Pierwsza komunia bez poczucia winy. „Niech dziecko pomyśli: Bóg się mną cieszy”

O. Maciej Biskup, dominikanin: Przygotowanie do spowiedzi i komunii nie powinno skupiać się na grzechu, tylko zbudować w dziecku poczucie, że jest afirmowane przez Boga.

14.05.2024

Czyta się kilka minut

Fot. Jacek Taran
Fot. Jacek Taran

Maciej Müller: W maju kościoły wypełniają się idącymi w parach, ubranymi na biało dziećmi komunijnymi. Myśli sobie Ojciec: to przyszłość Kościoła?

O. Maciej Biskup: To zbyt duże słowo. Nadzieję na przyszłość Kościoła widzę raczej w katechezie dorosłych, która przełoży się na chrześcijaństwo ich dzieci. Dlatego zajmując się przez siedem lat w Szczecinie i Łodzi przygotowaniem do pierwszej komunii, skupiałem się przede wszystkim na pracy z rodzicami. Ktoś powiedział, że Jezus nauczał dorosłych, a dzieci błogosławił, natomiast my dzisiaj nauczamy dzieci, a błogosławimy dorosłych. To niekorzystna zmiana akcentów: jeśli dzieci mają pozostać wierzące, trzeba w mądry sposób towarzyszyć wierze dorosłych. Jeżeli rodzice nie uczestniczą świadomie w życiu chrześcijańskim, dzieci będą skazane na uczestnictwo w jakimś niezrozumiałym, oderwanym od życia kulcie.

A większość w końcu go porzuci.

Może kiedyś świadomie odkryją drogę do wiary, bo w końcu okres przygotowań do sakramentów coś w nich zasiewa, ale bez wiary w rodzinie to będzie trudne. Mam w Szczecinie przyjaciół z siódemką już w większości dorosłych dzieci, prowadziłem z nimi nauki przedmałżeńskie. Zawsze podkreślali, jak ważna jest wzajemna troska małżonków o siebie. Tworzy dobre warunki do wzrastania, także w wierze, dla każdego w rodzinie. Wychowanie katolickie często sprowadza się do ochrzczenia dziecka, posłania go do komunii i bierzmowania oraz moralizowania nad uchem w sprawie ślubu kościelnego. Tymczasem zadanie polega na tym, żeby poprzez to narzędzie, które mamy, czyli rodzicielstwo, pokazać prawdziwy obraz Boga – bliskiego, empatycznego, słuchającego, czułego. Kochający rodzice to naturalne, pierwsze Słowo Boga, które nas zwołuje do wiary.

A nie jest kluczowy czas przygotowywania do sakramentów?

Pracowałem z dziećmi, z których wiele przyszło do kościoła po raz pierwszy od chrztu, a niektóre wręcz najpierw przygotowałem do chrztu. Nie znały modlitw, nie potrafiły się przeżegnać, przeżywały bycie w kościele jako coś egzotycznego. Takich dzieci jest coraz więcej.

Ale o wiele ważniejsze jest to, co się dzieje między sakramentami. Dlatego tak akcentuję katechezę dorosłych i to z nimi przede wszystkim spotykałem się podczas przygotowań. Miałem rok na to, żeby do nich trafić, przybliżyć im chrześcijaństwo tak, żeby pomogło im to wzbudzić w sobie jakieś głębsze pragnienie wiary.

Co Ojciec mówił?

Że komunia to pojęcie o wiele szersze niż sakrament, do którego przystąpią ich dzieci, że Chrystus chce jej z wszystkimi, także z nimi, rodzicami. Również wtedy, gdy są w sytuacjach nieregularnych, np. w powtórnych związkach po rozwodach. Jeśli nie mają dostępu do komunii sakramentalnej, nie oznacza to, że Chrystus nie pragnie z nimi być. Bywało i tak, że podczas przygotowań do pierwszej komunii dziecka rodzice decydowali się na sakrament małżeństwa. Chyba to ma na myśli papież Franciszek, mówiąc o małych krokach w stronę Jezusa. Są też rodzice bardzo świadomi religijnie: na ogół wtedy ich dzieci nie potrzebują wielu przygotowań.

