Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wielki Szu

Wielki Szu

01.02.2016
Czyta się kilka minut
Jest najpopularniejszym duszpasterzem Polaków. Krytycy oskarżają go o „psychoanalizę Biblii”. Oto opowieść o ojcu Adamie Szustaku.
Internetowe rekolekcje adwentowe „Jeszcze 5 minutek” prowadzone przez o. Adama Szustaka OP, 2015 r. Fot. stacja7.pl / KOLORYZACJA „TP”
W

W Krakowie wciąż to pamiętają: kiedy w marcu 2015 r. głosił rekolekcje wielkopostne, tłum ludzi, którzy nie zmieścili się w kościele Mariackim, sięgał pomnika Adama Mickiewicza. Stojący na zewnątrz postulowali: „Postawcie telebimy!”.

Podpisane jego nazwiskiem książki i audiobooki – wydał ich już ponad 20 – biją rekordy popularności. Sam nie pojawia się jednak na okładkach pism ani w telewizji. Na afiszach, które zapowiadają spotkania z nim, brakuje jego fotografii.

Odkąd przed trzema laty został wędrownym kaznodzieją, jest wciąż w drodze – ze spotkania na spotkanie. Na Facebooku internauci mają do wyboru: profil oficjalny oraz inny, prowadzony przez jednego z fanów. Odwiedzający piszą o nim: „Piotr naszych czasów” – i do niego: „Adaś, jesteś wielki!”; „Masz, chłopie, jaja!”.

Budzi spory i kontrowersje wśród teologów, biblistów i psychologów. Krytykowany,...

27830

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pod wpływem nagłówków Tygodnika przesłuchałam kilka wystąpień o. Szustaka. Zastanawiam się, jaki sens w dzisiejszych czasach mają tacy kaznodzieje. Rozumiem kaznodzieję mówiącego o religii. Ale porady psychologiczne, porady dotyczące spraw damsko-męskich, opowiadanie historyjek - to samo można dostać czytając jakieś pismo poradnikowe. Taki content do skonsumowania. Ten content nie staje się lepszy od tego, że ktoś firmuje go autorytetem Kościoła. W czasach internetu, gdy wszelkie informacje można dostać za dwoma kliknięciami, taki ksiadz-orkiestra znający się absolutnie na wszystkim to anachronizm. I poza. A dziś zawsze można powiedzieć "sprawdzam". Poza znawcy staje się szczególnie śmieszna i odklejona od rzeczywistości, gdy zakonnik wypowiada się o kobietach i życiu w związku.

Zawsze lepiej jest nieźle grać na kilku instrumentach aniżeli kiepsko na jednym. Ojciec Szustak do niczego nie zmusza, za to skutecznie zachęca do sięgania do Pisma Świętego. Za chwilę będziemy się czepiać księdza Twardowskiego, z tego powodu, że z miłością pisał o mrówkach i biedronkach, a o teologach no to już bez entuzjazmu.

Nie wiem czy na ten fragment (filmik "Jak dogadać się w związku" od 7.40 do 8.27) zwróciłaś uwagę? (w sumie ja na niego na wstępie trafiłem i boję się reszty słuchać), dla mnie oczywistym jest, że partnerka po takiej wstawce wywala całą pomidorową na łeb partnera, ale według księdza będzie zachwycona, ups.

Akurat w tej kwestii Szustak ma powiedzmy 90 proc. racji. Spójrz na te nagrania, które przesłuchałaś (zapewniam są cykle, w których mówi, jak to określasz wyłącznie "o religii" np. "Kundel przydrożny") jako na odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie ze strony WIERZĄCYCH odbiorców, którzy pytają ojca Szustaka "jak żyć?" "jak sobie radzić po Bożemu w różnych sytuacjach?" itp. Oczywiście w tym miejscu pojawia się zarzut (w pewnych sytuacjach, np. patologii, słuszny), o wyręczaniu psychoterapeutów. W którym miejscu o. Szustak pozuje na takiego, który zna się na wszystkim??? Twój argument "poza znawcy staje się szczególnie śmieszna i odklejona od rzeczywistości, gdy zakonnik wypowiada się o kobietach i życiu w związku" zupełnie nietrafiony :) o. Szustak już się kiedyś do niego odniósł. Lekarz nie musi być sam chory na różne choroby, żeby skutecznie leczyć innych. Podobnież niejeden samotny/nieżonaty/niezamężna praktykujący psycholog rozwojowy wie znacznie więcej o wychowaniu dzieci niż (nie obrażając!) niekumata matka/ojciec dwanaściorga dzieci, którzy bezrefleksyjnie popełniają te same błędy z każdym dzieckiem! Jak się widziało (i poznało problemy) 1000-ca różnych par to naprawdę nie trzeba mieć żony ani narzeczonej żeby skutecznie zdefiniować problem i doradzić.

czyli: Uwaga na kaznodziei :)

