Miłość, o której zamierzam opowiedzieć, zaczęła się w 1919 r. od pytania natury technicznej. Nieco wyolbrzymiam, bo doszło wtedy zaledwie do pierwszego kontaktu, zaś uczucie narodziło się później – a może nawet trudno nazwać „kontaktem” napisany w skrajnej desperacji krótki list.
Milena Jesenská przymierała głodem i potrzebowała szybkiego zarobku. Za namową znajomego – Stanislava Kostki Neumanna, lewicowego pisarza, redaktora i wydawcy, poszukującego w literaturze inspiracji do społecznego działania – postanowiła przełożyć na czeski tekst Franza Kafki. Wybór padł na „Palacza”, pierwszy rozdział powieści „Zaginiony”. Kafka opublikował go już w 1913 r., zaznaczając, że to fragment pewnej całości (ukazała się dopiero po jego śmierci, pod tytułem „Ameryka”).
Milena potrzebowała zgody autora i wydawcy. Listowne zapytanie było lakoniczne. Nie chciała, by adresat domyślił się, jak zła jest jej sytuacja.
Kim była Milena Jesenská, muza jednego z największych pisarzy XX wieku?
Urodzona w 1896 r. Jesenská pochodziła z zamożnej praskiej rodziny. W wieku 16 lat straciła matkę; tak naprawdę „straciła” ją wcześniej, gdyż długa choroba uniemożliwiła matce normalne funkcjonowanie. Milenę wychowywał (a raczej próbował sprawować nad nią pieczę) ojciec, szanowany chirurg szczękowy, prowadzący własną praktykę dentystyczną i wykładający na Uniwersytecie Karola. Modelowy przykład mieszczańskiego despoty: przekonany o swojej wybitności egoista, nacjonalista i antysemita, który rodzinę traktował jako nieodzowny atrybut mężczyzny, a zarazem kłopotliwy ciężar.
Jesenski chciał uczynić z Mileny silną jednostkę, upodobnić ją do siebie. Nie był to klasyczny zimny chów, gdyż młoda Jesenská miała na pozór dużo swobody. Chodziło raczej o skalę odpowiedzialności, która na nią przedwcześnie spadła. To ona musiała zajmować się matką, podczas gdy ojciec rozwijał karierę i oddawał się uciechom z pacjentkami. Posłał córkę do liceum Minervy, pierwszej prywatnej placówki dla dziewcząt, słynącej z poziomu nauczania oraz intelektualnej otwartości nauczycielek i nauczycieli, co budziło podziw progresywnej części czeskiego społeczeństwa i przerażenie tej konserwatywnej.
Jako nastolatka Milena buntowała się przeciwko warunkom panującym w domu i przekraczała społeczne normy. Nie był to wyłącznie nieodzowny element procesu dojrzewania. W ten sposób odreagowywała traumatyczne doświadczenia związane z chorobą matki. Kradła ojcu pieniądze i ubrania (te ostatnie rozdawała przyjaciołom), eksperymentowała z narkotykami podprowadzanymi z gabinetu stomatologicznego, wdawała się w uliczne bójki, stała się bywalczynią modnych kawiarni, gdzie prowokowała mieszczańską klientelę. W jednym z takich lokali poznała Ernsta Pollaka, starszego o 10 lat pisarza i urzędnika bankowego, centralną postać środowiska intelektualnego, które składało się głównie z niemieckojęzycznych Żydów. Nazywano go „Kenner” (znawca) i traktowano jako arbitra w sprawach literackich.
Dla Jesenskiego związek córki z Pollakiem był nie do przyjęcia. Uznał, że Milena szarga nie tylko wartości rodzinne, ale też narodowe, podkopując jego pozycję społeczną. W 1917 r. na 9 miesięcy zamknął ją w szpitalu psychiatrycznym: wyszła osiągnąwszy pełnoletność. Od razu oznajmiła ojcu, że zamierza poślubić Pollaka. Jesenski musiał zgodzić się na małżeństwo, ale postawił warunek: młodzi przeniosą się do Wiednia. Miał nadzieję, że pozbędzie się problemu, a praskie kręgi towarzyskie przestaną plotkować o jego rodzinie.
