Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Facebook Kafki

Facebook Kafki

07.05.2012
Czyta się kilka minut
Franz Kafka, Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców. Korespondencja Kafki pozwala mniemać, że gdyby pisarz żył dziś, namiętnie korzystałby z portali społecznościowych.
rys. Marcin Bondarowicz
L

Listy były dla Kafki sferą emocjonalnych ćwiczeń, którym oddawał się z wielką pasją, przekonany, że tylko tak będzie w stanie przygotować się do skutecznej pracy literackiej.

27 stycznia 1904 r. dwudziestojednoletni Franz Kafka pisze list do przyjaciela, Oskara Pollaka. Jak zwykle panuje między nimi napięcie, którego źródeł nie potrafią zidentyfikować. Kafka kończy słowami: „Czuję się tak, jakbym zrobił Ci jakąś krzywdę i musiał Cię prosić o przebaczenie. Nie wiem jednak o żadnej krzywdzie”. Nie będziemy dociekać, co było powodem nieporozumień między dawnymi szkolnymi kolegami. Interesuje nas anegdota, którą Kafka przytacza, by wyjaśnić Oskarowi, dlaczego przez dłuższy czas nie odpowiadał na jego list.

Oto jaskiniowiec znajduje w swej grocie wielki głaz. Nie wiedzieć czemu postanawia zatarasować nim wejście do jaskini: popycha kamień z całych sił, a potem z beztroskim entuzjazmem toczy go w stronę wejścia. Głaz szczelnie zamyka otwór w skale, wczepia się w nią z przerażającą siłą. Jaskiniowiec uświadamia sobie, że od tej chwili jest odcięty od świata. Entuzjazm ustępuje przerażeniu: człowiek ów szamocze się bezradnie, napiera na kamień, próbuje poderwać go z miejsca, by wpuścić do środka odrobinę słońca i świeżego powietrza. Jeśli nie zdarzy się cud, zadanie to przerośnie jego możliwości. Dopiero w ostatnich chwilach życia zrozumie, że treścią jego pragnienia nie jest ani wolność, ani odosobnienie, lecz coś innego, czego nie potrafi nawet nazwać.

Ta opowieść tak doskonale pasuje do Kafki, tak ściśle odpowiada jego strategii życiowej, że w zasadzie można by w tym miejscu postawić kropkę. Szkopuł w tym, że anegdota o jaskiniowcu, owszem: pasuje do naszego wyobrażenia o Kafce, ale rozważana w kontekście jego życia okazuje się nie do końca prawdziwa.

Jeden dzień z życia urzędnika

W książce o wdzięcznym tytule „Dlaczego powinieneś przeczytać Kafkę, zanim zmarnujesz sobie życie?” James Hawes proponuje instruktywne ćwiczenie. Wyobraźmy sobie – zachęca – piątkowe popołudnie, 5 listopada 1915 r. Jesteśmy w Pradze, trzecim co do wielkości i znaczenia mieście Monarchii Austro-Węgierskiej, ważnym ośrodku gospodarczym i kulturalnym. W kawiarni pijemy kawę i jeszcze raz przeglądamy gazety, analizując doniesienia na temat wojny, która rozwija się w niepomyślny dla Habsburgów sposób. Mimo późnej pory roku pogoda dopisuje i zachęca do spaceru. Wędrujemy zatem ulicami starego miasta, przyglądając się twarzom przechodniów, witrynom sklepów i zakładów, frontonom kamienic i kościołów.

Jesteśmy późnymi wnukami Kafki, a to znaczy, że dysponujemy na jego temat pewnymi informacjami, które wydają się nam absolutnie oczywiste. Wiemy np., że przed śmiercią polecił przyjacielowi Maksowi Brodowi spalenie wszystkich swych książek i tekstów. Że za życia był pisarzem znanym zaledwie garstce czytelników, a to za sprawą zadziwiającej wstrzemięźliwości w upublicznianiu swych dzieł. Że miał poważny konflikt z ojcem, który jawił mu się jako uosobienie brutalności i prostactwa, tępej siły życiowej, w której nie ma miejsca na wrażliwość ani intelektualną subtelność. Że nie znosił pracy biurowej, która przeszkadzała mu w realizacji literackich pasji. Że odznaczał się niespotykaną wręcz nieśmiałością w stosunku do kobiet, którą potęgowało słabe zdrowie i liczne kompleksy... Gdybyśmy jednak na chwilę wcielili się w mieszkańców miasta i z ich perspektywy spojrzeli na bohatera naszych rozważań, powyższe wyobrażenia odsłoniłyby przed nami swój mityczny (fikcyjny) charakter.

