Czy Ossolineum przetrwa kolejne 200 lat? Dyrektor nie ma wątpliwości

Ossolineum chce pozostać ponad podziałami i przetrwać kolejne dekady w zmieniającym się świecie polityki i kultury. O wyzwaniach i przyszłości instytucji mówi jej dyrektor, Łukasz Kamiński.
Czyta się kilka minut
Widok barokowego gmachu Ossolineum od strony ogrodu // Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Widok barokowego gmachu Ossolineum od strony ogrodu // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

MICHAŁ SOWIŃSKI: Właśnie obchodzimy 200. rocznicę śmierci Józefa Maksymiliana Ossolińskiego. Kim był założyciel Zakładu Narodowego i co właściwie stworzył?

Łukasz Kamiński: To niewątpliwie wybitna postać swojej epoki – i ktoś, kto może inspirować także dziś. Ossoliński był uczonym: historykiem, badaczem literatury, tłumaczem autorów starożytnych, a zarazem sprawnym politykiem. Dzięki swojej pozycji na dworze cesarskim w Wiedniu mógł realizować ambitne projekty.

Józef Brodowski, Portret Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, olej wg pastelu Gabrieli Bertrand-Bayer, XIX w., fotografia obrazu, współczesne podkolorowanie cyfrowe: Jacek Dziubiński // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Najważniejszym z nich był oczywiście Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Sama idea nie była całkowicie nowa – podobnie myśleli choćby Tadeusz Czacki czy Izabela Czartoryska – ale Ossolińskiemu udało się stworzyć instytucję najbardziej wszechstronną i trwałą.

Od początku myślał o niej bardzo nowocześnie: nie tylko jako o bibliotece, lecz o całym systemie obejmującym muzeum, działalność naukową i wydawniczą oraz mechanizm finansowy, który miał zapewnić instytucji funkcjonowanie przez pokolenia. W tym sensie była to jedna z pierwszych polskich fundacji – projekt długiego trwania, powstały w czasie, gdy po utracie państwowości trzeba było na nowo odpowiedzieć na pytanie, czym jest Polska i jak naród może przetrwać bez własnego państwa.

Co było trzonem jego kolekcji – wokół czego Ossoliński zaczął budować całe przedsięwzięcie?

Początek kolekcji był związany z jego własną działalnością naukową. Ossoliński stworzył rozległą bibliotekę. Na marginesie – zajmował się nią Samuel Bogumił Linde, przy okazji zbierając materiały do swojego „Słownika języka polskiego”. Ossoliński szybko dostrzegł, że ten księgozbiór ma znacznie większy potencjał i powinien służyć nie tylko jemu, lecz całemu narodowi.

Mikołaj Kopernik, De revolutionibus orbium coelestium, Norymberga 1543. Pierwsze wydanie słynnego dzieła Kopernika jest w zbiorach Biblioteki Ossolineum od 1845 roku // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Już na przełomie XVIII i XIX wieku myślał o tym, by nadać temu projektowi trwałą formę instytucjonalną. W 1804 r. podpisał umowę ze Stanisławem Zamoyskim – pierwotnie planowano, że przyszła instytucja będzie działać w Zamościu, przy tamtejszej akademii, tak aby księgozbiór służył badaniom i kształceniu młodych ludzi. Po zmianach granic po epoce napoleońskiej trzeba było jednak szukać nowego miejsca. Ostatecznie Ossoliński zdecydował się na Lwów.

Gdy w 1817 r. uzyskał zgodę cesarza na powołanie instytucji, jej rdzeniem była właśnie biblioteka. Miała ona jednak bardzo szeroki charakter – obok książek znajdowały się w niej grafiki, ryciny czy zbiory przyrodnicze. Ossoliński zdawał sobie przy tym sprawę, że brakuje w niej sztuki, dlatego w 1823 r. zawarł umowę z Henrykiem Lubomirskim. Dzięki temu powstał drugi filar instytucji – Muzeum Książąt Lubomirskich.

Od początku zakładano też działalność naukową i wydawniczą. Ossoliński przewidywał wydawanie czasopisma naukowego, a w 1827 r. – już po jego śmierci – zaczęło działać wydawnictwo Ossolineum.

Ossolineum to jedna z nielicznych instytucji w polskiej kulturze o tak długim trwaniu. Jak udało się jej przetrwać tyle historycznych burz?

Sama idea, która przyświecała Ossolińskiemu – przekonanie, że kultura pozwala narodowi przetrwać nawet bez własnego państwa – okazała się niezwykle trwała. Co więcej, ta idea przez kolejne pokolenia znajdowała ludzi, którzy byli gotowi ją podtrzymywać. W momentach kryzysowych zawsze znajdowali się Ossolińczycy, którzy potrafili znaleźć wyjście z trudnej sytuacji i jednocześnie cieszyli się rosnącym zaufaniem społecznym.

