O. Adam Szustak: skąd sukces najpopularniejszego polskiego kaznodziei?

Jego kanał na YouTubie subskrybuje prawie milion osób. Co im mówi ten zakonnik i dlaczego tak chętnie go słuchają?
Czyta się kilka minut
Rekolekcje z ojcem Adamem Szustakiem w parafii św. Królowej Jadwigi w Krakowie. 14 marca 2023 r. // Fot. Artur Widak / NurPhoto / Getty Images
Rekolekcje z ojcem Adamem Szustakiem w parafii św. Królowej Jadwigi w Krakowie. 14 marca 2023 r. // Fot. Artur Widak / NurPhoto / Getty Images

To taki duchowy McDrive – jesteś w podróży, zaczynasz odczuwać głód, odnajdujesz okienko, dostajesz szybko proste, smaczne jedzenie – możesz jechać dalej – mówi Bartek Lech. Filmy o. Adama Szustaka pomogły mu zwłaszcza wtedy, gdy z rodzinnego Torunia wybierał się na studia psychologiczne w Warszawie. Przywiodły go też do dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego. Teraz – gdy ma 25 lat – czyta Tischnera, Bonhoeffera, Simone Weil. – „McDonald” to nie jest wykwintna restauracja – dopowiada – ale na pewno pomaga, jak się jest na pewnym etapie drogi.

„Langusta na palmie”, internetowa platforma o. Szustaka, ma dziś 931 tys. subskrybentów. Od chwili powstania, w grudniu 2012 r., zanotowała 643 mln odtworzeń – jest na 168. miejscu wśród najchętniej oglądanych polskich kanałów na YouTubie. Rankingów stron religijnych nie ma, ale niewątpliwie wśród katolickich youtuberów dominikanin jest najpopularniejszy.

Jego zasięgi przekraczają zresztą granice Kościoła katolickiego. Zosia Żółtko-Horyza wychowała się w rodzinie chrześcijan ewangelikalnych. Szustak pomógł jej przede wszystkim w kontakcie z Biblią. – Kiedyś jako nastolatka postanowiłam sobie urządzić dzień bez telefonu z czytaniem ewangelii. Po kilku godzinach wymiękłam. Nie rozumiałam, po co była tak okrutna ofiara Jezusa. Złamałam postanowienie i sięgnęłam po telefon – weszłam właśnie na stronę z filmami Szustaka.

W rozmowach o nim pojawia się opinia, że jest jak religijna wersja Roberta Makłowicza – trudno się na niego nie natknąć. Maciek, studiujący obecnie w Krakowie filozofię i teologię, nigdy nie miał potrzeby zaglądać na „Langustę na palmie”. Ale opowiada: – Gdy miałem 17 lat, dostałem od mojego niewierzącego taty zaskakującego maila. Polecał mi filmy o. Szustaka, bo koleżanka z pracy go przekonała. „Zobacz, jakie fajne” – napisał.

– Drugie moje „spotkanie” z Szustakiem – dopowiada Maciek – było podczas warsztatów liturgicznych. Zapamiętałem, że prowadzący je ksiądz mówił, że jeśli ktoś trafia do niego do konfesjonału po długim okresie niespowiadania się, zwykle stoją za tym konferencje o. Adama.

Nie dziwi więc, że działalnością kaznodziei zainteresowali się też naukowcy: medioznawcy, socjologowie, psychologowie, językoznawcy. Wskazują, że sukces dominikanina – który unika mediów tradycyjnych, ale niezwykle biegle eksperymentuje z kanałami internetowymi – to zasługa jego charyzmatycznej osobowości oraz tego, co mówi i jak się pokazuje.

Szustak okiem socjologów: „»Chcę mieć tylu obserwujących na YouTube, co o. Adam Szustak«. Kiedy znajomy o ambicjach politycznych stwierdził to w internecie, oboje zaczęliśmy oglądać jego filmy z socjologiczną fascynacją” – tak rozpoczynają swój artykuł o Szustaku Barbara Thériault z Uniwersytetu w Montrealu i Konrad Pędziwiatr z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ich zdaniem dominikanin, który przedstawia się jako „zwykły”, „normalny” i „autentyczny”, odwołuje się do aspiracji i zainteresowań młodych katolików w sytuacji, gdy Kościół w Polsce staje się coraz bardziej „polityczny”.