Załóżmy, że jesteśmy przedstawicielami zamożnej klasy niemieckojęzycznych przedsiębiorców (odsetek ludności posługującej się językiem niemieckim wynosi mniej więcej 10 proc. wszystkich mieszkańców Pragi, choć jeszcze niedawno stanowili tu większość). Z pewnością widywaliśmy już doktora Kafkę w ekskluzywnym salonie Berty Fanty, która przyciąga do siebie najwybitniejszych intelektualistów, pisarzy i artystów z całej Europy, m.in. austriackiego filozofa i mistyka Rudolfa Steinera czy słynnego Alberta Einsteina, z którym – jak wynika z niepotwierdzonej w żadnych źródłach relacji żony fizyka – Kafka zaprzyjaźnił się tak bardzo, że odwiedził go później w Berlinie. Franz bryluje w towarzystwie, z łatwością nawiązuje kontakty, zaskakuje wszystkich celnymi komentarzami i ciętymi ripostami.

Jeśli – dla odmiany – wcieliliśmy się w zasymilowanych obywateli żydowskiego pochodzenia (którzy przeważnie również mówili po niemiecku), z pewnością słyszeliśmy o szczególnym febliku Franza do teatru żydowskiego, który stawiał wyżej niż teatr niemiecki. Nigdy nie spotkaliśmy go natomiast w synagodze, do której Kafka nie uczęszcza z zasadniczych powodów – razi go bowiem powierzchowny stosunek wiernych do rytuału, a i sam rytuał nie odpowiada jego potrzebom duchowym.

Jako czescy prażanie musieliśmy z pewnością słyszeć o jego niezwykłych osiągnięciach w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników od Wypadków przy Pracy, a może nawet byliśmy petentami w tym urzędzie. Franz jest bowiem ulubieńcem przełożonych, aktywnie uczestniczy w działaniach firmy, skrupulatnie opracowuje raporty i składa projekty zabezpieczeń, które mogą ochronić zdrowie i życie robotników. Gdy wybucha wojna, Kafka zostaje wezwany przed komisję wojskową w celu sprawdzenia jego przydatności bojowej. Testy przechodzi wzorowo, otrzymuje najwyższą kategorię zdolności wojskowej, ale nie trafia na front... Dlaczego? Dlatego mianowicie, że jest zbyt cennym pracownikiem urzędu, nie da się go nikim zastąpić, bez niego Zakład Ubezpieczeń nie może funkcjonować.

W literackich kręgach Pragi, wśród najbliższych znajomych i członków rodziny, Franz uchodzi za osobę obsesyjnie wręcz dbającą o zdrowie. Nie pali, jest abstynentem, stosuje dietę wegetariańską (zgodnie z zaleceniami Horacego Fletchera – dealera sztuki z San Francisco, orędownika zdrowego sposobu odżywiania się – przeżuwa każdy kęs wielokrotnie, wydłużając w ten sposób posiłki, co doprowadza do szału jego ojca). Jest namiętnym czytelnikiem bestsellera „Mein System” Jensa Petera Müllera – słynnego nordyckiego kulturysty, uchodzącego za najpiękniejszego mężczyznę świata przełomu XIX i XX wieku – i codziennie wykonuje opracowane przezeń ćwiczenia fizyczne, które poprawiają wygląd i funkcjonowanie organizmu.

W jednym z listów do Maksa Broda Kafka daje opis swych codziennych aktywności podczas wakacyjnego pobytu w Tiresch (niewielkiej miejscowości na Morawach, gdzie odwiedził swego wuja Siegfrieda, lekarza wiejskiego): „Jeżdżę dużo na motocyklu, dużo się kąpię, długo wyleguję nagi w trawie nad stawem, do północy jestem z pewną dokuczliwie zakochaną dziewczyną w parku, przerzucałem już siano na łące, zmontowałem karuzelę, po burzy pomogłem drzewom, pasłem, a wieczorem zapędzałem do domu krowy i kozy, grałem dużo w bilard, chodziłem na długie spacery, piłem dużo piwa (...). Większość czasu jednak – jestem tu sześć dni – spędziłem z dwiema dziewczynami, bardzo rozsądnymi dziewczynami”. Nawet jeśli wszystko to zostało przez Kafkę wymyślone, i tak idzie na przekór stereotypowym opowieściom o młodzieńcu zamkniętym w lochach literackiego więzienia, z których nie chce wyjść nawet wtedy, gdy ktoś proponuje mu wolność.

