Zajęci sobą, nie zauważamy, jak kurczy się nasze pole widzenia. To niebezpieczne

To, że częściej pisze się o dobrostanie jednostek, o tym, jak pogodzić się z własnym ciałem i historią, jest pożyteczne. Ale przy takim nastawieniu świat zaczyna nam znikać z oczu.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Od czterech miesięcy ten tekst nie daje mi spokoju. Miesięcznik „Znak” w styczniowym numerze opublikował esej niemiecko-irańskiego pisarza i publicysty Navida Kermaniego, zatytułowany „Zachód, w którym się urodziłem”. Właściwie jest to wystąpienie, które Kermani wygłosił podczas przyjęcia dla przedstawicieli mediów zorganizowanego w maju 2025 r. w Hamburgu. 

Porusza w nim cały szereg problemów, związanych głównie ze zmianą polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa. Jego esej wyprzedza i w pewnym sensie zapowiada to, co dziś obserwujemy w Iranie, czy to, co dzieje się w relacjach amerykańsko-niemieckich i amerykańsko-polskich

Równocześnie autor zwraca uwagę na zmiany, jakie zachodzą w mediach – przede wszystkim w sposobie informowania o wydarzeniach na świecie i komentowania ich. Z konieczności skupia się na mediach niemieckich, ale jego obserwacje mają znaczenie ogólniejsze. Procesy, które zachodzą w Polsce, są dość podobne i zapewne będą mieć podobne skutki.

Fragment, który szczególnie dał mi do myślenia, dotyczy czegoś, co nazwałbym kurczeniem się naszego pola widzenia. Znikają z niego całe połacie świata, wyłaniając się na moment tylko wtedy, kiedy dochodzi do spektakularnych katastrof albo krwawych konfliktów. Za informacjami, które mają wywołać wstrząs, nie podążają analizy, które pozwalałyby zrozumieć, co było przyczyną takich czy innych dramatycznych wydarzeń. 

W efekcie postrzegamy świat głównie jako miejsce rozlicznych nieszczęść – ale nie rozumiemy, skąd się one biorą. Wiemy bardzo mało o globalnym układzie sił, o powstających i rozpadających się koalicjach czy o związkach, jakie zachodzą między odległymi niekiedy zjawiskami. A w ślad za tą niewiedzą przybywa „ekspertów”, którzy na niej żerują.

„Jeśli porówna się [dzisiejszy] dziennik czy tygodnik z jego wydaniem sprzed 20, 30 lat, to widać, że nie tylko udział wiadomości z zagranicy był nieporównywalnie większy, a reportaże o wiele dłuższe; w oczy rzuca się też fakt, że redakcje mogły zakładać u swoich czytelników o wiele większą niż dzisiaj wiedzę na tematy najważniejszych światowych konfliktów i punktów zapalnych”, pisze Kermani (tłum. Piotr Napiwodzki). I podaje wymowny przykład: w latach 70. i 80. informacje o klęsce głodu w Etiopii obiegły cały świat i w końcu zmobilizowały opinię publiczną do działania. 

O podobnej klęsce głodu, której w ostatnich latach doświadcza Madagaskar, media milczą albo informują tak skąpo, że informacje te umykają naszej uwadze. Podobnie jest z innymi tego typu wydarzeniami; dzisiejsze serwisy informacyjne zdają się wręcz unikać przedstawiania katastrof humanitarnych, chociaż państwa wysoko rozwinięte często mają swój udział w ich powstawaniu.

Wiąże się to, zauważa Kermani, z jeszcze jednym zjawiskiem:

„Paradoksem globalizacji jest to, że wszędzie na świecie, a zwłaszcza wśród klasy średniej, która jest najmocniej przez globalizację dotknięta, promuje się skupianie na sobie, egoizm, lewicową, prawicową lub religijną politykę tożsamościową”. 

Niemiecko-irański intelektualista podaje przykład trzech dużych tygodników niemieckich, które od pewnego czasu zajmują się przede wszystkim tematami z zakresu psychologii i samodoskonalenia. „Uczynienie samego siebie punktem odniesienia i idący za tym narcyzm stały się cechą charakterystyczną naszych zachodnich społeczeństw, i w tym sensie narcyz z Białego Domu, który pierwotnie zasłynął jako gwiazda telewizyjna, jest odbiciem nas samych”.

Tę zmianę dobrze widać również na naszym rynku idei. On także stał się bardziej partykularny, egoistyczny. Zewsząd słychać wezwania, żeby przede wszystkim zająć się sobą. Oczywiście, to, że częściej pisze się o dobrostanie jednostek, o tym, jak pogodzić się z własnym ciałem, własną historią, jak uzdrowić swoje relacje z innymi itd., jest czymś bardzo pożytecznym. Nadrabiamy tu wieloletnie zaniedbania.

Z drugiej jednak strony, świat przy takim nastawieniu zaczyna nam uciekać, znikać z oczu. Przestajemy go rozumieć, nie mamy argumentów, żeby przeciwstawić się rosnącym w siłę uprzedzeniom. Przybywa polityków – także w polskim parlamencie – którzy otwarcie demonstrują swój rasizm, poczucie wyższości wobec mieszkańców Afryki czy Azji. Przybywa szowinistów, którzy umiejętnie rozbudzają szowinizm w innych.

Nie da się tego procesu zatrzymać, odwracając wzrok i kierując go na samych siebie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Skupieni na sobie