Stefan Batory. Król, który się Moskwie nie kłaniał

450 lat temu, w grudniu 1575 roku, szlachta Rzeczypospolitej wybrała na króla Stefana Batorego, wojewodę węgierskiego Siedmiogrodu. Dzieje jego błyskotliwych kampanii przeciw Rosji krzepią do dziś.
Czyta się kilka minut
Jan Matejko „Stefan Batory pod Pskowem”, 1872 r. Malarz przedstawił tu raczej treść ideologiczną niż prawdę historyczną, np. rozejmu nie podpisano pod murami Pskowa, tylko w Jamie Zapolskim, a Batorego (przed którym klęczy władyka Cyprian z Połocka) nie było wtedy w obozie. W centrum stoi legat papieski Antonio Possevino, na lewo od niego siedzą Janusz Zbaraski i Michał Haraburda, kierujący delegacją królewską w negocjacjach pokojowych // Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum, fot. A. Ring, L. Sandzewicz
Jan Matejko „Stefan Batory pod Pskowem”, 1872 r. Malarz przedstawił tu raczej treść ideologiczną niż prawdę historyczną, np. rozejmu nie podpisano pod murami Pskowa, tylko w Jamie Zapolskim, a Batorego (przed którym klęczy władyka Cyprian z Połocka) nie było wtedy w obozie. W centrum stoi legat papieski Antonio Possevino, na lewo od niego siedzą Janusz Zbaraski i Michał Haraburda, kierujący delegacją królewską w negocjacjach pokojowych // Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum, fot. A. Ring, L. Sandzewicz

Był 24 sierpnia 1581 r., gdy armia królewska stanęła pod Pskowem – strategiczną twierdzą na drodze z Moskwy do wybrzeża Bałtyku. Gdy sekretarz królewski, ksiądz Jan Piotrowski, zobaczył miasto, miał jęknąć: „Jezu, toć to coś wielkiego, jak drugi Paryż”.

Nie było porównania ze szturmowanymi w poprzednich kampaniach Połockiem i Wielkimi Łukami – tamte fortece zbudowano z drewna i ziemi. Tymczasem Psków był potężnym miastem, liczącym 30 tys. mieszkańców i 20 tys. moskiewskiej załogi. Otoczony murami grubymi na 3,5 metra, broniony przez 40 dział.

Iwan IV Groźny przygotował miasto na oblężenie: zgromadził w nim zapasy opału, żywności i amunicji. Samego prochu Rosjanie mieli podobno 25 tys. cetnarów.

Batory, od pięciu lat król Rzeczypospolitej, przyprowadził pod Psków 47 tys. żołnierzy. Jego armia, operująca głęboko na terenie wroga, miała rozciągnięte linie zaopatrzeniowe, co miało się wkrótce zemścić. Podobnie jak błąd operacyjny: zabrano tylko 20 dział burzących (rok wcześniej pod Wielkimi Łukami Batory miał ich 30) oraz tylko 600 cetnarów prochu.

Król liczył na uzupełnienie zapasów w dobrze wyposażonej twierdzy Susza. Cóż z tego, skoro pod koniec sierpnia tamtejsze składy wyleciały w powietrze. Wypadek lub sabotaż.

Armia Rzeczypospolitej pod Pskowem

8 września koronne armaty grzmiały od świtu. Wzięły na cel basztę Świnuską. Z kolei Węgrzy – kontyngent piechoty, zwerbowany przez króla wśród rodaków – ostrzeliwali sąsiednią basztę Pokrowską. Z murów odpadały kolejne kamienne bloki. Po sześciu godzinach artylerzyści raportowali, że powstał wyłom.

W namiocie królewskim odbyła się narada. Jan Zamoyski, świeżo mianowany hetman wielki, studził zapał, tłumacząc, że potrzebny jest drugi wyłom, na odcinku ostrzeliwanym przez Polaków. Konieczna była też misja wywiadowcza, która ustali, czy za pierwszą linią obrony Moskale nie przygotowali pułapki. Przed wieczorem artylerzyści spełnili oczekiwania: powstał kolejny wyłom.