Kafka na czatach

Jeśli wciąż jesteśmy w Pradze owego piątkowego popołudnia 1915 r. i nie znudziła nam się jeszcze zaproponowana przez Hawesa zabawa, możemy wykonać krok radykalny, wcielając się w jednego z przyjaciół albo jedną z narzeczonych lub kochanek Kafki. Wówczas z pewnością na dniach otrzymamy od niego list, a może nawet dwa...

Pisarz z uwielbieniem oddawał się bowiem pasji epistolograficznej, nawiązując i utrzymując w ten sposób rozliczne kontakty z rodziną, przyjaciółmi, kochankami czy wydawcami. W jednym z listów do wspomnianego już Oskara Pollaka powiada, że korespondencja jest jak zawiązywanie liny między oddalonymi od siebie ludźmi. Gdy listy przestają przychodzić, lina murszeje, potem pęka, a jej ponowne zaplecenie okazuje się często niemożliwe. Ale projekt epistolograficzny Kafki (bo tak właśnie należy traktować jego aktywność korespondencyjną: jako konsekwentnie i niestrudzenie realizowany przez lata projekt) ma charakter totalny. Nie chodzi mu o zaplecenie jednej liny, lecz całej sieci, w którą będzie mógł łowić kolejne osoby. Te listowne sznury przypominają nieco arkana, za pomocą których chwyta się dzikie zwierzęta. Pytanie tylko, czy to Franz jest myśliwym, czy też jako dzikie zwierzę pozwala się unieruchomić kolejnym łowcom: przyjaciołom, kobietom, rodzinie...

Gdyby żył dzisiaj, byłby zapewne namiętnym użytkownikiem Facebooka, z zapamiętaniem czatowałby ze znajomymi, wysyłał im informacje na temat własnych aktywności, choć – jak sądzę – przeszkadzałaby mu otwartość portali społecznościowych i nadmierne wyeksponowanie prywatności. Wielokrotnie obnażał przed swymi rozmówcami bardzo intymne szczegóły ze swego życia, ale robił to w relacji jeden do jednego, zawsze personalizując przekaz, profilując go pod adresatkę lub adresata, podporządkowując założonej strategii komunikacyjnej, którą w kontakcie z daną osobą rozwijał miesiącami, a nawet latami.

Z jego listów wyłania się obraz człowieka, który – jeśli tylko chce – potrafi znakomicie poprowadzić swe sprawy prywatne i zawodowe. Doskonałym przykładem jest wymiana listów z wydawnictwem Kurta Wolffa, gdzie ukazywały się jego książki, w sprawie literackiej Nagrody im. Fontanego. Wszystko zaczęło się w 1907 r., gdy Max Brod w recenzji z powieści Franza Bleia, wiedeńskiego pisarza, wspomniał Kafkę, wychwalając go za niezwykle precyzyjny styl. Czytelnicy owego tekstu musieli być zaskoczeni, albowiem w 1907 r. żaden z tekstów Franza nie ujrzał jeszcze światła dziennego. Istotne jest to, że Blei zapamiętał nazwisko naszego bohatera, w czym duże zasługi miał Brod, który w kuluarowych rozmowach opowiadał o niezwykłym talencie przyjaciela.

Przypominam, że wciąż jest 5 listopada 1915 r., a my nadal znajdujemy się w Pradze. Niedawno po raz kolejny wręczano Nagrodę im. Fontanego. W tym roku jurorem jest Franz Blei, który wskazuje (zachowawczo) Carla Sternheima, niemieckiego dramaturga i autora opowiadań, któremu sam wiele zawdzięcza. Problem w tym, że Sternheim jest bajecznie bogaty, więc przyjęcie nagrody pieniężnej nie wchodzi w grę (środowisko literackie daje do zrozumienia, że taki scenariusz zostałby odebrany jako dowód złego smaku, a nawet degrengolady moralnej zamożnych ludzi kultury). Blei wpada na genialny w swej prostocie pomysł. Tytuł trafi w ręce Sternheima, a pieniądze zostaną przekazane jednemu z młodych – utalentowanych – pisarzy. Wybór pada na Kafkę.

Jest to sytuacja tylko na pozór komfortowa. Franz doskonale zdaje sobie sprawę z zakulisowych działań, które zostały podjęte. Wie, że jest dla Bleia listkiem figowym, ale rozumie także symboliczny i realny zysk z wyróżnienia. 15 października 1915 r. wysyła list do Georga Heinricha Meyera, prokurenta w wydawnictwie Kurta Wolffa (zastępującego samego Wolffa, który podówczas służył w armii na terenie Belgii). Jest to mistrzowski popis dyplomacji, retorycznej sprawności i subtelnej ironii, które to cechy musiały zrobić piorunujące wrażenie na Meyerze. Kafka niejako mimochodem zapytuje o losy nagrody, wyznaje, że cała sprawa jest dla niego niejasna (choć oczywiście doskonale wie, jaka decyzja została podjęta), tłumaczy, że kwestia finansowa go za bardzo nie interesuje (bo pieniądze można przyjąć tylko wtedy, gdy są one w danym momencie komuś potrzebne, a jemu akurat w tej chwili potrzebne nie są), i z największą delikatnością sugeruje, że sprawę załatwiłby „symboliczny” udział w samej nagrodzie (czyli przyznanie tytułu nie tylko Sternheimowi, ale także jemu). Następnie przechodzi do kwestii wydawniczych, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, że są one dlań dużo istotniejsze niż – choćby najwyższe – laury literackie.

Sekretne pudełeczko

Jak widać, opowieść o jaskiniowcu, który odcina sobie dostęp do świata, nie oddaje skomplikowanej strategii życiowej i pisarskiej Kafki. Wbrew temu, co napisałem wyżej, nie jest jednak tak, że ta anegdota nie posiada żadnej wartości poznawczej. Coś jednak o Kafce mówi, ale nie o całym Kafce, tylko o pewnych okresach w jego życiu i określonych aspektach jego osobowości. Staje się to jasne, gdy czytamy listy pisarza do kolejnych kobiet, z którymi łączyła go – prawdziwa lub jedynie fantomowa – miłość: do Felicji Bauer, Grete Bloch, Julie Wohryzek, Mileny Jesenskiej, Minze Eisner czy Dory Dymant. W tomie przygotowanym przez Roberta Urbańskiego listy te nie odgrywają zasadniczej roli, ale znamy je z wcześniejszych publikacji i po prostu nie możemy tu pominąć.

Pierwsze wydanie korespondencji Kafki i Felicji Bauer („najpoważniejszej narzeczonej”, z którą dwakroć zrywał zaręczyny) liczy 836 stron. Ich relacja trwała łącznie pięć lat (od 1912 do 1917 r.). Jeśli przyjmiemy, że jeden list to jedna strona (nie zawsze tak bywało), to okaże się, że Kafka pisał do Felicji co dwa dni. W tym samym czasie – dodajmy – prowadził ożywioną korespondencję z innymi osobami, prowadził dziennik, tworzył powieści i opowiadania, a także opracowywał pisma urzędowe.

Listy były dla niego sferą emocjonalnych egzercytacji, którym oddawał się z wielką pasją, będąc przekonanym, że tylko tak będzie w stanie przygotować zmysły i narzędzia poznawcze do skutecznej pracy literackiej. Chcę przez to powiedzieć, że aktywność epistolograficzna Kafki pozostaje w ścisłym związku z jego pisarstwem – bez pisania listów, bez utrzymywania intensywnych relacji z innymi, zapewne nie byłby w stanie w ogóle tworzyć.

Pisarz doskonale zdawał sobie sprawę ze swych retorycznych zdolności. W liście do przyjaciela powiada, że nie jest pewien uczuć kobiety, z którą flirtuje, ale jej listy zawierają dokładnie te zdania, które życzyłby sobie przeczytać. Czy nie jest zatem tak – pyta Kafka – że za pomocą języka można owinąć sobie kobiety wokół palca? Z pewnością potrafił to robić. Uzależniał je od siebie, zapewniając przy tym, że mają pełną kontrolę nad ich relacją – posiadają nad nim władzę, to one decydują o wszystkim, a on jest jedynie beneficjentem ich miłosnej łaski, na którą (nigdy nie omieszkał tego dodać) nie zasłużył.