Najbardziej dramatycznym momentem był oczywiście koniec II wojny światowej i zmiana granic. Dla wielu ludzi polskiej kultury i nauki było jednak oczywiste, że Ossolineum musi dalej istnieć. Udało się wywrzeć presję na władze komunistyczne, które podjęły negocjacje ze stroną sowiecką. W ich wyniku część zbiorów udało się sprowadzić do Polski, a nową siedzibą instytucji stał się Wrocław. Gdyby nie wcześniejsza pozycja Ossolineum, ta historia mogłaby się po prostu zakończyć w 1945 r.

Także w kolejnych dekadach instytucja zachowała wyjątkową pozycję. Nawet po nacjonalizacji w 1953 r. kolekcje stale się wzbogacały. Wielu ludzi uważało Ossolineum za miejsce szczególne – bezpieczne dla dokumentów związanych z Armią Krajową czy emigracją. Stąd trafiały tu materiały, których gdzie indziej nie można było przechowywać.

Warto też pamiętać, że trzon powojennego zespołu we Wrocławiu stanowili Ossolińczycy ze Lwowa. To oni przenieśli ze sobą nie tylko doświadczenie, ale też etos tej instytucji.

To niezwykła historia – że w ogóle udało się wywieźć ze Lwowa część zbiorów.

Tak, choć była to tylko część kolekcji. Dużą rolę odegrali tu ludzie, którzy byli gotowi wiele poświęcić dla ratowania Ossolineum. Jedną z ważnych postaci był profesor Mieczysław Gębarowicz, konspiracyjny dyrektor instytucji, który pozostał we Lwowie i przez lata opiekował się zbiorami, starając się ocalić jak najwięcej z tego dziedzictwa.

Ossolineum odegrało też ogromną rolę w powojennej historii Wrocławia. Była to przez wiele lat właściwie jedyna instytucja z polskimi zbiorami, która mogła stać się fundamentem dla rozwoju miejscowej humanistyki. Trudno sobie wyobrazić powojenny rozwój nauki i kultury we Wrocławiu bez Ossolineum – bez jego książek, rękopisów i zbiorów sztuki.

Nieprzypadkowo więc w tym roku Wrocław ogłosił Rok Ossolineum. To forma uznania dla roli, jaką ta instytucja odegrała w historii miasta i całej kultury polskiej.

Wchodzimy dziś w epokę cyfrowych archiwów, która zmienia funkcjonowanie instytucji takich jak Ossolineum. Czy to dla Was bardziej wyzwanie, czy szansa?

Do dziś w dużej mierze kierujemy się myślą Ossolińskiego i misją, którą wyznaczył. Jasne jest jednak, że w każdej epoce trzeba ją odczytywać na nowo. Inaczej rozumiano ją w XIX wieku, inaczej w II Rzeczypospolitej, a jeszcze inaczej dziś.

Rękopis „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, który trafił do ossolińskiej kolekcji po wybuchu drugiej wojny światowej. Pierwsza strona tekstu z inwokacją // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Świadectwem tej zmiany jest choćby to, że dziesięć lat temu powstała nowa część Ossolineum – Muzeum Pana Tadeusza, w którym obok oryginalnych obiektów wykorzystujemy też multimedia. Z jednej strony wpisujemy się w nowe tendencje, z drugiej staramy się je realizować na własny sposób. Bardzo ważnym elementem naszej działalności jest digitalizacja zbiorów. Szczególne znaczenie ma tu współpraca ze Lwowem – choćby projekt „Wspólne dziedzictwo w zagrożeniu”, realizowany już w warunkach wojennych. Wojna uświadomiła nam dodatkowo, jak ważne jest zabezpieczanie zbiorów także w formie cyfrowej.

Jesteśmy obecni w świecie cyfrowym – prowadzimy digitalizację, udostępniamy zbiory, organizujemy wystawy online. Ale jednocześnie wiemy, że ten świat potrzebuje także swojego materialnego zaplecza. Muszą istnieć miejsca, w których przechowywane są oryginalne artefakty kultury. Dzięki nim można weryfikować to, co krąży w obiegu cyfrowym, sprawdzać autentyczność źródeł, a także budować rzetelną wiedzę.

W internecie można dziś zobaczyć niemal wszystko, ale bezpośrednie spotkanie z dziełem sztuki czy historycznym rękopisem pozostaje doświadczeniem wyjątkowym. Paradoksalnie więc znaczenie klasycznych bibliotek i muzeów może w przyszłości jeszcze wzrosnąć.

Ta cyfryzacja sprawia, że takie miejsce jak Ossolineum jeszcze mocniej wpisuje się w obieg kultury światowej?