Nie będę bronić "Wielkiego Szu" do ostatniej kropli krwi, bo jest człowiekiem jak każdy inny, ma swoje słabości jako człowiek i jako kaznodzieja, natomiast ten artykuł jest wybitnie jednostronny i czytałam go z pewnym niesmakiem. Już samo wyrwanie fragmentu o komunikacji kobiet i mężczyzn z kontekstu (którym było szczegółowe opisanie sposobu myślenia jednych i drugich) pokazuje brak profesjonalizmu. Ktoś chciał o. Szustaka opisać jako niewiarygodnego i to zrobił (w dużej części artykułu streszczając jego świadectwo życia, zatem nie ujawniając niczego z czego by jego przełożeni, a nawet słuchacze, nie wiedzieli); mam nadzieję, że czytelnicy posłuchają i ocenią sami, mając w pamięci słowa o. Nowaka o tym, że nauczania o. Adama, wg biblistów, kłamstw nie zawierają.

Na szczęście żyjemy w czasach, gdy każdy może w internecie znaleźć masę wartościowych materiałów, czy to księdza Szustaka, Kaczkowskiego czy Pawlukiewicza. Zawsze można wybrać kanał/stronę kogoś innego, kto do nas trafi, kogo forma wypowiedzi nas nie odrzuci. Ja widzę w tym wielką wartość. Jeżeli dane treści kogoś skłonią do refleksji nad życiem, modlitwy czy czytania Pisma Świętego jest w tym wartość. Pozdrawiam autorkę artykułu

Popieram

Pewnie autorka przesluchala jego konferencje. Widac odrobila prace domowa przed artykulem , ktory jest jednostronny. Kapitalne jest ze szustak nie udziela zadnych wywiadow . Pani autorka chetnie weszlaby z nim w polemike a tu sie nie da. Prosze Pani autorki jesli ludzie nawracaja sie po jego konferencjach i chca autentycznie dokonac zmiany w swoim zyciu to super. Bo o tym mowi ewangelia listy pawlowe dzieje apostolskie. Pisze tam wyraznie ze wielka radosc jest w niebie z kazdego nawroconego grzesznika. Maria Magdalena biblistyki nie konczyla tory nie znala i uslugiwala Jezusowi i apostolom. A dobry lotr na krzyzu u spowiedzi nie byl. Ale oboje sie nawrocili i w niebie sa. A po to Jezus za nich za nas umarl _ i pania tez ) zeby tak sie dzialo. I nie sprzedasz tygodnika jest najwazniejsza czy ksiazek szustaka ale aby niebo bylo pelne

Pięknie Pan napisał. O Szustak prowadzi nas do Jezusa, do nieba!

To fraza, której bardzo w wypowiedziach nie lubię. Podobnie, jak "Bóg tak chciał", choć tej pierwszej bardziej. Jakoś mi to pachnie niedojrzałością, nieprzemyśleniem kwestii wolności i odpowiedzialności człowieka, problemem z jego wolną wolą. Inne wypowiedzi księdza przytoczone w artykule nie zaprzeczają tej tezie.

Zły skłania do grzechu. To jest właśnie jego działanie! Skłania, ale nie czyni nic za mnie. Mówić o skłanianiu nie znaczy umywać ręce od odpowiedzialności. Zły skłania, bo chce wpłynąć na mnie, na moją decyzję. Zły skłania - ja czynię. Odpowiedzialność jest po mojej, po Twojej, po naszej stronie. Czy nigdy nie czujesz, jak Zły ułatwia Ci grzeszyć? To zdanie proste i naprawdę... prawdziwe. Charakter artykułu jest zaskakujący - serdecznie polecam przesłuchać kilka różnych wypowiedzi o.Adama... nie sugerując się. Z Bogiem, serdeczności!

A może gdyby o.Szustak zaczął udzielać wywiadów oraz dbać o jak najbliższy prawdzie przekaz medialny, nie miałby czasu tak przygotowywać kolejnych kazań, konferencji, rekolecji, jak to robi obecnie? Ja osobiście, jestem Panu Bogu bardzo wdzięczna za ojca Szustaka, a także ojcu Szustakowi, za to, co robi.

Glownym celem Szustaka jest doprowadzenie jak najwiekszej armii do nieba... jest bardzo bezposredni bo stawia na mlodych ludzi. Otwiera oczy "jezeli niepomoze to napewno nie zaszkodzi nikomu" Jest doskonaly w tym co robi bo rozwija swoje talenty ktore dal Mu Pan! Ja uwielbiam bo pomaga mi w knontaktach z malolatami (jezyk na czasie), jest ciezko pracujacym duchowym realista w dzisiejszym swiecie...