Autor nieznany „Portret króla Stefana Batorego” (wg Josta Ammana), ok. 1550-1650 r. // Muzeum Narodowe w Krakowie

Rano Węgrzy przyprowadzili przed oblicze Batorego żołnierza, który – jak zapewniał – podkradł się do wyłomu i nie zobaczył w głębi dalszych linii obrony. Król postanowił zaatakować. Wcześniej jednak, biorąc pod uwagę głosy ostrożniejsze, postanowił wyprawić zwiad, oddział doświadczonych żołnierzy polskich i niemieckich. Dopiero w przypadku ich pozytywnego raportu, uderzyć miały główne siły.

Jednak gdy obrońcy otworzyli ogień, główne siły, nie zważając na rozkaz, ruszyły do ataku. Żołnierze wspięli się po rumowisku i wywiesili na obu basztach znaki królewskie. Chorągwie łopotały na wietrze, a cały obóz wiwatował – Psków zdawał się zdobyty.

Gdy Batoremu skończył się proch

Ale Rosjanie byli gotowi. Zagrożony odcinek twierdzy miał kształt trójkąta: obrońcy odcięli go od miasta poprzeczną linią drewniano-ziemnej barykady – najeżonej działami, hakownicami i muszkietami. Wbiegających za linię murów żołnierzy królewskich witała kanonada, trup ścielił się gęsto.

Zdobyte baszty stały się celem rosyjskich armat. Pod basztę Świnuską obrońcy podtoczyli beczki z prochem i udało im się wywołać pożar. Piechota węgierska w ruinach baszty Pokrowskiej trzymała się aż do wieczora, w końcu jednak uznano, że sytuacja jest beznadziejna, i zarządzono odwrót. Zginęło co najmniej pięciuset żołnierzy.

Przez noc obrońcy zdołali prowizorycznie załatać mury. Niespodziewanie dla nich królewskie armaty już się jednak nie odezwały. Batoremu skończył się proch, zapasów starczyło na dwa dni. Jedyna szansa na szybkie opanowanie Pskowa została zaprzepaszczona.

Geopolityczne cele Stefana Batorego

Kampania pod Pskowem była już trzecim etapem wojny, którą Batory wypowiedział Iwanowi IV Groźnemu, władcy Moskwy, który tytułował się cesarzem (carem).

Wcześniej w pacta conventa – umowie zawieranej ze szlachtą przed koronacją – król zobowiązał się do odbicia z rąk Iwana Inflant (obszar dzisiejszych Łotwy i Estonii). Iwan zagarnął je, korzystając z zamieszania po śmierci Zygmunta Augusta i ucieczce Henryka Walezego. Zdobył 27 miast i w styczniu 1577 r. stanął na linii Dźwiny. O rzeziach na ludności inflanckiej, których dokonały wojska moskiewskie, było głośno w całej Europie.

Mapa Inflant, część „Theatrum Orbis Terrarum” autorstwa Abrahama Orteliusa, wydana w Antwerpii w latach 1573–1598 // National Library of Estonia

Wybrany królem, Batory przybywał do Rzeczypospolitej ze sławą wybitnego wodza i polityka, który nie tylko wygrał w siedmiogrodzkiej wojnie domowej, ale potrafił zręcznie rządzić kadłubowym księstwem, zgniatanym z jednej strony przez sułtana Turcji, a z drugiej przez Habsburgów.

W herbie Stefan Batory miał trzy smocze zęby: uwieczniały rodzinną legendę o protoplaście, Oposie z przydomkiem Bator (odważny), który pokonał smoka. Całe swoje życie – również dekadę spędzoną na tronie Rzeczypospolitej – Batory miał poświęcić realizacji marzenia o wyzwoleniu Węgier.

