Wysychamy. Niskie opady i przebudowa krajobrazu wpędziły Polskę w kryzys wodny

Niewielkie opady i niski stan wód w rzekach wyglądają jak nowa norma. Susza przestała być wydarzeniem. Stała się tłem dla procesów ekologicznych i naszego funkcjonowania.
Czyta się kilka minut
Pola uprawne w okolicy Rokietnicyw województwie podkarpackim, 25 kwietnia 2026 r. // Fot. Darek Delmanowicz / PAP
Pola uprawne w okolicy Rokietnicyw województwie podkarpackim, 25 kwietnia 2026 r. // Fot. Darek Delmanowicz / PAP

Kiedy podróżowałem po południowo-zachodniej Polsce w lutym i marcu, obserwowanie rolniczego krajobrazu podnosiło mnie na duchu: rozległe połacie pól uprawnych stały w wodzie, a płytkie zastoiska wody roztopowej pokrywały gdzieniegdzie całe hektary. W rowach zalegał jeszcze śnieg po mroźnej i śnieżnej zimie. Przez moment jej końcówka wyglądała tak, jak powinna – mokro, błotniście. Dziś po wodzie nie ma śladu.

Maj zwykle był miesiącem wody. Rzeki powinny jeszcze pamiętać roztopy, mokradła powinny pulsować życiem, a łąki nasiąkać powoli jak gąbka po kolejnych frontach deszczowych. Tymczasem Polska wchodzi w późną wiosnę z krajobrazem bardziej przypominającym schyłek sierpnia. Na wielu obszarach ilość opadów spadła kilkakrotnie, a stan wody w większości rzek jest niski. Patrząc na poprzednie lata, wiemy już, że nie jest to przypadkowy klimatyczny epizod. To kolejny rozdział długiego procesu wysychania Polski.

Cichy kataklizm

Szczególnie trudna sytuacja występuje w Polsce zachodniej i centralnej – w Wielkopolsce, na Kujawach, Dolnym Śląsku czy w Lubuskiem. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ten proces zaczyna wyglądać jak nowa norma. Jeszcze 20 lat temu widok tak niskich rzek w maju byłby traktowany jako hydrologiczna anomalia dekady. Dziś staje się sezonowym rytuałem. Susza przestała być wydarzeniem. Stała się tłem, zarówno dla naszego codziennego funkcjonowania, jak i dla procesów przyrodniczych.

I być może właśnie dlatego jest tak groźna. Powódź działa spektakularnie: wdziera się do domów, niszczy drogi, tworzy obrazy natychmiast rozpoznawalne jako katastrofa. Susza działa odwrotnie: odbiera wodę stopniowo i niemal bezgłośnie. Najpierw znika mały ciek w lesie. Później wysychają okresowe rozlewiska. Potem poziom rzeki „spada poniżej średniej wieloletniej”. Aż nagle okazuje się, że cały krajobraz przestał magazynować wodę.

To problem nie tylko hydrologiczny, ale też ekologiczny. Wysychające mokradła tracą funkcję magazynów bioróżnorodności. Płazy mają mniej miejsc rozrodu i już teraz są globalnie najbardziej zagrożoną grupą kręgowców. Ptaki wodno-błotne tracą żerowiska i płytkie strefy przybrzeżne. Małe rzeki i starorzecza szybciej się nagrzewają, spada zawartość tlenu, rośnie ryzyko śnięcia ryb. Woda staje się rzadsza i biologicznie uboższa. 

Pułapka melioracji

Szczególnie dramatyczne jest to w kontekście krajobrazu rolniczego. Przez dekady meliorowaliśmy, prostowaliśmy i osuszaliśmy wszystko, co uznawano za „nadmiar wilgoci”. Mokradła miały zniknąć, rzeki płynąć szybciej, a woda nie utrudniać gospodarowania. Dziś okazuje się, że właśnie ten „nadmiar” był systemem bezpieczeństwa klimatycznego.

