Lopek. Gwiazda kabaretu, którą kochała przedwojenna Warszawa

Kazimierz Krukowski jako Lopek rozśmieszał przedwojenną Polskę. Jego własne życie okazało się historią teatru, wojny, emigracji i utraconego świata.
Czyta się kilka minut
Kazimierz Krukowski jako Lopek (z lewej) i Adolf Dymsza jako Felek w filmie „Ułani, ułani, chłopcy malowani”, 1931 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kazimierz Krukowski jako Lopek (z lewej) i Adolf Dymsza jako Felek w filmie „Ułani, ułani, chłopcy malowani”, 1931 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe

W młodości chciał uchodzić za rodowitego stołecznego eleganta. Choć do Warszawy przybył wraz z rodzicami, gdy miał 18 lat – w rok po tym, jak Polska odzyskała niepodległość.

W Łodzi jego rodzina – zasymilowana żydowska, głęboko zakorzeniona w polskiej kulturze – była znana i szanowana. Dziadek Leon w połowie XIX w. przybył tu z Białegostoku i założył drukarnię przy ul. Cegielnianej 29 (dziś ul. Więckowskiego). Drukowano w niej „Dziennik Łódzki”, pierwszą polską gazetę w mieście. Jego synowie zostali prawnikami i lekarzami, a córki wyszły dobrze za mąż.

Ale szczególną dumą Leona byli wnukowie. Córka Adela Tuwim urodziła Juliana (poetę) i Irenę (poetkę i tłumaczkę; dzięki niej po polsku przemówili Kubuś Puchatek i Mary Poppins). Córka Berta Boruńska to mama Leona (kompozytora) i Włodzimierza (poety i aktora; zagra rolę Łodzianina Halperna w filmie „Ziemia obiecana”). Natomiast syn Stanisław, lekarz, został ojcem Stefana (dziennikarza) i Kazimierza – bohatera tej opowieści.

Z Łodzi na warszawską scenę

„Życie każdego człowieka przypomina wieloetapowy wyścig kolarski – wspominał Kazimierz. – Ja wystartowałem do tego wyścigu 2 lutego 1901 roku. Moimi trenerami byli moi rodzice: Ojciec – doktor medycyny; Matka – pani doktorowa; oraz zastępująca mi przedszkole z językiem wykładowym niemieckim – »Frojlajn« Marta – bona-guwernantka”.

Rodzina mieszka przy ul. Piotrkowskiej 123. Jesienią 1912 r. Kazimierz zaczyna naukę w Męskim Gimnazjum Rządowym (w siódmej klasie uczy się już kuzyn Julian). Z kolei po przeprowadzce do Warszawy w 1919 r. uczy się w ostatniej klasie Gimnazjum Mikołaja Reja. Wychowawcą klasy jest Tadeusz Kotarbiński, później prezes Polskiej Akademii Nauk.

W 1920 r. zapisuje się, zgodnie z wolą rodziców, na Wydział Filozofii UW. Z własnej już woli studiuje też na Wydziale Dramatycznym Konserwatorium Muzycznego, w klasie śpiewu. Szybko jednak trafia do wojska, trwa wojna z bolszewikami. Służy jako telefonista sztabowy w Warszawie. Pewnego dnia wzywa go major. „Czy starszy strzelec z cenzusem śpiewa?”. „Tak jest!”. „Deklamuje?”. „Tak jest!”. „Przydzielam starszego strzelca Krukowskiego Kazimierza do teatru żołnierskiego Polonia w charakterze artysty”. 

Tak w listopadzie Kazimierz debiutuje w Teatrze Żołnierza Polskiego wykonaniem piosenki Jerzego Boczkowskiego „Szumiały mu echa kawiarni”.

Tenor w kabarecie

Wojna się kończy. Już w cywilu, Krukowski nie wraca na filozofię. W 1923 r. kończy konserwatorium i zaczyna karierę śpiewaka operowego. Najpierw jako tenor w objazdowym zespole Tadeusza Wierzbickiego, potem jako solista Filharmonii Warszawskiej. Podoba mu się repertuar klasyczny, ale wynagrodzenie jest zbyt skromne.