Nie było mowy o wciągnięciu Rzeczypospolitej w wojnę z Turcją, ale Batory miał plan bardziej finezyjny. Chciał pokonać i opanować Moskwę, aby następnie zmontować silną koalicję i wypchnąć Turków za linię Dunaju.

Husaria i mapy: reforma armii Rzeczypospolitej

Plany wojenne Batory przedkładał nad wszystko. Aby skłonić sejm do wysokich podatków, zgodził się okroić królewskie uprawnienia sądownicze, powołując Trybunał Koronny (rodzaj Sądu Najwyższego). Za 200 tysięcy złotych przyznał brandenburskiej linii Hohenzollernów kuratelę nad chorym psychicznie księciem Albrechtem Fryderykiem – czym zniweczył szansę na wcielenie Prus Książęcych do Rzeczypospolitej.

Pieniędzy potrzebował, bo armia wymagała reform. Batory wiedział, jak się zdobywa twierdze, że niezbędna jest do tego piechota. Tej zaś brakowało. Szlacheckie pospolite ruszenie uważał za anachroniczne (ostatnie wielkie zwycięstwo tej formacji to... bitwa pod Grunwaldem w 1410 r.).

Król werbował regimenty piesze z doświadczonych Węgrów, Niemców i Kozaków, stworzył oddziały chłopskiej piechoty wybranieckiej. Zaciągał też Szkotów, słynących jako specjaliści od artylerii i inżynierii. Zreformował kawalerię, przekształcając ciężkozbrojnych kopijników w husarzy, zdolnych i do przełamujących ataków, i do gwałtownych manewrów.

W planowanie kampanii zaangażował – to była wówczas nowinka – kartografów. Na bieżąco, słuchając raportów zwiadowców, naprowadzali oni szczegóły na mapach.

Rosyjscy posłowie na Wawelu

Iwan obawiał się starć w otwartym polu, Batory nie mógł więc liczyć na rozstrzygające starcie. Nie chciał też zdobywać jedna po drugiej okupowanych twierdz inflanckich. Opracował błyskotliwy plan, który polegał na odcięciu ich od zaplecza.

Szpiedzy donieśli Iwanowi, że Rzeczpospolita gromadzi armię. Na Wawel przybyli rosyjscy posłowie. Władca Moskwy kazał im zagrać ostro: zażądali, by Batory z odkrytą głową i na stojąco zapytał ich o zdrowie Iwana. Siedząc na tronie, Batory ani drgnął. Posłom pokazano drzwi.

Wtedy władca z Kremla zaczął zasypywać Batorego listami, w których zarzucał mu tyranię i działania przeciw pokojowi (metoda skądinąd znana i dziś).

Wiosną 1579 r. król wyprawił do Moskwy posła Wacława Łopacińskiego z formalnym wypowiedzeniem wojny. Iwan wtrącił go do celi i groził śmiercią (Batory, stosując prośby, groźby i naciski, ocalił mu życie i umożliwił powrót do domu). Nawiasem mówiąc, król pilnował, aby w kontaktach dyplomatycznych Iwana nie nazywać uzurpowanym tytułem cara.

Etap pierwszy wojny: uderzenie na Połock

Do połowy 1579 r. król zebrał 56-tysięczną armię. Dowódcą piechoty węgierskiej mianował Kaspra Bekiesza, do niedawna swego wroga, z którym wygrał wojnę o tron Siedmiogrodu. Wolał nie zostawiać go w kraju, przy okazji wykorzystując jego talenty wojskowe. Bekiesz, który po tej kampanii zmarł (z przyczyn naturalnych), zostawił po sobie modę na podszyty futrem płaszcz zwany bekieszą i powiedzenie: „O niebo nie stoję, piekła się nie boję”.

Na pierwszy cel Batory wyznaczył Połock, twierdzę utraconą przez Zygmunta Augusta 17 lat wcześniej. Jego zdobycie byłoby także symbolicznym wetem wobec moskiewskiej koncepcji „zbierania ziem ruskich” – ideologii, wedle której Moskwa ustawiała się w roli spadkobierczyni średniowiecznej Rusi Kijowskiej.