Nie wiem czym ojciec Adam podpadł autorce, ale tak zmanipulowanego artykułu pisanego pod tezę dawno nie czytałam. Cytowanie wypowiedzi Stuhra, który nawet Szustaka nie pamięta, jest insynuowaniem, że ojciec Adam to sekciarz, który porwał za sobą tysiące ludzi tylko dlatego, że jest dobrym aktorem. Jego niby seksistowskie komentarze o kobietach są naprawdę wyrwane z kontekstu. Nie rozumiem też jak coach może się wypowiadać na temat rozwoju duchowego. Przesłuchałam bardzo wielu konferencji i kazań ojca Adama. Jego najnowsze występy na youtubie do mnie wcale nie przemawiają, ale starsze nagrania są rewelacyjne. On przekonał swoim gadaniem do Boga mnóstwo młodych ludzi i to w czasach, kiedy kościół jest bardzo niemodny. Uważam, że taki artykuł naprawdę mu się nie należy. No ale wiadomo, że gdyby czytał z ambony list od Biskupa i nic nie robił jak większość podporządkowanych księży w tym kraju, to nikt by go nie krytykował.

Słucham Ojca Szustaka i to on razem z Szymonem Hołownią dają mi radość z przeżywania wiary, takiej prawdziwej, codziennej. O więcej takich Szustaków w kościele prosimy Cię Jezu!!!!!

Zabawne jak "TP" bierze się za obronę katolickiej ortodoksji ("Czy jednak w ten sposób dominikanin nie sprzeniewierza się zasadom obowiązującym w Kościele? W dyrektorium homiletycznym jest jasno napisane, że...") . Szkoda tylko, że podobnej konsekwencji nie zachowuje broniąc ks. Lemańskiego (który kwestionował nauczanie KK w sprawie in vitro), publikując o. Hryniewicza (to tak a propos zarzutu wobec Szustaka o Orygenesa...)itd. Ja proponuję zrobić w odpowiedzi na ten tekst akcję "Szustak ma głos w moim domu". Czytelnicy "TP" kojarzą? Ks. Boniecki pewnie już zapomniał...

Jak czytam co wypisują media na tematy na których się znam to aż boję się czytać cokolwiek na tematy na których się nie znam (bez wyjątku, nawet na łamach TP, choć może mój strach jest tu mniejszy niż gdzie indziej), poza tym dyskusja z mediami jest zawsze nierówna, to jak dyskusja studenta z wykładowcą, wykładowca choćby nie miał racji to i tak ją ma, a jak nie ma to tym gorzej dla studenta. Drogie media tak już macie, to że ktoś unika mediów wcale nie znaczy, że unika dyskusji i krytyki, po prostu was już zna i wie na co was stać. Niektóre jego wypowiedzi mnie śmieszą, ale gość robi kawał dobrej roboty, religia czy jakiekolwiek "święte księgi" mają mieć jakieś pozytywne i praktyczne zastosowanie, jak nie mają, to "do diabła z nimi" (księgi ewentualnie do bibliotek i księgarni, na półki z literaturą fantazy czy horror) :P

Nie cierpię mediów. Nawet w Tygodniku strach być szczególnie krytycznym :)

Nie uczciwiej zatytułować artykuł "krytyka ojca Adama Szustaka" bo opowieść o ojcu Adamie Szustaku to nie jest.

Brawo!Jestem zniesmaczona tym artykułem. Chciałoby się rzec w zastępstwie o Adama: Zejdź ze mnie bo mi duszno..

Ja raczej odbieram zamieszczenie tego tekstu w Tygodniku jako troskę o to, żeby Adam nie podzielił losu ojca Fabiana Błaszkiewicza.. Tak przynajmniej odczytuję edytorial ks. Bonieckiego.

Pani Redaktor słuchała, ale nie słyszała... - nieraz napomyka o przygotowaniach, choć nie podkreśla tego faktu - wg autorki, żeby mówić dobrze o o.A.S, to powinien być nudny, nieautentyczny, mówić profesorskim - niezrozumiałym językiem, powinien być na scenie spięty i wystrachany - zarzut, że wykorzystuje do głoszenia swoje talenty i umiejętności, które nabył dzięki swoim talentom, pracy, jest zwyczajnie żałosny - wyrwane z kontekstu wypowiedzi nt. kobiet, dla mnie są nadużyciem, użyte w jednym celu, żeby kogoś postawić w złym świetle, -słuchając uważnie o.A.S nie można powiedzieć, że nie szanuje kobiet, niech autorka posłucha Akrobatyki małżeńskiej, fragmentu dotyczącej kobiet podsumowując, artykuł jednostronny, tendencyjny

Artykuł jest słaby, bardzo słaby, spłyca działalność o.Adama do żenującego spektaklu. Osoba , która to pisała widać, że nie miała okazji porozmawiać z ojcem Adamem a to nie znowu takie trudne... wystarczy umówić sie na rozmowe indywiualna za posrednictwem langusty. Zadna tajemnica. Nie wiem, nie znam sie ale to dzięki o. Adamowi po raz pierwszy w życiu sięgnęłam po Biblie, to dzieki niemu dowiedziałam się, że istnieją Rekolekcje Ignacjańskie w milczeniu prowadzone przez Jezuitów, to wreszcie dzięki Niemu poznałam żywego Boga...a moja wiara rozkwita... to mało ??? To nie bibliści ani wielcy teologowie dali mi nadzieje...tylko On , tak dla mnie Wielki Szu i nie dlatego że winduje siebie, On jest wbrew pozorom w cieniu, tylko dlatego, że jako jedyny wskazał mi drogę prowadzącą do Miłości, Miłości, którą jest sam BÓG.