Dzięki zabawnym filmom widzowie Szustaka towarzyszą mu w codziennym życiu. Zakonnik nie jest ascetą: podczas nagrania pije kawę i je śmieciowe jedzenie, żartując ze swojej wagi. Filmuje się w samochodzie i w samolocie, ogląda Netfliksa i gra w gry wideo. Jest zapracowany, a w jego życiu względy ekonomiczne czy ekologiczne nie odgrywają dużej roli. Widzimy go zmęczonego – ziewającego, drapiącego się po głowie, i bezbronnego – gdy płacze. Wygląda jak „facet z sąsiedztwa” – ma brodę i ogoloną głowę, nosi dżinsy i trampki, chodzi w bluzach z kapturem. Z dużą pewnością mówi widzom, jak mają sobie radzić w relacjach – jako partnerzy, rodzice i katolicy. Umiejętnie zaciera granicę między profanum a sacrum oraz znaczeniami słów „postępowy” i „konserwatywny”. Sukces Szustaka polega na tym, że czyni wyjątkowym to, co jest zwyczajne. („Uczynić zwyczajne wyjątkowym: sukces polskiego zakonnika z YouTube’a”, „RASCEE” nr 14/2021).

Kim jest Adam Szustak

Konkluzja socjologów jest trafna, ale nie odpowiada na pytanie, dlaczego jego normalność świeci blaskiem wyjątkowości. Próbując zrozumieć fenomen „Langusty na palmie”, nie uciekniemy więc od religijnej interpretacji.

Adam Szustak urodził się w 1978 r. w Myszkowie. Wstąpił do seminarium w Częstochowie, jednak po dwóch latach przeniósł się do dominikanów. Święcenia otrzymał w 2004 r. W międzyczasie przez dwa lata był też studentem PWST w Krakowie. W tym mieście prowadził również, w latach 2007-2012, duszpasterstwo akademickie Beczka. 

W 2008 r. 30-letni dominikanin przeżył doświadczenie mistyczne pod wpływem modlitwy, jaką odmówili nad nim dwaj kontrowersyjni księża charyzmatycy: Enrique Porcu i Antonello Cadeddu, misjonarze z Brazylii. Czuł, jakby wyjmowali jego serce kamienne i wkładali serce z ciała (metafora biblijna). Opowiedział o tym szczegółowo w świadectwie opublikowanym we wrześniu 2015 r.

Od tego momentu, który nazywa nawróceniem, z wielką energią poświęcił się duszpasterstwu. Początkowo chciał założyć wspólnotę, ale nie pozwolili mu na to zakonni przełożeni. W 2012 r. trafił do dominikańskiego ośrodka w Łodzi i został wędrownym kaznodzieją. W tym samym roku wystartowała jego internetowa platforma „Langusta na palmie”.

Filmy, jakie tam publikuje, są różnorodne. Szustak towarzyszy swoim subskrybentom od rana do wieczora – komentuje Biblię, czyta bajki, recenzuje filmy, poleca książki, odpowiada na przysyłane pytania. W pandemii grał w gry wideo i komentował je, odwołując się do Biblii. Nagrał blisko 8,5 tys. takich filmów.

Organizator zbiórek i fundraiser

Jako duszpasterz o. Szustak nie ogranicza się do rzeczywistości wirtualnej. Jest zapraszany na rekolekcje i spotkania w Polsce i za granicą. W kraju organizuje spotkania modlitewno-muzyczne „Tchnienia”, w których uczestniczą tysiące osób. W ramach tego projektu przejechał już ponad 8 tys. km i był w 21 miastach. Prowadzi także akcje charytatywne. Niedawno, wraz z zaprzyjaźnionym chirurgiem, zorganizował zbiórkę pieniędzy i wysłał kontener sprzętu medycznego do szpitala w Zambii, prowadzonego przez polskie zakonnice.

