Gdyby szukać analogii do tego, co stało się 35 lat temu w naszej części kontynentu, z polskiej perspektywy narzuca się porównanie do odzyskania niepodległości w roku 1918. Wówczas było to możliwe dzięki niezwykłemu splotowi wydarzeń na arenie światowej (jednoczesnemu załamaniu trzech mocarstw zaborczych) i wysiłkowi społeczeństwa. Podobne czynniki odegrały rolę 70 lat później.
PLAN GORBACZOWA | Nie ulega dziś wątpliwości, że obejmując w 1985 r. władzę, Michaił Gorbaczow – pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, tj. najwyższy przywódca – chciał umocnić imperium, a nie doprowadzić do jego upadku. Stąd długo mógł liczyć na wsparcie większości sowieckiej elity. Peany chwalące jego projekty zmian ukazywały się nawet na łamach wewnętrznego pisma KGB.
Jego plan obejmował dwie zasadnicze sfery – przy czym, co warto podkreślić, obie związane były z historycznymi doświadczeniami, a zwłaszcza z rozpoczętą kilka lat wcześniej rewolucją Solidarności w Polsce.
Pierwszym wnioskiem z „polskiego kryzysu” (jak widziała go Moskwa) były reformy, które miały zapobiec podobnym wydarzeniom w „ojczyźnie światowego proletariatu”. Obejmowały gospodarkę (uskorienije, przyspieszenie), sposób zarządzania państwem (pierestrojka, przebudowa) i dostęp do informacji (głasnost’, jawność). W tej ostatniej sferze dominującą stała się szybko historia, na czele z ujawnianiem prawdy o zbrodniach Stalina.
KWESTIA KONTROLI | Gorbaczow zdawał sobie sprawę, że same reformy (początkowo zresztą nieśmiałe) nie wystarczą dla ocalenia sowieckiej gospodarki. Dlatego szybko podjął rozmowy rozbrojeniowe z USA – chciał odciążyć przemysł, w dużej mierze pracujący dla armii. Już w 1987 r. zawarł z prezydentem USA Ronaldem Reaganem układ o likwidacji rakiet balistycznych krótkiego i średniego zasięgu. Największe oszczędności miała zaś przynieść redukcja wojsk konwencjonalnych w Europie (tu stosowny traktat podpisano dopiero w listopadzie 1990 r., niedługo przed rozwiązaniem Układu Warszawskiego).
Jednak aby zmieniać strukturę państwa i ożywić gospodarkę, konieczne było nie tylko ograniczenie kosztów, lecz przede wszystkim zachodnie kredyty i napływ nowych technologii z Zachodu. Aby je pozyskać, Gorbaczow gotów był zrzec się bezpośredniej kontroli nad państwami bloku wschodniego.
I tutaj jego głównym problemem okazał się początkowo... brak chęci do głębszych reform ze strony przywódców poszczególnych „krajów demokracji ludowej”. A także niezrozumienie jego intencji przez państwa zachodnie.
PIERWSZE EFEKTY | Stopniowo sytuacja zaczęła się zmieniać. W 1988 r. pierwsze reformy zapowiedziano w Polsce i na Węgrzech, podpisano też porozumienie o współpracy między Europejską Wspólnotą Gospodarczą (poprzedniczką UE) a jej wschodnim odpowiednikiem – Radą Wzajemnej Pomocy Gospodarczej.
Na Zachodzie z coraz większym zainteresowaniem przyjmowano promowaną przez Gorbaczowa wizję „wspólnego europejskiego domu”; w niektórych krajach pojawiła się wręcz „gorbimania”. Triumfalny charakter miała już jego wizyta w Nowym Jorku w grudniu 1988 r. W siedzibie ONZ Gorbaczow zapowiedział jednostronną redukcję armii, w tym ograniczenie sowieckiego kontyngentu w krajach Europy Środkowej. We własnym mniemaniu w ten sposób symbolicznie zakończył zimną wojnę.
Bardziej skomplikowana była sytuacja wewnętrzna. Najpoważniejszym nieplanowanym efektem pierestrojki okazał się konflikt ormiańsko-azerski o Karabach. Pierwsze starcia w początkach 1988 r. przyniosły kilkudziesięciu zabitych i dziesiątki tysięcy uchodźców. Mimo to zdawało się, że sytuacja w imperium jest pod kontrolą – choć w wielu republikach widać było wyraźne ożywienie narodowe.