Nie jestem jakimś notorycznym słuchaczem ani fanem ojca Adama, ale artykuł budzi we mnie niesmak. Zbyt jednostronnie. Nie tego się spodziewam po tekstach TP.

Wydaje mi sie, ze glownym powodem oburzenia autorki na o. Szustaka sa jego wypowiedzi nt. relacji damsko-meskich np. "Jak przetrwac z zwiazku" dostepne na youtube. Moim zdaniem nie jest to najlepsze wystapienie o. Szustaka. Tylko dlaczego w artykule zamiast konkretnej polemiki mamy serie osobistych aluzji. To jakby potwierdza jedna z tez o. Szustaka w czasie wspomnianej wypowiedzi, ze kobiety duzo mowia, ale najwazniejsza informacja nie jest jasno przekazana. Jesli juz polemizowac z takim podejsciem do damsko-meskich spraw, to chyba lepiej odniesc sie do wypowiedzi pastora Marka Gungora, z ktorych o. Szustak obficie korzystal. Swoja droga ciekawe, dlaczego mowienie, ze kobieta to kobieta, a mezczyzna to mezczyzna wywoluje taki aplauz publicznosci, ale to juz temat na inna dyskusje.

Troska o kościół i jego wiernych, jaka wylewa się z tekstu skłania do refleksji nad motywem i jego źródłem. Próba podważenia „wiarygodności” podmiotu, wtrętem z rektora Stuhra podważa inteligencję czytelnika i obnaża autentyczną wiarygodność autorki. Kiedy zastanawiam się nad odmową o. Szustaka udzielania wywiadów w kontekście powyższego utworu literackiego to ja osobiście nie mam żadnych „ważnych pytań”. No może jedno. Czy Pani Małgosia budzi się każdego poranka z myślą: „Co właściwie robi o. Szustak, a co dobrego zrobiłam w swoim życiu ja?” I proszę nie zastanawiajmy się jak mocno „wywrócone do góry nogami życie” ma Pani Małgosia, po prostu pomódlmy się za nią.

...że artykuł jest tak prymitywny i powierzchowny. Idealny do kolorowego magazynu - oby jak najmniej takich tekstów w TP. Adam swym słowem pomógł wielu ludziom. Szkoda że we współczesnym polskim kościele jest tak mało takich kaznodziei.

Pani Małgorzato Bilska - zeschnięta i zgorzkniała autorko tegoż artykułu! Doceniam, że coś tam pani poczytała i posłuchała z przekazu o. Adama, niemniej jednak czuć wyraźny krytykantyzm z Pani strony. Zaznaczę na samym początku, że nie jestem moherem z placu sprzed pałacu prezydenckiego, krzyczącym że Platforma to zło, a w Smoleńsku to był zamach. Niniejszą notę piszę z poziomu tego kim jestem, tj. jako magister nauk teologicznych. Nie piszę tego po to, aby się chwalić, ale żeby na samym początku jasno powiedzieć, że jako gorący zwolennik o. Adama nie jestem laikiem w zagadnieniu i przekazu o. Adama bezkrytycznie nie łykam jak ciepłe bułki. Zostałem rzetelnie wykształcony w dziedzinie doktryny Kościoła Powszechnego. Niestety, żal mi Pani poprawności. Z artykułu aż wybija zwyczajne niezrozumienie tematu. Zapewniam Panią, że zaliczam Panią do grona osób siedzących w kościele w ławce o godzinie 8 rano w dzień powszedni, gdzie średnia wieku to 75 lat i gdzie ksiądz w kazaniu mówi, ż Bóg nas kocha i "ojojoj, ojojoj". Widać, że Pani to wystarcza. Może to i dobrze. Dla mnie jednak kazania i konferencje o. Adama (na szczęście bronią się same i mojej obrony nie potrzebują - nie mam zresztą takiego zamiaru), są chwyceniem za gardło i podniesieniem na wysokość metra tak, że się nogami wierzga i z braku powietrza człowiek zaczyna krztusić. Przerażające jest dla mnie Pani podejście, straszliwie i przeraźliwie poprawne, w którym chciałaby Pani widzieć Jezusa Chrystusa tak, jak ja Go pamiętam na jednym z obrazów mojego dzieciństwa z modlitwy w ogrodzie Getsemani - klęczącego z ładnie uczesanymi włoskami, z poprawnie zrobionym przedziałkiem na środku. To jest ten stopień zaangażowania, podobny do hałasu w czasie Mszy św, kiedy 99% babć natychmiast odwraca się do tyłu aby sprawdzić co się tam z tyłu pod kościelną nawą dzieje, podczas gdy powinny być one zaangażowane tak w to co dzieje się na ołtarzu, że żaden hałas od tej czynności oderwać ich nie powinien. Ojciec Adam jest posłany aby budzić. Nie wszystkich, tak jak Panią, obudzić się da. Nie ukrywam więc, że czytając Pani artykuł od początku do końca miałem ironiczny uśmiech na ustach powodowany tym, że byłem w pełni wewnętrznie przekonany, że Pani nie rozumie o czym mówi (pisze). Pani tego nie doświadcza. Pani tym nie żyje. Pani wystarczy niedzielne kazanie na poziomie, że Jezus uczynił dobrze to i tamto, więc i Ty, człowieku, idź i czyń podobnie. Jak słodko. Jak poprawnie. Jak bardzo bez konieczności głębszej analizy i głebszego zaangażowania. Proszę po takich teologicznie poprawnie Mszach św. stanąć kiedyś u wyjścia z kościoła i zapytać wychodzących ludzi po prostu - o czym była dzisiejsza Ewangelia? Zakładam, że 95% nie będzie miało pojęcia, a Pani będzie miała niezły materiał na kolejny artykuł. Nie jest moim zamiarem obrona o. Adama, bo jego ma w obronie i opiece sam Bóg i nie trzeba mu żadnego wsparcia. Żal mi tylko, że osoby podobne do Pani nie dostrzegają tego działania Ducha Św., o którym czytamy w J3,8 - że wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jak to powiedział o. Adam - ludzie współcześni słuchali Jezusa bo opowiadał im niesamowite rzeczy i dlatego tłumy chodziły za nim. Pani i Pani podobnym wystarcza standardowy ksiądz w podeszłym wieku, mówiący standard0we kazanie, grzeczne, poprawne, spokojne i nie wykryczające poza ramy tego, co Pani już wie i zna. Pozdrawiam. Jarek

