Zdałem maturę, szykowałem się na studia. Wikary namawiał, żebym czytał na mszy Pismo Święte. Tak oto zostałem lektorem w małej kujawskiej parafii. Bez kursów, bez egzaminu. Byłem nim przez całe studia. Ministrantury nigdy się nie nauczyłem.
Czy łatwo jest być ministrantem?
– Też nie byłem ministrantem – przyznaje ks. Grzegorz Perzyna, duszpasterz służby liturgicznej archidiecezji warszawskiej. – Ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani w liceum.
Kończył studia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, gdy proboszcz jego rodzinnej parafii na Mazowszu zaproponował mu, żeby zaczął służyć do mszy świętej. – A że zbiegło się to z początkami powołania kapłańskiego, znalazłem się bliżej ołtarza – wspomina. Wiosną abp Adrian Galbas powierzył księdzu Perzynie odpowiedzialność za ministrantów w całej diecezji. Jako wikariusz opiekuje się też ministrantami w parafii Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych na warszawskich Bielanach.
Pytam, jakie cechy powinien mieć ministrant. Odpowiada, że na pewno przydają się: zdecydowanie, uporządkowanie, roztropność oraz śmiałość. – Nie jest łatwo stanąć publicznie przy ołtarzu, gdy patrzy na ciebie rodzina, znajomi, a szczególnie koleżanki i koledzy – mówi ks. Perzyna. – Do tego trzeba pewnej odwagi, zwłaszcza gdy wyrasta się z wieku dziecięcego i wkracza w nastoletni.
Mówi, że bardzo dobrze widać to w czasie szkolnych rekolekcji, gdy ministrant ma założyć komżę i być przy księdzu przed całą szkołą. – Dla niejednego chłopaka to spora odwaga – uważa.
Pytam, co daje ministrantura. – Jest szansą na dobrą formację religijną – odpowiada z przekonaniem.
– Jest bardzo ważna społecznie – uważa prof. Jarosław Załęcki, socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego. – Bo to także szansa na odciągnięcie młodych ludzi od kultury masowej, a zwłaszcza od cyberprzestrzeni. I ważna inicjatywa wychowawcza, bo otwiera możliwości na bycie z rówieśnikami.
Ministrantki: szokują, gorszą czy przeszkadzają?
Na YouTubie oglądam transmisję mszy świętej z kościoła Świętego Jana w Gdańsku, gdzie zbierają się środowiska twórcze. Rektor ks. Krzysztof Niedałtowski skończył kazanie, zaczyna się liturgia eucharystyczna. Dwie dziewczyny w albach podają kapłanowi kielich, patenę, ampułki z winem i wodą.
Jednak w Polsce dziewczynom trudno przebić się do ministrantury – ministrantki są tylko w połowie diecezji. Nie tolerują ich niektórzy biskupi i księża. Także część wiernych krzywi się, gdy kręcą się przy ołtarzu.

– U mnie nikt nie ma o to pretensji – zapewnia ks. Krzysztof Prus, proboszcz parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w maleńkim Żydowie koło Gniezna. – Ludzie odbierają to naturalnie – dodaje. Na parafialnym Facebooku oglądam zdjęcia z procesji Bożego Ciała w Żydowie. Jedna dziewczyna w albie niesie dzwonki przed księdzem z monstrancją, następne dwie lampki oliwne.
Gdy ks. Prus przyszedł dziesięć lat temu do Żydowa, ministrantek nie było, chociaż dziewczynki służyły tutaj do mszy pod koniec zeszłego wieku. Ale starsi ministranci narzekali, że panowała wtedy niezdrowa rywalizacja.
Dlatego na początku nie dopuścił dziewczynek do ministrantury, chociaż co jakiś czas się zgłaszały. Ale gdy papież Franciszek zezwolił, by kobiety były nadzwyczajnymi szafarkami Eucharystii, zmienił zdanie. – Uznałem, że skoro kobietom wolno udzielać komunii, to dziewczynki mogą też podawać księdzu ampułki z wodą i winem – mówi.
W Żydowie na 30 ministrantów połowę stanowią chłopcy, połowę dziewczyny. – Nie widzę niezdrowej atmosfery między nimi – mówi proboszcz. W tym roku po raz pierwszy zabrał ministrantki na kolędę. Nie zauważył, żeby parafianie mieli coś przeciwko.