Dowodem na to, że zmiany postępują, a Kreml wciąż kontroluje sytuację, miały być wybory do nowego organu ustawodawczego państwa: Rady Deputowanych Ludowych. Zorganizowano je w marcu 1989 r. Jednak mimo stworzenia dość szerokich możliwości zgłaszania kandydatów ruch demokratyczny w większej części państwa okazał się jeszcze słaby – ostatecznie 87 proc. mandatów objęli członkowie partii komunistycznej. 9 kwietnia w Tbilisi wojsko krwawo spacyfikowało protest Gruzinów, którzy domagali się już czegoś więcej – suwerenności swojej republiki.
PRZYSPIESZENIE | Wiosną 1989 r. Gorbaczow ruszył w swoiste tourneé po Europie Zachodniej. Wszędzie spotykał się z entuzjastycznym przyjęciem, a kulminacyjnym sukcesem tej ofensywy dyplomatycznej było przemówienie w Strasburgu. 6 czerwca, a więc dwa dni po pierwszej turze częściowo wolnych wyborów w Polsce, Gorbaczow wprost mówił tam, iż każde państwo może swobodnie wybrać odpowiadający mu ustrój polityczny i ekonomiczny.
Była to deklaracja tak zaskakująca, że pomimo niej – oraz mimo innych wyraźnych sygnałów z Kremla – na Zachodzie wciąż obawiano się o losy polskich i węgierskich przemian. Odwiedzając w lipcu Polskę, George Bush (od stycznia 1989 r. prezydent USA) namawiał Wojciecha Jaruzelskiego – zrezygnowanego po czerwcowej porażce, jakiej PZPR doznała w wyborach – aby w imię sukcesu reform kandydował na urząd prezydenta PRL. Ambasada USA zadbała później, by Zgromadzenie Narodowe wybrało autora stanu wojennego na głowę państwa – mimo braku większości (część parlamentarzystów nie wzięła udziału w głosowaniu).
JESIEŃ LUDÓW | Późnym latem i jesienią 1989 r. okazało się, że także pozornie stabilne komunistyczne dyktatury w innych państwach chwieją się w posadach. Na ulice wyszli wschodni Niemcy, Czesi i Słowacy, a nawet Bułgarzy. 9 listopada runął mur berliński. Wbrew pozorom nawet to ostatnie wydarzenie nie dokonało się wbrew woli sowieckiego kierownictwa – tydzień wcześniej, na posiedzeniu Biura Politycznego partii komunistycznej, szef moskiewskiej dyplomacji Eduard Szewardnadze stwierdził, że „lepiej byłoby, żeby sami [tj. działacze enerdowskiej partii SED] pozbyli się muru”.
W tym, że wszystko idzie w dobrą stronę, utwierdził Gorbaczowa sowiecko-amerykański szczyt zorganizowany na pokładach okrętów wojennych u wybrzeży Malty w początkach grudnia 1989 r. Bush wsparł reformatorskie zamiary Gorbaczowa, obaj deklarowali wolę pokojowego ułożenia relacji Wschód-Zachód.
Na Gorbaczowa uspokajająco musiał działać też fakt, iż w ramach zbliżenia omawiano m.in. koncepcję wspólnego organizowania przez RFN i NRD olimpiady w Berlinie w roku 2004... Bo warto tu przypomnieć, że w tym czasie i Francja, i Wielka Brytania jednoznacznie odrzucały możliwość rozmów o zjednoczeniu Niemiec.
BRZEŚĆ BIS | Tyle że i tutaj sytuacja zmieniała się z tygodnia na tydzień. Kanclerz Helmut Kohl prowadził skuteczną politykę, przekonując sowieckie kierownictwo, że w zamian na zgodę na zjednoczenie jest w stanie zapewnić niezbędną pomoc gospodarczą dla Moskwy. Podczas kluczowego posiedzenia Biura Politycznego 26 stycznia 1990 r. Gorbaczow użył charakterystycznego porównania: „Był pokój brzeski nr 1, teraz jesteśmy w sytuacji »pokoju brzeskiego« nr 2”.