11 sierpnia wojska stanęły pod murami. Obrońcom przyszła z pomocą pogoda: taktyka Batorego polegała na bombardowaniu drewnianych fortyfikacji pociskami zapalającymi, ale te gasły w ulewnym deszczu. Gdy jednak pod koniec sierpnia deszcz ustał, umocnienia stanęły w ogniu. Załoga wywiesiła białą flagę.

Chcąc podkreślić, że jest władcą innym niż psychopatyczny Iwan, Batory dał jej odejść w spokoju. Rozwścieczyło to królewskich żołnierzy: gdy weszli do miasta, odkryli miejsca kaźni. Ich towarzysze, pojmani podczas wcześniejszych szturmów, byli żywcem gotowani. Zapewne za sprawą tego odkrycia część armii, odesłana do zdobycia sąsiedniej twierdzy Sokół, po jej zajęciu wyrżnęła obrońców.

Etap drugi: atak na Wielkie Łuki

Batory rozpuścił armię i zwołał sejm, by uchwalić podatki na dalszą wojnę. Jan Zamoyski przekonał szlachtę (nastawioną pacyfistycznie, choć jeszcze nie tak mocno jak w kolejnych wiekach) do kontynuacji działań. Złośliwi mawiali, że król bez Zamoyskiego nie powinien iść na sejm, a Zamoyski bez króla na wojnę.

To drugie było przesadą, Zamoyski sprawdził się jako dobry, choć surowy dowódca. Niemniej niechęć króla-żołnierza do wysiadywania na sejmie i słuchania szlacheckich postulatów nie ulegała wątpliwości.

Podatki uchwalono, a Batory poprowadził nową armię na Wielkie Łuki – miasto położone na północny wschód od Połocka. Najtrudniejsza w tej kampanii była droga do celu: Iwan obsadzał swoje granice puszczą, przez którą należało wyrąbać przejście. Sama forteca była bez szans, opierała się niecały tydzień.

Po zwycięstwie doszło do rzezi załogi, a rabująca miasto tłuszcza doprowadziła do wybuchu składów prochu, w wyniku czego zginęło dwustu żołnierzy.

Papież Grzegorz XIII w roli Donalda Trumpa

Potem historia się powtórzyła: zebrał się kolejny sejm, który należało przekonać do podatków. Starania króla próbował torpedować Iwan: pchnął posłów do Rzymu, by zapewnić papieża o swoim umiłowaniu pokoju.

W roli ówczesnego Trumpa, dającego się omotać rosyjskiej dezinformacji, wystąpił papież Grzegorz XIII. Łyknął zapewnienia Iwana, że pragnie on zjednoczenia z katolicyzmem, jest gotów uznać zwierzchnictwo Rzymu i w sojuszu z Rzecząpospolitą wyprzeć Turków z Europy, tylko że przeszkadza w tym właśnie Stefan Batory...

Grzegorz wysłał na północ mediatora, jezuitę Antonia Possevino. Wszystko to obserwowała szlachta i niechętnie płaciła uchwalony podatek. Pieniądze spływały wolno – być może to na tym etapie popełniono strategiczny błąd, nie dokonując zakupu odpowiedniej ilości prochu dla armii.

Zwłoka zrobiła swoje: lato się kończyło, a tym razem do zdobycia był potężnie ufortyfikowany Psków.

„Generał Mróz” dziesiątkuje armię Batorego

Po klęsce wrześniowego szturmu Batory postawił na blokadę miasta. Iwan nie był w stanie wysłać obrońcom Pskowa odsieczy (dlaczego, o tym za chwilę). Rosjanom przyszła jednak w sukurs pogoda, rosyjski „generał Mróz”: pierwszy śnieg spadł na początku października. Armia nie była na to gotowa, mało kto zabrał zimowe odzienie.