Może zbyt złośliwie, ale lepiej przesłania o. Adama bym nie ujął. Amen!

Byłam sceptyczna wobec epitetów rzucanych w kierunku TP przez różne skrajne portale. Pani Małgosia skutecznie mnie z mojego sceptycyzmu wyleczyła. W swej ocenie może jestem mało obiektywna bo przeczytałam raptem trzy artykuły ale dostosowałam się do stylu autorki powyższego artykułu która z tego co naliczyłam (czytając artykuł) wysłuchała także trzy konferencje i to nie w całości. Cytowane przez Panią Małgosie wielokrotnie w artykule świadectwo o. Szustaka jest tylko częścią(finałem)szerszej konferencji i żeby je zrozumieć należałoby wysłuchać dwie pierwsze części. Bez wysłuchania początku lub innych konferencji o. Szustaka rzeczywiście cytowane świadectwo staje się biadoleniem nawróconego "erotomana". Nie będę się więcej rozpisywała ponieważ moi przedmówcy w komentarzach zrobili to lepiej dodam tylko że artykuł jest dla mnie nadzieją. Nadzieja wynika z faktu że tak jak ja dzięki o. Szustakowi zacząłem czytać i rozważać Biblię znajdzie się kilka osób które zaciekawione artykułem sprawdzą w necie jak ten "kontrowersyjny" kaznodzieja opowiada o Bogu. A potem ...

Widzę, że pani dokładnie tak samo traktuje TP jak zarzuca pani, że potraktowano o. Szustaka :P Czy tego nauczyły panią kazania o. Szustaka i Biblia? Coś po łebkach przeczytam i już mam wyrobione zdanie? "Oko za oko, ząb za ząb"? - fakt to biblijne, ale wydawało mi się, że Jezus co nieco to zweryfikował, jak widać jestem w błędzie :)))

Jeszcze dwie sprawy - pani Małgorzato. Pierwsza jest taka, że z artykułu wybija niechęć do spraw damsko - męskich przedstawianych przez ojca Adama. Jako człowiek żyjący od ponad 25 lat w związku małżeńskim z całą stanowczością stwierdzam, że ten psychologiczny portret mężczyzny i kobiety rysowany przez naszego dominikanina jest absolutną prawdą. I właśnie z punktu widzenia doświadczenia małżeńskiego mam tak prawo powiedzieć. I oczywiście chodzi mnie o to, że wszystko to co o. Adam mówi o kobiecie jest prawdą, jak również wszystko to co mówi o mężczyźnie - też jest prawdą! Jeżeli wymienia pewne cechy kobiet, które denerwują mężczyzn, to faktycznie tak jest! I jeżeli wymienia pewne cechy mężczyzn, które denerwują kobiety, to - jak najbardziej - również tak jest! Dlatego, proszę, nie emanować tutaj swoim feminizmem. Z artykułu bije pani kobieca stronniczość - bo Szustak powiedział, że "kobieta mówi, bo musi". Uwaga - a nie jest tak? I "mężczyzna mówi, kiedy ma do przekazania jakąś informację". Znowu uwaga - a nie jest tak? I konkluzja - czy Szustak mówi, że to lub to jest złe? Nie! Nie mówi tego. Co więcej - w swojej konferencji wyraźnie podkreśla, że tak nas stworzył Bóg. Szkoda, że Pani tego nie rozumie. I sprawa druga - już bardzo krótka. Jeśli nauczaniem o. Adama zajmie się Kongregacja Doktryny Wiary, wtedy zweryfikuję NATYCHMIAST swoje podejście do zagadnienia. Na szczęście w całej tej dyskusji ignorancki głos pani Małgorzaty Bilskiej nie ma tutaj żadnego znaczenia. Pozdrawiam ponownie. Jarek.

