Poznańska Nagroda Literacka jest dwudzielna: to stypendium im. Stanisława Barańczaka oraz laur im. Adama Mickiewicza za całokształt twórczości. Zacni patroni patrzą na polską scenę literacką i doceniają wykonywaną na niej pracę – poetycką, eseistyczną, przekładową, dramaturgiczną, prozatorską. Mickiewicz lubi rozmach, umiejętne przechodzenie między formami, słowotwórstwo i światotwórstwo; docenia autokreację, słuch na kulturę klasy ludowej. Gdyby pracował w tym roku nad werdyktem, zapewne ucieszyłby się, a nie zdziwił, przełamaniem niepisanej reguły dostojności, związanej z wiekiem i emploi nagradzanych.
Dorota Masłowska należy do pokolenia zaczynającego podstawówkę w czasie ustrojowej transformacji. Jej twórczość także jest transformacją: języka, obserwowanego świata, gatunków literackich i muzycznych. Niedługo minie ćwierć wieku od pierwszego wydania „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” (Lampa i Iskra Boża 2002). Przez ten czas krytyka literacka zdążyła wypróbować wiele kluczy do drzwi otwieranych przez pisarkę, używając akademickich teorii, socjologicznych hipotez oraz interdyscyplinarnych kompetencji. Część z nich przestawała pasować, gdy zmieniała się perspektywa odbiorcza, a sama Masłowska szła dalej, performując z niesłabnącą energią kolejne, tekstowe i muzyczne, wypowiedzi. Każda była eksperymentem, nowym opracowaniem uzyskanych wcześniej efektów. W czasie, gdy piszących skłaniano do kopiowania samych siebie, artystka wybierała autoironię i parodię. Pozostawała w kontrze, wytwarzając jednocześnie trend.
„Magiczna rana” i literatura defektu
Podobnie w „Magicznej ranie” – narracji bardziej skupionej, mniej żywiołowej od poprzednich, wykorzystującej jednak pokrewną technikę ostrych cięć przez codzienne sytuacje, preparowania zjawisk i emocji. Jeśli przeanalizujemy ramę tej powieści, czyli rozdziały pierwszy „Wyspy” i ostatni „Wyspy dwa”, zyskamy odczucie tempa, osłabianego mocnym focusem na monologi wewnętrzne. Damian zwany Młodym wydostaje się z mieszkania przez muszlę klozetową, by dynamicznie wylądować w tandetnej miejscowości z połamanymi palmami. To miejsce przypomina koszmar z felietonu „All Inclusive”, a Młody, chłopiec z zaburzeniami – samotnych dziwaków, wybieranych często przez Masłowską na osoby dramatów, piosenek i próz. Uciekinier spotyka na zdefektowanej wyspie topielicę Zoldanę, pisarkę, która mogłaby go umieścić w fabule, gdyby stypendium w bogatym kraju Europy Zachodniej przerwało jej kryzys.
W „Kochanie, zabiłam nasze koty” narratorka także przeżywa kryzys, ale tylko twórczy – do amerykańskiego miasta przybywa z partnerem, a spotykani w windzie sąsiedzi stają się inspiracją oczekiwanej przez fundatorów i rynek powieści. Sny o pływaniu w oceanie, nawiedzające mieszkańców wieżowca, są brodzeniem w śmieciach. Świadomość i podświadomość, bazę i nadbudowę, kraje aspirujące i wysycone pieniądzem degraduje ten sam tandetny shit. W skażonych wodach mieszka syrena, przypominająca instalację ekokrytyczną, cyniczna jak reszta świata. Fantazje chłopca, który chciałby wyślizgnąć się z roli „nienormalnego”, depresyjne odczucia jego matki zalewa mętna woda, przyduszona przez organiczno-plastikowe twory. Ozdobiona nimi wychodzi na plażę Zoldana, zaczepiana przez męski komentariat. Te zaczepki są rewersem braku uznania, karykaturalnym odwróceniem przeszłości. Trash akwatyczny staje się dziwnym nie-azylem, można po nim płynąć statkiem po opuszczeniu gabinetu doktor Pokerfejs, mającej dla pacjentki dziesięć minut i receptę.
Literatura przeciw terrorowi wydajności
Jeden z kluczy do metody Masłowskiej tworzyły pojęcia defektu, zepsutej mowy, groteski, odkształcenia, mieszczące się pod pojęciowym parasolem nieznaczności. Bycie nieznacznym stawia opór terrorowi wydajności, kreowanemu przez kapitalizm i służącą mu popkulturę. Bohaterowie „Magicznej rany” są nieznaczni i żyją w plastikowej przestrzeni. Powtarzają modne slogany o środowisku i zdrowiu, dają się wodzić zaklęciom marketingu wolności. Jedzą byle co, choć zewsząd dociera do nich nakaz celebracji zrównoważonych posiłków. Piękne wspomnienia umieszczają w butelkach po fancie, a z przyszłości woleliby się zwolnić. Magiczne rany są ich „tak i nie” wobec własnej egzystencji.
Nieznaczność jednak nie jest celem bohaterek i bohaterów „Magicznej rany”, prawdopodobnie wolałyby i woleli, tak jak osoby poprzednich dramatów, złapać kontakt z innymi, wyjść z izolacji, mieć więcej szczęścia niż nieszczęścia, ale gdzie ten produkt sprzedają? „Mają tak jak my”, a więc raczej kiepsko, co na tle propagandy samorozwoju i szczęścia wydaje się paradoksalnie wyzwalające.
Dorota Masłowska skłania tą powieścią do czegoś więcej niż krytyka: do konfrontacji, zachowując pozycję narratorki wszechwiedzącej. Zamyka tą prozą kolejny etap dojrzałego całokształtu.
Laureatka Nagrody im. Adama Mickiewicza:
Dorota Masłowska, MAGICZNA RANA, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2024
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















