Certyfikatu nie dostałbym. By go uzyskać, trzeba w drodze do Santiago de Compostela pokonać pieszo przynajmniej ostatnie sto kilometrów. Moja trasa była o połowę krótsza.
– Liczy się duchowe przeżycie i radość z wędrowania – pocieszają znajomi, którzy chodzą na Camino w Hiszpanii. Ja wybrałem Drogę Nadgoplańską, z Piotrkowa Kujawskiego do Kruszwicy, wokół słynnego jeziora.
Skoro zbiorowa pobożność nie dla mnie, postanowiłem spróbować samotnej pielgrzymki i zobaczyć, jak jest na polskim Camino. Czy trasa jest oznaczona? Jest gdzie przenocować? Zjeść?
Ratowała mnie gościnność proboszczów. I życzliwość mieszkańców.
Nadgoplańskie Camino zaczynam w Piotrkowie Kujawskim
– Od rana na pana czekamy – wita mnie proboszcz Krzysztof Gąsiorowski (zapowiadałem się). Do paszportu pielgrzyma wbija parafialną pieczątkę. Pyta, czy chce mi się pić, czy potrzebuję się przebrać, czy mam gdzie spać po drodze.
Jest piątek 25 lipca. Odpust Jakuba Apostoła. „Święty Jakubie, patronie nasz” – śpiewają w kościele.
Piotrkowskiej parafii patronuje od XIII wieku. To jeden z najstarszych kościołów na Kujawach: pierwszy spalili Krzyżacy, drugi popadł w ruinę, ten to późny gotyk. Sto lat temu gościł tu nuncjusz apostolski Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI – przypomina tablica na ceglanym murze.
Chodzę po odpustowych budach: obwarzanki, pluszaki, piłeczki na gumce, plastikowe karabiny, piłkarskie koszulki (Lewandowski, Messi, Ronaldo). Jest stoisko ze świętymi obrazami: obok Chrystusów, Matek Boskich i Świętej Agaty z palmą – portret papieża Leona XIV.
Przed kościołem ustawiono już feretrony z figurami Matki Bożej i obrazem Jakuba Apostoła do procesji. Schodzą się kobiety i mężczyźni w bordowych płaszczach, na szyi zawiesili wielkie muszle z czerwonym krzyżem – to członkowie Bractwa Świętego Jakuba.
Pytam, ile razy przeszli Drogę Nadgoplańską.
– Jeździmy rowerami – odpowiadają. Czekają na jutrzejszą pielgrzymkę rowerzystów z Kruszwicy. – Pan jest chyba pierwszy, co pieszo idzie – dodaje jedna z kobiet.
Zastanawiam się, czy wpuszczą mnie do kościoła? Krótkie spodnie i trapery odstają od świątecznych strojów. Niepotrzebnie się martwiłem – nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Zaczyna się suma. Gra orkiestra dęta.
– Wszyscy jesteśmy pielgrzymami – mówi na początek kanonik Gąsiorowski.
– Ciągle jesteśmy w drodze – wtóruje w kazaniu o. Cecylian, gwardian bernardynów z Koła.
Czuję, jakby mówili do mnie.
Nadgoplańskie Camino dostępne rowerem i pieszo
Z Piotrkowa wyprowadza mnie żółta muszla ze strzałką na niebieskim tle. Mijam zielone pola kukurydzy, żółte łany pszenicy, jęczmienia – lato deszczowe, żniwa się opóźniają.
Uszedłem ze dwa kilometry, gdy zatrzymał się młody kierowca: – Podwieźć cię gdzieś?
Mówię, że z pielgrzymką idę.
– Ale pan drogę wybrał – żona sołtysa w Rudzku Małym kiwa głową. Chcę mieć kolejny stempel.
– Pierwszy raz pieszy po pieczątkę przyszedł – sołtysowa nie przestaje się dziwić. Przypomina sobie, że rok temu jacyś rowerzyści byli. Nic dziwnego: Jakubowy szlak prowadzi zieloną trasą turystyczną wokół Gopła.
Za wsią kapliczka z Matką Bożą, na ogrodzeniu znowu muszla ze strzałką. Liczyłem na polne ścieżki, a tu cały czas asfalt. Chciałbym gdzieś odpocząć – nie ma gdzie. Są blaszane wiaty przystankowe, ale bez ławek.
Połajewo. Wreszcie sklepik. Sprzedawczyni pozwala usiąść pod wielkim parasolem na podwórku.