Tiaaaa wszystkie kobiety są takie same i wszyscy mężczyźni też są tacy sami, jaki monotonny jest ten Wasz Bóg, monotonny aż mdli.

(Łk 4, 30) On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się. (J 8, 59) Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni. +

Taka na przykład konferencja na temat "Jak się dogadać w związku". Świetna! Ale nie, w Biblii nie ma nic na temat "Jak dogadać się w związku". Wszystko, co jest w tej konferencji pochodzi skądś indziej. Jeżeli jest coś o Biblii,to zostało podciągnięte pod tezę i stosownie zinterpretowane. I nie jest to zarzut wobec Szustaka. Nie może być inaczej, gdy od tysiącleci interpretujemy tę samą książkę. Teologia to sztuka intelektualnej ekwilibrystyki i argumentacji. Gdy spytać 10 księży, co myślą na dany związany z wiarą temat, każdy może powiedzieć co innego i uzasadnienie w Biblii na to znajdzie. Gdy ktoś mówi, że jest katolikiem, nie wiadomo, co to właściwie znaczy. Katolicyzm to słowo całkowicie puste semantycznie i tu jest największy problem.

Każda działalność w obrębie Kościoła która pokazuje ,że nasza Wiara to wielka "przygoda" intelektualna zasługuje na poparcie. Polecam słuchanie Nowego Testamentu wydanie Paulistów w MP3 - dwie płyty. Ambrozja dla duszy i ciała, szczególnie w towarzystwie wątpiących - ich miny nie do zapomnienia.

Słucham i czytam o.Adama od kilku lat. Jestem Mu wdzięczna za "przebudzenie" otwarcie oczu i skierowanie ich na BOGA. A krytyka niech o. Adama wzmacnia i determinuje, umacnia w tym co robi. Niech Bóg Cię Błogosławi Ojcze. A kto nie chce niech nie słucha

Będąc na wyższym stopniu rozwoju duchowego człowiek poszukuje czegoś więcej, niż to co proponują "Czarni". Jeśli ktoś potępia o.Adama, to znaczy, że nie rozumie samego siebie. Ja dziękuję, że "szustakowe" kazania pokazały mi zupełnie inne oblicze Boga. Takiego Boga, jakiego zawsze szukałam.

A w ogóle, to co było powodem tekstu pani M.B.? Zawiść, że ludzie, powiedzmy "letni", zaczynają się Bogiem fascynować dzięki słuchaniu o. Szustaka, a nie po lekturze TP? I co jest celem? Wygląda na to, że zdyskredytowanie o. Szustaka. Ale nieprzekonywająco te wywody brzmią, pani B. oj, cieniutko.

Poczytałem sobie artykuł ("bardzo rzetelny"), poczytałem forum ("przepełnione nauczaniem o.Szustaka/Jezusa") i coraz bardziej przekonuję się, że zawieszenie własnego katolicyzmu na kołku wspomnień i zaprzestanie traktowania go poważnie było bardzo dobrą decyzją :P

Dlaczego? Uważasz, że wszelka dyskusja mija się z celem a katolicy powinni być tacy sami? Błagam, dlaczego??? Przecież "różne są dary łaski [naprawdę bardzo różne!] lecz ten sam Duch" 1 Kor 12,4 Co jest niepoważnego w tej dyskusji? Że autorka nie przesłuchała wszystkich konferencji? Pozdrawiam

Nie życzę sobie by być przeinaczanym, jedyna "jednakowość" tyczyła przytoczenia przez pewnego forumowicza pewnych tez które twierdził, że są prawdziwe tylko na podstawie tego, że sprawdzały się odnośnie jego i jego małżonki. Ludzie (jacykolwiek) nie są jednakowi i oby nigdy tacy nie byli, ale wypadałoby by się wzajemnie szanowali, a z tym krucho, a im większe przekonanie o "własnym wybraństwie" (zwłaszcza bożym), tym o pogardę lub przynajmniej poczucie jakiejś tam wyższości nad bliźnim łatwiej. ps. teks artykułu był według mnie nadmiernie protekcjonalny, a tytuł wprost obraźliwy, tak się dyskusji nie prowadzi, zresztą "strona przeciwna" na forum tez pokazała co potrafi, wpływ "wybraństwa" po przyjęciu kazań o.Szustaka? nie wiem, zostawiam pod przemyślenie.