W 2017 r. na Patronite.pl pojawiła się zbiórka na „Langustę na palmie”. Obecnie platforma ma 1995 patronów i zarabia 51 tys. zł miesięcznie (od momentu założenia otrzymała już 5,4 mln zł). Z „Langustą” powiązany jest także sklep internetowy, w którym można kupić książki, audiobooki i bluzy. Jak podaje socialblade.com, z reklam publikowanych przed każdym filmem platforma otrzymuje miesięcznie od 4,4 do 73,5 tys. zł – w zależności od tego, ile reklamodawcy płacą za 1000 oglądających).

Szustak okiem językoznawcy: Charakterystyczne dla homilii o. Szustaka jest prowadzenie dialogu wirtualnego. Kaznodzieja formułuje, w imieniu słuchaczy, różne problemy i stawia pytania o kwestie budzące powszechne wątpliwości. Odbiorcy identyfikują się z nimi, oczekują odpowiedzi i rozwiązania. Czują, że realnie współuczestniczą w homilii i ją współtworzą, choć nie wypowiadają słów. Charakterystyczne elementy takiego dialogu to np. zwroty skierowane do słuchaczy („kochani”), czasownikowe operatory kontaktu („zobaczcie”, „jak wiecie”). Skutecznym elementem dialogizującym homilię są też pytania retoryczne, które zawierają w sobie odpowiedź, oraz pytania „medytatywne”, wskazujące na wątpliwości i wspólne poszukiwanie odpowiedzi przez kaznodzieję i wiernych.

Dla Szustaka charakterystyczne są też liczne dygresyjne wtrącenia w zdaniach wielokrotnie złożonych. Język jest mówiony i potoczny, niedbający o wymowę i składnię, pełen wykrzykników („I teraz uwaga!”), kolokwializmów i wyrażeń emocjonalnie nacechowanych („Czemu ten głupi wstęp wam mówię?”). Ale językoznawcy usprawiedliwiają takie podejście: „Potoczność w sytuacjach religijnych może być akceptowana, jeśli wyrasta z doświadczeń i potrzeb człowieka” (Wiesław Przyczyna, Magdalena Jankosz „Forma, język i styl homilii ojca Adama Szustaka…”, „Stylistyka” nr 29/2020).

Kim jest odbiorca filmów Szustaka

W oparciu o statystyki kanału „Langusta na palmie”, komentarze do filmów oraz pogłębione wywiady, socjologowie opracowali portret typowego subskrybenta o. Szustaka. Jest nim kobieta, bo na dziesięciu subskrybentów tylko trzech to mężczyźni. Subskrybentka „Anna”, jak ją przykładowo nazwali, mieszka w mieście, ma ok. 30 lat (największą, ponad 25-procentową grupę odbiorców tworzą ci między 25. a 34. rokiem życia), jest katoliczką „postępową”, chociaż niechętnie użyłaby tego określenia. „Anna” niemal codziennie ogląda kilkunastominutowy materiał udostępniany przez dominikanina, na który składają się dwa, trzy, a nawet cztery filmiki. Zaczyna od „Wstawaka” – kilkuminutowej pogadanki na dzień dobry. 

Dlaczego je ogląda? Bo dają jej jasne wskazówki, jak prowadzić „dobre życie” w zgodzie z Bogiem. „Anna” lubi też, gdy podróżujący zakonnik zabiera ją w różne ciekawe miejsca. Uważa, że ​​sposób, w jaki dominikanin mówi i jak wygląda, jest normalny i autentyczny. Socjologowie podkreślają, że Szustak rozmawia ze swoimi widzami jak przyjaciel, serdecznie i z poczuciem humoru, co daje im poczucie wspólnoty.

Czy Szustak trzyma się dogmatów?

W sierpniu 2020 r. o. Szustak nagrał programowy odcinek „Katolik kontra świat”. Wyróżnia w nim kilka reakcji ludzi Kościoła na zmiany zachodzące wokół nas. Przekonuje, że każda prowadzi donikąd. 

Pierwszą jest próba dostosowania się do świata, mówienie: „Zgódźmy się, że miłość homoseksualna jest taka, jak Pan Bóg chce; że w niektórych przypadkach można by dzieciom nienarodzonym odebrać życie; że nierozerwalność małżeństwa może nie jest taka do końca nierozerwalna; że można z byle powodu małżeństwo unieważnić”. Zdaniem Szustaka oznacza to rezygnację z tego, co o miłości nauczał Jezus. A chrześcijanin powinien zawsze iść w poprzek tego świata.