Mówi Ojciec o pewnym stanie doskonałym, ale pierwsza komunia staje się wydarzeniem czysto kulturowym, w którym religijny rytuał przejścia zyskuje symbol smartfona czy quada.

Nie zamierzam deprecjonować niczyich pobudek. Rodzinne celebrowanie takich wydarzeń, połączone z przyjęciem i prezentami, jest ważne, bo jesteśmy istotami społecznymi. Coroczna krytyka tych zjawisk stała się dość jałowa. Obrażanie się na ludzi i ich ocenianie skutkuje tylko tym, że obrócą się na pięcie i po pierwszej komunii więcej nie przyjdą do kościoła. Dla mnie jest ważne, żeby pokazać ten sakrament jako punkt wyjścia do czegoś dalejPrzez homilie i katechezy, w których zawsze wychodziłem od Słowa Bożego, starałem się pokazać jego egzystencjalny i życiowy kontekst, aby w rodzicach dzieci wzbudzić zainteresowanie Ewangelią. Celebracja pierwszej komunii nie jest celem samym w sobie, tylko punktem na mapie rozwoju duchowego.

Udaje się?

To wymaga cierpliwości i indywidualnego podejścia do każdego. Mówimy o towarzyszeniu duchowym, o którym naucza papież. Ono definiuje współpracę księdza ze świeckimi. W przeciwnym wypadku ksiądz staje się „właścicielem” tego wydarzenia, który zmusza dzieci i dorosłych do określonych zachowań. Wtedy rośnie ryzyko, że część uczestników zatrzyma się na bardzo zewnętrznym, kulturowo-społecznym wymiarze. Zresztą niektóre dzieci mówią nawet w czasie przygotowań, że rodzice ich zapewniają, że po komunii już nie będą musiały przychodzić do kościoła.

I jak Ojciec reaguje na takie ujawnienie intencji?

Najgorsze, co ksiądz mógłby zrobić, to jako moralizator recenzować przy dziecku postawę rodziców. To by było coś nieludzkiego i nie-Bożego. Ja mogę pokazać dziecku pozytywną perspektywę modlenia się, bycia w Kościele. I zrobić jak najlepszą katechezę dla dorosłych. Starałem się przygotowywać dzieci w sposób transparentny wobec rodziców, od początku do końca. Żeby wiedzieli, co dzieciom opowiadam, żeby nie było tajemnic.

Na grupach whatsappowych rodziców komunijnych w mojej parafii toczyły się dyskusje o kroju sukienek, prezentach dla księdza, składkach. Niektórych to na tyle irytowało, że żałowali, iż nie zdecydowali się na indywidualne przygotowanie dzieci.

Atmosfera narzucania czegokolwiek w przygotowaniach do komunii, brak dialogu, sztywne schematy nie sprzyjają temu, o co w tym wszystkim chodzi. Ja zawsze zachęcałem do jak najprostszych strojów, ale zostawiałem wolną rękę. Różne szczegóły przygotowań konsultowałem z rodzicami, np. miałem pomysł, żeby podczas uroczystości rodzice siedzieli razem z dziećmi w ławkach. Wydawało mi się, że to bardziej wyraża rodzinny wymiar komunii niż upchnięcie ubranych na biało dzieci na przodzie kościoła. Ale rodzice w Szczecinie i Łodzi byli przeciwni: było tam wiele rodzin patchworkowych, które czułyby się w takiej sytuacji niekomfortowo.

Skoro o dyskomforcie mowa, to najsilniejszy łączy się z koniecznością przystąpienia do spowiedzi.