Julian Tuwim, który mieszka u Krukowskich i pisuje teksty dla czołowych kabaretów, szuka sposobów, by znaleźć kuzynowi lepiej płatną pracę. Gdy słyszy, że w kabarecie Qui Pro Quo zabrakło piosenkarza, zaprasza jego szefa Jerzego Boczkowskiego na kawę. W sąsiednim pokoju, którego drzwi są uchylone, głośno próby odbywa Kazimierz, „polski Caruso”... Podstęp się udaje: od września 1924 r. Krukowski pracuje w Qui Pro Quo: duet tancerzy występuje przy akompaniamencie jego śpiewu.

Lopek i kropka

Po półtora roku Boczkowski proponuje Kazimierzowi samodzielny numer: piosenkę o ciężkich czasach pt. „Wekselek”. Artysta jest oburzony. Po klasycznych ariach ma śpiewać o handlarzu, który, aby nie zbankrutować, oszukuje wekslami i trafia do więzienia?

Jednak Boczkowskiemu udaje się go przekonać. Kazimierz wychodzi na scenę w znoszonym płaszczu, starym kapeluszu, z dorysowanym wąsem – i tak rodzi się gwiazda: Lopek. Piosenkę „Wekselek” wydaje Syrena Record, największa wytwórnia płyt. Kazimierz jeździ na trasy koncertowe z artystami Qui Pro Quo. „Przestałem być w teatrze czymś – wspominał – stałem się kimś”.

Kazimierz Krukowski, lata międzywojnne. Zdjęcie z autografem artysty // Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sam chętnie pisze piosenki i monologi dla Lopka. Refren piosenki „Któż nie zna Lopka? Lopek i kropka” śpiewa cała Warszawa. „Śmieszny typek – opisuje go aktor – śpiewający o swoich tysiącznych kłopotach i ze swoją połowicą Malwiną, i z teściem, i z synem Hipkiem, i ze wspólnikiem Rosenkrantzem, i z wekselkami, i z kryzysem, a najwięcej z sekwestratorami i urzędem podatkowym”.

Wkrótce Lopek króluje w kinach całej Polski: w serii krótkometrażowych komedii „Lopek” i „Przygody Lopka i kropka”, a potem w pełnometrażowych filmach „Janko Muzykant”, „Dziesięć procent dla mnie”, „Ułani, ułani, chłopcy malowani”. W tym ostatnim powstaje duet komediowy Lopek i Felek (Adolf Dymsza). Występują z sukcesem: jeśli na afiszu figurują Lopek i Felek, pełna widownia gwarantowana.

Własny teatr, ostatni sezon

Równolegle Krukowski występuje w innych stołecznych kabaretach: Perskie Oko, Banda, Hollywood, Cyganeria. Syrena Record wydaje jego płyty prawie co roku. Kazimierz poślubia piękną tancerkę Władysławę Jaśkównę, która niedawno przybyła z Krakowa. Będzie towarzyszyć mu we wszystkich przyszłych życiowych próbach.

Wkrótce Kazimierz debiutuje jako reżyser w kabarecie Morskie Oko, a dalej zostaje jego kierownikiem artystycznym. Potem jest stanowisko kierownika artystycznego kabaretu Femina, a nieco później – Teatru na Kredytowej. Oskrzydlony sukcesem, zakłada The Lopek Dancing, ale zespół istnieje tylko jeden sezon. Nie rezygnuje jednak z zamiaru posiadania własnego teatru – w kwietniu 1939 r. zostaje współzałożycielem i kierownikiem artystycznym teatru Ali Baba.

1 września zaczyna się II wojna światowa. Satyryczna rewia „Fakty i pakty”, napisana przez Juliana Tuwima, Mariana Hemara i Andrzeja Własta, jest grana tylko do 4 września. To ostatnie przedstawienie kabaretowe w tamtej Polsce.

Lopek pod sowiecką okupacją

Krukowski wyjeżdża z Warszawy na wieś, ale wkrótce wraca do okupowanej przez Niemców stolicy. Staje się jasne, że dalszy pobyt w mieście jest groźny. 19 listopada attaché kulturalny ambasady Estonii przewozi artystę i jego żonę swoim autem do linii demarkacyjnej. Z pomocą przewodnika przedostają się do sowieckiej strefy okupacyjnej.

Jadą do Białegostoku, gdzie są krewni Kazimierza (stąd pochodzi jego dziadek). U krewnych spotyka kuzynów, Włodzimierza i Leona Boruńskich, którzy też uciekli z Warszawy. Czerwone flagi i portrety Stalina nie budzą w Krukowskim sympatii, ale trzeba jakoś zarabiać. Proponuje nowym władzom otwarcie polskiego Teatru Miniatur i zostaje jego kierownikiem artystycznym. Kuzyn Leon otrzymuje stanowisko kierownika muzycznego, a żona Władysława i drugi kuzyn Włodzimierz zostają aktorami.