– To my byliśmy jedną z pierwszych parafii w Polsce, która dopuściła dziewczynki do służby przy ołtarzu – mówi ks. Erwin Mateja, proboszcz parafii Trójcy Świętej w Boguszycach pod Opolem.
Była połowa lat 90., gdy jego poprzednik zezwolił młodym parafiankom usługiwać w czasie mszy. – To był bardzo postępowy kapłan – proboszcz Mateja chwali ks. Józefa Mikołajca, wykładowcę teologii pastoralnej na Uniwersytecie Opolskim. Na Opolszczyźnie przykład szedł z Niemiec: w tamtejszych parafiach kobiety nie tylko są ministrantkami, ale rozdają również komunię. No i biskupem opolskim był Alfons Nossol.
– Nie wydał oficjalnego dekretu, ale aprobował ministrantki – mówi ks. Mateja. Pamięta, jak w Wielki Czwartek na Mszy Krzyżma Świętego w opolskiej katedrze witał zawsze ministrantów i ministrantki. – Jakby chciał podkreślić ich obecność w Kościele – dodaje ks. Erwin.
W boguszyckiej parafii na trzydzieścioro ministrantów jest dwudziestu chłopaków i dziesięć dziewczyn. – Dziewczyny piękniej i staranniej czytają Pismo Święte – chwali ministrantki proboszcz.
Dwa dni przed naszą rozmową po mszy do proboszcza podeszły dwie czwartoklasistki. – Proszę księdza, czy my też możemy być ministrantkami? – spytały. Zgodził się.
Ministrancki hymn, czasopismo i liga piłkarska
Sześć razy byli mistrzami Polski. Mowa o ministrantach z parafii św. Jadwigi z Janowa Lubelskiego, którzy tyleż razy wygrywali krajowe mistrzostwa Liturgicznej Służby Ołtarza w halowej piłce nożnej – od dwudziestu lat organizuje je miesięcznik „Króluj nam Chryste”. Jedyne ogólnopolskie pismo dla ministrantów założył dwadzieścia lat temu w Poznaniu bp Grzegorz Balcerek. Tytuł wzięto od pierwszych słów ministranckiego hymnu. Na dwudziestu stronach można znaleźć głównie teksty o świętych, liturgii, wywiady, konkursy.
Ale wracamy do piłkarskich rozgrywek ministrantów, które mają łączyć walory sportowe z duchowymi. Mistrzostwa zaczynają się zawsze mszą: ponad tysiąc uczestników turnieju staje wtedy w komżach i albach. Zawody odbywają się w trzech kategoriach wiekowych: ministrantów, lektorów młodszych i lektorów starszych. Żeby zakwalifikować się do finałów, trzeba przejść przez rozgrywki diecezjalne. Impreza angażuje tysiące ministrantów.
Reprezentacyjny pomocnik Jakub Piotrowski (na co dzień gra we włoskim Udinese) też brał udział w zawodach o Puchar „KnC”: jako dwunastolatek zdobył brązowy medal. Był kapitanem ekipy ministrantów z parafii św. Michała Archanioła w maleńkim Grzybnie pod Toruniem.
– Był też dobrym ministrantem – wspomina Kubę kanonik Piotr Adam Kociniewski, proboszcz. Gdy kilkanaście lat temu przyszedł do Grzybna, od razu zrobił boisko do gry w piłkę. – Bo sport przyciąga – mówi. – W parafii, która liczy tysiąc dwieście dusz, miałem prawie czterdziestu ministrantów – dodaje.
Znani aktorzy i politycy w komeżkach
– Stefciu, co z ciebie wyrośnie? – młody ksiądz ciągnie w zakrystii za ucho dziesięciolatka. To sam początek lat 50. XX wieku. Ksiądz nazywa się Karol Wojtyła, jest wikarym w kościele św. Floriana w Krakowie. Stefciu to Stefan Friedmann, przyszły aktor i satyryk.