Organizowałem ją tak, żeby odbywała się nie w konfesjonale, tylko w otwartej przestrzeni, tak żeby dziecko widziało rodzica, który je podprowadzał do spowiedzi i był w miarę blisko. Niemniej dzieci się boją: muszą porozmawiać o ich dziecięcych, ale przecież intymnych sprawach z obcym mężczyzną. Atmosferę lęku czasem nakręcają rodzice, sami mający nie najlepsze doświadczenie ze spowiedzią. Fatalnie, jeśli podczas przygotowań akcentuje się wagę grzechu, poczucia winy. Skoro jednak pierwszą komunię powiązano w Kościele ze spowiedzią, staram się zbudować w dzieciach przekonanie, że Jezus przyjmuje je zawsze bezwarunkowo, z całą ich historią i ich dziecięcymi słabościami, i nie interesuje się niezdrowo ich grzechami. W czasie spowiedzi dzieci zawsze staram się oddramatyzować tę chwilę, zbudować pełną afirmacji relację, by skutecznie usunąć ich obawy, strach. Staram się pokazać obraz Boga, który – jak miłosierny ojciec z przypowieści – zawsze cieszy się, kiedy widzi, że przychodzą. Rodziców zachęcałem, żeby rozmawiali z dziećmi przed spowiedzią – zresztą nie tylko przed nią, ale w ogóle – nie o poczuciu winy, tylko o wrażliwości etycznej, rozróżnianiu dobra od zła, uwrażliwieniu na krzywdę drugiego człowieka. Ale przede wszystkim, żeby budowali w dziecku przekonanie, że spowiedź to spotkanie z Bożą miłością, a nie sąd.

Ale jednak żal za grzechy jest jednym z warunków dobrej spowiedzi. W mojej książeczce do nabożeństwa była rada, jak go wzbudzić: wyobrazić sobie, że grzesząc, zwiększam cierpienia ukrzyżowanego Jezusa.

To jest duchowe nadużycie wobec dziecka. Nie można go wpędzać w poczucie winy. Żal należy przedstawić jako zrozumienie tego, co się stało, że jakiś czyn mógł zranić rodziców, brata czy koleżankę, a nie jako sztuczne podbijanie poczucia winy. I bez tego dziecku jest ciężko, przychodzi do spowiedzi z bagażem trudnych emocji – nie mamy prawa dodatkowo go obarczać, a już zwłaszcza odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa. To nieewangeliczne: przecież Jezus po zmartwychwstaniu nie wypomina uczniom: patrzcie, co musiałem wycierpieć przez wasze zdrady.

Problem zaczyna się przy lekturze listy potencjalnych grzechów w rachunku sumienia.

Staram się uwrażliwiać rodziców i katechetów, żeby nie trzymali się kurczowo starego schematu przygotowania do pierwszej spowiedzi i komunii, bo przecież w książeczkach do nabożeństwa poza kontrowersyjnymi rachunkami sumienia jest np. „Sześć prawd wiary”, czyli XIX-wieczny wymysł mający niewiele wspólnego z Pismem Świętym i współczesnym katechizmem. Dziecko potrzebuje pewnych drogowskazów, ale przede wszystkim trzeba je zachęcić do budowania jego własnej relacji z Panem Bogiem. Powinno to robić zgodnie z własną wrażliwością i posługując się językiem, który zna. Niech modli się tak, jak potrzebuje i potrafi. Nauczmy go  „Ojcze nasz”, ale nie zmuszajmy do używania konkretnych form. W przypadku dzieci, które nie potrafią się nawet przeżegnać, zmuszanie np. do odmawiania różańca jest pozbawione sensu.

W przygotowaniu do spowiedzi trzeba wielkiego wyczucia. Lektura listy grzechów dla jednego dziecka może być pomocna, u innego, bardziej neurotycznego, może wywołać lęki. To jest pole do działania dla rodziców: nie powinni zrzucać odpowiedzialności na księdza czy autorów książeczki do nabożeństwa.

Powinni pomóc dziecku w zrobieniu rachunku sumienia?

Tak. Ale chodzi o zarysowanie perspektywy dobra i zła, a nie podpowiadanie popełnionych – ich zdaniem – grzechów. To by było wbrew zasadzie prymatu sumienia: żeby dziecko ją kiedyś zrozumiało, musi mieć doświadczenie tego, że dorośli szanują jego sumienie. Potrzeba delikatności, inaczej dziecko może poczuć się osaczone, ocenione, i wtedy zbuduje sobie obraz Boga jako kontrolera. Podobnie ksiądz, bez względu na to, czy spowiada dorosłego, czy dziecko, nie powinien o nic dopytywać i ingerować w sumienie, nawet jeśli się czegoś domyśla. Dzieci trzeba w Kościele od samego początku szanować tak jak dorosłych, mieć szacunek dla ich wrażliwości, indywidualności. Nikogo nie wolno zawstydzać. Przygotowanie do spowiedzi i komunii powinno budować w dziecku poczucie, że jest przez Boga afirmowane. Niech pomyśli: Bóg chce być ze mną w komunii, czyli się mną cieszy, mam dla Niego znaczenie, wartość w Jego oczach.

Z powiązania tych dwóch sakramentów wynika przeświadczenie, czasem pokutujące przez całe życie, że komunia to nagroda za dobre sprawowanie.

Stawiając obowiązek przystąpienia do spowiedzi przed komunią, chcąc nie chcąc tworzymy wrażenie warunkowości –  że na komunię z Bogiem trzeba zasłużyć. Dziecko widzi pewne powiązanie: mogę iść do pierwszej komunii, ale...

Da się z tego wybrnąć?

Potrzeba ogromnej mądrości w dobieraniu słów podczas przygotowań do spowiedzi. W słowach Jezusa „Trwajcie w miłości mojej” pada greckie słowo menein, które oznacza zamieszkiwanie, przebywanie – a nie zasłużenie czy zapracowanie. Jezus przyjmuje każdego w pełni, a nasze grzechy nie są dla Niego przeszkodą w dotarciu do nas. A spowiedź jest po to, żeby On zabrał to, co ciąży i przeszkadza w relacji z Nim. Żebyśmy poczuli się w pełni wolni. Podobnie jak w relacjach międzyludzkich, bliskość z Bogiem jest darem, ale wynika z niego także jakiś moment otwarcia naszej pracy nad tą relacją. Budowanie komunii z rodzicami, z kolegami, wiąże się z zadbaniem o nią. Miłość Boga jest bezwarunkowa, ale człowiek w odpowiedzi ma tę miłość pielęgnować: modlić się, czytać Słowo Boże, uczestniczyć w sakramentach, troszczyć się o potrzebujących.

No ale mamy też świętego Pawła, który surowo przestrzega przed niegodnym przyjmowaniem Eucharystii.

To dotyczy dorosłych, którzy mają pełną świadomość grzechu. Dziecko w wieku komunijnym ma swoją niepowtarzalną wrażliwość moralną, ale nie ma jeszcze zrozumienia pojęcia grzechu. To dla niego zbyt abstrakcyjne pojęcie. Poza tym cała teologia Pawłowa mówi przede wszystkim o bezwarunkowej łasce i miłości Boga. Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy grzesznikami, a nie dopiero kiedy się oczyściliśmy z grzechu. Jeżeli natomiast już doświadczyliśmy tej miłości, to chodzi o to, by mając świadomość jej wartości, pielęgnować ją, by się od niej nie odłączyć. Na tym polega bojaźń Boża. Tu nie chodzi o lęk.

A może warto rozważyć rezygnację ze spowiedzi przed pierwszą komunią?

Każde ideologiczne podejście do złożonych tematów jest złe, więc na pewno daleki jestem od postulatu wyrażonego ostatnio przez Stanisława Obirka, żeby zakazać spowiedzi dzieci pierwszokomunijnych. Wolę ewolucyjne podejście papieża Franciszka, który stawia pytania, ale nie podejmuje rewolucyjnych decyzji. Myślę, że spowiedź dzieci to po pierwsze autonomiczna decyzja rodziców. Po drugie, trzeba roztropnego namysłu nad samą praktyką i formą rachunku sumienia i spowiedzi, aby ona nie zostawiała jakiejkolwiek sugestii w dzieciach, że ksiądz i rodzice – za którymi stoi Pan Bóg – patrzą na nie fragmentarycznie i zawstydzająco pod kątem grzechu. Niestety obecna schematyczna forma przygotowania nie pomaga w budowaniu przekonania o bezwarunkowej miłości Boga, bo skupia się na grzechu.

