Dominikanie opuszczają Zieloną w Łodzi. To było jedno z najciekawszych miejsc w polskim Kościele

W zlaicyzowanej Łodzi dominikanie przyciągali ludzi. Właśnie zamykają klasztor.
Czyta się kilka minut
Od lewej o. Tomasz Zamorski i o. Tomasz Nowak w klasztornej kuchni, 2020 r. // Fot. Sebastian Nycz / materiały prasowe
Od lewej o. Tomasz Zamorski i o. Tomasz Nowak w klasztornej kuchni, 2020 r. // Fot. Sebastian Nycz / materiały prasowe

Zeszłoroczny Adwent. W Galerii „Zielona 13” u łódzkich dominikanów wystawa queerowego artysty. Po wernisażu ma być dyskusja o katolikach LGBTQ+. Część braci w zakonie jest przeciw. Prowincjał odwołuje debatę. Klasztor na Zielonej 13 – nawet jak na otwarty Zakon Kaznodziejski – wyróżniał się odważnymi pomysłami duszpasterskimi. – Tutaj wszystko było inne – mówią ci, którzy tworzyli to miejsce.

Jubileusz ostatni

Poniedziałek, 18 listopada. W kaplicy pod wezwaniem Piera Giorgio Frassatiego przy Zielonej dziękczynna msza za dwadzieścia lat obecności dominikanów.

Przeor o. Maciej Biskup wzruszony i zdenerwowany powitał kilkadziesiąt osób: – Rzadko się zdarza, żeby w dzień powszedni było tylu ludzi.

– Jaka niezwykła ilość dobra się tutaj wydarzyła – zaczyna kazanie o. Marek Rojszyk. Też poruszony: spędził tu sześć lat. – W tej pracy było coś z pierwotnej miłości – wyznaje. – Powrócić do pierwotnej miłości to ocalić to dobro, nieść je dalej – dobiera słowa.

Transmisję mszy oglądam na kanale YouTube, który ma ponad 47 tys. subskrybentów. Kamera co rusz pokazuje portret Piotra Jerzego Frassatiego, który wystawiono przed ołtarz. „Dzięki wam przeżyłam covid i lockdown”, „Bóg zapłać”, „Dziękuję za rekolekcje i msze święte” – ludzie piszą na czacie.

Przeor jakby chciał przełamać minorowy nastrój. – Żyć duchem błogosławieństw, którymi żył Piotr Jerzy, można w każdym miejscu – mówi na koniec. – Nie tylko na Zielonej 13.

Kolejnych jubileuszy nie będzie.

O. Tomasz Biłka w swojej pracowni przy Zielonej 13, grudzień 2023 r. // Fot. Monika Ochędowska

Nie kościółkowo

– Przychodziło się tutaj jak po oddech – wspomina Marta Łysyganicz, pianistka i świecka dominikanka, podobnie jak Frassati. Studiowała na Akademii Muzycznej i na Zielonej bywała prawie codziennie: z Pałacu Poznańskich, gdzie mieści się uczelnia, to kilka minut. Potem przychodziła, gdy po studiach przez kilka lat mieszkała w Łodzi. Spotykała tutaj koleżanki, kolegów, profesorów. Tutaj została dominikańską tercjarką.

– To miejsce łączyło ludzi. Nie tylko tych, którzy tu przychodzili, ale też świeckich z braćmi – opowiada. Z dominikanami odmawiała jutrznię albo nieszpory. – Nie było podziału na duchownych i świeckich – dodaje.  

– Na Zieloną przychodzili ludzie myślący, wykształceni, studenci – mówi ks. Andrzej Perzyński, profesor teologii na UKSW w Warszawie i w łódzkim seminarium, założyciel Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Łodzi.

O. Paweł Gużyński był trzy lata przeorem. – Postawiliśmy na dobre kazania. Takie, które komentują słowo Boże, a nie upolitycznione albo straszące piekłem – tłumaczy fenomen Zielonej.

– Tworzyliśmy to miejsce od początku – dopowiada o. Rojszyk. – Więc nie było utartych schematów.

– Zielona nie była kościółkowa. Przez to, że to miejsce było otwarte na rozmowę, bardziej mogła się realizować powszechność Kościoła – uważa Maciej Biskup. Sam zaangażował się w dialog polsko-żydowski, ekumeniczny i towarzyszenie osobom skrzywdzonym w Kościele i osobom LGBTQ+.

Piotr Grodecki (też świecki dominikanin) mówi o Zielonej: – To był mój drugi dom.

Z fajką w zębach

Dwadzieścia lat wcześniej. W kamienicy przy Zielonej pod „trzynastką” stawili się ówczesny arcybiskup łódzki Władysław Ziółek (wyraził nadzieję, że dominikanie wiele wniosą w tutejsze środowisko) i prowincjał dominikanów Maciej Zięba (przywiózł kielich i patenę od Jana Pawła II). W pierwszą niedzielę Adwentu 2004 r. zainaugurowano klasztor bł. Piera Giorgio Frassatiego. Dekret podpisał generał Zakonu Kaznodziejskiego.

– Nie dawajcie nam spokoju – zwracał się do łodzian o. Witold Słabig, pierwszy przełożony i dobry duch tego miejsca. Na uroczystość przyjechali siostrzeńcy Frassatiego: Wanda Gawrońska i jej brat Alfred.

Patron klasztoru to włoski student. Urodził się na początku zeszłego stulecia w Turynie. Religijny: znajomych zapraszał na msze, nabożeństwa, procesje. Cenił wartość ziemskiego życia – hobby Piera Giorgia stanowiły góry. Na swoim najbardziej znanym zdjęciu, zrobionym podczas wspinaczki w Alpach, stoi na skale z fajką w zębach.

Wiarę rozumiał jako praktykowanie miłości bliźniego: ubogim nosił paczki z jedzeniem, lekarstwa. Zaraził się wirusem polio od człowieka, któremu pomagał. Gdy sto lat temu umierał, miał dwadzieścia cztery lata. Nie zdążył zdać końcowego egzaminu na politechnice.

Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Franciszek zapowiedział jego kanonizację. Jest patronem młodzieży, studentów i ludzi gór. Postać w sam raz na patronowanie klasztorowi, który miał przyciągać między innymi młodych.

– Czas jest krótki. Wypełnijmy go intensywnie – wzywał w czasie tamtej uroczystości o. Zięba.

Był Adwent, prowincjał miał na myśli czas ludzkiego życia w odniesieniu do wieczności. Nie przypuszczał raczej, że współbracia zostaną na Zielonej tak krótko.

Fakty i mity

To świeccy chcieli, żeby dominikanie przyszli do Łodzi. Piotr Grodecki poznał ich w Poznaniu: jako licealista chodził w drugiej połowie lat 70. na msze o. Jana Góry. – Prężne duszpasterstwo, otwartość, liturgia i osobowość ojca Jana. To wszystko przyciągało – wspomina.

U dominikanów odebrał pierwszą edukację obywatelską. Pamięta, jak w kościele o. Góra zaintonował „Pieśń konfederatów barskich”. Kiedy zaczął studia na Uniwersytecie Łódzkim, brakowało mu dominikańskich mszy. W latach 90. związał się ze wspólnotą świeckich, która powstawała wtedy w Łodzi i z czasem stała się zalążkiem fraterni. Potem założyli Dominikańską Szkołę Wiary i zapraszali na wykłady braci.

Ale Łódź wciąż była największym polskim miastem bez zakonników w białych habitach i czarnych kapach. Aż świeccy zainterweniowali w tej sprawie u abp. Ziółka i prowincjała Zięby. W 2004 r. zakon kupił okazyjnie od miasta czteropiętrową kamienicę przy Zielonej, niedaleko śródmieścia. Z ulicy trudno zauważyć, że to klasztor. Piotr Grodecki opowiada, jak w czasie procesji rezurekcyjnej czekali na światłach, aż zapali się zielone, żeby przejść na drugą stronę. Niektórzy żartowali z ich sąsiedztwa: niedaleko była redakcja antyklerykalnych „Faktów i Mitów”.

Ważne było słowo

Kaplica jest na parterze. Ołtarz z piaskowca, dużo kamienia, jasne ściany. W nastawie ołtarza Ikona Krzyża. Podobna do tej z kościoła San Damiano, przy której nawrócił się Franciszek z Asyżu. Ta tutaj nazywa się Ikoną św. Dominika. Obok Ukrzyżowanego sceny ilustrujące sposoby modlitwy Dominika. Po prawej ikona Matki Bożej, po lewej duża fotografia Frassatiego – ta sama z Alp z fajką w zębach.

Sto sześćdziesiąt krzeseł. W niedzielne południe przychodziło po dwieście, trzysta osób. Na Pasterkę i Triduum jeszcze więcej. Część stała w korytarzu, na schodach.

– Ta kameralność sprawiała, że wszyscy czuli się blisko, nie było dystansu – uważa o. Rojszyk.

– Siedzieliśmy w półkolu, wszyscy się widzieliśmy, mogliśmy się do siebie uśmiechać – dodaje Marta Łysyganicz.

Piotr Grodecki: – Po paru latach wszyscy się znaliśmy i poznawaliśmy na ulicy.

– Cisza, brak przepychu, prostota – Łysyganicz charakteryzuje liturgię na Zielonej. – Nie było kościelnych organów, ważne było słowo, a w niedzielę i święta śpiewała tutejsza schola.

To także nasz Chrystus

– Tutaj zawsze się coś działo – mówi ks. prof. Perzyński, który prowadził na Zielonej spotkania Klubu „Tygodnika Powszechnego”. – Bodaj pierwsze powstało duszpasterstwo akademickie „Kamienica”.

Co miesiąc odbywały się spotkania Dominikańskiej Szkoły Wiary. W ramach wieczorów „Poezja w Kamienicy” aktorzy czytali wiersze Anny Kamieńskiej, Julii Hartwig, Czesława Miłosza czy Zbigniewa Herberta. Od niedawna ma tu swoją siedzibę duszpasterstwo kobiet „OlaBoga”.

– Naszą główną specyfiką było kaznodziejstwo – mówi o. Gużyński. – Staliśmy się klasztorem mobilnych kaznodziejów, którzy jeździli w różne miejsca głosić rekolekcje. To był powrót do idei św. Dominika, który wysyłał pierwszych braci na krańce świata, żeby tam nieśli słowo Boże.

Mobilnymi kaznodziejami byli: Tomasz Nowak, Adam Szustak, Tomasz Zamorski. Znane nazwiska. Powstał Dominikański Ośrodek Kaznodziejski: bracia prowadzili m.in. warsztaty głoszenia kazań dla księży.

Osiem lat temu do klasztoru przychodzi o. Tomasz Biłka, poeta i malarz. Rozkręca działalność Galerii „Zielona 13” – istniała od początku, działała tak sobie. Biłka tworzy własny projekt kuratorski „Wiara widząca”. – Chodziło o rozpoznawanie współczesnych zjawisk z pogranicza sztuki i wiary – tłumaczy. – O pokazywanie pierwiastka metafizycznego i konfesyjnego w sztuce współczesnej.

Co miesiąc wystawa: malarstwo, rzeźba, grafika, moda. Gdy okazało się, że synod w Polsce nie podjął tematu sztuki współczesnej, Biłka z prof. Łukaszem Murzynem (dziekanem Wydziału Sztuki na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie) zorganizowali w galerii Synod Artystów. – Rozmawialiśmy o tym, że Kościół był kiedyś w awangardzie sztuki, a dzisiaj jest w ariergardzie. I co trzeba zrobić, żeby to się zmieniło – mówi o. Biłka. – Nasze uwagi zostały włączone do prac synodu.

Rok temu zaprosił Daniela Rycharskiego. Wystawa „To jest także nasz Chrystus” pokazywała inscenizacje, które odnosiły się do wykluczenia osób homoseksualnych w Kościele. Wydarzenie nawiązywało do książki Marcina Dzierżanowskiego pod tym samym tytułem (autor rozmawia z chrześcijanami LGBTQ+ – Rycharski był jednym z rozmówców).

– Bardzo mi zależało, żeby taki artysta pokazał się w naszej galerii – tłumaczy Biłka. – Kościół wykazał przecież sporo niezrozumienia dla osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Zaplanowano debatę o katolikach LGBTQ+. Część polskich dominikanów się sprzeciwiła. Prowincjał odwołał spotkanie w obawie „przed zbyt wysokim ryzykiem mocnych podziałów”. Ale sama rozmowa i tak się odbyła – w kawiarni niedaleko klasztoru.

Trzy tygodnie pokuty

Kościelnych „kłopotów” z łódzkimi dominikanami było więcej. Pół roku przed wystawą Rycharskiego w Warszawie odbywa się ekumeniczne nabożeństwo z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii (IDAHOBIT). Kazanie głosi o. Maciej Biskup, który od lat posługuje duszpastersko wspólnocie „Wiara i Tęcza” (zrzesza chrześcijan nieheteronormatywnych).

– Chrystus jest zraniony wszelką nietolerancją i pogardą. Chwilami osamotnienia. Każdą depresją i autoagresją z powodu nieakceptacji, której źródło jest w tych, którzy nie przyjęli. Jest także zraniony śmiertelnie każdym odebranym sobie życiem z powodu nietolerancji, szykan, wyśmiania, marginalizowania, ideologizowania – mówi dominikanin.

Po kazaniu niektóre parafie i wspólnoty zakonne odwołują rekolekcje, które miał u nich prowadzić. Najbardziej bolesna była dla niego reakcja współbraci z klasztoru na stołecznym Służewie. Przez lata wykładał w tamtejszym Chrześcijańskim Studium Wschodu i zawsze – jak mówi – okazywał „swoją dyspozycyjność duszpasterską temu środowisku”. Tym razem usłyszał, że ma nie przyjeżdżać. Przyjmuje to jako cenę za zajmowanie się osobami LGBTQ+. – Jeśli się towarzyszy osobom wykluczonym, to trzeba też częściowo uczestniczyć w ich doświadczeniu – mówi.