Początek był obiecujący. Milena i Ernst, wyposażeni w niewielki posag, szybko urządzili się w nowym mieście. Dla niemieckojęzycznego Pollaka wiedeńska rzeczywistość nie stanowiła wyzwania. Znał tworzących tam pisarzy, a jego reputacja pozwoliła mu zająć w ich grupie ważne miejsce. Milena musiała nauczyć się języka i – gdy pieniądze od ojca się rozeszły – znaleźć sposób na zarobkowanie.
Walka o prawo do związku z Pollakiem była tak intensywna, że Jesenská przeoczyła wiele sygnałów ostrzegawczych. Dopiero teraz w pełni poznała swojego partnera, który, owszem, dysponował inteligencją i wiedzą, ale był skrajnie niedojrzały. Blokadę pisarską próbował sobie powetować niekończącymi się rozmowami o literaturze i kolejnymi romansami.
Milena starała się dopasować do tego stylu życia, przekonywana przez Pollaka, że nowoczesna miłość powinna przyjąć formę otwartego związku. Wchodziła w przelotne relacje z mężczyznami (np. Hermannem Brochem, którego uczyła czeskiego) i kobietami. Z czasem emocjonalny koszt tych eksperymentów okazał się zbyt wysoki. Jej egzystencja przypominała sinusoidę: po chwilowych wzlotach następowały upadki (kolejne transgresje, konflikty, próby samobójcze…).
A jednak nie poddała się. Z pomocą przyjaciół zaczęła drukować felietony i krótkie reportaże. Inteligencja, wrażliwość, zmysł obserwacji, a przede wszystkim ciekawość ludzi i świata (nowego świata, z jego obyczajowością, modą i techniką) pozwoliły jej rozwinąć współpracę z czeskojęzycznymi pismami. Pollak wyśmiał pierwsze próby dziennikarskie Mileny, więc na znak protestu zaczęła podpisywać teksty panieńskim nazwiskiem. Postanowiła również wkroczyć na jego terytorium. Przekłady z literatury niemieckojęzycznej miały być nie tylko dodatkowym źródłem utrzymania, ale też próbą sił z mężem. Właśnie dlatego napisała do Kafki, z którego utworami zetknęła się już wcześniej. Poza tym ich ścieżki przecięły się w jednej z praskich kawiarni, ale wtedy nie miało to żadnych konsekwencji. Jak wspomniałem: uczucie narodziło się później.
Co pisali do siebie Franz i Milena?
Pierwsze listy i kartki pocztowe zaginęły. Dla nas relacja Mileny Pollak i Franza Kafki zaczyna się wiosną 1920 r. 37-letni pisarz udał się wtedy do tyrolskiego Meranu (a w zasadzie Merano, bo od 1919 r. ta miejscowość, będąca jednym z popularniejszych ośrodków uzdrowiskowych i kurortów dawnego cesarstwa habsburskiego, należała do Włoch), by podreperować zdrowie. Od trzech lat zmagał się z postępującą gruźlicą. Chorobę traktował jako somatyczny skutek psychicznego napięcia.
Gdy analizuje się koleje jego życia, uderzają przede wszystkim dwie rzeczy: niebywała samoświadomość, a zarazem bezradność wobec własnych emocji. Z każdej strony jego dziennikowych zapisków i licznych listów, które wysyłał do bliskich, wyłania się obraz człowieka nieustannie przemierzającego własne wnętrze w celu zbadania jego granic. W konfrontacji z innymi ten sam człowiek niemal zawsze tracił grunt pod nogami, wikłając się w relacje, których dynamika przyprawiała go o zawrót głowy. Nie potrafił wykorzystać wiedzy zdobytej w procesie autoanalizy, nie był w stanie przekuć jej w praktyczne rozwiązania, by zneutralizować codzienne problemy.
