodzić do kościoła. Gdy w Adwencie albo Wielkim Poście pyta, jaki to okres liturgiczny – wielu nie wie.
– Wprowadzenie w duchowe zrozumienie liturgii i sakramentów jest bardzo trudne – przyznaje Jarema Piekutowski. Złudzeń nie ma: zdaje sobie sprawę, że udaje się to sporadycznie.
– Trzeba by przebudować całą formę kapłaństwa, bo na razie to przede wszystkim nauka religii w szkole i zajmowanie się remontami kościoła. Czasu na duchowość w życiu księży diecezjalnych jest niewiele – mówi socjolog.
Piekutowski nie ma wątpliwości: komunia to jeszcze jest ten moment, gdy dzieciaki masowo przychodzą do kościoła, bo rodzice je przyprowadzają. Jeśli wtedy nie pojawi się żadna iskra tęsknoty za życiem nadprzyrodzonym, potem będzie coraz trudniej.
– Pierwsza komunia święta jest więc ostatnim dzwonkiem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















