Czy Bóg zasługuje na miłosierdzie? To może być najważniejsza religijna kwestia

Czy to nie jest doświadczenie wielu dorosłych dzieci? I bardzo trudne wyzwanie: zdobycie się na miłosierdzie w konkretnej sytuacji rodzinnej.
Czyta się kilka minut
Portret Jezusa Miłosiernego utworzony z 15 tys. zdjęć wiernych, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, lipiec 2016 r. // Fot. Piotr Guzik / Forum
Portret Jezusa Miłosiernego utworzony z 15 tys. zdjęć wiernych, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, lipiec 2016 r. // Fot. Piotr Guzik / Forum

Kult Bożego miłosierdzia osiągnął swój szczyt za pontyfikatu Jana Pawła II. Podczas kanonizacji siostry Faustyny w 2000 r. papież ogłosił, że w pierwszą niedzielę po Wielkanocy Kościół będzie czcić ten najważniejszy Boski przymiot. Wydawać by się mogło, że wszystko, co ważne, zostało już o miłosierdziu powiedziane. Zobaczmy. 

Archetypiczną opowieścią wskazującą, na czym polega miłosierdzie, jest ewangeliczna przypowieść o synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32). Ilekroć ten fragment Biblii jest odczytywany podczas liturgii, wzrusza nas postawa ojca. Komentarze zwykle skupiają się na krytyce młodszego brata, który przez rozrzutne życie marnuje majątek otrzymany od ojca. 

Doświadczając nędzy, dochodzi do przekonania, że ponieważ roztrwonił ojcowskie dziedzictwo, nie może się uważać już za syna, dlatego chce wrócić jako najemnik. 

Opowieść sugeruje, że to sprawiedliwe. Tymczasem ojciec okazuje zaskakującą hojność – nie tylko nie przestaje go traktować jak syna i dziedzica (każe przynieść najlepsze ubranie, pierścień na rękę i sandały), ale też z okazji jego powrotu organizuje ucztę. Co wzbudza gniew w starszym synu, który wiernie trwał przy ojcu i uważa postępowanie rodzica za niesprawiedliwe. 

I taką rolę pełni w tej opowieści – ma podkreślić hojność miłości ojca wykraczającej poza to, co jedynie sprawiedliwe. 

Jan Paweł II i przełom w kulcie Bożego miłosierdzia

Taka jest kanoniczna interpretacja przypowieści o synu marnotrawnym. Ale można ją przekroczyć i dostrzec w ewangelicznym tekście nie tylko opowieść o miłosierdziu, ale także o narodzinach ojcostwa, czy wręcz – odwołując się do teologicznej analogii – o narodzinach miłosiernego Boga. Okazuje się, że możemy mówić również o okazywaniu miłosierdzia wobec samego Boga. 

Najpierw jednak spójrzmy, jak przypowieść interpretuje Jan Paweł II w encyklice „Dives in misericordia” z 1980 r. To jego druga encyklika, ale też pierwsza w historii Kościoła poświęcona Bożemu miłosierdziu (o którym Jan Paweł II pisze jako o „najwspanialszym przymiocie Stwórcy”). Napięcie pomiędzy miłością Boga do ludzi a Jego sprawiedliwością dostrzeżono już w średniowieczu (św. Anzelm z Canterbury) i próbowano godzić – z różnym skutkiem. 

Jak poradził sobie Jan Paweł II?

Z jednej strony papież zauważa, że Jezus – oddając za nasze grzechy swoje życie – wyrównał rachunek sprawiedliwości. Jan Paweł II pisze, że „jest to wręcz jakiś »nadmiar« sprawiedliwości, gdyż grzechy człowieka zostają »wyrównane« ofiarą Boga-Człowieka”. Z drugiej – wskazuje, że człowiek posiada godność obrazu Bożego, której nie traci nawet wtedy, gdy dokonuje zła. Ze względu na tę stałą godność okazanie człowiekowi miłosierdzia nie sprzeciwia się sprawiedliwości, tylko jest mocniejszym jej wypełnieniem. 

„Autentyczne miłosierdzie jest jakby głębszym źródłem sprawiedliwości” – pisze papież. „W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” – dopowiada.