To rzeczywiście ułatwia prowadzenie dialogu na poziomie międzynarodowym. Dobrym przykładem jest nasza współpraca ze Lwowem. Docelowo projekt realizowany z tamtejszymi partnerami ma doprowadzić do tego, że historyczna kolekcja Ossolineum – dziś fizycznie podzielona między Lwów, Wrocław i kilka innych miejsc – będzie w przestrzeni cyfrowej dostępna w jednym wspólnym repozytorium. To bardzo ważne, bo ułatwia wymianę naukową i wspólne badania, choć w praktyce i tak często konieczne jest obejrzenie fizycznego obiektu.

Skoro mówimy o Lwowie – trudno dziś nie zapytać także o kontekst wojny w Ukrainie. Czy wpłynęła ona na współpracę wokół tego dziedzictwa?

Tak, przede wszystkim staramy się tę współpracę kontynuować. Chcemy pokazać naszym partnerom, że agresja Rosji jej nie przerwie. Nie traktujemy tych zbiorów wyłącznie jako dziedzictwa jednej strony – stąd nazwa naszego projektu: „Wspólne dziedzictwo w zagrożeniu”. 

W pierwszych miesiącach wojny najważniejsza była oczywiście pomoc: wsparcie w zabezpieczaniu zbiorów, także w ich digitalizacji, dostawy generatorów prądu. Równocześnie staramy się jednak utrzymywać regularne kontakty naukowe. Kontynuujemy choćby cykl spotkań ossolińskich we Lwowie, który trwa już dwadzieścia lat.

Powstają też nowe formy współpracy. Zapraszamy naszych lwowskich kolegów – dziś są to głównie kobiety, jako że mężczyźni nie mogą opuszczać kraju – na pobyty studyjne we Wrocławiu. Dzięki temu mogą poznawać pracę Ossolineum i innych wrocławskich instytucji, wymieniać doświadczenia i przygotowywać się na czas po wojnie.

Ta sytuacja przypomina też coś bardzo ważnego z naszej historii. W XIX wieku troska o kulturę była w istocie troską o przetrwanie narodu. Dziś widzimy, że podobna walka toczy się w Ukrainie – Rosja próbuje niszczyć także kulturowe fundamenty ukraińskiej tożsamości. To pokazuje, że pytania, które stawiał Ossoliński ponad dwieście lat temu, niestety pozostają aktualne.

Ossolineum ma też niezwykłą zdolność przetrwania politycznych burz. Mam wrażenie, że jedną z jego sił jest to, że potrafi zachować pewien dystans wobec bieżących sporów.

Pomaga nam w tym nasz szczególny status. Ossolineum jest fundacją prawa publicznego, więc funkcjonuje trochę inaczej niż wiele innych instytucji kultury. Przede wszystkim jednak staramy się pamiętać, że naszym zadaniem jest służyć wszystkim – niezależnie od poglądów czy sporów politycznych. I cieszy mnie, że także klasa polityczna to dostrzega i traktuje Ossolineum jako instytucję stojącą ponad bieżącymi podziałami.

autograf „Króla Ducha” Juliusza Słowackiego z ok. 1846 roku. W okresie międzywojennym Ossolineum nazwano Domem Słowackiego ze względu na ilość posiadanych rękopisów poety // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Powiedzmy jeszcze kilka słów o wydawnictwie Ossolineum – jednym z najstarszych działających wydawnictw w Polsce, które zachowało swój profil, a jednocześnie rozwija nowe obszary.

Rzeczywiście, historia wydawnictwa w dużej mierze odzwierciedla historię całej instytucji – były w niej zarówno okresy rozkwitu, jak i momenty trudne. Jednym z najważniejszych etapów był koniec XIX wieku, kiedy Ossolineum uzyskało monopol na druk podręczników w Galicji. To dawało stabilne finansowanie i pozwalało rozwijać działalność wydawniczą.

Bardzo ważny był też okres II Rzeczypospolitej. Wtedy Ossolineum stało się wydawcą serii „Biblioteka Narodowa”, a także uzyskało prawa do publikowania dzieł takich autorów jak Sienkiewicz czy Reymont. Dzięki temu wydawnictwo dysponowało bardzo silnym katalogiem.

Po roku 1953, wraz z nacjonalizacją zakładu, wydawnictwo zostało oddzielone od Ossolineum i włączone do struktur Polskiej Akademii Nauk. Wówczas jego profil się zmienił – stało się wydawnictwem ogólnonaukowym, publikującym prace z różnych dziedzin. Ten model nie przetrwał jednak realiów wolnego rynku. Ostatecznie wydawnictwo zostało ponownie włączone w struktury Ossolineum i dziś znów funkcjonuje jako integralna część instytucji.