W czym o. Szustak podpadł "Tygodnikowi"? Na pierwszy rzut oka jego kaznodziejska działalność powinna środowisku "Tygodnika" przypaść do gustu: "fajnokatolicyzm", zero polityki, za to dużo psychologii, a nawet psychoanalizy. Bo nie był feministyczny? Bo na spotkania z nim przychodzą tłumy? Wygląda na to, że wszelkie masowe zjawiska w polskim Kościele są dla "Tygodnika" drażniące, czy jest to środowisko Radia Maryja, czy ruchy charyzmatyczne, czy wreszcie popularność o. Szustaka. Widzimy typowy tygonikowo-gazetowyborczy sposób krytyki. Najpierw kilka suchych komplementów we wstępniaku, a potem pięciostronicowy, niby to bezstronny artykuł, siejący w każdym akapicie nowe wątpliwości, ale przecież "ja tylko pytam". Zarzuty? Obrona ortodoksji biblijnej interpretacji w "Tygodniku" brzmi wybitnie nieszczerze. Seksizm? Tygodnikowa nerwica. W podobny sposób, co o. Szustak o sprawach damsko-męskich mówi cały polski Kościół; aby się o tym przekonać wystarczy posłuchać np. ks. Pawlukiewicza, ks. Dziewieckiego czy pana Pulikowskiego. Źródła tej narracji tkwią w nauczaniu Jana Pawła II, choć zostało ono przez popularnych kaznodziejów "umłodzieżowione". O. Szustak nie przygotowuje się do kazań? Takie mówienie to tylko wyraz skromności zakonnika, bo trudno kazania podparte biblijnymi interpretacjami ojców Kościoła uznać za rzeczywiście nieprzygotowane. Gwiazdorstwo, autokreacja, brak autentyczności? I niechęć rozmowy z mediami? Myślę, że ta niechęć to właśnie próba ucieczki od gwiazdorstwa. Jeszcze jedna rzecz. Autorka bierze na tapetę, szatkuje i poddaje analizie bardzo intymne "Świadectwo życia i nawrócenia" o. Szustaka. To nie jest fair. Fakt dostępności na youtube statusu intymności "Świadectwu" nie odbiera. Tymczasem autorka najwyraźniej uznaje, że wszystko co zostało powiedziane, może zostać wykorzystane przeciwko mówiącemu. Ma też informatorów w bliskim otoczeniu o. Adama, co pozwala jej "dopowiadać" szczegóły pominięte w "Świadectwie", podważając w ten sposób szczerość tego wyznania: "<<Powiedzieli, że mam zupełnie inne imię, niż ja mam. I to w ogóle jest prawda. Pokazali mi historię biblijną, która jest moim imieniem, która jest w tym imieniu zawarta i w której całe moje życie tak wygląda.>> Tego w nagraniu dominikanin nie wspomina: chodziło o Mojżesza." "Ojciec Szustak niewiele bowiem opowiada sowim słuchaczom o kluczowym aspekcie swojej drogi formacyjnej: fascynacji sceną i studiach w szkole teatralnej." Pod koniec artykułu znajduje się taki fragment: "...o. Szustak język dostosowuje do potrzeb młodzieży wychowanej na blogach i esemesach. Mówi językiem luzackim, wręcz niechlujnym. Przed swoją przemianą o. Szustak używał innego języka. W marcu 2006 r. opublikował na łamach <<Tygodnika>> artykuł <<Sakrament teatru>> -- o dramacie <<Końcówka>> Samuela Becketta." Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że wyczuwam tu nutkę żalu: o to, że zdolny zakonnik, który początkowo poruszał się w orbicie "Tygodnika", poszedł własną drogą i odniósł sukces. Czyżby Małgorzata Bilska miała za złe o. Szustakowi tę przemianę, którą on sam nazywa swoim nawróceniem?

Mnie też nieco drażni coraz większa swoboda i pewne "gwiazdorzenie" przed kamerą ojca Adama. Ale jeśli trzyma się ortodoksji a jego nauczanie przynosi owoce, dociera do serc to cóż należy uznać, że taka jego licentia poetica i już. Każdy ma inny temperament. "Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca".