Przypomnijmy: w marcu 1918 r. bolszewicy, którzy chwilę wcześniej zdobyli władzę w Rosji, podpisali w Brześciu skrajnie niekorzystny traktat pokojowy z Niemcami i Austro-Węgrami, który jednak pozwolił im utrzymać władzę. Najwyraźniej Gorbaczow uznał, że zjednoczenie Niemiec jest ceną, którą warto zapłacić za ocalenie Związku Sowieckiego.
NIEMCY SIĘ JEDNOCZĄ | Brak oporu ze strony Związku Sowieckiego skłonił Brytyjczyków i Francuzów do zmiany stanowiska. Od marca 1990 r. prowadzono poufne rozmowy, w których dla Amerykanów najistotniejsza była zgoda Kremla na członkostwo zjednoczonych Niemiec w NATO.
Tempo zmian pokazuje postawa Busha. W marcu 1990 r. – niewiele ponad pół roku po tym, jak przekonywał Jaruzelskiego do objęcia funkcji prezydenta PRL – Bush namawiał premiera Tadeusza Mazowieckiego do rozpoczęcia rozmów o wycofaniu wojsk sowieckich z Polski.
W maju 1990 r. zaczęły się negocjacje w formule „2 plus 4” (dwa państwa niemieckie i czterej alianci z okresu II wojny światowej). Porozumienie w kwestii warunków zjednoczenia osiągnięto w zaledwie cztery miesiące. 3 października 1990 r. jedność Niemiec stała się faktem. Kilkanaście dni później ogłoszono, iż Gorbaczow został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Wkrótce, w listopadzie, podpisano wspomniane już porozumienie o znaczącej redukcji wojsk konwencjonalnych w Europie.
Sukcesy na arenie światowej nie mogły jednak przysłonić narastającego kryzysu w samym Związku Sowieckim.

W KIERUNKU ROZPADU | Przemiany w Europie Środkowej, a zwłaszcza spektakularne obalenie muru berlińskiego, obudziły bowiem nadzieję na możliwość głębszych zmian także w samym „kraju rad”.
Równolegle pogłębiały się tu napięcia wewnętrzne, zwłaszcza konflikt ormiańsko-azerski. W styczniu 1990 r., po decyzji władz armeńskiej republiki, które zezwoliły mieszkańcom Karabachu na udział w wyborach jej władz, w Baku (stolicy azerbejdżańskiej republiki) wybuchły zamieszki. Przekształciły się w pogrom, w którym zginęło 48 Ormian. Jednocześnie azerski Front Ludowy (podobne organizacje działały także w innych republikach) wezwał do blokowania koszar armii sowieckiej. W odpowiedzi Moskwa zdecydowała się na użycie wojska i wprowadzenie stanu wyjątkowego. W trakcie pacyfikacji zabito 147 cywilów, kilkaset osób zostało rannych.
Ten pokaz brutalnej siły nie osłabił tendencji odśrodkowych. W wyborach władz poszczególnych republik, jakie odbyły się w lutym i marcu 1990 r., w trzech republikach bałtyckich i Gruzji partia komunistyczna poniosła klęskę. Na Litwie wierni Moskwie komuniści zdobyli zaledwie 7 ze 141 mandatów. Najwięcej miejsc uzyskali kandydaci niezależni, głównie związani z niepodległościowym ruchem Sajudis, a także rozłamowa grupa komunistów opowiadających się za suwerennością Litwy. Na pierwszym posiedzeniu 11 marca 1990 r. nowy parlament uchwalił Akt Przywrócenia Państwa Litewskiego.
Odpowiedzią Moskwy była znów siła: na litewskich ulicach pojawiły się patrole, armia zajęła strategiczne budynki, poborowych wcielano siłą. Zbuntowaną republikę objęto też blokadą ekonomiczną, odcinając ją zwłaszcza od dostaw gazu i ropy. Jedynym ustępstwem Litwinów było moratorium – czasowe zawieszenie skutków Aktu.