Historia siostry Faustyny: wizje, „Dzienniczek” i zakaz Watykanu

Uporowi i konsekwencji Jana Pawła II zawdzięczamy, że w Kościele wprowadzono kult Bożego miłosierdzia. Ale jego zaistnienie to sprawa bogatego życia religijnego zakonnicy, której wykształcenie ograniczało się do trzech klas szkoły powszechnej. Siostra Faustyna Kowalska (urodzona w 1905 r. w Głogowcu koło Łodzi, zmarła w 1938 r. w Krakowie) na polecenie spowiedników spisywała swoje wizje i rozmowy z ukazującym się jej Jezusem. 

Wielokrotnie domagał się on wprowadzenia w Kościele kultu Bożego miłosierdzia, którego elementami miały być koronka do Bożego miłosierdzia, obraz „Jezu, ufam Tobie”, godzina miłosierdzia i święto obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Najtrudniejsze okazało się wprowadzenie tego ostatniego elementu – święta Bożego Miłosierdzia. 

Po raz pierwszy z prośbą o ustanowienie takiego święta zwrócił się do Watykanu polski Episkopat w 1946 r. Na jego czele stał wówczas kard. August Hlond, który był – jak pisze Ewa Czaczkowska w książce „Siostra Faustyna. Biografia świętej” – „przychylny kultowi Bożego miłosierdzia”. Jego następca – kard. Stefan Wyszyński – był już innego zdania. Prymasowi Tysiąclecia zależało bardziej na rozwoju pobożności maryjnej, a nie wspieraniu „konkurencyjnego” kultu.

Szybko rozwijającym się w Polsce kultem zainteresowało się Święte Oficjum (poprzedniczka dzisiejszej watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary), które w 1957 r. poprosiło kard. Wyszyńskiego, by zapytał o zdanie pozostałych biskupów. Ich opinia była negatywna, dlatego watykańska dykasteria w 1959 r. wydała zakaz rozpowszechniania obrazu i pism propagujących nabożeństwo do miłosierdzia Bożego w formach przedstawionych przez siostrę Faustynę. 

Pozostawienie lub nie w kościołach obrazów „Jezu, ufam Tobie” uzależniono od „roztropności biskupów”. Decyzja Watykanu została odwołana dopiero w 1978 r. na prośbę ówczesnego krakowskiego metropolity kard. Karola Wojtyły

Starania Wojtyły i spory teologów

Wojtyła już w latach 60. XX wieku zainteresował się kultem Bożego miłosierdzia i mimo watykańskiej notyfikacji rozpoczął, jako biskup krakowski, starania o beatyfikację siostry Faustyny. Na ołtarze wyniósł ją już sam, jako papież, w 1993 r. (siedem lat później dokonał jej kanonizacji).

Ciekawe były spory teologów o kult Bożego miłosierdzia w trakcie procesu beatyfikacyjnego. O teologiczną analizę „Dzienniczka” Wojtyła poprosił wybitnego krakowskiego dogmatyka ks. Ignacego Różyckiego. Ten początkowo kategorycznie odmówił – uważał, że Faustyna „była ofiarą halucynacji na podłożu histerii, zatem nie tylko jej rzekome objawienia były pozbawione wszelkiej wartości religijnej, ale tym samym heroiczność jej życia – to sprawa przegrana” (cytuję za Czaczkowską). 

Zmienił zdanie, gdy z ciekawości zaczął przewracać kartki „Dzienniczka”, którego lektura całkowicie go pochłonęła.

Sens kultu Bożego miłosierdzia podważał też nestor polskich teologów, rektor KUL, ks. Wincenty Granat. Pisał, że Bóg ma liczne ważne przymioty i każdy zasługuje na kult. Więc wyróżnianie tylko jednego „prowadziłoby do jakiegoś zaciemnienia jedności Boga”. Ks. Różycki replikował: „Bóg jest nie tylko mądry, ale jest Mądrością; jest nie tylko wszechmocny, ale jest Wszechmocą (…) nie tylko jest miłosierny, ale jest Miłosierdziem”. Takie podejście w żaden sposób nie rozmywa Jego jedności.