W 1940 r. teatr przeniesiono do Grodna. Krukowski pozostaje w Białymstoku, pracuje jako kierownik literacki i reżyser w orkiestrze jazzmana Eddiego Rosnera, a później jako reżyser i konferansjer we Lwowskim Teatrze Miniatur (ocena podobnego zaangażowania wielu ludzi kultury pod sowiecką okupacją do dziś dzieli historyków).

Rewia w armii Andersa

W 1941 r. teatr wyrusza w trasę koncertową po Związku Sowieckim, a kilka tygodni później Hitler atakuje Stalina. Gdyby Krukowski został we Lwowie, zapewne zginąłby w Holokauście – ta trasa ratuje mu życie.

Pod koniec 1941 r. Kazimierz wstępuje do armii gen. Władysława Andersa – podobnie jak tysiące Polaków, w tym wielu polskich Żydów. Gdy okazuje się, kim jest, dostaje rozkaz: założyć zespół rewiowy. Z tą armią przejdzie całą jej drogę: przez Iran, Bliski Wschód, Włochy, po Anglię. Otrzyma Krzyż Monte Cassino, Brytyjską Gwiazdę i inne medale.

Zdemobilizowany, trafia do Anglii. Stąd w 1948 r. wraz z żoną i ośmioma aktorami zespołu rewiowego wyjeżdża do Argentyny, gdzie żyją liczni polscy emigranci. W Buenos Aires zakłada Teatr Polski, w którym wystawia sztuki Wyspiańskiego, Fredry, Zapolskiej, Bałuckiego.

Do Polski po odwilży

Do pojałtańskiej Polski początkowo wracać nie chce. Sytuacja zmienia się, gdy w lutym 1956 r. w Moskwie rusza „odwilż” (zjazd partii znosi kult Stalina), a w marcu kończą się w PRL-u rządy stalinisty Bolesława Bieruta.

„W początkach roku 1956 – wspomina Krukowski – zacząłem otrzymywać listy z Polski od rodziny i kolegów nawołujące do powrotu. Kiedy rząd polski wezwał wszystkich rodaków przebywających na obczyźnie, bez względu na ich zapatrywania i działalność społeczno-polityczną na emigracji, do powrotu, zrozumiałem, że wybiła godzina, o której ja i Władzia marzyliśmy tyle lat”.

27 września przybywają do Warszawy – na chwilę przed tym, jak nastąpi przesilenie października 1956 r. Już na dworcu Krukowski mówi Ludwikowi Sempolińskiemu, swemu przedwojennemu koledze, że chce założyć własny teatr. Pierwszy występ małżeństwa odbywa się w Sali Kongresowej, potem ruszają w 10-dniową trasę koncertową po ośmiu miastach. Trafiają też do Łodzi, której Krukowski nie widział od prawie dwóch dekad.

Ostatnia misja Lopka

W Warszawie zostaje dyrektorem i kierownikiem artystycznym teatru satyrycznego Syrena. Wkrótce wraca do ulubionego gatunku: kieruje kabaretem Cyganeria w Grand Hotelu, potem zakłada własny kabaret literacko-satyryczny U Lopka w Bristolu.

Jednak jego główną misją staje się zachowanie pamięci o przedwojennych kabaretach. Nagrywa o nich programy telewizyjne. Występuje w filmie „Pan Dodek”, poświęconym 70. urodzinom Dymszy, jego dawnego partnera z duetu. Pisze trzy książki wspomnieniowe (w „Małej antologii kabaretu” opowiada nie tylko o sobie, ale i o całej „starej generacji”).

Kazimierz Krukowski (po prawej) z Jerzym Bielenią w sztuce "Miasto cudów", Teatr Syrena, 1973 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na koniec z jego całej, niegdyś dużej i zgranej łódzkiej rodziny zostają tylko Włodzimierz Boruński i Irena Tuwim; reszta w międzyczasie zmarła lub wcześniej zginęła podczas wojny. Mieszkają w Warszawie, utrzymują ze sobą ciepłe relacje.

W 1983 r. Kazimierz zostaje wdowcem. Rok później też odchodzi. Ostatnia, trzecia książka wspomnień ukaże się już pośmiertnie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Lopek i kropka