Pełna zgoda. Dodałbym jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze, nieuzasadnione jest robienie z niego polskiego Bashabory. Taki jest jednak wydźwięk pierwszej części artykułu, o. ASz ma na "każdym kroku" doświadczać bezpośrednich spotkań ze "Złym" albo z głosami, które podpowiadają mu co robić. W ten sposób czytelnik "TP", człowiek zapewne inteligentny i racjonalny ma ustawiony przekaz: ot, kolejna odsłona płytkiej katolickiej fantastyki. Takie tezy to wynik podania wyrwanych z kontekstu fragmentów wystąpień. Po drugie, ciekawa jest hipokryzja TP. Kiedy sam Tygodnik odważył się na przedstawienie chrześcijańskiego podejścia do uchodźców to było ok. Kiedy robi to o. ASz - to autorka zauważa tylko "brak hejtu"- czytaj: kolejny objaw sekciarstwa zwolenników. Po trzecie, brakuje informacji, że swoje dochody Malak przeznacza na różne działania dobroczynne. Ta luka + tytuł "Szustak company" może być opacznie odebrana. Po czwarte, zupełnie nie rozumiem tezy o tym, że to są konferencje, które dają przekaz: nic od siebie nie wymagaj. Jest dokładnie na odwrót. A podsumowując charakterystyczne jest retoryczne pytanie "Czy w przypadku o. Szustaka nie jest to nierozważne wyrzeczenie się refleksji intelektualnej". Szustakowi przypisano gębę katolickiego Coelho albo pretensjonalnego "coacha" Grzesiaka - plotącego miłe i bezrefleksyjne katolickie disco - polo. Poza tym, że to zwykła nieprawda, to artykuł pokazuje gdzie zmierza TP - w stronę kostycznego i krytykanckiego intelektualizmu gabinetowych inteligentów.

.. z punktu widzenia osoby niewierzącej traktujący bohatera jak mówcę korporacyjnego". Szustak ma charyzmę co jest bardzo mile widziane wśród księży i rekolekcjonistów - sług SŁowa. Nie boi się ludzi, nie ucieka od grzeszników, jest w stanie udać się na koniec świata do potrzebującego pomocy człowieka. Czy trzeba oczekiwać więcej od Bożego SŁugi? Dla redaktorów z TP to przaśne i paździerzowe. BYć może redaktorzy TP szukają czego innego niż Szustak i jego słuchacze. DLatego oglądalność pierwszego tak się różni od nakładu TP.

Nie wiem czemu ma służyć ten artykuł i wszystkie negatywne wpisy. Adam Szustak to człowiek z pasją, tak, z pasją do Boga. Jest wędrownym kaznodzieją. Jego praca do dotrzeć z Bogiem do jak największej ilości osób. Swoje kazania, audycje (whatever) adresuje do różnych ludzi, na różnym etapie drogi do Boga. Są takie, które są na bardzo wysokim poziomie i są takie aby trafić do kogoś kto już dawno z Bogiem nie miał nic wspólnego. Tak, Szustak to petarda. W dobrym tego słowa znaczeniu. Robi swoje, nie ocenia, nie potępia, jedzie dalej. Ma pasje, ma energię - do ludzi to trafia. Jak bardzo trzeba być sfrustrowanym i pozbawionym pasji do tego co się robi, żeby w ten sposób pisać o człowieku który zbliża do Boga tysiące ludzi? Sory, nie wszystkim odpowiadają schematyczne kazania i formułki tysiąca księży. Ja ich nie oceniam. Oni tez mają swój target i chwała mu im za to. O. Szustakowi jeszcze większa chwała, bo przyciąga przede wszystkim młodych a to oni będą kiedyś kształtowali rzeczywistość. Zamiast się za niego pomodlić, bo wierzę że nie jest mu łatwo to jeszcze mu dowalacie. Naprawdę ręce opadają....

Przeczytałam i w połowie znudzenie wzięło górę, sama nie wiem dlaczego dobrnęłam do końca. Ten artykuł nie wnosi niczego nowego, trochę faktów, trochę stronniczych komentarzy, delikatna dawka internetowego "hejtu". Nie każdy musi akceptować Ojca Szustaka, nie każdy musi go lubić, ale przecież - słuchanie go nie jest przymusowe. Pani Redaktor radziłabym więc, by w przyszłości była bardziej obiektywna - szkoda, że nie wspomniała Pani o tym, ile dobrej roboty wykonuje ów sławny dominikanin. Wszak o owoce tu chodzi, a nie o "gadanie". Z Bogiem!

Nie wiem dlaczego ktoś pisze coś takiego. Zawsze byłam osobą wierzącą ale dopiero ojciec Szustak pokazał mi jaki naprawdę jest Bóg. To on mnie przekonał, że zawsze mogę liczyć na Bożą Miłość i Miłosierdzie. Cóż złego uczynił ociec Adam, że tak naraził się autorce artykułu? Może to działanie złego? Bo po co komu tysiące nawróconych, szczęśliwych ludzi? Czyżby ktoś obawiał się, że wędrowny kaznodzieja stanie się obiektem kultu. Nie wierzę w ojca Szustaka, ale dzięki ojcu Szustakowi wierzę w żywego, prawdziwego i obecnego w moim życiu Boga. Módlmy się, żeby w każdym kościele był chociaż jeden taki kaznodzieja a wtedy staniemy się świadkami cudów.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]