Dziś jego markę wciąż budują takie serie jak „Biblioteka Narodowa”, ale także nowe projekty – choćby seria poetycka „Wygłosy” czy prozatorska „Z Kraju i ze Świata”, prezentująca literaturę polską i przekłady. W kolejnych latach chcielibyśmy w większym stopniu rozwinąć wydawanie prac naukowych, oczywiście tylko z szeroko rozumianej humanistyki.

Wejście do Ossolineum od Zaułka Ossolińskich // Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Jakie są dziś największe wyzwania w zarządzaniu instytucją takiego długiego trwania jak Ossolineum?

Oczywiście są kwestie budżetowe, które dotyczą wszystkich instytucji kultury. W przypadku Ossolineum dochodzi jednak jeszcze jedna specyfika – nietypowa struktura organizacyjna. Mamy bibliotekę, dwa muzea i wydawnictwo, czyli instytucje, które zwykle funkcjonują osobno, a u nas muszą działać razem. To jednocześnie nasza siła i pewne wyzwanie zarządcze.

Najbliższym dużym wyzwaniem jest budowa nowej siedziby Muzeum Książąt Lubomirskich. Zlikwidowane przez władze sowieckie w 1940 roku, po przywróceniu Ossolineum statusu fundacji w 1995 r. jest stopniowo odbudowywane, ale do dziś nie ma własnego gmachu. Wkrótce się to zmieni – przed nami duża inwestycja w centrum Wrocławia.

Szerszym wyzwaniem jest dialog z odbiorcami. Jako biblioteka naukowa widzimy, że liczba czytelników odwiedzających nas fizycznie jest mniejsza niż kilkanaście lat temu, co wiąże się z rosnącą dostępnością zasobów cyfrowych. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera działalność muzealna i wystawiennicza – liczba odwiedzających nasze muzea rośnie z roku na rok.

Instytucje takie jak Ossolineum muszą stale szukać nowych sposobów opowiadania historii i kultury. Przykładem jest przygotowywana wspólnie z Niemieckim Muzeum Romantyzmu we Frankfurcie duża wystawa poświęcona polskiemu romantyzmowi, skierowana do publiczności międzynarodowej.

Gdyby Józef Maksymilian Ossoliński mógł dziś zobaczyć swoje dzieło po dwóch stuleciach – co, Pana zdaniem, ucieszyłoby go najbardziej?

Myślę, że przede wszystkim ucieszyłoby go to, że jego dzieło przetrwało. Ossoliński myślał bardzo perspektywicznie i nie stawiał przed swoją instytucją żadnych ograniczeń czasowych, ale z pewnością ogromną satysfakcją byłoby dla niego to, że Ossolineum istnieje dziś w wolnej Polsce. Jednym z jego marzeń było przecież to, aby naród mógł kiedyś sam decydować o swoim losie i rozwijać swoją kulturę w warunkach niepodległości.

Zapewne zmartwiłoby go natomiast to, że jego kolekcja jest dziś rozproszona. Myślę jednak, że zrozumiałby, dlaczego tak się stało, i doceniłby wysiłki podejmowane, by współpracować z partnerami we Lwowie i na różne sposoby tę spuściznę na nowo łączyć – choćby w przestrzeni cyfrowej.

Mam też nadzieję, że spodobałoby mu się to, że staramy się wciąż na nowo odczytywać zadanie, które przed nami postawił. Nie jesteśmy jedynie strażnikami tego, co stworzył, ale rozwijamy jego ideę w nowych warunkach i odpowiadamy na wyzwania kolejnych epok.

Fragment mapy świata Klaudiusza Ptolemeusza, z przedstawieniem Europy. Cosmographia, Ulm 1482 // Ze zbiorów Narodowej Biblioteki

Oby więc Ossolineum mogło istnieć przez kolejne wieki.

Jeśli przetrwaliśmy tak trudne dwieście lat polskiej historii, to jestem przekonany, że przetrwamy także następne.

Rozmawiał Michał Sowiński 

Łukasz Kamiński, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich // Fot. Mirosław Koch

ŁUKASZ KAMIŃSKI (ur. 1973) – historyk, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. W latach 2011-2016 prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Specjalizuje się w historii Polski XX wieku.


Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 12/2026

Redakcja: Michał Sowiński 

Proj. graf.: Marek Zalejski

Skład: Zuzanna Kardyś 

Fotoedycja: Grażyna Makara 

Na okładce: portret Józefa Maksymiliana Ossolińskiego autorstwa Józefa Brodowskiego, olej wg pasteli Gabrieli Bertrand-Beyer (XIX w.), fotografia obrazu oraz współczesne podkolorowanie cyfrowe: Jacek Dziubiński // Zbiory Zakładu Narodowego im. Ossolińskich

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Na pewno przetrwamy kolejne 200 lat - mówi dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich