Ostatnia droga zamordowanych przez Rosjan warmińskich katarzynek

O wykorzystanych seksualnie przez Sowietów zakonnicach mówiło się, że „broniły czystości”. Słowa „gwałt” unikano. Katarzynki to zmieniły.
Czyta się kilka minut
Fot. Anneke / Adobe Stock
Fot. Anneke / Adobe Stock

Wiele razy były gwałcone – mówi zakonnica do wiernych, zgromadzonych w gdańskim kościele dominikanów. Siostra Angela Krupińska opowiada o kilkunastu warmińskich katarzynkach, które Rosjanie zamordowali w 1945 r., a wcześniej brutalnie wykorzystywali seksualnie. 31 maja w Braniewie odbędzie się ich beatyfikacja.

Jedną z błogosławionych będzie Leonis Müller, gdańszczanka, ochrzczona w dominikańskiej bazylice św. Mikołaja. Siostra Angela opowiadała, że była wrażliwa, że lubiła poezję. I że nim zmarła w drodze do sowieckiego łagru, czerwonoarmiści gwałcili ją zbiorowo.

– To były słowa dojrzałej osoby do dojrzałych ludzi – chwali wystąpienie siostry Krupińskiej o. Michał Osek, przeor gdańskich dominikanów. – Przyznam, że czułbym pewnie kulturowe zawstydzenie, gdybym sam miał tak opowiadać.

Angela Krupińska: – Nie nam się wstydzić tego, co się wydarzyło. Dlatego mówimy tak, jak było. 

Gdy zbliżał się front, mogły się ewakuować

Klasztor Sióstr Świętej Katarzyny Dziewicy i Męczennicy znajduje się w centrum Braniewa. Za zabudowaniami z czerwonej cegły rozciąga się łąka, gdzie od wiosny do późnej jesieni pasą się krowy. Oprócz bydła, zakonnice hodują też kury, mają ogród.

Uruchamianie odtwarzacza...

– Utrzymujemy się z pracy własnych rąk – mówi s. Krupińska, która napisała książkę o męczeństwie warmińskich katarzynek. „Pod prąd, pod wiatr i pod fale” – dała tytuł.

W Sali Pamięci z portretów patrzą kobiety w zakonnych welonach. To przyszłe błogosławione: Krzysztofa Klomfass i jej czternaście towarzyszek. Pomiędzy nimi pogodna twarz siostry Leonis. Zginęły 80 lat temu, gdy Armia Czerwona zajmowała Warmię, Mazury i Powiśle.

Siostra Maria Krzysztofa Klomfass i XIV towarzyszek ze Zgromadzenia Sióstr Świętej Katarzyny // materiały organizatora uroczystości beatyfikacyjnych

Podczas II wojny światowej katarzynek zginęło dużo więcej – 105. Zmarły z wycieńczenia, pobicia, gwałtów, w czasie nalotów, z powodu chorób i w transportach w głąb Rosji – tłumaczy siostra Angela. – Ale o tych piętnastu udało się zebrać świadectwa męczeństwa.

Pracowały w szpitalach, przy parafiach, zajmowały się opuszczonymi dziećmi. Gdy zbliżał się front, mogły ewakuować się z cywilną ludnością. Zostały. 

Sowieccy politrucy zachęcali do przemocy wobec kobiet

Jesienią 1944 r. niemieckie gazety pokazują przerażające zdjęcia ze wsi Nemmersdorf koło dzisiejszego Kaliningradu. Miejscowość zajęła Armia Czerwona, po dwóch dniach Wehrmacht odbił ją. Niemieccy żołnierze znaleźli ciała kilkudziesięciu cywili.

Joseph Goebbels postanowił skorzystać z okazji: kazał okaleczyć ofiary i wyolbrzymić zbrodnię. Chciał pokazać, że hitlerowskie Niemcy bronią cywilizacji europejskiej przed azjatyckimi barbarzyńcami. Zadziałało: zimą i wiosną 1945 r. na okrzyk „Die Russen kommen!” tysiące Niemców rzucało się w popłochu do ucieczki, niektórzy popełniali samobójstwa.

