Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Homoseksualizm – spór na bezdrożach

Homoseksualizm – spór na bezdrożach

13.02.2017
Czyta się kilka minut
W trwającej w katolickich mediach dyskusji nad homoseksualizmem najważniejszą kwestią stało się to, czy pochodzi on z „natury” i jest „wrodzony”. Problem w tym, że nie wiadomo, co miałoby to znaczyć.
Homoseksualizm – spór na bezdrożach
N

Niedawno w głośnym internetowym wykładzie dominikanin Adam Szustak – jak trafnie podsumował jezuita Jacek Prusak na portalu Deon.pl – podzielił doniesienia naukowe na te, które zgadzają się z jego tezą, że homoseksualizm nie jest wrodzony, oraz te, które są nierzetelne i zostały zmanipulowane przez „homopropagandę”. Wcześniej na łamach „Tygodnika” nad teologicznymi konsekwencjami wrodzoności homoseksualizmu  zastanawiał się Artur Sporniak  w tekście „Natura, ale która?”. Po wykładzie o. Szustaka w dyskusji wzięli udział kolejni autorzy, ale istota sprawy właściwie pozostała ta sama: wrodzoność homoseksualizmu.

Obie strony zdają się rozumować następująco: ludzka natura została stworzona przez Boga. Jeżeli w tej naturze byłoby miejsce na homoseksualizm jako cechę wrodzoną, to Bóg nie powinien mieć nic przeciwko związkom jednopłciowym – tak samo jak nie ma nic przeciwko „naturalnym” związkom heteroseksualnym. Biblia głosi jednak coś zupełnie innego.

To dlatego o. Szustak dokonuje karykaturalnej psychoanalizy, zapewniając, że skłonności homoseksualne nie są wrodzone, tylko biorą się z „braku wzorca męskości lub kobiecości” w dzieciństwie i związanego z tym doświadczenia „pustki płciowej”. Zaś Artur Sporniak zastanawia się nad alternatywnym rozwiązaniem: skoro nauka przekonuje, że orientacji homoseksualnej się nie wybiera, to może Bóg stworzył homoseksualizm jako „alternatywną wersję ludzkiej natury” i wcale nie potępia zachowań homoseksualnych?

W jednym i drugim podejściu odbija się głośnym echem teologiczna koncepcja prawa naturalnego, która głosi, że wystarczy obserwować przyrodę – m.in. seksualną komplementarność mężczyzny i kobiety, z której bierze się nowe życie – by odczytać uniwersalne prawdy moralne. Jedna strona podkreśla, że zachowania homoseksualne nie pozwalają przekazywać życia, dlatego związki homoseksualne naruszają pewien naturalny porządek. Druga przekonuje, że orientacji seksualnej się nie wybiera, więc i na nią musi być miejsce w „ludzkiej naturze”.

Pomiędzy faktem a powinnością

Z punktu widzenia obecnej katolickiej doktryny  rozważania Artura Sporniaka pachną rewolucją (lub jak wolą niektórzy: „homoherezją”). Emocje studzi przywołanie przez Jacka Prusaka filozoficznej koncepcji gilotyny Hume’a, która odcina sferę faktów od sfery powinności, czyli mówi, że z tego, jak jest, nie można wyprowadzić wniosku, jak powinno być. Posłużmy się przykładami: z tego, że ludzie najczęściej wiążą się w pary, nie wynika logicznie, że powinni zawierać małżeństwa, a nie tworzyć wieloosobowe albo wyłącznie przelotne związki. Podobnie jak z tego, że niektórzy ludzie odczuwają pociąg seksualny do przedstawicieli własnej płci, nie wynika logicznie, że powinni zawierać jednopłciowe małżeństwa. Moralność wymaga dodatkowych uzasadnień.

Aby dojść do wniosku, że małżeństwa jednopłciowe są moralnie nienaganne, musimy przyjąć jakieś dodatkowe założenie: np. takie, że moralnie słuszne jest to wszystko, co nie wyrządza innym krzywdy. Aby dojść do przeciwnego wniosku, możemy np. przyjąć, że moralne jest wszystko to, co jest akceptowane przez Boga (zakładając, że wiemy, iż Bóg nie akceptuje zachowań homoseksualnych – a to w gruncie rzeczy istota sporu).

Homoseksualizm przestał być traktowany jako zaburzenie psychiczne, ponieważ ustalono, że taka orientacja sama w sobie nie wiąże się z żadnym dyskomfortem psychicznym, zaburzeniem poznawczym czy cierpieniem (o ile została zaakceptowana, a dana osoba nie spotyka się ze stygmatyzacją ze strony otoczenia). Z tego powodu Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, uznając, że zaburzenie psychiczne z definicji musi wiązać się z jakimś dyskomfortem lub zaburzeniem funkcjonowania, w 1971 r. usunęło homoseksualizm ze swojej klasyfikacji chorób psychicznych i zaburzeń osobowościowych (z tzw. DSM-II). Konserwatywne środowiska uznały tę decyzję za motywowaną względami ideologicznymi (jak kto woli – działaniem „homopropagandy”).