Na plebanii parafii Świętej Trójcy proboszcz stempluje mój paszport. Też był na odpuście w Piotrkowie. Docenia, że uszedłem 10 kilometrów – tyle jest od piotrkowskiego kościoła do połajewskiego. Mówi, że na wieczornej mszy będą właściciele gospodarstwa agroturystycznego w Połajewku, gdzie mam nocleg. Gdybym nie dał rady, na pewno mnie zabiorą.
Docieram o własnych siłach, przed gospodarzami. Schodzę nad jezioro. Ktoś pływa łódką, trzy rodziny siedzą przy grillu. Nad Gopłem zachodzi słońce.
Paszport pielgrzyma podbije proboszcz, sołtys albo przewoźnik promu
– Wybrał pan najgorszy czas – usłyszałem od proboszcza w Kościeszkach, gdy kilka tygodni wcześniej szukałem noclegów.
Internet, telefony do gminy, do sołtysów nic nie dały. Wszyscy twierdzili, że na trasie noclegów nie ma. Wybrałem więc komórkę do ks. Przemysława Warchała. Zgodził się mnie przenocować na plebanii, ale gdy usłyszał, że będę na Świętą Annę, zmarkotniał. To odpust, bliscy przyjeżdżają mu pomóc, nie będzie wygodnego miejsca.
– Wezmę karimatę – podpowiedziałem.
– Znajdę kawałek podłogi w salce. Chodziłem pieszo do Częstochowy i też mnie nocowali.
Ale najpierw trzeba było przeprawić się przez Gopło. Zerwałem się w Połajewku wcześnie. Łyk rozpuszczalnej kawy z blaszanego kubka nad jeziorem i spieszę, żeby złapać poranny prom w Złotowie do Ostrówka. No i przed nosem mi odpłynął.
– Za 10 minut będzie kolejny – pociesza mnie rowerzysta.
Przewoźnik przybija zieloną pieczęć. O Drodze Nadgoplańskiej nie słyszał.
Dobiliśmy na drugi brzeg: opuściłem diecezję włocławską i znalazłem się w gnieźnieńskiej.
Skończył się rześki ranek, słońce grzeje coraz mocniej. Po lewej stronie drogi – Gopło. Słychać gęganie kluczy gęsi. Po prawej – pszenica, jęczmień, owies, żyto, zapach ściętego rzepaku.
Pstrągi z Łuszczewa: dlaczego czasem warto zboczyć z drogi
Na końcu wsi przed zadbanym gospodarstwem w altance siedzi rodzina. Idę do nich.
– Co tam!? – gospodarz podniósł się, pyta ostrym tonem. Pytam o najbliższy sklepik. Już łagodniej mówi, że jest w Łuszczewie.
Na słupie stojącym na zaoranym polu znak z muszlą pokazuje, żeby skręcić w prawo, ale Łuszczewo jest prosto. Nie mam wyjścia: nadkładam ze dwa kilometry.
– Zajebistych ludzi na rowerze już widziałem, ale pieszego z ciężkim plecakiem jeszcze nie – mężczyzna w średnim wieku odzywa się przed sklepem; upił już połowę butelki piwa. Raczej nie pierwsze dzisiaj, choć dopiero po dziesiątej.
– Że się tak panu chce iść pieszo – dziwi się drugi. Też z piwem.
Poczułem się prawie jak Marek Kamiński na stacji benzynowej we Francji.
Dosiadam się, gaszę pragnienie mineralną ze sklepowej lodówki. Czuć zapach dymu. Ci z piwem mówią, że gospodarz wędzi pstrągi. Warto było nadłożyć drogi – jem wytworne śniadanie.
Schodzą się kolejni. Witają się, żartują. Ktoś wymienia nazwy wiosek do Kościeszek. Ktoś straszy wilkami w lesie. Nie przestają się dziwić, że „z buta” chce mi się tak daleko iść.
Przyznaję się, że pielgrzymuję. Mówię o Drodze Jakubowej.
– Znamy tylko Szlak Piastowski – odzywa się ten, który najwcześniej przyszedł na piwo.
Aż żal odchodzić.
Samotność pielgrzymki wzdłuż nadgoplańskiego szlaku
Skończył się asfalt, idę szutrową drogą, potem już bez szutru przez las (to tutaj miały mnie zjeść wilki). Zastanawiam się, czy nie zboczyłem z trasy, bo ścieżka coraz węższa. Pewność odzyskuję przy przydrożnym krzyżu – na stalowym płocie jest muszla.