GORBACZOW SIĘ BRONI | W większości pozostałych republik partia komunistyczna odniosła wprawdzie miażdżące zwycięstwo, nie oznaczało to jednak stabilizacji imperium – w wielu miejscach umacniali się lokalni liderzy, kierujący się własnym interesem politycznym. Największe wyzwanie Gorbaczowowi rzucił Borys Jelcyn, który stanął na czele rosyjskiej Rady Najwyższej. W czerwcu 1990 r. doprowadził do ogłoszenia deklaracji suwerenności Rosji (jeszcze w ramach Związku Sowieckiego).
Gorbaczow odpowiedział na tendencje, podejmując próbę przebudowy systemu władzy. W marcu 1990 r. decyzją Rady Deputowanych Ludowych objął nowo stworzony urząd prezydenta Związku Sowieckiego. Jednocześnie z sowieckiej konstytucji wykreślono zapis o kierowniczej roli partii komunistycznej i dopuszczono działalność innych ugrupowań politycznych.
Mimo narastającej krytyki – zarówno ze strony partyjnego betonu, jak i zwolenników głębszych zmian – Gorbaczow utrzymał funkcję sekretarza generalnego KPZS. Odnowiony mandat wykorzystał do likwidacji Biura Politycznego i utworzenia nowego ciała kierowniczego, złożonego z liderów lokalnych struktur.
Wszystkie te posunięcia nie mogły jednak zrównoważyć narastającego kryzysu gospodarczego. Pogłębiał go brak zdecydowania i wycofywanie się z ambitniejszych reform rynkowych pod presją partyjnego betonu.
OSTATNIE PRÓBY | W grudniu 1990 r. Litwa zakończyła moratorium zawieszające akt restytucji niepodległości. W odpowiedzi w styczniu 1991 r. Moskwa wysłała do Wilna i do łotewskiej Rygi wojsko i OMON (specjalne jednostki milicji). Naprzeciw nim wyszli nieuzbrojeni Litwini i Łotysze. Mimo ofiar śmiertelnych i zajęcia niektórych strategicznych budynków, Kremlowi nie udało się przywrócić kontroli nad zbuntowanymi republikami.
Ostatnią próbą mobilizacji społeczeństwa wokół idei utrzymania zreformowanego Związku Sowieckiego było referendum, które Gorbaczow ogłosił na marzec 1991 r. Treść pytania sugerowała kierunek zmian, było ono jednak dość ogólnikowe: „Czy uważasz za niezbędne zachowanie Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich jako odnowionej federacji równoprawnych suwerennych republik, w których prawa człowieka i wolność każdej narodowości będą w pełni zagwarantowane?”.
Nieprecyzyjność pytania nie była tu jednak głównym problemem. W Armenii, Gruzji, Mołdawii i krajach bałtyckich referendum w ogóle nie zorganizowano. W zamian za to na Litwie, Łotwie oraz w Estonii przeprowadzono własne głosowania, w których zdecydowana większość poparła ideę niepodległości.
Co gorsza dla Gorbaczowa, w Rosji do referendum dodano własne pytanie, dotyczące utworzenia urzędu rosyjskiego prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych. A gdy się odbyły, wygrał je Jelcyn (57 proc. głosów w pierwszej turze). Dało mu to silniejszy mandat do sprawowania władzy niż ten, którym dysponował Gorbaczow.
Wkrótce Jelcyn miał go wykorzystać. Tymczasem jednak, bez większego rozgłosu, zlikwidowano narzędzia niedawnej kontroli na Europą Środkową: Układ Warszawski i Radę Wzajemnej Pomocy Gospodarczej.
PUCZ I KONIEC | W tej sytuacji zwolennicy utrzymania imperium uznali, że jedyną ich szansą jest użycie siły. Datę wyznaczyło zaplanowane przez Gorbaczowa na 20 sierpnia 1991 r. podpisanie nowego układu z republikami związkowymi, który miał nadać im znaczną niezależność od centrum. Sowiecki lider przygotowywał się do tej uroczystości w swojej daczy na Krymie. Po południu 18 sierpnia odcięto mu łączność, a wysłannicy spiskowców zażądali od niego wprowadzenia stanu wyjątkowego.