Jednak, podobnie jak Milena, choć z innymi skutkami, nie dawał za wygraną. Po kilkuletnim nieudanym związku z Felicją Bauer (1912-1917), w trakcie którego wysłał przeszło 500 listów miłosnych, wciąż fantazjował o zbudowaniu stabilnej relacji z kobietą. W 1919 r. postanowił ożenić się z Julie Wohryzek, prażanką żydowskiego pochodzenia, ale plany te pokrzyżował jego ojciec, zaniepokojony plotkami o rzekomych wybrykach obyczajowych narzeczonej Franza. Skonfundowany Kafka uległ, choć nie zerwał z Julie całkowicie. Przecież to właśnie ojciec zawsze naciskał na niego w kwestii małżeństwa, stanowczo, wręcz agresywnie przekonując – zresztą w podobnym stylu, co Jan Jesenski – że bez rodziny mężczyzna jest społecznie upośledzony i nie może liczyć na uznanie, a o to ostatnie trzeba ciągle zabiegać.
Gest Mileny zaintrygował go z dwóch powodów. Po pierwsze, nikt wcześniej nie tłumaczył jego tekstów. Po drugie, sam chętnie skonsultowałby się w ich sprawie z Ernstem Pollakiem, o którym miał jak najlepsze zdanie. Na horyzoncie rysowały się ekscytujące możliwości: albo żona wybitnego intelektualisty sekretnie zainteresowała się targanym ciągłymi wątpliwościami Kafką, albo zakamuflowany dowód uznania wysłał mu za jej pośrednictwem ów intelektualista. Należało skorzystać z okazji i odpowiedzieć życzliwie.
Zajęta swoimi sprawami Milena ucieszyła się ze zgody na przekład, ale nie zareagowała od razu. Kafka musiał zachęcić ją do stałej korespondencji. Lawina ruszyła z impetem dopiero w kwietniu. Okazało się, że wiele ich łączy: podobna wrażliwość, koncentracja na detalu, przekonanie, że mamy do dyspozycji jedynie życie doczesne i że właśnie ono jest naszym największym zadaniem, a zatem nie należy tracić energii na rozważania o fantastycznej przyszłości po śmierci.
Kafka był dzieckiem swoich czasów, ale dzieckiem zagubionym, przez co wyrodnym. Nie znosił mieszczańskiej formy życia, w jego przekonaniu największą zarazą nowoczesnego świata był patriarchat, a powinności kobiety i mężczyzny należy stale renegocjować. Gdy okazało się, że oboje mają trudne relacje z ojcami, zaczęli pisać nie tylko o osobistych doświadczeniach, ale też potencjalnej zmianie społecznej.
Najważniejsza różnica ujawniła się w podejściu do bezpośredniego kontaktu. Milena uważała, że powinni się czym prędzej spotkać, by ugruntować emocjonalną więź. Kafka – jak zawsze – chował się w jamie. Jego niechęć do konfrontacji wynikała z obawy, że Milena będzie rozczarowana żywym człowiekiem. W listach mógł kontrolować sytuację – częściowo, bo choć wszystko rozgrywało się wyłącznie w ich głowach, to jednak emocje co raz dawały o sobie znać. Gdy Milena zaproponowała, by wracając do Pragi, zatrzymał się na kilka dni w Wiedniu, Kafka wpadł w popłoch, a zwątpienie zainscenizował w tekście: jeden z listów składa się niemal wyłącznie ze sprzecznych zdań, z których pierwsze informuje o tym, że przyjedzie, a następne – że jednak nie.
Źródeł wątpliwości było więcej. Przede wszystkim Pollak, budzący strach potężny konkurent. Poza tym relacja z Julie Wohryzek, o której Franz szybko poinformował Milenę. Ostatecznie przybył do Wiednia na cztery dni, które tak naprawdę były jedynym w pełni szczęśliwym epizodem tej miłości. Udało im się na chwilę zapomnieć o wszystkim, co ich niweczyło: ona odsunęła się od toksycznego męża, on opanował lęk przed bliskością i mimo choroby swobodnie włóczył się z Mileną po mieście.