Czaczkowska uważa, że pisząc encyklikę „Dives in misericordia”, Jan Paweł II wbrew powszechnej opinii nie znał całości „Dzienniczka”. Zapoznał się z nim dopiero po zamachu z 13 maja 1981 r. „To pokazuje, że przekonanie o roli Bożego miłosierdzia rosło w nim niezależnie od objawień siostry Faustyny” – komentuje biografka.

Nowa interpretacja przypowieści o synu marnotrawnym

Wróćmy do ewangelicznej przypowieści. Opowieść zaczyna się od prośby młodszego syna skierowanej do ojca, by przekazał mu część majątku, która mu przypada. Zwykle nie zastanawiamy się, co mogło tę prośbę motywować. Odruchowo zakładamy, że pięknoduchostwo, brak dojrzałości, próżność. Czyżby? 

Zapytajmy jednak, co może kryć się za tym, że dziecko żąda przekazania mu już za życia rodzica jego części spadku i chce wybrać się w daleką podróż? Prawdopodobnie to, że nie zamierza już wrócić. Zrywa kontakt z rodzicem. Nie chce go znać. Dlaczego? 

Odpowiedź może przybliżyć spojrzenie na relację starszego syna z ojcem. Wsłuchajmy się w jego pretensję: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi”. 

To wstrząsające wyznanie! Okazuje się, że między ojcem a synem funkcjonuje komunikowana za pomocą poleceń relacja przypominająca stosunek pracodawcy do najemnika. Bije z niej chłód. Syn nigdy nie doświadczył ojcowskiej hojności, którą mógłby się cieszyć, żadnego gestu miłości. Nie wie nawet, co ojciec o nim myśli.

Teraz popatrzmy na reakcję ojca – pełną bliskości i ciepła. „Moje dziecko – odpowiada ojciec – ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. Czy to się nie kłóci z naszą interpretacją? A może jesteśmy świadkami niezwykłej chwili – wyznania miłości ojca wobec dorosłego już syna. Wypowiedziane zostały słowa prawdziwie ojcowskie. Czy po raz pierwszy? Wygląda na to, że tak. Mamy zatem do czynienia właściwie z narodzinami ojcostwa.

Dlaczego to starszy syn jest głównym bohaterem

Teraz łatwiej jest nam rozumieć zachowanie ojca wobec młodszego syna, który próbował zerwać z nim kontakt – ojcowskie wyczekiwanie oraz podszytą wyrzutami sumienia tęsknotę i radość z odzyskania syna. Choć taka psychologiczna interpretacja osłabia wymowę „ojcowskiego gestu miłosierdzia”, to jednak przypowieść nie zmienia swego tematu – nie przestaje być przypowieścią o miłosierdziu. 

Tyle że jego adresatem nie jest już młodszy syn. Spójrzmy: opowieść urywa się po tym, jak ojciec daje odpowiedź starszemu synowi. Tak naprawdę to on jest tu głównym bohaterem. Nie wiemy, jak ostatecznie zareaguje. Na jego decyzji wszystko zostaje zawieszone. Czy ojciec go przekonał i wejdzie na ucztę zorganizowaną z okazji powrotu młodszego brata? Czy odejdzie, zamknięty w zgorzknieniu niespełnionej miłości synowskiej? To przed nim stanęła możliwość okazania miłosierdzia – ojcu. 

Owo zawieszenie ewangelicznej narracji zmusza nas do zadania sobie pytania: co ja uczyniłbym na miejscu starszego syna? 

W ten sposób stajemy w sytuacji okazania możliwego miłosierdzia, które nie jest łatwe i oczywiste. Na własnej skórze możemy to poczuć. To decyzja, która nas zmieni, bo wymaga wysiłku przebaczenia. Wybaczenia lat życia bez świadomości rodzicielskiej miłości, bez doświadczania jakichkolwiek gestów, które by o tej miłości świadczyły.

Czy to nie jest bardzo realistyczne doświadczenie wielu dorosłych dzieci? I bardzo trudne wyzwanie: zdobycie się na miłosierdzie w konkretnej sytuacji rodzinnej?

Czy można okazać miłosierdzie Bogu?

W ten sposób dotarliśmy na inny poziom miłosierdzia – powszechnie wygłaszana kanonicza interpretacja ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym nie jest w stanie tu nas zaprowadzić. Ale czy z nowej perspektywy jest jakiś pożytek teologiczny? Czy pozwala ona na odniesienie powyższych wniosków do Boga?