Kafka zachowywał się więc jak bohater innej swojej anegdoty: o człowieku pozbawionym wszelkich talentów, który beztrosko przechadza się po mieście, trzymając w dłoniach niewielkie pudełeczko. Od czasu do czasu ktoś pyta go, co tam skrywa, na co mężczyzna odpowiada, że być może nic nie potrafi robić, nie ma żadnych zdolności, jest całkowicie nieprzydatny dla innych, ale sekretu pudełeczka wyjawić nie może.

Mniejsza o to, co w tym pudełku rzeczywiście się znajdowało. Istotny jest sam mechanizm rozbudzania ciekawości i wykorzystywania jej do zbudowania uzależniającej relacji emocjonalnej. W listach do narzeczonych i kochanek Kafka nieustannie oskarża się o najrozmaitsze występki, wytyka sobie niedoskonałości, obnaża słabości – wszystko to stawia go w bardzo złym świetle. Ale jednocześnie – znów niejako mimochodem – sugeruje, że posiada sekretne pudełeczko, w którym ukryty jest najprawdziwszy skarb. Co to jest? – pytają zniewolone adresatki jego listów. Nie mogę powiedzieć – powiada Kafka – ale nie dlatego, że mam przed Tobą, Droga Felicjo, i Tobą, Droga Mileno, czy Tobą, Droga Julio, tajemnice, lecz dlatego, że Ty to już od dawna wiesz, znasz mnie przecież lepiej niż ktokolwiek inny, prześwietliłaś me słabości, dane Ci było również poznać mą siłę – ona należy do Ciebie.

Pożyteczna udręka

Jaki jest związek między tymi retoryczno-erotycznymi popisami a właściwym pisarstwem Kafki? W odpowiedzi na to pytanie pomaga – jak sądzę – pewna przygoda, którą pisarz przeżył w Weimarze. W lipcu 1912 r. wybrał się wraz z Brodem do miasta Goethego, by odwiedzić poświęcone mu muzeum, a także nawiązać kontakty literackie. Wyobraźmy sobie wizytę w domu poety. Kafka ogląda rękopisy i z przerażeniem uświadamia sobie, że nie zawierają one żadnych skreśleń – oto literatura doskonała, której Franz (nieustannie poprawiający najkrótsze nawet zdania) nigdy nie będzie w stanie stworzyć. Wywołuje to w nim potężny wstrząs. Od tej chwili drogi Broda i Kafki się rozchodzą. Ten pierwszy szaleje na odcinku literacko-towarzyskim (spotyka się z pisarzami, krytykami, wydawcami i dziennikarzami). Ten drugi zajmuje się młodziutką córką dozorcy muzeum, Małgorzatą, poznaje jej rodzinę, fotografuje ją w ogrodzie i przed domem, szuka jej na ulicach Weimaru, próbuje (nieskutecznie) umówić się z nią na schadzkę... Widać wyraźnie, że nieporadnie inicjowany romans z Małgorzatą jest czymś w rodzaju działania zastępczego, jakby Kafka nie był w stanie znieść świadomości pisarskiej porażki (poczucia niedoskonałości) i próbował ją zrekompensować w relacji z młodą kobietą.

Ciekawe, że podczas pierwszego spotkania z Felicją prezentuje przyszłej narzeczonej zdjęcia zrobione podczas tamtego pobytu w Weimarze. Od tego zaczyna się – jak mówi Elias Canetti – „pięcioletnia udręka”. Udręka niezbędna Kafce do pracy, wywołująca w nim pożądane napięcie, wzmagająca nadwrażliwość, bez której – jak sądził – nie można tworzyć.

Obraz jaskiniowca jest adekwatny o tyle, o ile z czasem Kafka na własne życzenie doprowadził się do stanu totalnej izolacji, która na pierwszy rzut oka wcale nie wynikała z jego predyspozycji. Nie wykluczam, że w ten sposób wywabił na powierzchnię demony, które tkwiły w nim od początku. Ale wszystko wskazuje na to, że zrazu dla zabawy wysłał po nie uprzejmą karteczkę, a gdy po latach przybyły do jego groty, wpuścił je, by następnie pospiesznie zatarasować wejście ogromnym głazem.

Franz Kafka, Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców, wybór, przekł. i komentarz Robert Urbański, współpraca Anna Urbańska, W.A.B., Warszawa 2012.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]