Jakiś czas temu w jednej z gazet wspominał czasy ministranckie (do ministrantury namówiła go babcia; chciała mieć wnuka kapłana). Friedmann opowiadał, jak za klęczącym w kościele księdzem Wojtyłą robił gesty, jakby łapał muchy. Ludzie śmiali się w głos. Aktor żartował, że był to jego pierwszy performance. To po tamtych wygłupach ks. Wojtyła miał go wytargać za ucho.
Ministrantami byli też inni znani aktorzy: Jerzy Stuhr, Marek Kondrat i Michał Żebrowski oraz prezenter Krzysztof Ibisz. Tancerz Agustin Marek Egurrola jako nastolatek służył często do mszy ks. Jerzemu Popiełuszce na warszawskim Żoliborzu – rodzice chcieli, żeby został księdzem. Przy ołtarzu w komży stawali też politycy od lewa do prawa: Leszek Miller i Grzegorz Napieralski z SLD, Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej oraz Szymon Hołownia z Polski 2050.
W Strzelnie na Kujawach (rodzinne miasto abp. Stanisława Gądeckiego) jego koledzy wspominają, jak za szkolnych czasów służyli z nim do mszy. Staś Gądecki ze wszystkich ministrantów najlepiej opanował łacinę (były lata 60., nie sprawowano jeszcze liturgii w językach narodowych). W kościelnej zakrystii odpytywał kolegów z łacińskich modlitw. Mówią, że nie byli zaskoczeni, gdy po liceum poszedł do seminarium.
Być ministrantem przez siedemdziesiąt lat
Charakterystyczny bas dobrze znają parafianie u św. Jana Vianneya w Poznaniu. Dobiegający osiemdziesiątki Włodzimierz Pięta czyta w tutejszym kościele Pismo Święte, modlitwę wiernych. Często śpiewa wezwanie: „Ciebie prosimy...”, czasem służy do mszy.
Emerytowany chirurg-ortopeda ministrantem został 70 lat temu: przez rok uczył się łacińskich modlitw i poznawał zasady ministrantury, a gdy zdał ministrancki egzamin, zaczął usługiwać kapłanom przy ołtarzu.
Opowiada, że wśród ministrantów była rywalizacja: kto będzie dzwonił, kto podawał trybularz, a kto rozkładał mszał. – Ważne było, żeby coś robić, a nie stać bezczynnie całą mszę – mówi.
Ministrantem w parafialnym kościele był w podstawówce i w liceum. Jako student służył do mszy u poznańskich dominikanów na mszach akademickich. Gdy został lekarzem, był ministrantem w szpitalnej kaplicy. A gdy nie miał dyżurów, stawał przy ołtarzu w rodzinnej parafii na poznańskim Sołaczu. I tak zostało.
Włodzimierz Pięta nie zakłada już komży do mszy – służy w garniturze. Ma to od czasów studenckich. Ale jest dumny z bycia ministrantem. – Najlepiej czuję się przy ołtarzu – wyznaje. Tak się przyzwyczaił do miejsca w prezbiterium, że gdy w obcym kościele siada w ławkach, czuje się nieswojo.
Bycie ministrantem przyrównuje do harcerstwa. – Tu i tam są zbiórki, spotkania, trzeba być punktualnym i obowiązkowym – mówi. Czasem spotyka kolegów z dzieciństwa albo wczesnej młodości. Też mają po przeszło 70 lat jak on. Niektórzy wciąż są ministrantami. Jeden został kościelnym.
Panu Włodzimierzowi daleko do rekordu. Kilka lat temu w Poznaniu zmarł sędziwy Zygmunt Rypiński, księgowy i bodaj najstarszy polski ministrant – do mszy zaczął służyć w 1940 r. Niemal do końca życia stał w komży przy ołtarzu w kościołach na Starym Mieście: Farze, Świętym Marcinie, kaplicy Świętej Rodziny. Mawiał, że ministranturę „ma we krwi”.
Skandale pedofilskie i spadek liczby ministrantów
Ks. Eugeniusz Makulski nie klęczy już przed Janem Pawłem II. Pomnik sprzed licheńskiej bazyliki marianie kazali przerobić: odcięto postać kapłana z rysami Makulskiego, został sam papież.
Wszystko odbyło się po emisji filmu „Tylko nie mów nikomu”. Jednym z negatywnych bohaterów dokumentu Marka i Tomasza Sekielskich był kustosz i budowniczy największego w Polsce kościoła: były ministrant wyznał, że Makulski go molestował.