W Rzeszynku patrzę na najstarszy na Kujawach trzystuletni spichlerz dworski z drewna – zabytek po dawnych właścicielach. Pod drzewem duży kamień, można zdjąć plecak.
– Proszę się poczęstować – kobieta z naprzeciwka niesie mi morele. – Bo pan z drogi.
Kilka domów dalej sołtyska stempluje paszport. U niej też żaden pieszy pielgrzym nie był. Nikogo więcej nie spotkam. W zabudowaniach słychać warkot kosiarek do trawy.
Widać już wieżę drewnianego kościółka w Kościeszkach. Też ma prawie 300 lat.
Rowerowych pielgrzymów z Kruszwicy nie spotkałem: widocznie przejechali, gdy w Łuszczewie zajadałem się pstrągiem i gawędziłem z miejscowymi.
Ks. Przemysław też jakby na mnie czekał. Odstępuje łazienkę, żebym wziął prysznic. Prowadzi do domu parafialnego, sam pompuje wielki materac – karimata nie była potrzebna.
W Kościeszkach odpusty przekładają na niedzielę, ale przygotowania już trwają. Po wieczornej mszy proboszcz zaprasza na kolację. Mówi, że pstrąg będzie.
Polskie Camino: gdzie szukać Jakubowych szlaków
Wieś Jakubów pod Głogowem. Prawdopodobnie tutaj powstał pierwszy na ziemiach polskich kościół pod wezwaniem Świętego Jakuba. Od Apostoła wzięła nazwę miejscowość.
20 lat temu wytyczono stąd do Zgorzelca pierwszy w Polsce Jakubowy szlak. Dolnośląska Droga łączy się z trasami w Niemczech.
Pielgrzymkowe szlaki powstały w Wielkopolsce, Małopolsce, na Pomorzu. W całym kraju jest 6 tys. km tras oznaczonych symbolem muszli. Opiekują się nimi parafie i bractwa.
Ale na polskich szlakach nie ma noclegowni, barów, rzadko można spotkać pielgrzymów. Choć na YouTubie widziałem niedawno, jak młoda kobieta szła Wielkopolską Drogą z dwuletnim dzieckiem.
Ostatni etap nadgoplańskiego Camino: kolegiata w Kruszwicy
Żeby zdążyć na południową mszę w kolegiacie, musiałem wyruszyć z Kościeszek zaraz po śniadaniu. Ze dwa kilometry dalej zaczyna siąpić. Chowam się pod gruszą, deszcz nie ustaje. Sprawdzam pogodę w Santiago: pochmurna, ale bez deszczu. Rozkładam parasol.
– Do Kruszwicy daleko? – pytam kobietę w Lachmirowicach, która wyszła przed dom.
– Dziesięć kilometrów – mówi. Pocieszam się, że zdążę na sumę.
Kolegiata Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kruszwicy pamięta XII wiek – gdy było tu biskupstwo. To jedna z najlepiej zachowanych w Polsce romańskich świątyń. Uszedłem z kilometr i nie wiem, którędy dalej: prosto główną drogą czy w prawo boczną? Nie ma kogo zapytać, znaku nie widać. Jest! Na parkanie, schowany pod tują.
Urywa się asfalt, zaczyna polna droga. Cicho, w zagrodach słychać tylko psy, które szczekają na włóczęgę. Mijam znów dojrzałe zboża, ule, wykopaną cebulę i wielkie fioletowe pole jeżówki. Na trawniku przed kolejną kapliczką robię sobie biwak.
Na kujawskiej równinie Kruszwicę widać z daleka. Na peryferiach przy przydrożnej figurce z muszlą czuję, jakbym już był u celu. Ale żeby dotrzeć do kolegiaty, muszę przejść pół miasta. Znowu przeprawiam się przez Gopło: tym razem mostem.
Msza już trwa. Z daleka słyszę z głośników pierwsze czytanie. „Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?” – Abraham targuje się z Bogiem o uratowanie Sodomy. Z ulgą klękam na kamiennej posadzce.
– Gratuluję! – proboszcz Marcin Kulczyński ucieszył się, gdy w zakrystii wyciągnąłem – po raz ostatni – pielgrzymi paszport.
Kto stworzył nadgoplańskie Camino
Gdy kilka lat temu ks. Krzysztof Gąsiorowski został proboszczem w Piotrkowie, postanowił wyznaczyć Camino nad Gopłem. Czy był tu pielgrzymi szlak, kanonik nie wie. Ale, jak mówi, skoro jest kościół pod wezwaniem Jakuba – kult Apostoła musiał być żywy.