Ponieważ Gorbaczow odmówił, nad ranem 19 sierpnia spiskowcy ogłosili jego ustąpienie i przejęcie władzy przez wiceprezydenta Giennadija Janajewa. Stanął on na czele Państwowego Komitetu Stanu Wyjątkowego, w skład którego weszli m.in. premier, minister obrony, minister spraw wewnętrznych i szef KGB.
Nie byli jednak w stanie kontrolować już sytuacji. Przeciw puczystom wystąpili przedstawiciele wielu struktur, na czele z Jelcynem i parlamentem Rosji. W Moskwie doszło do walk (ograniczonych zresztą), część jednostek wypowiedziała posłuszeństwo Janajewowi. 21 sierpnia do stolicy wrócił Gorbaczow, nazajutrz aresztowano puczystów (część z nich popełniła samobójstwo).
Klęska puczu przyspieszyła koniec Związku Sowieckiego. W kolejnych dniach deklaracje niepodległości ogłosiły także te republiki, które wcześniej zamierzały pozostać w zreformowanym imperium. Partię komunistyczną zdelegalizowano. Gorbaczow został de facto likwidatorem struktur państwa sowieckiego, oczekując z rezygnacją na decyzje nowych liderów – na czele z Jelcynem.
8 grudnia w ośrodku myśliwskim Wiskule, położonym w Puszczy Białowieskiej, Jelcyn podpisał wraz ze Stanisławem Szuszkiewiczem (Białoruś) i Leonidem Krawczukiem (Ukraina) traktat rozwiązujący Związek Sowiecki. Gorbaczowowi pozostało przyjąć ten fakt do wiadomości i złożyć 25 grudnia 1991 r. swój urząd.
ZABRAKŁO OBROŃCÓW | A przecież jeszcze kilka lat wcześniej wszystko to, co opowiedziano powyżej, wydawało się nieprawdopodobne. Najśmielsi zachodni analitycy liczyli jedynie na stopniowe reformy, demokratyzację systemu i osłabienie kontroli Kremla nad krajami bloku wschodniego.
Z dzisiejszej perspektywy widać, że istotną przyczyną takiego rozwoju wydarzeń był kryzys gospodarczy. Po raz kolejny potwierdził się też pogląd, że dla dyktatur najbardziej niebezpieczne są próby ich reformowania.
Gorbaczow nie przewidział też tempa i dynamiki zmian w Europie Środkowej, a co ważniejsze – ich wpływu na sytuację w imperium. Starał się utrzymać swój wizerunek na Zachodzie (i pozyskać kredyty), a jednocześnie używał siły, niekonsekwentnie. Przecenił stabilność sowieckiego systemu i nie przewidział, że jego konkurenci (głównie Jelcyn) mogą uzyskać masowe poparcie społeczne, operując hasłami demokracji i gospodarki rynkowej.
Wreszcie: Związkowi Sowieckiemu zabrakło obrońców. Nawet puczyści wykazali się żałosnym niezdecydowaniem, jakby nie wierzyli w słuszność swych poczynań. Zabrakło idei, w imię której można by bronić imperium – po 70 latach masowej indoktrynacji komunizm okazał się ideą martwą.
MY ZDĄŻYLIŚMY | Podstawowym czynnikiem była jednak postawa społeczeństw. Najpierw mieszkańców Europy Środkowej, którzy odważyli się sięgnąć po wolność jesienią 1989 r., a potem licznych mieszkańców samego Związku Sowieckiego.
Choć dziś trudno w to uwierzyć, wtedy, w roku 1991, znaleźli się wśród nich także całkiem liczni Rosjanie. Niestety już kilka lat później pułkownik KGB Władimir Putin zaproponuje im nową ideologię zamiast komunizmu – odbudowy rosyjskiego imperium, russkij mir.
Zanim to nastąpiło, na szczęście dla nas zdążyliśmy wstąpić do NATO i Unii Europejskiej. Ci, którzy nie zdążyli wykorzystać tej wyjątkowej koniunktury historycznej – przede wszystkim Ukraińcy – płacą dziś najwyższą cenę.
Dr ŁUKASZ KAMIŃSKI jest historykiem, adiunktem w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, a od 2022 r. także dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W latach 2011-16 był prezesem IPN. Specjalizuje się w dziejach Polski i Europy Środkowej w drugiej połowie XX wieku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