Magnaci i oficerowie budowali sobie ogrzewane ziemianki, żołnierze marzli w namiotach. Cyrulicy odcinali odmrożone nogi i ręce. Brakowało żywności. Chleb, wcześniej wart pół grosza, kosztował w obozie dziesięć razy więcej, a był „sprośny, plugawy, z otrąb, aż strach” – jak pisał ksiądz Piotrowski.

Zdarzało się, że czeladź napadała na wozy transportujące do obozu drewno, żywność i paszę dla koni. Jeździć po aprowizację trzeba było coraz dalej: pierwsze wyprawy trwały tydzień, te grudniowe sięgały 30 dni, a ich uczestnicy musieli unikać rosyjskich ataków.

Żołnierze błagali króla o szturm: „Wolim od nieprzyjaciela zginąć, niż od zimna a nędze” – notował ich prośby Piotrowski. Batory pozostał niewzruszony: bez przygotowania artyleryjskiego atak nie miał sensu, a blokada szachowała Iwana. Należało jedynie wytrwać.

Dramatyczne zimowe oblężenie Pskowa

Wkrótce straty powodowane dezercją i chorobami przewyższyły te bojowe. Nasilały się bójki i rabunki. Zamoyski reagował surowo. Porucznika nazwiskiem Piwko, który dopuścił się kradzieży, kazał powiesić na placu obozowym. Za nieposłuszeństwo czekała hańbiąca kara „zasadzania na kole”.

W obliczu głodu i chłodu wielu żołnierzy decydowało się na ucieczkę. Zdesperowani kierowali się do bram Pskowa. To od dezerterów Rosjanie dowiedzieli się o podkopach zbliżających się pod mury. Podczas wycieczek (szybkich wypadów) obrońcy porywali jeńców, których brutalnie przesłuchiwali, by poznać sytuację w obozie króla. Piotrowski podejrzewał, że taka była przyczyna celnego ostrzału kwatery Batorego.

Podobne metody wywiadowcze stosował Zamoyski: podczas jednej z odpraw przyznał dowódcom, że informacje o sytuacji w mieście wydobył od jeńców i „sprzedawczyków”. W królewskim obozie też stosowano metody „przyspieszania zeznań”.

Szpiedzy i sabotażyści w XVI-wiecznej wojnie hybrydowej

Obie strony prowadziły działania szpiegowskie i dywersyjne. Oblegający przechwycili list od dowódców Pskowa do Iwana. Do obozu zbiegł z miasta człowiek przedstawiający się jako carski podkomorzy; zdobył zaufanie Zamoyskiego, po czym wrócił do miasta. W obozie co i rusz wybuchała panika, wywołana np. plotką, że Litwini potajemnie wspierają Rosjan. Rozsiewanie fake-newsów było elementem ówczesnej wojny hybrydowej.

Ale strona królewska była nie mniej pomysłowa. Jak pisze w monografii oblężenia Pskowa historyk Dariusz Kupisz – autor książek „Połock 1579” i „Psków 1581-1582” – na rozkaz Zamoyskiego artylerzysta Jan Ostromęcki skonstruował skrzynkę, w której umieścił „rzędami dwanaście rur umyślnie cienko opiłowanych, ażeby tym łatwiej pękły, rury i szkatułkę napełnił najlepszym prochem”. Otwarcie wieka powodowało eksplozję.

Skrzynkę wysłano w prezencie dowódcy Pskowa, księciu Iwanowi Szujskiemu. Ten nie był głupi, kazał dar otworzyć ślusarzom. W stronę obozu królewskiego wystrzelono potem strzałę z obraźliwym wobec hetmana listem.

Największą akcją dywersyjną, i to o znaczeniu strategicznym, był rajd hetmana litewskiego Krzysztofa Radziwiłła „Pioruna” w głąb państwa rosyjskiego. Na rozkaz Batorego wziął on 6 tysięcy jazdy, by dezorganizować koncentrację wojsk moskiewskich i uniemożliwić odsiecz dla Pskowa.