Ucieczka spod gilotyny

Ostrze Hume’owej gilotyny można nieco stępić, odwołując się chociażby do zasady „powinność zakłada możliwość”, która w przybliżeniu mówi, że nie można od nikogo wymagać heroizmu. Jeżeli jednak nie uznamy, że wstrzemięźliwość seksualna jest aktem heroizmu, to możemy zupełnie pominąć tę kwestię. Można też jednak sugerować, że wiedza o faktach powinna przynajmniej wyznaczać ogólne ramy moralności: na przykład skoro wiemy, że tortury wywołują cierpienie, to nasz system moralny powinien zabraniać stosowania tortur.

Sporniak zdaje się iść podobnym tropem. Zastanawia się, czy skoro homoseksualizm w klasyfikacji psychiatrycznej nie jest już zaburzeniem, a jedynym sposobem, by osoby homoseksualne doświadczyły odwzajemnionej miłości, szczęścia i spełnienia, jest zbudowanie przez nie związku z osobą tej samej płci, to może chrześcijaństwo powinno uznać związki homoseksualne za akceptowalne moralnie. To całkiem uczciwe postawienie sprawy.

Filozofowie w takim powiązaniu dobra moralnego z działaniami, które zwiększają subiektywne poczucie szczęścia czy komfort psychiczny, doszukają się jednak błędu naturalistycznego (sformułował go filozof G.E. Moore, przestrzegając przed definiowaniem dobra moralnego w kategoriach naturalistycznych – np. psychologicznych). Nad ideą błędu naturalistycznego, jak nad każdą koncepcją filozoficzną, można dyskutować – są autorzy, którzy ją całkiem odrzucają. Robi to np. Sam Harris w książce „Pejzaż moralny”. Próbuje w niej zbudować „empiryczną naukę o moralności”, opierając ją na pozornie mierzalnym pojęciu „dobrostanu”. Problem z koncepcją Harrisa polega na tym, że dobrze działa ona jedynie w bardzo oczywistych przypadkach – takich jak stosowanie tortur. Ale przekonanie, że nauka pomoże rozstrzygać wszystkie dylematy etyczne (wskazując, jakie zachowanie służyć będzie zwiększeniu dobrostanu jednostek albo jakie prawo zwiększać będzie globalny dobrostan społeczeństwa), to nawet nie jest pobożne życzenie – to już czysta fantazja.


Przeczytaj także:

Kościół o homoseksualizmie - Uczniowie Chrystusa mają wyróżniać się w świecie poprzez szczególną miłość bliźniego, a nie niechęć do jakiejkolwiek grupy społecznej - mówi w rozmowie z Arturem Sporniakiem Zbigniew Nosowski.


 

W zdrowym duchu zdrowe ciało

Osoby o konserwatywnym nastawieniu ze stanowiskiem Sporniaka mogą polemizować równie łatwo. Choćby wskazując, że wejście w jednopłciowy związek pozwala homoseksualistom osiągnąć wyłącznie pozorne szczęście. Jednocześnie przekreśla szanse na prawdziwe szczęście w życiu wiecznym. Hume wcale nie żartował – moralność naprawdę wymaga czegoś więcej niż fakty.

Choć nie przekonuje mnie tak beztroskie odrzucenie gilotyny Hume’a, uważam, że Sporniak stawia pytania, z którymi teologia chrześcijańska musi się dziś zmierzyć – to kwestia uczciwości intelektualnej. Podejrzewam, że o. Szustak i jego zwolennicy zadają sobie podobne pytania i sami nie potrafią do końca zrozumieć, dlaczego Biblia potępia zachowania homoseksualne. Dlatego zaczynają węszyć naukowe spiski i tropić ideologów gender, albo doszukiwać się jakichś obiektywnych „wad towarzyszących” homoseksualizmowi.

Na przykład ks. Dariusz Oko i Tomasz Terlikowski podkreślają, że homoseksualiści żyją krócej. To byłby rzeczywiście wyborny argument (o ile jest prawdziwy), gdyby dyskusja dotyczyła tego, czy związki homoseksualne są niezdrowe. Ale, gdyby ktoś zapomniał, mówimy raczej o tym, czy są grzeszne (niemoralne). Pamiętam oczywiście, że zdrowie jest wartością i porządny chrześcijanin powinien o nie dbać, ale jestem pewien, że akurat Terlikowski dostrzega różnicę między czynem homoseksualnym a zjedzeniem porcji frytek.

Pojęcia po przejściach

Przyjrzyjmy się jeszcze drugiemu wielkiemu źródłu zamieszania w tej dyskusji. Są nim dwa niejasne pojęcia: „natury” i „wrodzoności”.