Nasze codzienne życie wciąż wydaje się relatywnie bezpieczne – technologicznie nadal mamy sporo sposobów na utrzymanie naszego dostępu do bieżącej wody. Bardziej dotknięte suszą kraje Europy pokazują jednak, że jesteśmy raptem o krok od wielkoskalowych przerw w dostawie wody, skutkujących koniecznością jej racjonowania.

Regiony kontynentu, niekojarzone z problemami z dostępem do wody, mierzą się z jej brakami: wiele obszarów kiedyś modelowo „mokrej” Szwecji to dziś laboratoria suszy. Jednym z przykładów jest dobrze znana mi Gotlandia – w ciągu kilku ostatnich wieków niemal całkowicie zmeliorowana, przez długi czas funkcjonowała dzięki deszczowej normie opadowej.

Dziś od wczesnej wiosny zakazuje się tam podlewania ogrodów, a wiele odległych odcinków sieci wodociągowej ulega uszkodzeniu z powodu ekstremalnie małych przepływów bieżącej wody. Sytuacje takie nie będą od razu wyglądać jak sceny z filmu „Mad Max”, ale wcale nie sprawi to, że będą mniej bolesne. W końcu ugodzą w coś, co uznajemy za pewnik: dostęp do czystej wody w kranie.

Powódź w czasie suszy

Przysłowiową wodą na młyn sceptyków starających się bagatelizować sytuację jest rosnąca zmienność warunków hydrologicznych. Paradoks polega bowiem na tym, że deszcz wciąż się pojawia – tyle że coraz częściej w postaci gwałtownych, krótkich ulew. Hydrolodzy od dawna podkreślają, że taki opad nie rozwiązuje problemu suszy. Wysuszona gleba działa jak stwardniała powierzchnia: zamiast chłonąć wodę, pozwala jej szybko spływać do rzek i kanalizacji. Chwilowe podtopienie nie oznacza odbudowy zasobów wodnych.

Coraz wyraźniej widać więc, że kryzys wodny w Polsce nie jest już wyłącznie skutkiem „braku deszczu”. To efekt nakładania się zmian klimatu na wieloletnią przebudowę krajobrazu. Rosnące temperatury zwiększają parowanie, opady stają się bardziej gwałtowne i nieregularne, a osuszony krajobraz traci zdolność zatrzymywania wody. Polska staje się krajem coraz bardziej podatnym zarówno na powodzie błyskawiczne, jak i długotrwałe susze – czasem niemal jednocześnie, w sąsiadujących regionach kraju lub w następujących po sobie miesiącach.

I chyba właśnie to jest najbardziej niepokojące: że zaczynamy przyzwyczajać się do świata, w którym puste rzeki w maju nie wydają się już czymś wyjątkowym.


Susza w liczbach

Dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) z 10 maja są niemal surrealistyczne: obecnie 68 procent stacji notuje niskie stany wód w rzekach, a jedynie około 1 procenta – stany wysokie.

Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące opadów. Marzec 2026 okazał się w wielu regionach skrajnie suchy – na części stacji suma opadów osiągała ledwie kilka–kilkanaście procent normy wieloletniej, lokalnie nie przekraczając nawet 10 procent. Pokrywa śnieżna z zimy – nawet jeśli lokalnie zalegająca, nie wystarczyła, by uzupełnić wyczerpane zasoby wód gruntowych. Polska weszła w sezon wegetacyjny już odwodniona.

W efekcie rzeki zaczęły zachowywać się tak, jak zwykle zachowują się dopiero pod koniec lata. IMGW informuje o systematycznym wzroście liczby stacji, na których przepływy spadają poniżej SNQ – średniego niskiego przepływu charakterystycznego dla niżówki hydrologicznej. Jeszcze kilka tygodni temu takich punktów było kilkadziesiąt, dziś jest ich już prawie sto. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”