Drugą błędną drogą jest ruch tradycjonalistyczny, który próbuje ożywić to, co było i czego świat już kompletnie nie rozumie. Trzecią drogą jest propagowanie w tym świecie „wartości i zasad chrześcijańskich”, czyli „lajtowa wersja tradycjonalizmu”, którą to drogą – zdaniem dominikanina – próbuje iść większość polskich biskupów. Wartości te są prawdziwe i dobre, ale próba nawracania na nie świata prowadzi donikąd, bo świat rozumie je już po swojemu. Czwartą drogą jest tworzenie Kościoła-enklawy, czyli porzucenie wszelkich starań spotkania ze światem – „trochę jak amisze”. Ostatnia zaś to droga rezygnacji i obojętności.

Co ma zatem zrobić chrześcijanin, by iść drogą biblijną? Najpierw powinien zdetronizować w swoim życiu siebie, a w to miejsce wstawić Boga. Głosić kerygmat, czyli prawdę o Jezusie, który zbawia. Świadczyć o zbawieniu w swoim życiu i wprowadzać w życie społeczne wartości chrześcijańskie, ale na miarę swoich możliwości.

A jak sprawdzić, „czy twoje iście w poprzek temu światu jest ewangeliczne?”. Kaznodzieja podaje trzy kryteria: 1. Czy jesteś pokorny, czy – przeciwnie – są ludzie, którymi gardzisz? 2. Czy jesteś człowiekiem, który potrafi uznać, że błądzi? 3. Jakie są owoce twojego działania – czy ludzie się nawracają, przestają np. grzeszyć?

Wygląda na to, że właśnie taki program sam sobie wyznaczył o. Adam Szustak.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Na dywaniku u szefa episkopatu

Szustak unika bezpośrednich dyskusji. Nie godzi się na rozmowy z mediami. Owszem, chętnie odpowiada na zadawane mu w internecie pytania, ale tylko wtedy, gdy może je wybrać i przemyśleć. Być może chroni w ten sposób swój czas i unika rozproszeń. Unika też wyzwań.

Pomijając kilka wywiadów w dominikańskim miesięczniku „W drodze”, tylko raz zgodził się na rozmowę. Wybrał niewierzącego influencera o dużych zasięgach, Karola Paciorka. Rozmowa ukazała się w maju 2021 r. na kanale „Imponderabilia”. Wcześniej na swoim kanale Szustak wyjaśnił, że poważniejsze rozmowy muszą mieć odpowiedni klimat i zagwarantowane poczucie bezpieczeństwa. Co się udało w rozmowie z Paciorkiem, ale i zemściło: dominikanin tak swobodnie i bezpiecznie się poczuł, że przy komentowaniu tego, co polski Episkopat uznał za najważniejsze podczas wychodzenia z pandemii, powiedział: „No do k...y nędzy, w takim razie mi ręce opadają. (...) Ja nie mam już żadnej nadziei w tych gościach, skoro dla nich najważniejsze teraz jest to, żebyśmy wrócili do kościoła”.

Po emisji programu abp Stanisław Gądecki, ówczesny przewodniczący Episkopatu, zaprosił zakonnika na rozmowę. Opowiadając o tym spotkaniu – w jednym z kolejnych filmów – o. Szustak mówił, że przeprosił hierarchę i przyznał, że nieewangelicznie jest tracić nadzieję w kogokolwiek. Mówił także o znacznych różnicach w poglądach na to, co w dobie kryzysu Kościół powinien robić. To był kolejny zwrot w życiu dominikanina – postanowił nie liczyć na zmiany w Kościele, tylko samemu działać.

Zaproszenie na dywanik do Gądeckiego nie było jedynym efektem rozmowy z Paciorkiem. W czerwcu na konserwatywnym portalu „Christianitas” ukazał się „List zwykłych katolików do ojca Szustaka”, którymi okazali się byli subskrybenci „Langusty...”, zniesmaczeni poparciem, jakiego Szustak udzielił Szymonowi Hołowni w wyborach prezydenckich w 2020 r., oraz... głoszeniem przez dominikanina nadziei pustego piekła („Nie może ojciec zaprzeczyć, że Jezus ostro straszył piekłem!” – pisali).