Filozofowie i psycholodzy lubią roztrząsać tzw. problem „natura – kultura”, który na gruncie biologii może przyjąć postać dylematu „geny czy środowisko”. Proste cechy fizyczne – takie jak kolor oczu, grupa krwi czy kolor włosów – mają dominujący komponent genetyczny: biologom udaje się nawet wskazać fragmenty łańcucha DNA (konkretne geny), które decydują o tym, jaką grupę krwi będziemy mieli. Z cechami psychicznymi problem jest o wiele bardziej złożony: nikt nie wątpi, że mają one podłoże w budowie i funkcjonowaniu jakiegoś obszaru mózgu, ale ta budowa i funkcjonowanie zależą nie tylko od wielu genów, ale także od środowiska, które wpływa na ekspresję każdego z tych genów. Dlatego w przypadku cech złożonych możemy wyłącznie posługiwać się zgrubnymi szacunkami: podawać, że w jakimś stopniu wpływają na nie geny, a w jakimś – środowisko.

Przy czym trzeba pamiętać, że geny zawsze funkcjonują w kontekście środowiska. Nawet jeżeli w przypadku jakiejś cechy nie widać efektu środowiskowego, to o genach nie powinno się myśleć jako o czymś, co wywołuje „absolutne” efekty.

Wyobraźmy sobie, że istnieje gatunek jaskiniowych lwów żyjących w całkowitych ciemnościach, u których czasem występuje gen PCC. Ten gen odpowiada za wyrastanie niewielkiego poroża, ale do jego ekspresji dochodzi wyłącznie wtedy, gdy dany osobnik faktycznie żyje w całkowitych ciemnościach. Gdybyśmy również żyli pod ziemią czy w jaskiniach i nigdy nie wynaleźli oświetlenia ani nie wyszli na słońce, uznalibyśmy, że poroże jaskiniowych lwów to cecha całkowicie genetyczna (osobniki z genem PCC miałyby poroże, a te pozbawione tego genu nie, niezależnie od warunków środowiskowych, w których by żyły). Z kolei gdybyśmy żyjąc na powierzchni odkryli jaskiniowe lwy i przeprowadzili eksperyment, w którym jednojajowe bliźnięta (z genem PCC) tego gatunku zostałyby rozdzielone i jedno z pary zostało wychowane pod ziemią (w ciemnościach), zaś drugie było wystawione na słońce, to w wyniku naszego eksperymentu u jednego z bliźniąt pojawiłoby się poroże, a u drugiego nie. Wtedy uznalibyśmy poroże za cechę zależną także od środowisk.

„Metafizyczne” przeciwstawianie genów środowisku nie ma większego sensu – to raczej dwie strony tej samej monety. Istnieje pokusa, by stworzoną i akceptowaną przez Boga „ludzką naturę” po prostu utożsamić z naszymi genami (nie oparł się jej o. Szustak, podkreślając, że nie istnieje gen homoseksualizmu, tak jakby to zamykało całą dyskusję), ale to tylko pozorne rozwiązanie. W takim przypadku należy jeszcze bowiem wyjaśnić, komu Bóg oddał władzę nad środowiskiem (które zmienia się, a zmiany wpływają na ekspresję genów) i jak całe rozumowanie ma się do chorób genetycznych (a nie ma niczego bardziej „z natury” i bardziej „wrodzonego” niż choroba genetyczna).


Przeczytaj także:

Homoseksualizm: temat na nowy sobór.

Przyszłość według mnie będzie zatem taka: Magisterium odejdzie od literalnej lektury Biblii w sprawie homoseksualizmu, rozwinie nauczanie – stanie się ono bardziej zniuansowane, będzie lepiej odpowiadać na ważne życiowo pytani osób homoseksualnych - pisze Artur Sporniak.


Wcale nie mniej problemów mamy z pojęciem „wrodzoności”, którego także nie da się sprowadzić do tego, co zakodowane jest w naszym DNA. Dlaczego? Dzieci kobiet, które w okresie ciąży spożywały alkohol (albo zażywały niektóre leki), mogą się urodzić obciążone różnymi deformacjami lub upośledzeniami. Nie ma wątpliwości, że dla takich dzieci będą to cechy wrodzone, choć nie są one zakodowane w genach, tylko wywołane „czynnikiem środowiskowym” – kontaktem ze szkodliwymi substancjami w okresie płodowym (choć jednocześnie to pewne geny czynią dzieci podatnymi na wpływ takich substancji).

Może więc wrodzony to po prostu obecny od urodzenia? Jeśli tak, to musimy uznać na przykład, że męski zarost nie jest cechą wrodzoną, bo pojawia się dopiero w okresie dojrzewania. Co więcej, takie postawienie sprawy w kontekście dyskusji nad homoseksualizmem niczego nie rozwiązuje: noworodek nie ugania się jeszcze za dziewczynami albo chłopcami. Na tym etapie rozwoju trudno mówić o orientacji seksualnej. Zaliczanie do cech wrodzonych tylko tych obecnych u noworodków prowadziłoby do innych absurdów: musielibyśmy się zgodzić, że wcześniaki posiadają mniej cech wrodzonych niż dzieci urodzone w dziewiątym miesiącu ciąży. A może wrodzone cechy to po prostu te, które występują w dziewiątym miesiącu od zapłodnienia? Filozofka i neurobiolożka Patricia Churchland niewątpliwie ma rację, gdy pisze, że „wrodzoność to pojęcie po przejściach”.