Przejmujący dokument ujawnił wiele innych przypadków wykorzystywania małoletnich ministrantów przez księży. Padły znane nazwiska. Wśród nich byłego kapelana prezydenta Lecha Wałęsy ks. Franciszka Cybuli.
– Czy nagłośnienie skandali pedofilskich wpłynęło na spadek liczby ministrantów? – pytam prof. Jarosława Załęckiego z Uniwersytetu Gdańskiego.
– Sądzę, że w niewielkim stopniu – odpowiada. Wskazuje na inną przyczynę braku ministrantów. – Żyjemy w laicyzującym się społeczeństwie. Jeśli mamy mniej powołań kapłańskich i zakonnych, to czemu nie mielibyśmy mieć mniej ministrantów? – zauważa.
– Na pewno kogoś mogło to zrazić – przyznaje ks. Grzegorz Perzyna z Warszawy. – Ważna jest tutaj postawa księży. Jeśli we własnych parafiach będziemy dawać przykład pobożności, zaangażowania i życzliwości, ludzie będą nam ufać.
Ks. Perzyna mówi, że jeszcze nigdy nie spotkał się z opinią, żeby ktoś powiedział: „Posłałbym dziecko na ministranta, ale mam pewne obawy z powodu ujawnionych skandali”. Za to uważa, że ministrantem być dziś trudniej z jednego jeszcze powodu: „dzieci i młodzież mają dużo więcej bodźców i propozycji”. Spotyka się z tym, gdy trzeba ustalić ministranckie dyżury w dni powszednie: trudno wtedy znaleźć chętnych. – Bo ten trenuje piłkę w klubie i ma akurat mecz, kto inny zbiórkę harcerską albo jeszcze co innego – mówi ks. Perzyna.
Prof. Załęcki uważa, że Kościół ma tutaj dużo do zrobienia. – Jeśli ministrantura sprowadza się do „inżynierii ołtarzowej”, żeby wiedzieć, kiedy podać księdzu ampułki, to może być mało pociągające – mówi. – To musi być szersza oferta: wspólne spotkania, wyjazdy, dyskusje, najlepiej takie, gdy nie unika się polemiki.
Kiedy odchodzą ministranci
Parafia w podgnieźnieńskim Żydowie liczy prawie trzy i pół tysiąca wiernych. Pytam proboszcza, skąd ma aż 30 ministrantów i ministrantek.
– Tu zawsze było dużo ministrantów i lektorów. Niestety, czas pandemii miał wpływ na to, że teraz jest mniej starszych ministrantów – odpowiada ksiądz Krzysztof Prus.
Dopytuję o inne motywacje.
– Zgłaszają się ci, którzy są na co dzień aktywni: działają w szkolnym wolontariacie albo w harcerstwie – wylicza. Jednak ks. Prus zauważa, że po bierzmowaniu, a najdalej po osiemnastych urodzinach prawie wszyscy rezygnują z ministrantury.
– Nigdy nie pytałem, czemu ktoś chce służyć do mszy – odpowiada ks. Perzyna. Wspomina, jak na poprzedniej parafii pod Warszawą do zakrystii przyszedł ojciec z małym chłopcem i powiedział, że chce, aby jego syn był ministrantem. „Ale czy on chce?” – zapytał ksiądz Grzegorz. „Na razie ja chcę, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie” – odparł ojciec chłopca.
– Widocznie uznał, że syn otrzyma dodatkową formację religijną, będzie w grupie – mówi ks. Perzyna. – Okazało się, że ten chłopiec był jednym z najgorliwszych ministrantów.
Nie każdy może być ministrantem
Przez pięć lat patrzyłem z podziwem na kilkuletnich chłopców, jak z wprawą podają księdzu wodę, wino, wiedzą, kiedy zadzwonić, a kiedy przyklęknąć. W czasie Triduum miałem wrażenie, że młodszy o kilka lat kolega wie więcej o obrzędach niż proboszcz.
Raz, bardziej z chęci spróbowania niż z przekonania, służyłem do mszy w jezuickim kościele akademickim w Toruniu. Zrozumiałem, że ministrantura nie jest dla każdego – trzeba ją lubić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