Droga Nadgoplańska łączy się w Kruszwicy z Kujawsko-Pomorską Drogą. To część Camino Polaco: od granicy z Litwą przez Olsztyn, Toruń i Trzemeszno.
W piotrkowskiej parafii kilkanaście osób założyło Bractwo Świętego Jakuba. Co roku wiosną odnawiają znaki na jakubowym szlaku.
Proboszcz mówi, że przede mną Drogą Nadgoplańską szedł ktoś z Krakowa.
Do kolegiaty w Kruszwicy był po pieczątkę pielgrzym Niemiec – być może szedł Camino Polaco.
– U mnie nikt jeszcze nie był – mówi proboszcz z Kościeszek.
Nazajutrz w Kruszwicy leje, jak w hiszpańskiej Galicji. Idę do Mysiej Wieży. Miał się tutaj schronić okrutny Popiel, którego za złe czyny myszy zjadły. Piszą o nim kronikarze: Gall Anonim („zginął śmiercią najhaniebniejszą”), Wincenty Kadłubek (że był gnuśny i tchórzliwy) i Jan Długosz („oddawał się bezczynności, pijaństwu i obżarstwu”). Po nim władzę w kraju Polan przejęli Piastowie.
W Kruszwicy legendy mieszają się z początkami dziejów państwa – w końcu to legendarna stolica Polski. Niech to będzie moja Finisterra. Tylko muszli przegrzebków nie znajdę.
Od Santiago de Compostela dzielą mnie trzy tysiące kilometrów.
Dlaczego pielgrzymi wędrują do Santiago de Compostela
„Europa zrodziła się w pielgrzymce” – to Johann Wolfgang Goethe. Sam przez dwa lata podróżował z Weimaru na południe Włoch. Choć nie pieszo – jechał dyliżansem.
Tysiąc lat przed włoską podróżą Goethego ludzie zaczęli odwiedzać grób Jakuba Apostoła Większego w Santiago de Compostela, na północno-zachodnim skraju Hiszpanii. Pierwszym znanym pątnikiem miał być cesarz Karol Wielki (a może to tylko legenda). Do relikwii Apostoła pielgrzymowali Franciszek z Asyżu, Ignacy Loyola oraz polski biskup i literat Jan Dantyszek. A współcześnie – hiszpańscy piłkarze po zdobyciu mistrzostwa świata.
Już w średniowieczu powstały Caminos de Santiago – drogi do Santiago. Z podróży pielgrzymi przynosili duże muszle przegrzebków, tutejszych małży – stały się symbolem Camino.
Wojny religijne, rewolucja francuska, wojny napoleońskie sprawiły, że pielgrzymki ustały. Aż w 1982 r. Jan Paweł II wezwał do odtworzenia jakubowych szlaków. Drogę do Santiago nazwano najstarszym Europejskim Szlakiem Kulturowym, wpisano na listę Światowego Dziedzictwa.
W całej Europie istnieje wiele szlaków. Oznaczone są muszlami i żółtymi strzałkami. W Hiszpanii wzdłuż trasy są schroniska dla pielgrzymów. Oprócz noclegu, można tam zjeść posiłek albo przygotować go samemu i zrobić pranie.
Żeby potwierdzić przebycie Camino, trzeba mieć paszport pielgrzyma: zbiera się w nim pieczątki z miejsc na trasie. Niektórzy po dotarciu do romańskiej katedry Świętego Jakuba z barokową fasadą idą nad Atlantyk. Rzymianie nazwali to miejsce „Finis Terrae” – końcem ziemi.

Dawni pątnicy szli pokutować za grzechy. Dziś szukają wyciszenia i duchowej przemiany.
10 lat temu podróżnik Marek Kamiński wyruszył do Santiago od grobu filozofa Immanuela Kanta w Kaliningradzie. Cztery tysiące kilometrów przeszedł w sto dni. Nazwał to pielgrzymką „od bieguna rozumu do bieguna wiary”. Na stacji benzynowej we Francji usłyszał, że „się bawi”. Tak komentował jego wędrówkę sprzedawca, gdy usłyszał, że Kamiński wyruszył „szukać Boga”.
– Boga nie trzeba szukać, jest wszędzie – dziwił się.
Camino stało się modne. Co roku do Santiago przybywa pół miliona pielgrzymów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