Przydarzanie się

Nie ma więc prostego przełożenia teologicznego pojęcia „ludzkiej natury” na pojęcia „genów” czy „wrodzoności”. Trzeba o tym pamiętać, podchodząc do naukowych publikacji dotyczących homoseksualizmu. Autorzy cytowanego przez Jacka Prusaka systematycznego opracowania wyników wielu badań (J. Bailey et al. „Sexual Orientation, Controversy, and Science”, 2016) piszą wprost, że komponent genetyczny homoseksualizmu prawdopodobnie istnieje, ale najprawdopodobniej nie jest dominujący. To oznacza, że w grę wchodzą przede wszystkim „czynniki środowiskowe”. Jednak one wcale nie muszą oznaczać Szustakowego „braku wzorca męskości w wychowaniu” – nie muszą to być żadne okoliczności społeczne, tylko chociażby czynniki działające jeszcze przed narodzinami dziecka. Na przykład wpływ hormonów lub pewnych antygenów występujących w organizmie matki (czy to dalej „z natury?”). Warto podkreślić, że mimo ograniczonej roli czynników genetycznych ci sami naukowcy nie mają wątpliwości, że orientacja homoseksualna nie jest czymś, „co się wybiera”, tylko czymś, „co się przytrafia”.

Uczciwe przyznanie, że „homoseksualizm się przydarza”, a nie „jest wybierany” ani nie „pojawia się z czyjejś winy”, nie musi jednak oznaczać akceptacji związków homoseksualnych – przypomina nam o tym gilotyna Hume’a. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nauka nigdy nie głosi prawd ostatecznych. Cytowany raport opiera się na dotychczasowych badaniach. Nie można całkowicie wykluczyć (choć ociera się to o science fiction), że nauka kiedyś znajdzie jakieś wyraźnie zewnętrzne wobec biologii człowieka przyczyny homoseksualizmu (np. jakąś grupę bakterii albo... emitujące nieznane nam promieniowanie poroża jaskiniowych lwów). Ale fakt, że trzeba o tym pamiętać, nie oznacza jeszcze, że warto na to wszystko czekać. Coś takiego może nigdy nie nastąpić.

Również dlatego, że naukowcom nie wszystko wolno. Nikt nie przeprowadzi eksperymentu, który jednoznacznie zmierzy, jaką rolę w kształtowaniu orientacji seksualnej u dzieci odgrywają traumatyczne doświadczenia, bo po prostu nikt o zdrowych zmysłach nie podda dzieci takiemu doświadczeniu w warunkach kontrolowanych. W tej sytuacji skazani jesteśmy na częściową niewiedzę o społecznych wpływach na kształtowanie się orientacji seksualnej. Nie zwalnia to oczywiście nikogo, także o. Szustaka, z obowiązku, by danymi pochodzącymi z nauki posługiwać się rzetelnie. A jak podkreślają autorzy cytowanego raportu – dostępne dane nie wskazują na to, by orientacja seksualna była przyczynowo zależna od okoliczności społecznych, wliczając w to relacje z rodzicami i kwestie wychowawcze.

Naukowe konwencje

Można jednak iść dalej. W filozofii nauki wyróżnia się takie stanowisko jak antyrealizm naukowy. Mówi ono, że pojęcia, którymi posługuje się nauka: kwarki, geny czy orientacja seksualna – są po prostu „użytecznymi fikcjami”, a nie odnoszą się do czegoś naprawdę obecnego w strukturze świata. Ktoś, kto chciałby stosować ten argument do homoseksualizmu, mógłby powiedzieć, że nauka sugeruje, iż orientacja homoseksualna jest czymś „naturalnym”, bo posługuje się taką, a nie inną siatką pojęciową. Można spekulować, że lepsza konceptualizacja tego zjawiska nie rodziłaby żadnych problemów teologicznych.

Jednak jeśli przyjmuje się antyrealizm naukowy, to warto o tym mówić wprost. Nad tym zagadnieniem prowadzi się bowiem poważne dyskusje (np. można mu przeciwstawiać trudny do odparcia „argument z cudu”: jeśli nauka posługuje się fałszywym obrazem świata, to dlaczego odnosi tak wielkie sukcesy w wyjaśnianiu zjawisk, przewidywaniu zjawisk i unifikacji teorii?), a nie oskarża fizyków o to, że ich badania sponsoruje „lobby kwarkowe” i że dali się porwać zgubnej ideologii quantum (mechanics).

Inna sprawa, że „argument z cudu” najbardziej przekonuje w naukach przyrodniczych. W naukach społecznych dysponujemy słabszymi przewidywaniami oraz teoriami, które nie są dobrze zunifikowane (świetnie to widać w psychologii) – zgodziłbym się więc, że sukcesy nauki nie są tutaj aż tak spektakularne, by musiały być cudownym zbiegiem okoliczności, gdybyśmy posługiwali się błędną siatką pojęciową. Również dlatego (pomijając już gilotynę Hume’a) nie przekonuje mnie porównanie Artura Sporniaka, który twierdzi, że dyskusja o gender przypomina sprawę Galileusza, czyli że Kościół staje tutaj wyraźnie przeciwko nauce, i kiedyś się to na nim zemści. Obieg Ziemi wokół Słońca to dość prosty fakt empiryczny, zaś w psychologii zawsze będziemy skazani na mniej lub bardziej konwencjonalne konceptualizacje (np. takie, a nie inne zdefiniowanie pojęć „zdrowie” czy „zaburzenie psychiczne”).