Pięć lat temu o. Gużyński jedzie na trzy tygodnie do klasztoru kontemplacyjnego. To pokuta za wpis na Facebooku: dominikanin wzywał do dymisji abp. Marka Jędraszewskiego po kazaniu krakowskiego metropolity o „tęczowej zarazie”. Potem zakon przeniósł Gużyńskiego z Łodzi do Rotterdamu.

– Dla części braci w prowincji – mam wrażenie – byliśmy zbyt otwarci – przyznaje o. Biskup.

– To były osoby wyróżniające się osobowością i stylem kaznodziejstwa – mówi o mieszkańcach Zielonej o. Gużyński. – Gdyby byli w różnych klasztorach, mieliby mniej swobody. A tutaj mogli działać na swoich warunkach.

Maciej Biskup przeżył na Zielonej sześć lat. – To kwintesencja życia wspólnotowego: być usłyszanym – mówi. – W żadnym innym klasztorze wcześniej nie miałem doświadczenia tak otwartego rozmawiania o rzeczach trudnych w Kościele, w zakonie.

Jeszcze jeden fenomen Zielonej.

Parafia pandemiczna

Pandemia. Kościoły nieczynne. Dominikanie na Zielonej odprawiają msze na kanale YouTube. Internetowe nabożeństwa są też w innych kościołach. Ale transmisje z Zielonej podbijają internet.

– Bo byliśmy jednymi z pierwszych – tłumaczy popularność Maciej Biskup. – Oglądało nas po kilkanaście tysięcy ludzi. Nie tylko w Łodzi, nie tylko w kraju, także na świecie, gdzie mieszkają Polacy.

„Parafia pandemiczna” – tak wierni zaczynają nazywać łódzką kaplicę.

O. Biskup był niedawno z posługą u rodaków w Dubaju. I ludzie dziękowali mu za internetowe msze, kazania i rekolekcje. – Wszyscy, którzy dziękują, wyraźnie podkreślają, że pomogliśmy im przeżyć kryzys związany z pandemią i z nadużyciami w Kościele – opowiada.

Ich kanał YouTube obserwuje dziś 140 tys. osób. To tak jakby oglądała ich cała Zielona Góra.

Podzielili się siłami

Doczekali się parafii. Trzy lata temu kard. Grzegorz Ryś dał im parafialny kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w śródmieściu – w Łodzi brakuje księży diecezjalnych. Trochę to wbrew powołaniu braci kaznodziejów – stronią raczej od typowego duszpasterstwa parafialnego. Choć polscy dominikanie prowadzą parafie w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie. Do łódzkiej parafii wysłano braci z Zielonej. Proboszczem został Rojszyk. – Trzeba było podzielić się siłami – mówi Maciej Biskup.

Przeniosło się tam duszpasterstwo studentów. Z Zielonej przeniesiono też świąteczne nabożeństwa: Pasterkę i Triduum. – Duży kościół daje większe możliwości – tłumaczy o. Maciej.

Ks. Perzyński był tam niedawno. Na mszy widział dużo młodych. – W śródmiejskich parafiach młodzi rzadko chodzą do kościoła – mówi. – A dominikanie potrafią ich przyciągać.

To byłaby zdrada

Że klasztor się zamyka, o. Biskup ogłosił na YouTubie. Tłumaczył, że z powodu obowiązków w parafii zakonnikom trudno utrzymać Zieloną. Był moment, gdy było tu kilkunastu braci. Zostało czterech. Zawieszono działalność Ośrodka Kaznodziejskiego.

– To byłoby na dłuższą metę niezrozumiałe, że czterech braci mieszka w wielkiej kamienicy. Przy braku wsparcia nowych braci z prowincji niemożliwe byłoby utrzymanie życia wspólnego i ekonomicznie samej kamienicy – o. Biskup stara się zrozumieć decyzję przełożonych.

Zostaną do czerwca. Część braci przejdzie do łódzkiej parafii, część do innych klasztorów. Zostanie kaplica. Pomieszczenia w opuszczonej kamienicy wynajmą. – Na dzieła ewangelizacyjne albo edukacyjne – mówi przeor. – Na pewno nie będzie to komercja. Byłaby to zdrada wobec świeckich, którzy to miejsce tworzyli, z nim się związali i mieli duszpasterskie oczekiwania – dodaje.

Pytam, czy Zielonej nie dało się zachować.

– Podobno wśród polskich dominikanów nie ma braci, którzy chcieliby w tym projekcie uczestniczyć. Żałuję.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Tam widzieliśmy się wszyscy