„Przemiana” Gregora Samsy przetestowana w liście
W opublikowanych w 1977 r. „Fragmentach dyskursu miłosnego” Roland Barthes pisze, że mowa zakochanych obfituje w rozmaite chwyty, które co prawda bez reszty przynależą do języka, ale przypominają nieco figury taneczne lub gimnastyczne – słowa zdają się naśladować zmysłowy ruch ciała. I właśnie z takim ruchem mamy do czynienia w listach Kafki. Gdy opowiada o swojej chorobie i troszczy się o stan zdrowia Mileny, jego zdania zaczynają kaszleć. Gdy wstydzi się z nią spotkać i mnoży powody, dla których nie powinien tego robić, każda fraza ma wypieki. Gdy jest zazdrosny o Pollaka, rzeczowniki drżą z wściekłości, choć czasowniki utrzymane są w spokojnym tonie. Kiedy opisuje swoje uczucia, przywołuje obraz płomienia. Wystarczy zajrzeć do oryginalnych wersji listów, by przekonać się, że charakter pisma zmieniał się właśnie w tych miejscach, jakby papier parzył mu dłoń.
W maju napisał do Mileny jeszcze z Merano, że odpoczywając na leżaku, dostrzegł żuka, który przewrócił się na grzbiet. Mógłby mu co prawda pomóc, ale był zajęty lekturą jej listu. Dopiero pędząca jaszczurka na powrót przyciągnęła jego uwagę do świata. Żuk zdawał się martwy, ale jaszczurka go potrąciła, dzięki czemu udało mu się wrócić do pionu i po chwili ruszyć w swoją stronę. Kto w tym fragmencie leży na grzbiecie w śmiertelnym przykurczu – żuk czy Franz? Milena zapewne zrozumiała aluzję. To ona była jaszczurką, która swoją niewyczerpywalną energią przywróciła otępiałego Kafkę do życia.
Figur zwierzęcych znajdziemy w listach więcej. O lęku i niezdecydowaniu Kafka opowiedział za pomocą anegdoty o wróblu, który pojawił się na jego balkonie. Widział go wyraźnie z pokoju przez otwarte drzwi. Zamiast rzucić kilka okruchów na balkon, rozsypał je wokół siebie, skłaniając kruche istnienie do przekroczenia progu. Ptak odleciał, ale po chwili wrócił, spragniony i trochę zdesperowany. Gdyby Kafka nie wykonał – intencjonalnie lub przypadkowo – płoszącego ruchu ręką, wróblowi udałoby się zdobyć pokarm. W początkowej części tego fragmentu słowa opadają bezgłośnie i miękko na stronę niczym okruszki. Potem wszystko przyspiesza. Gwałtowny koniec akapitu, będący zarazem końcem listu, przywodzi na myśl trzepot wystraszonych skrzydeł.
Nie wiemy, jak wyglądały odpowiedzi Mileny. Możemy się tylko domyślać, w jakim stylu były utrzymane, biorąc za punkt odniesienia kilka jej zachowanych listów do Maksa Broda, przyjaciela i powiernika Kafki, a po śmierci pisarza – redaktora i pierwszego wydawcę jego pism. Milena jest w nich tyleż emocjonalna, co precyzyjna, żywiołowa i zarazem konkretna, ostrożna, ale pewna swych uczuć. Bez reszty przynależała do sfery realności.
Kafka, mimo krótkich okresów emocjonalnego wzmożenia, chciał pozostać w świecie słów, ale na dłuższą metę ów świat straszliwie go męczył. Epistolarny romans trwał kilka miesięcy – od kwietnia do listopada 1920 r. W pewnym momencie Kafka uznał, że wspólne życie jest jednak możliwe i zaczął namawiać Milenę na przeprowadzkę do Pragi albo gdzieś, gdzie będzie mogła być z dala od męża. Chyba ją to trochę przestraszyło, poza tym wciąż była koluzyjnie uzależniona od Pollaka. Spotkali się jeszcze raz, ale oboje uznali tę schadzkę za nieudaną. Ostatecznie pod koniec roku doszło do zerwania. Być może było ono nieuchronne – od początku wpisane w tę historię jako jedyne wyjście dla ludzi nieprzygotowanych na zmianę.