Jak najbardziej! Bóg Stwórca wszystkiego w pewnym sensie za wszystko odpowiada. A wiemy, że w świecie obecne jest zło. 

Czy odpowiada także i za nie? Najbardziej precyzyjnie pytanie to postawił już w starożytności Epikur w swoim słynnym paradoksie o Bożej wszechmocy: czy Bóg chce zapobiegać złu, lecz nie może? Nie jest zatem wszechmocny. Czy może, ale nie chce? Jest więc niemiłosierny. Czy może i chce? Skąd zatem zło? Czy nie może i nie chce? Dlaczego więc nazywać go Bogiem? (Próbę rozstrzygnięcia zagadki Epikura podjąłem w tekście „Po co nam diabeł”, opublikowanym w „TP” nr 50/2022). 

Niezależnie od tego, w jaki sposób rozstrzygniemy ten paradoks, prędzej czy później dotknie nas w życiu jakieś zło (o ile już nie dotknęło) i pojawi się pytanie o Bożą za nie odpowiedzialność. Dlaczego mnie to spotyka? Gdzie byłeś? Czemu milczysz? Choć zwykle pytania te pozostaną bez odpowiedzi, w praktyce życiowej wymagają poradzenia sobie z nimi. Zdobycie się na gest okazania Bogu miłosierdzia jest takim sposobem, choć proces dojrzewania do tego może trwać długo.

Odważna teologia zła

Teolog oponowałby. To groteskowa sytuacja – powie – gdy stworzony pył ma rozsądzać o miłosierdziu wobec Stwórcy! 

A jednak miłosierdzie to boski gest. Okazując go Bogu, rzeczywiście stajemy wobec Niego jak równy z równym. Co zakrawałoby na głupotę graniczącą z bluźnierstwem, gdyby nie ubóstwienie naszego człowieczeństwa we wcieleniu Jezusa Chrystusa. Zresztą już w Starym Testamencie powiedziane jest: „Ja rzekłem: bogami jesteście” (Ps 82). Jezus cytuje ten psalm w polemice z tymi, którzy oskarżali go właśnie o bluźnierstwo.

Przypomnijmy, że o takiej możliwości wspominał także ks. Józef Tischner w jednym ze swoich ostatnich tekstów („Maleńkość i jej Mocarz”), choć nie rozwinął tego tematu. „Siostra Faustyna stwarza wyzwania niełatwe. Zrozumieć Boga w Jego miłosierdziu. Zrozumieć człowieka jako istotę, której potrzebne jest miłosierdzie. Być miłosiernym dla siebie, dla bliźnich, a nawet dla Boga” – pisał. 

Przemiana obrazu Boga: od surowego sędziego do miłosiernego Ojca

Okazując Bogu miłosierdzie, realizujemy w sobie Jego obraz. Nie czynimy tego z siebie, z własnej nędzy, tylko z tego, co jest w nas z Niego. Parafrazując stwierdzenie św. Pawła z Listu do Kolosan, można powiedzieć, że tym samym dopełniamy braki Bożej miłości i miłosierdzia. Ma to też ten religijny skutek, że wznosimy się na nowy poziom relacji z Bogiem: Jego miłość może zacząć w nas działać, uwolniona z więzów nakładanych przez nasze religijne rozczarowania i zawody.

Jeśli trzymać się powyższej analogii, wygląda na to, że opowieść o synu marnotrawnym ostatecznie okazuje się mówić o narodzinach Boga pełnego miłości i delikatności. Bóg zasad, pojmowany jako surowy strażnik sprawiedliwości, traktujący ludzi jak najemników zobowiązanych wypełniać nakładane na nich wymagania, przemienia się w prawdziwego Ojca.

Jest to przemiana mentalna w naszym traktowaniu Boga. Perykopa o synu marnotrawnym to narracja inicjacyjna. Na koniec zauważmy, że zaproponowane przeze mnie odczytanie tej ewangelicznej przypowieści zbiega się w tym miejscu z interpretacją zwyczajową: Bóg jest miłosierdziem. Także w nas. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Miłosierdzie wobec Boga