Paciorek też go o to pytał. Chciał wiedzieć, czy Szustak nie mówi ludziom tego, co chcą usłyszeć, czyli innymi słowy, czy nie głosi „pluszowego chrześcijaństwa”? Jego pytanie współbrzmiało z diagnozą socjologów, że dominikanin zaciera znaczenie słów „postępowy” i „konserwatywny”. Wydaje się jednak, że o. Szustak dobrze wie, które tematy należą do doktryny Kościoła – i w nich jest „konserwatywny” – a które są z pogranicza czy wręcz z teologicznych rubieży – i w nich jest „postępowy”. 

Szustak okiem psychologa: – Moja znajomość z nauczaniem o. Szustaka zaczęła się bardzo źle. Kilkoro moich pacjentów dokonało samouszkodzenia po odsłuchaniu jego konferencji, skierowanej do osób samotnych. Twierdzili, że „pokazał im prawdę i odebrał nadzieję” – mówi „Tygodnikowi” Katarzyna Sikora, psycholożka i psychoterapeutka, specjalizująca się w terapii osób z tendencjami samobójczymi i dysregulacją emocji. – Natychmiast po powrocie do domu obejrzałam nagranie. Co zobaczyłam? Bardzo intensywny kontakt z uczestnikami. Miałam wrażenie, że o. Szustak mówi nie tylko wprost „do mnie”, ale „do nas”, tworząc na tę krótką chwilę coś w rodzaju wspólnoty. Rzuciły mi się w oczy nie tylko nadzwyczajne zdolności oratorskie, ale przede wszystkim bardzo silna osobowość. O. Szustak zna Prawdę i ma Rację. Bardzo trudno byłoby z nim dyskutować. I tutaj widzę problem.

– Wielu z nas pragnie przewodnika, który powie nam „jak jest” – kontynuuje Sikora. – Jeśli ta osoba mówi pewnie, dając jednoznaczną odpowiedź na nasze pytania, to czujemy się bezpiecznie prowadzeni. Możemy jednak poczuć się też postawieni przed wymaganiami, których nie sposób spełnić. Niezrozumiani w naszych wątpliwościach. Niezdolni i nieuprawnieni do dyskusji. Dlaczego moi pacjenci się uszkodzili? Usłyszeli, że w ich samotności nie ma dla nich nadziei i że muszą ją zaakceptować w ciągu dwóch miesięcy. Czy o. Szustak to powiedział? Nie do końca. Ale to właśnie usłyszeli: wymaganie nie do spełnienia. Czy kaznodzieja musi przejmować się każdym ze swoich słuchaczy? Nie. Ale z pacjentami czytałam potem przypowieść o zagubionej owcy.

Ksiądz, który słucha krytyki

We wspomnianej przez psycholożkę dwuczęściowej konferencji „Młodość mija, a ja niczyja” o. Szustak odwołuje się m.in. do kontrowersyjnej biblijnej opowieści o córce Jeftego, którą ojciec złożył w ofierze, dając jej wcześniej dwa miesiące na opłakanie swego dziewictwa. Konferencja nagrana została dawno – w lutym 2014 r. W tamtym okresie dominikanin posługiwał się ryzykowną metodą przykładania do życia literalnej wykładni Pisma Świętego. I rzeczywiście robił to z dużą pewnością siebie. Spotykała go za to krytyka. Ale gdy prześledzi się sposób jego mówienia w dłuższym okresie, widać, że krytyki słucha i zmienia pod jej wpływem podejście. Pokażę to na przykładzie, w którym „Tygodnik” miał swój udział.

Pod koniec 2016 r. o. Szustak opublikował film z serii Q&A (pytania i odpowiedzi) na temat homoseksualizmu. Przyznał, że długo się do niego przygotowywał. Jak się jednak okazało, zapoznał się wyłącznie z literaturą nieuznawaną w świecie nauki. Stąd dziwne tezy w filmie: dominikanin mówił o homoseksualizmie jako „ranie płciowej”, która rodzi się z „pustki płciowej i marzenia o męskości czy kobiecości”. Przekonywał, że wykreślenie homoseksualizmu z listy chorób przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w 1973 r. było działaniem politycznym i lobbystycznym, a nie naukowym.

Na stronie „TP” opublikowaliśmy wówczas komentarz dr. hab. Grzegorza Iniewicza, psychologa z UJ, który pokazywał, że o. Szustak mówi rzeczy szkodliwe i niezgodne z aktualnym stanem wiedzy. Sprowokowało to dużą dyskusję w internecie.

O. Szustak nie porzucił tematu. W jego kolejnych wypowiedziach widać, że nie chce wykraczać poza nauczanie Kościoła potępiające współżycie homoseksualne, ale z drugiej strony chce być maksymalnie empatyczny wobec homoseksualistów. W maju 2020 r. entuzjastycznie skomentował wydaną przez dominikańskie wydawnictwo „W drodze” książkę „Dlaczego nie nazywam siebie gejem” – świadectwo homoseksualisty, który zaakceptował swoją orientację jako niezmienną, ale chce żyć zgodnie z „Bożym planem dla siebie”, zachowując wstrzemięźliwość. Dominikanin przypomniał, że już kiedyś wypowiadał się na ten temat i wzbudziło to sporo sprzeciwu. „Od tamtego czasu dużo sobie myślę o tej dziedzinie” – przyznał. Przeciwstawił postawę autora książki swojemu własnemu dawnemu myśleniu (nie przyznając tego wprost) – „takiemu katolickiemu uładzonemu gadaniu o tym, że to jest tylko jakieś zamieszanie i można sobie to zanegować”.

W styczniu 2021 r. z kolei – powołując się na papieża Franciszka – opowiedział się za zabezpieczeniem ochrony cywilno-prawnej związków homoseksualnych. A kilka dni temu, w filmie „O Bogusi, co jej córka chłopcem się stała”, z cyklu „Historie potłuczone”, podczas których czyta otrzymane listy, mówił: „Ja w takich sytuacjach potrafię tylko być, tylko towarzyszyć. Bo nie mam żadnego innego pomysłu, żadnej innej odpowiedzi”. I dodał: „I też nie wiem, czy mam mieć”.

Z drugiej strony, trudno mu uwolnić się od popularnego wśród polskich księży przekonania, że walka o prawa dla osób LGBT to „lewicowe szaleństwo”, będące w istocie działaniem szatana. Nie dostrzega, że z taką insynuacją nie da się sensownie polemizować.

W każdym razie od kilku lat częstym refrenem w jego filmach zaczęły być słowa, które dawniej w ogóle się nie pojawiały: „Mogę się mylić”.

Opowieść o Bogu w codzienności

Wydaje się zatem, że tajemnica sukcesu o. Szustaka polega na tym, że potrafi pokazać bliskość Boga w codzienności. Odpowiada na religijne potrzeby młodych ludzi w sposób prosty, konkretny i od razu dostępny. Nie jest to zacieranie granicy między profanum i sacrum, jak sądzą socjologowie, ale wskazywanie, w przekonujący sposób, obecności sacrum w profanum

Czy celne? Na pewno ryzykowne – jak widzieliśmy – tam, gdzie codzienność mierzona jest zbyt literalnym odczytywaniem Biblii. Ale wypada dostrzec, że zwłaszcza ostatnio popularny kaznodzieja internetowy stara się niuansować swój przekaz. 

Jak więc można go określić – czy jest współczesnym prorokiem?

Pod wpływem zakonnych przełożonych zrezygnował z aspiracji bycia religijnym liderem i to chyba wyszło mu na dobre. Nie traktuje też siebie jako proroka, który słucha tylko Boga i głosi religijny przekaz, pozostając niewrażliwym na życiowe okoliczności. Szustak słucha także ludzi i chętnie przedstawia się jako ewangelizator głoszący Dobrą Nowinę na największej ambonie świata, czyli w internecie. I w istocie nim jest.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Milion wiernych ojca Szustaka