Bardziej konserwatywni chrześcijanie zawsze będą mogli przytoczyć gilotynę Hume’a oraz antyrealizm naukowy jako argumenty przeciwko większym zmianom w doktrynie dyktowanym postępem naukowym – i nawet nie będą się musieli dopuszczać naukowych przekłamań. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Miałbym pytania do o.Szustaka, ale gdy czytam jak ten człowiek zaprzecza nauce i, jednocześnie, wspiera się "duchem świętym" (kto mu podskoczy - wiara jest legalna), to pozostaje wesprzeć słowami Richarda Dawkinsa "jestem zdziwiony że na lekcje biologii z zakresu ewolucji przeznaczono tak mało godzin". Na więcej pary szkoda. Tytuł filmu - "Geniusz Darwina"

Za pierwszym czytaniem wszystkiego nie zrozumiałem. Na pewno do tego tekstu wrócę. Oby więcej było w tygodniku tekstów nie stających po jakieś stronie tylko cierpliwie tłumaczących zawiłości skomplikowanych problemów.

Właśnie dlatego nie żałuję żadnej złotówki wydanej na prenumeratę TP. Dla takich artykułów, gdzie można znaleźć podparte rzetelnymi argumentami omówienie tematu. Gdzie przebija zwykły humanizm, którego wartości powinny łączyć wszystkich ludzi. Cieszę się, że się przełamałem i zaufałem Waszej reklamie.

Właśnie dlatego nie żałuję żadnej złotówki wydanej na prenumeratę TP. Dla takich artykułów, gdzie można znaleźć podparte rzetelnymi argumentami omówienie tematu. Gdzie przebija zwykły humanizm, którego wartości powinny łączyć wszystkich ludzi. Cieszę się, że się przełamałem i zaufałem Waszej reklamie.

Pan Kwiatek, wykonał trochę pracy organicznej, starając się oddać temat sporu, dzielący wielu. Akt homoseksualny to grzech czy błogosławieństwo? Zachodnie chrześcijaństwo w domyśle protestantyzm w zdecydowanej większości powiada błogosławieństwo. Z mojej perspektywy, ostały się jeszcze nieliczne oazy, gdzie grzech nazywany jest grzechem.Oczywiście i w moim KK nie brakuje sodomitów, ale biedni, niczym pierwsi chrześcijanie, muszą działać w katakumbach. Przykład z duchownym, który w Rzymie w pierwszy dzień Synodu biskupów, objawił światu swego "ukochanego", jest wielce wymowny.Ja rozumiem że katoliccy homoseksualiści, mają dyskomfort psychiczny. Znowu z mojej perspektywy to bardzo dobrze, bowiem ów dyskomfort może prowadzić do nawrócenia.Może choć nie musi. Domniemywam że moi homoseksualni bracia nie chcą się nawracać, podobnie, jak ich koledzy a protestanckich Kościołów Europy,gdzie im się błogosławi........... Chcecie Soboru, który by zaklepał owe błogosławienie. Jest problem. Sobór to dywizja wojska + papież. Musicie drodzy bracia, homoseksualiści, jakoś Ojców Soboru do owej przyznacie ciężkiej decyzji przekonać. Jestem pewien, że to będzie bardzo trudne. Wręcz niemożliwe.Lecz do rzeczy. Tam będzie dywizja wojska no i papież. Ja dru jestem jeden. Przekonajcie mnie zatem, jednym powtarzam jednym, poważnym argumentem, opartym na Piśmie Świętym, że wasz dyskomfort psychiczny, jest niesłuszny.Ja osobiście preferuję inne pojęcie. Wyrzuty sumienia. Grzech powoduje wyrzuty sumienia. Oczywiście przy założeniu, że owe sumienie jeszcze nie zostało zagłuszone.

dyskomfort może przyczynić się do nawrócenia? cieszy się Pan, że ktokolwiek przeżywa dyskomfort?

proponuje, żeby o tym, czy coś jest grzechem czy nie, decydowały wyrzuty sumienia. I od razu w następnym zdaniu ujawnia słabość tej koncepcji wskazując, że to narzędzie może być bezużyteczne :) Dlatego proszę się zastanowić czy opinia "ostały się jeszcze nieliczne oazy, gdzie grzech nazywany jest grzechem" jest rozsądna. Autor artykuł bardzo się natrudził, żeby zniechęcić PT Czytelników do takich uproszczeń. Pozdrawiam serdecznie.