Kiedy czytałem jako rodzic propozycję rachunku sumienia, miałem poczucie, że jego autorzy zapraszają mnie do sojuszu przeciwko dziecku. Bo oto fakt, że np. nie rozładowało zmywarki, zyskuje sankcję religijną. To jest już nie tylko zaniedbanie obowiązku domowego, ale grzech.

A dziecko zaczyna postrzegać Boga jako kolejnego kontrolera jego życia. Dlatego tak podkreślam, żeby rodzice, księża i katecheci towarzyszyli, wspierali, a nie kontrolowali. W przygotowaniach do sakramentów wyraża się to m.in. przez wydawanie przez spowiednika karteczek z pieczątką, załatwianiu w kancelarii zaświadczeń itd. – to wszystko kontrola i wyraz braku zaufania. To nie sprzyja rozwojowi wolnych ludzi o silnych sumieniach, dzięki którym będą mogli dokonywać w przyszłym życiu poważnych wyborów, także w obszarze wiary.

Właściwie to mówi Ojciec o samodzielności w wierze.

Towarzyszenie dziecku powinno zacząć się od pytania, czy w ogóle chce przystępować do spowiedzi i komunii. I zapewnieniu, że jeśli nie czuje się na siłach, jeśli uważa, że to nie jest właściwy moment – to się je wesprze w tej decyzji. Jeszcze poważniejszy wymiar przyjmie to przed bierzmowaniem. Jeśli ma być to sakrament dojrzałości, motywacja do jego przyjęcia musi płynąć z wnętrza młodego, samodzielnego człowieka. Ale do tego trzeba wychować już przy pierwszej komunii.

Zaczęliśmy od uniformistycznego obrazka ubranych jednakowo dzieci, a Ojciec mówi teraz o autonomii 9-latka.

Chciałbym, żeby pierwsza komunia miała bardziej zindywidualizowany charakter. Te uroczystości mogłyby przecież odbywać się przez cały rok, a nie w majowo-czerwcowym „sezonie komunijnym”. Wydaje mi się, że to pomału w tym kierunku idzie: coraz więcej rodziców odchodzi od masowości i decyduje się na indywidualne przygotowanie dzieci. Nie krytykuję komunii zbiorowych, które też mają pozytywne cechy: dzieci wychowują się do relacji wspólnotowych. Byle nie przesadzić z uniformizacją tych uroczystości.

Zdaję sobie sprawę, że komunia to ważne święto w parafii, ale z drugiej strony żyjemy w czasach, kiedy człowiek chce być postrzegany indywidualnie, nie tylko jako mało ważny element całości. To nie musi mieć charakteru pejoratywnego – raczej podkreśla fakt, że Bóg każdego postrzega i docenia indywidualnie. Dobrze, jeśli to wybrzmi w takim momencie, jak przygotowanie do pierwszej komunii i w jej trakcie.

Rozmawiał Maciej Müller

Ojciec Maciej Biskup, Łódź, 2021 r. // Fot. TMS dla TP

MACIEJ BISKUP jest dominikaninem po studiach doktoranckich z teologii na UAM, byłym magistrem braci nowicjuszy i studentów, redaktorem naczelnym „W drodze”,  przeorem klasztoru i proboszczem w Szczecinie. Obecnie jest członkiem Dominikańskiego Ośrodka Kaznodziejskiego i przeorem klasztoru w Łodzi. Autor kilku książek.

 

Dlaczego się spowiadamy? Jak uniknąć pułapek związanych z sakramentem pojednania? Czy spowiedź ma przyszłość? Czy jest potrzebna naszym dzieciom?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu „Wiara”, zajmujący się również tematami historycznymi oraz dotyczącymi zdrowia. Należy do zespołu redaktorów prowadzących wydania drukowane „Tygodnika” i zespołu wydawców strony internetowej TygodnikPowszechny.pl. Z „Tygodnikiem” związany… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2024