Zbrodnie były. „Zabij Niemca” – czerwonoarmiści czytali we frontowych ulotkach. Sowieccy politrucy zachęcali do przemocy wobec kobiet: „Bierzcie je jako regularną zdobycz!”. Kobiety się gwałci. Nie ma znaczenia wiek: ofiarą padają dwunastoletnie dziewczynki i siedemdziesięcioletnie staruszki. Przed seksualnymi napaściami nie chroni też zakonny habit.

Włodzimierz Nowak we wstrząsającym reportażu „Noc w Wildenhagen” opisuje masowe samobójstwa Niemek we wsi Lubin po polskiej stronie Odry. „Mama mówiła, Iwany to diabły. Wszystkie kobiety we wsi tak mówiły, bladły na słowa die Russen” – kilkadziesiąt lat po wojnie opowiada Adelheid Nagel. Dalej jest o tym, jak przed wkroczeniem Rosjan do dawnego Wildenhagen mama Adelheid zaprowadziła ją na strych i kazała targnąć się na swoje życie.

Dorosła Adelheid do reportera: „Śmierć jest bezsensowna, gdy nie przychodzi sama z siebie”.

Siostry katarzynki w Braniewie

XVI wiek, Braniewo. Dziewiętnastoletnia Regina Protmann, z bogatego mieszczańskiego rodu, opuszcza rodzinny dom. Z dwiema koleżankami mieszka w starej kamienicy. Pomagają biedakom, starszym i schorowanym, uczą czytać i pisać proste dziewczyny. Gdy na Warmii szaleje dżuma, Regina i jej towarzyszki odwiedzają chorych.

Dołączają do nich kolejne dziewczyny. Ich działalność wspierają jezuici i biskupi warmińscy ze światłym Marcinem Kromerem. W 1602 r. papież zatwierdza nowe zgromadzenie. Za patronkę siostry wybierają Katarzynę Aleksandryjską – jej wezwanie nosił kościół w Braniewie.

To pierwsze takie zgromadzenie: siostry nie tylko modlą się, ale wychodzą do ludzi. Zakładają kolejne domy: w Ornecie, Lidzbarku Warmińskim, Reszlu, na Litwie. Są nauczycielkami i pielęgniarkami. W czasie Kulturkampfu kanclerz Bismarck usuwa katarzynki ze szkół. Siostry zakładają domy poza granicami Niemiec: w Helsinkach, Sankt Petersburgu, Anglii i Brazylii.

Matka Protmann umiera w 1613 r. „Na większą pochwałę zasługuje ten, kto łódkę swą prowadzi naprzód wśród trudów i niebezpieczeństw, pod prąd, pod wiatr i pod fale, aniżeli ten, kto żegluje z prądem i wiatrem” – zostawia siostrom przesłanie. Jan Paweł II ogłosi ją błogosławioną.

A święta patronka zgromadzenia? Żyła na przełomie III i IV wieku w Aleksandrii. Piękna, inteligentna, postanowiła zamknąć się w pustelni. Za krytykę prześladowania chrześcijan cesarz Maksencjusz skazał Katarzynę na tortury i kazał ściąć.

Kilkanaście wieków później jej los podzieli w dawnych Prusach Wschodnich wiele kobiet. Także tych w zakonnych habitach. 

Mierził ją nazistowski rygor

– Wasi mężowie są wspaniali, ale mój jest najpiękniejszy ze wszystkich – Käthe Elisabeth Müller powtarza swoim rodzonym siostrom. One powychodziły za mąż, ona złożyła zakonne śluby, przyjęła imię Leonis.

Rocznik 1913. Ojciec katolik, mama protestantka, swoje trzy córki wychowali w wierze katolickiej. Käthe gra na fortepianie, śpiewa, uwielbia Hölderlina i Goethego, zna angielski i łacinę. Po ślubach pracuje w Lidzbarku Warmińskim, Braniewie, Reszlu. Studiuje na uniwersytecie w Królewcu, ale szybko stamtąd odejdzie: na uczelni nie wolno jej nosić habitu, mierzi ją nazistowski rygor, rasizm, antysemityzm, walka z Kościołem.