Zdecydowanie nie o to mi chodziło. Przypominam rozmawiamy u homoseksualizmie. W KK, dzięki Bogu, akt homoseksualny, cały czas jest nazywany grzechem i mam nadzieję, że tak zostanie. Pisząc o oazach, gdzie grzech dalej nazywany jest grzechem, mam na myśli te Kościoły niekatolickie ( i nieprawosławne) gdzie doktryna jest niezmieniona przez homoseksualne lobby. Przypominam wreszcie, że oczekuję, by ktoś z osób wierzących ( najlepiej katolików, aczkolwiek niekoniecznie) przy pomocy Pisma Świętego, przekonał mnie że, akt homoseksualny nie jest grzechem lecz błogosławieństwem. Dlaczego? Ponieważ dla każdego chrześcijanina, autorytet Biblii, jest czymś wielkim. A przecież mamy homoseksualne małżeństwa, homoseksualny kapłanów i biskupów,którzy działają w całej aureoli prawa ich Kościołów. Moim skromnym zdaniem, należy z Biblii wyrzucić, wymazać bardzo wiele,by ów stan zaakceptować. Czy tak można i czy to się godzi? Moim zdaniem nie, lecz być może ktoś mnie przekona że tak? Również pozdrawiam.

Od wieków wiadomo, że w człowieka można wszczepić sztucznie poczucie winy poprzez odpowiednie zabiegi psychotroniczne. Wszelcy szarlatani "ludzkich dusz" tak w tym namieszali, że dziś szukanie w nim głosu "Tego Który Jest" jest karkołomnym zajęciem.

Znam to z autopsji, dlatego nie teoretyzuję. Człowiek może się nawrócić na 2 sposoby. 1 - jak apostoł Paweł, nagle, dzięki Bożej interwencji. 2 - W trudzie walki z szatanem i samym sobą.Człowiek czuje wyrzuty sumienia i to coś czasem po bardzo długim czasem, doprowadza go do nawrócenia. Bo jeżeli człowiek czuje komfort psychiczny z swojej grzeszności, to po co ma się nawracać? Praktycznie to niemożliwe. Moim zdaniem oczywiście.

Homoseksualizm zdarza się, tak samo zdarza się wiele innych spraw. Ludzka seksualność nie ogranicza się do rozdziału na homo i hetero. Nobilitację homoseksualizmu przy dalszym i uporczywym potępianiu innych form samorealizacji seksualnych w obrębie chrześcijaństwa uznam za dowód na nadreprezentatywny lobbing homoseksualistów w obrębie tej religii. W tradycyjnym chrześcijaństwie było względnie sprawiedliwie, wszystko poza oziębłością było w sumie grzeszne, zatem pociągające, i było wiadome, że tej całej chrześcijańskiej etyki seksualnej nie traktuje się poważnie. Sobór w sprawie homoseksualizmu? To już będzie kabaret nad kabaretami, jak chcecie być wiarygodni to nie tyle sam homoseksualizm, ale całe podejście do ludzkiej seksualności powinniście przedefiniować od nowa.

Jeżeli Kościół podkreślam Kościół, ( a nie pojedynczy człowiek)zatraca poczucie grzechu, to właśnie wtedy staje się kabaretem. A jego wyznawcy kabareciarzami. Moim zdaniem, zawsze to podkreślam, ponieważ nie wypowiadam się w imieniu innych, tylko siebie.

To do czego ma prowadzić, a to do czego prowadzi to dwie totalnie niezależne kwestie. W mojej opinii, zgodnie z sumieniem twierdzę, że KK prowadzi, ale na manowce i tylko Bożej wyrozumiałości (o ile Bóg jest) można będzie zawdzięczać jeśli ta droga do jakiegokolwiek zbawienia zaprowadzi. Kabaret ma być w sumie śmieszny, a to co zrobiliście z nauczaniem Jezusa z Nazaretu jak dla mnie, już nawet śmieszne nie jest.

że człowiek winien mieć prawo do własnego zdania. Ja się z twoim zdaniem nie zgadzam.

Grzech to pojęcie oznaczające świadome i dobrowolne złamanie przykazań bożych. Tak uczy Kościół. Żadne przykazanie nie mówi nic na temat homoseksualizmu. Jest całkiem sporo mówiących o należytym kulcie bożym, zakazujących podłego traktowania innych i 2 odnośnie niewłaściwie traktowanej seksualności (zakaz cudzołóstwa i pożądania żony bliźniego). W mojej ocenie można by na upartego stosunki homoseksualne podciągnąć pod przykazanie zakazujące cudzołóstwa ale wtedy jedna z osób biorących udział w tym procederze musiałaby być w związku małżeńskim (skoro cudzołóstwo to stosunek z osobą będącą w związku małżeńskim z kimś innym). Skoro już doszliśmy do tego, że żadne boże ani kościelne przykazanie nie traktuje o stosunkach homoseksualnych to zadajmy pytanie inne: co na ten temat mówił Jezus - źródło nowotestamentowego prawa. Odpowiedź brzmi: nic. Skoro temat przemilczał, to widać nie był dla niego zbyt istotny. Skąd zatem pewność, że jego nadgorliwi uczniowie (piszę o Pawle) nie posunęli się zatem zbyt daleko w potępieniach jednych rzeczy (związanych z seksualnością) a nie skierowali ostrza swojego gniewu tam, gdzie trzeba np. przemilczając temat niewolnictwa a nawet je aprobując, czego efektem były tysiąclecia straszliwych cierpień ludzi różnych ras? Traktowanie dosłowne wszelkich prawideł moralnych Biblii jest błędem, za który płacą zazwyczaj ci, którzy nie mają dość siły by się bronić: mniejszości etniczne, narodowe czy homoseksualiści. Moja propozycja jest taka: każda moralna rada biblijna powinna zostać przepuszczona przez sito tego, co mówił Jezus. Inaczej nadal będą ginąć "czarownice", umierać dzieci, którym rodzice odmawiają transfuzji, chrześcijanie mordować się będą w imię "czystości wiary" a homoseksualiści będą zabijani z powodu obsesji na temat seksualności niektórych nadgorliwych kaznodziejów.