Pustosząc ziemie moskiewskie, Radziwiłł dotarł pod Rżew nad Wołgą i mało brakowało, a zmieniłby bieg dziejów. Hetman dostał wieść, że Iwan jest w twierdzy w Staricy. Nie zdecydował się na atak, sądząc, że władcę muszą otaczać liczne pułki. Tymczasem Iwana chronił niewielki oddział. Pozostaje spekulować, co by się stało, gdyby został pojmany lub zabity.

Rajd Radziwiłła był jednak i tak ogromnym sukcesem: jeźdźcy wykonali rozkaz Batorego z naddatkiem. Świadkowie twierdzili, że Iwan, widząc łuny pożarów wzniecanych przez Litwinów, wpadł w przerażenie.

Rozejm w Jamie Zapolskim

Batory miał rację: oblężenie Pskowa ukazywało słabość Iwana, który nie był zdolny pomóc miastu. W końcu władca moskiewski przystał na prowadzone od połowy grudnia – przy mediacji legata Possevino – rokowania pokojowe. Po paru tygodniach spędzonych w obecności Iwana jezuita zorientował się co do jego zapewnień o unii kościelnej – i podczas rozmów poparł stanowisko Batorego.

Tymczasem jednak sytuacja pod murami Pskowa stawała się krytyczna. Zamoyski wysłał do Janusza Zbaraskiego, kierującego delegacją na rozmowy, tajną wiadomość: zawrzyj pokój za wszelką cenę, wojsko dłużej nie wytrzyma mrozu.

Zbaraski zagrał va banque: ogłosił, że otrzymał rozkaz zerwania rokowań, jeśli Moskwa nie przyjmie warunków króla. Wygrał w tej grze nerwów: posłowie Iwana podpisali rozejm w Jamie Zapolskim, na mocy którego Inflanty wracały do Rzeczypospolitej.

Pskowa nie zdobyto, ale wojna była wygrana, a Moskwa odepchnięta od Bałtyku.

Przedwczesna śmierć przerywa plany Batorego

 „Leży na Wawelu, wśród swych poprzedników i następców, z dala od ojczyzny, dla której wszystko poświęcił. A grób jego w bieli, czerwieni, zieleni, stale zdobią świeże kwiaty i uczniowskie tarcze” – tak historyk Stanisław Grzybowski kończy swoją książkę „Król i kanclerz”, o Batorym i Zamoyskim.

Marzenie Batorego o wyzwoleniu ojczystych Węgier nie spełniło się: zmarł w 1586 r., w wieku 53 lat na ciężką niewydolność nerek, zanim zdołał zmontować koalicję do wojny z Turcją, którą planował wraz z papieżem.

Aby zachęcić władców Europy do udziału w niej, propaganda Rzeczypospolitej budowała wizerunek Batorego. W 1583 r. w Wenecji ukazał się epos węgierskiego humanisty Ferenca Hunyadiego, który pisał, jak to u kołyski Stefana przepowiedziano mu wielkie zwycięstwa. Pod jego berłem miał zapanować wieczny pokój, stal zmienić się w złoto, a Dunaj nieść nektar i ambrozję.

Batory umarł, ale pamięć o jego zwycięstwach przetrwała. W chętnie czytywanych w XVII stuleciu tzw. katalogach królewskich wspominano go jako króla-wojownika, wychowawcę wielkich hetmanów, symbol potęgi Rzeczypospolitej.

Potem, w wieku XVIII, podkreślano przede wszystkim jego reformy ustrojowe (nieważne, że wymuszone przez okoliczności). Natomiast w okresie zaborów zrodził się – ku pokrzepieniu serc – kult władcy, który rzucił Moskwę na kolana.

Być może w 450. rocznicę elekcji Batorego warto wziąć pod uwagę, że doskonale nadaje się dziś na patrona wschodniej flanki NATO?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2025

W druku ukazał się pod tytułem: O królu, który się Moskwie nie kłaniał