Przełożone posyłają ją do Olsztyna: pracuje w Szpitalu Mariackim. Niecierpliwi pacjenci, bombowe naloty, modlitwy odmawia w biegu. „Zawsze jestem szczęśliwa” – pisze w listach. 

Film „Niewinne” oburzył kościelne środowiska

Francuska lekarka z Czerwonego Krzyża odbiera poród od zakonnicy zgwałconej przez radzieckich żołnierzy w okupowanej Polsce; dowiaduje się, że zgwałconych sióstr jest więcej, że są w ciąży. Żeby uniknąć skandalu, przełożona chce wszystko ukryć. Przejmująca jest scena, jak przeorysza zostawia noworodka pod przydrożnym krzyżem.

To fabuła filmu „Niewinne” francuskiej reżyserki Anne Fontaine. Pokazany prawie dekadę temu obraz oburzył kościelne środowiska w Polsce. Polemika dotyczyła głównie koloru habitów zgwałconych zakonnic: bohaterki nosiły benedyktyńskie, choć według badań żadnego klasztoru benedyktynek taki los nie spotkał. Rzecznik episkopatu prostował z satysfakcją, że papież Franciszek filmu nie widział (co sugerowała reżyserka).

– A przecież każde takie zdarzenie było osobistym i wspólnotowym dramatem – zauważa o. Michał Osek.

Napięcie między bezdusznie pojmowanym kościelnym rygorem a macierzyństwem oddaje filmowy dialog jednej z sióstr z przeoryszą:

– Co matka zrobiła z tymi dziećmi?

– Wierzę, że te dzieci zostały przygarnięte.

– Błagam, proszę mi powiedzieć prawdę!

– Zrobiłam to, co należało. Mam obowiązek chronić nasze sacrum.

Noc w Allenstein

Noc z 21 na 22 stycznia 1945 r. Do Olsztyna (wtedy Allenstein) wkracza Armia Czerwona. O świcie siostra Leonis modli się na mszy w szpitalnej piwnicy. To ostatnia eucharystia w jej życiu. Potem do szpitala wpadają radzieccy żołnierze. Któryś uderza ją kolbą karabinu w głowę.

O tym, co działo się dalej, siostra Angela Krupińska pisze: „Została wciągnięta do sali szpitalnej, gdzie sztyletem pocięto całą jej bieliznę i z przemocą rzucono na łóżko. Broniła się z całych sił, a ponieważ bardzo krzyczała, była gryziona w gardło. Pomimo wszelkich prób obrony została zgwałcona przez ośmiu żołnierzy. Następnie, wykorzystując krótką przerwę, schowała się pod łóżko, tak że druga kolejka mężczyzn jej nie znalazła”. „Stale musiała ukrywać się pośród nas, ponieważ jej piękny wygląd w szczególny sposób przyciągał Sowietów” – będą wspominały inne siostry.

Potem sześć dni pieszo do obozu w Ciechanowie (w czasie drogi oddaje głodnemu współtowarzyszowi połowę swojej porcji chleba). Cztery tygodnie głodu, zimna, poniewierania. Stamtąd zostanie wywieziona w głąb Rosji – miała kopać torf. 5 czerwca umiera. Ma 32 lata. 

Pamięć o wykorzystanych kobietach

– Dobrze, że jako ludzie Kościoła zmieniamy wreszcie język i nazywamy zbrodnie po imieniu, jesteśmy wtedy bliżej prawdy – uważa o. Osek. – Wcześniej zamiast „gwałt”, mówiło się „droga krzyżowa” albo że siostry „broniły czystości”.

Po wystąpieniu s. Angeli u dominikanów w Gdańsku do przeora podeszła młoda kobieta: też została kiedyś zgwałcona. – Mówiła, że czuła się zbrukana przez to, co ją spotkało. W kościele miała poczucie dystansu między sobą a ludźmi, bo czuła się jakby była niegodna – przeor relacjonuje rozmowę.

Po tym, co usłyszała o męczeństwie katarzynek, dodała: – Gdy siostra mówiła z ambony, znikło we mnie tamto poczucie niegodności. Jestem dziś uradowana. Bo wiem, że po tak traumatycznym doświadczeniu też można żyć wiarą. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Świętość obroni się sama