Z uwarunkowaniem popędu płciowego sprawa się ma podobnie jak z innymi badaniami dot. drażliwych spraw społecznych (także gender). Do końca nie wiadomo. To stary dylemat co jest wrodzone a co nabyte – na razie a może nigdy jest nierozstrzygalny. Zło tkwi w tym, iż obecnie aktywne, agresywne i wpływowe gremia (lewicowo-liberalne) usiłują narzucić opinii publicznej swoją wizję - podbudowaną ideologicznie – przedstawiając ją jako prawdę objawioną :). Jak dzisiaj temat jest zideologizowany, świadczy brak upubliczniania wielu badań: nad różnicami nie tylko płci, ale i ras. Zwolennicy trendu społecznego w ogóle będą negować wszelkie uwarunkowania biologiczne. Wbrew faktom.

Dariuszu czy z tego wynika że je aprobował? Biedny apostoł Paweł, znowu mu się dostało.Bo jak chodzi o 13 rozdział 1 Listu do Koryntian, to wszyscy kochają apostoła Pawła a jak w niezwykle ostrych słowach wypowiada się między innymi w temacie homoseksualizmu, to miłość do Pawła, pryska, jak mydlana bańka. Czy przypadkiem, to nie jest, jakaś odmiana moralności Kalego? Jezus, jak sam powiedział nie przyszedł zmieniać Prawa, tylko je wypełnić.Myślę że Jezus znał Księgę Kapłańską, poniewaz ona sankcjonowała życie Izraelitów. 18 rozdział owej Księgi zaczyna sie tak : "(1) Dalej Pan powiedział do Mojżesza: (2) Mów do Izraelitów i powiedz im: Ja jestem Pan, Bóg wasz! (3) Tego, co czynią w ziemi egipskiej, w której mieszkaliście, nie czyńcie. Tego, co czynią w ziemi Kanaan, do której was wprowadzę, nie czyńcie. Nie będziecie postępować według ich obyczajów. (4) Będziecie wypełniać moje wyroki, będziecie przestrzegać moich ustaw, aby według nich postępować. Ja jestem Pan, Bóg wasz! (5) Będziecie przestrzegać moich ustaw i moich wyroków. Człowiek, który je wypełnia, żyje dzięki nim. Ja jestem Pan!" Następnie napisanych jest dużo wersetów, zaczynających się od Nie będziesz, Nie będziesz.........Pośród owych biblijnych wersetów są i takie: "(22) Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość! (23) Nie będziesz obcował cieleśnie z żadnym zwierzęciem; przez to stałbyś się nieczystym. Także i kobieta nie będzie stawać przed zwierzęciem, aby się z nim złączyć. To jest sromota! (24) Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. (25) Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia wypluła swoich mieszkańców. (26) Strzeżcie więc ustaw i wyroków moich, nie czyńcie nic z tych obrzydliwości" Pan powiedział do Mojżesza, że Naród Wybrany, ma się nie plugawić.A chrześcijanin może?? To w temacie, tego twojego Dariuszu sita. Jezusowego podobno. Coś mi się wydaje Dariuszu, że w tym twoim sicie, są bardzo duże oczka. Czy czasem nie za duże? Ale dobrze, ja za twoja radą, pozwolę sobie zając się owym Jezusowym sitem . 8 rozdział Ewangelii św. Jana zaczyna się od przypowieści o spotkaniu Jezusa z grzesznicą i Żydami. To jedna z najbardziej znanych biblijnych przypowieści i rzeczywiście wspaniała, choć w Biblii, wszystko jest wspaniałe. Pozwolę sobie na śmiałość i w miejsce owej cudzołożnicy, wstawię naszego brata homoseksualistę. Dlaczego? Ponieważ ów też był karany śmiercią. Jak sądzisz jak przebiegała by rozmowa Jezusa z tym człowiekiem, w takich samych warunkach otoczenia? Ja powiem, jak moim zdaniem by przebiegała? Dokładnie tak samo, jak w wersji z kobietą. Owa rozmowa kończy się 11 wersetem."11) A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz." Przypuszczam, że takie sito ci Dariuszu nie odpowiada. A może się mylę........