Czy Kafka jest patronem miłosnych czatów?
Dwa lata później Kafka wysłał do Mileny list. Zaskakujący gest, bo co prawda widzieli się kilka razy, gdy już po „rozstaniu” odwiedziła Pragę, ale nie pisywali do siebie. A jednak pod koniec marca 1922 r. powstał poruszający dokument, który rzuca światło na ich relację. Jest także jednym z najaktualniejszych dzieł Kafki.
Pisarz zwraca się do niej per „pani” i od razu przystępuje do wyjaśnienia, że milczał, gdyż nie znosi kontaktu epistolarnego (śmiałe stwierdzenie jak na kogoś, komu zdarzało się pisać po kilka listów dziennie). Potem przechodzi do rozważań na poły osobistych, na poły filozoficznych. Stwierdza, że całe nieszczęście jego egzystencji wynika z możliwości pisania listów. Musiało to – kontynuuje – „wnieść do świata straszliwe rozbicie dusz. Toż to jest obcowanie z upiorami, i to nie tylko z upiorem adresata, ale też i z własnym, który człowiekowi niemal spod pióra wyrasta w liście (…) albo nawet w całym szeregu listów, gdzie jeden list umacnia drugi i może powołać się nań jak na świadka” (tłum. Feliks Konopka).
Nie wiadomo, co Kafka miał dokładnie na myśli. Być może nawiązywał do ich wymiany listów, która co najmniej kilka razy przekształciła się w istną żonglerkę (zakochani nie czekali na odpowiedź z drugiej strony, tylko tworzyli kolejne komunikaty, przez co w danym momencie w ruchu było kilka, a nawet kilkanaście różnych listów; nie można się było w tym połapać, dlatego wreszcie Kafka zaczął je numerować).
O jakie upiory chodzi? Pisarz nie definiuje tego – pojawiającego się również w dziennikach – pojęcia. Jakaś wywłaszczająca siła przechwytuje energię przelewaną w miłosną korespondencję, sprawiając, że żywi słabną, a rzeczywistość kurczy się, zmierzając w stronę niemal całkowitej zatraty. „Jakim sposobem przyszło ludziom na myśl, że mogą obcować ze sobą za pomocą listów! O dalekim człowieku można myśleć, a bliskiego człowieka można schwytać, wszystko inne przekracza ludzkie siły. Ale pisać listy znaczy tyle, co obnażać się przed upiorami, na co one chciwie czekają. Pisane pocałunki nie docierają do miejsca przeznaczenia, tylko wypite zostają po drodze przez upiory. Dzięki tej strawie rozmnażają się one niesłychanie”.
W pewnym sensie Kafka zanegował tutaj zasadę swojego współistnienia z ludźmi, której słowo było nieodzownym elementem, ochroną i jednocześnie zapośredniczeniem. Pragnął obecności, ale gdy w grę wchodziły uczucia, nie potrafił jej wytrzymać (po „rozstaniu” widzieli się więcej razy niż w trakcie „romansu”). Nie stracił do Mileny zaufania, wciąż czuł, że łączy ich wyjątkowe powinowactwo. Podczas jednej z wizyt przekazał jej dzienniki, które po latach oddała Brodowi, zaznaczając przy okazji, by listy do Franza jak najszybciej spalił.
Podobnej prośby od przyjaciela Max nie spełnił. Dlaczego posłuchał Jesenskiej? Co jeszcze zawierały jej listy? A może leżą zapieczętowane w jakimś zapomnianym prywatnym archiwum, nie czekając wcale na odkrycie, intymnie skryte przed oczami czytelników, wciąż dostępne wyłącznie dla jak zwykle nieobecnego Franza Kafki.

Franz Kafka, Listy do Mileny, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Feliks Konopka, Znak, Kraków 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