Jeżeli w sprawie homoseksualizmu mamy dosłownie przestrzegać tego, co podaje Biblia, to dlaczego Kościół Katolicki nie przestrzega dosłownie również wszystkich innych przykazać zapisanych w Biblii? Dlaczego drugie Przykazanie Boże z Dekalogu brzmi zupełnie inaczej w Biblii, a inaczej w wersji katechizmowej, "obkuwanej" pracowicie przez pierwszokomujnijne dzieci? Czyż sformułowanie: "Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego , co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, albo w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył" nie brzmi do bólu jednoznacznie? Pomyślmy o Apelach Jasnogórskich i tym podobnych, jakże licznych w naszym pięknym kraju wydarzeniach. Tłumaczenie, że nie jest to oddawanie hołdu obrazowi również brzmi podejrzanie pokrętnie. Przynajmniej dla mnie. Pozdrawiam. MP

Zanim sięgniemy po oręż do dyskusji, po Słowa, którymi rzucamy by wzajem się razić, warto zorientować się skąd odczucia homoseksualne? Rozmawiałem z psychoterapeutami zajmującymi się osobami z odczuciami homoseksualnymi: 7/8 osób na 10 to ludzie, którzy doświadczyli w dzieciństwie przemocy, poniżenia i molestowania ze strony osób najbliższych, w większości przypadków, a wszystkie te osoby mają niezwykle rozbudowaną wrażliwość. Noszą ukryte w sobie jakże głębokie rany. Obecna dyskusja jest na wysokim poziomie, ale w realu codzienności wielu z nas chrześcijan wali ich między oczy nazywając ich zboczeńcami i wrzucając ich do jednego worka z pedofilami. To dla nich bardzo krzywdzące. Rozumiem, że nie chcemy zmieniać archetypu małżeństwa, ale na litość boską nie obrażajmy tych ludzi.

Czy pedofilia albo ekshibicjonizm "przytrafiają się"? Dlaczego tak wiele zagadnień moralnych dotyczy zachowań seksualnych człowieka? Dlaczego człowiek ciągle usiłuje wepchnąć je do jakiejś szufladki aksjologicznej, by móc osądzić człowieka i ewentualnie wykluczyć ze społeczności? Najprostsza odpowiedź jest słuszna: gatunek ma się rozmnażać, zachowania seksualne nie służące prokreacji należy wyeliminować a więc i potępić. W Biblii słusznie grożono piekłem homoseksualistom: tożsamość Izraela budowana była na wierze w Boga, który kazał się rozmnażać i błogosławił licznym potomstwem...A od takich, którzy chcą zapewnić mi dobrostan, zachowaj mnie Panie.Usiłowały ów dobrostan zagwarantować wszystkie systemy totalitarne. Skutki znamy.

jeśli Bóg mógł stworzyć lepszy świat, to czemu tego nie zrobił, a jeśli właśnie ten jest najlepszym z możliwych, to jak możemy cokolwiek z niego odrzucić i potępić? Na przykład zbrodnie i zboczenia? Dlatego może lepiej nie pytać Boga o rozumowe uzasadnienie takich czy innych nakazów moralnych. Niestety, do natury z prawie identycznych powodów nie ma co się odwoływać, nadto z jej obserwacji nie sposób wydedukować nic na temat powinności moralnych nie wynika. Przed Moorem odkrył i chyba prościej wyraził to David Hume (tzw. Gilotyna Hume'a). Pozostaje zawierzenie - intuicji, Bogu, autorytetom. I nieostra wskazówka: dopóki czyjś sposób życia, kultura itd. nie zagraża twojemu sposobowi życia, postaraj się to ścierpieć (czyli tolerować). W którym jednak momencie takie zagrożenie staje się realne i co zrobić z przypadkami sprzecznych roszczeń dwóch grup, do których przynależy ta sama osoba, np. rodziny uznającej konieczność obrzezania dziewczynek ze względów religijnych w państwie, które takie praktyki potępia i zwalcza.

Dziękuję za pokazanie w tym artykule, z jak skąplikowaną sprawą mamy do czynienia, i to na różnych płaszczyznach: biologicznym, psychologicznym, teologicznym, etycznym, itd. Mam wrażenie, jakby aktualnie brakowało w ogóle odpowiednich "narzędzi", aby problem homoseksualizmu opisać i ocenić. Tak jak to się udało np. z takimi kwestiami jak astronomia, prawa człowieka, czy transplantacja, aby przytoczyć tylko kilka przykładów z historii sporów między wiarą i nauką. Jakikolwiek będzie finał, jestem przekonany, że priorytetem dla chrześcijan musi być szacunek wobec homoseksualistów i rezygnacja z ich prawnej dyskryminacji.

Artykuł ciekawy. Najciekawszy pewnie dla katolików. Dla katolików LGBT jest pewnie świeżym powiewem. Natomiast niektóre głosy w komentarzach, a myślę tu głównie o DRU, są najlepszą zachętą do tego, by trzymać się od chrześcijan/-ństwa (katolickiego) z daleka (co praktykuję na co dzień, a wyjątek robię dla Tygodnia Powszechnego :) )
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]