Kto dziś powinien finansować kulturę? Jakie mechanizmy wpływają na funkcjonowanie największych wydarzeń? Jak wygląda codzienna praca teatrów, muzeów i galerii? Wreszcie – jak wspierać nowe inicjatywy, z których mogą wyłonić się twórcy i dzieła kształtujące nasze myślenie o świecie?
Te pytania zdominowały drugą debatę „Kraków – wspólnota kultury”, organizowaną przez „Tygodnik Powszechny”. Tym razem przedstawiciele władz samorządowych, instytucji kultury, mediów oraz środowisk współtworzących to pole spotkali się w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, by przyjrzeć się temu, jak kultura funkcjonuje dziś – i jak powinna się zmieniać w najbliższych latach.
Podczas otwarcia debaty prezydent Krakowa Aleksander Miszalski podkreślał, że choć miasto od lat inwestuje w kulturę na różnych poziomach – od dużych instytucji po oddolne inicjatywy – kluczowe staje się nie tylko samo finansowanie, lecz także komunikacja z mieszkańcami, bez której trudno o zrozumienie, a w konsekwencji – budowanie faktycznej wspólnoty kultury.
Z kolei redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jacek Stawiski mówił, że kultura przestaje być jedynie sferą autonomicznej sztuki, a staje się jednym z podstawowych narzędzi opisu rzeczywistości – zwłaszcza w sytuacji, gdy relacje między ludźmi coraz częściej się rozluźniają i rozpadają, a poczucie społecznej izolacji pogłębia się. Pierwszy panel debaty pokazał, że pytanie o mecenat kultury nie jest abstrakcyjne – to pytanie o trwałość całego systemu. Jeśli nic się nie zmieni, obecny model finansowania instytucji kultury po prostu się wyczerpie.
Nowy mecenat: państwo, samorząd, kapitał biznesowy
W pierwszym panelu, prowadzonym przez Michała Kuźmińskiego, spotkali się Dominika Walec, Krzysztof Bajołek, Michał Niezabitowski oraz Robert Piaskowski. Ich wypowiedzi ukazały zasadniczą nierównowagę: polska kultura w ogromnej większości opiera się na finansowaniu publicznym, podczas gdy udział sektora prywatnego pozostaje marginalny.
Piaskowski wskazywał na dwa problemy, które dziś szczególnie dotykają społeczeństwa: spadek odporności na dezinformację i rozpad więzi między ludźmi. Jego zdaniem to właśnie kultura pomaga się przed tym bronić – uczy krytycznego myślenia i buduje poczucie wspólnoty. Jeśli jej brakuje, łatwiej ulec manipulacji, trudniej też tworzyć trwałe relacje. W tym sensie kultura nie jest już jedynie wdzięcznym dodatkiem, ale jednym z warunków stabilnego funkcjonowania społeczeństwa.

Jeszcze ostrzej problem postawił Niezabitowski. Jego zdaniem model oparty niemal wyłącznie na państwie i samorządzie dochodzi do granic możliwości. „Jeśli nie zmienimy reguł gry, ten system się wywróci” – przekonywał, wskazując na potrzebę reformy całego systemu finansowania kultury.
Z kolei Bajołek podkreślał, że biznes jest gotów angażować się w kulturę, ale pod jednym warunkiem: musi widzieć w niej realną wartość – dla ludzi, dla marki, dla środowiska, w którym działa. Czyli wracamy do problemu odpowiedniej komunikacji – bo wola do wspólnego działania wydaje się coraz bardziej powszechna.
Z pierwszej rozmowy wyłonił się jeden zasadniczy wniosek: problemem nie jest tylko brak pieniędzy, ale brak wspólnego modelu działania. Kultura, państwo i biznes wciąż funkcjonują obok siebie – a nie razem. Bez zmiany w tej relacji nie powstanie nowy mecenat.
Media i ekonomia uwagi – dezinformacja a demokracja
Drugi panel przesunął dyskusję z poziomu instytucji na poziom codziennego doświadczenia odbiorcy. Punktem wyjścia stało się proste, ale fundamentalne pytanie: komu dziś właściwie ufamy – i czy w ogóle jeszcze potrafimy (chcemy?) ufać mediom.
W rozmowie prowadzonej przez Ewelinę Burdę udział wzięli Agnieszka Lichnerowicz, Sławomir Mokrzycki i Marek Kęskrawiec. Już na początku wybrzmiało, że dziś sam termin „media” przestał być jednoznaczny, jako że obejmuje zarówno tradycyjne redakcje, jak i platformy społecznościowe, które w coraz większym stopniu przejmują kontrolę nad obiegiem informacji.

Najbardziej wyrazista była diagnoza Lichnerowicz, która zaproponowała myślenie o mediach jak o diecie. W świecie nadmiaru treści odpowiedzialność przesuwa się na odbiorcę: to on musi wybierać źródła i uczyć się, jak odróżniać informacje wartościowe od manipulacji. Problem polega jednak na tym, że system nie sprzyja racjonalnym wyborom – przeciwnie, opiera się na emocjach, które przyciągają uwagę i napędzają zasięgi.
Z tym wiąże się głębsza zmiana: zamiast instytucjom, coraz częściej ufamy konkretnym osobom. Jak zauważali uczestnicy panelu, odbiorcy coraz rzadziej wierzą „tytułom”, a coraz częściej pojedynczym dziennikarzom czy twórcom. To przesunięcie wzmacnia indywidualną odpowiedzialność, ale jednocześnie osłabia wspólną przestrzeń debaty.
W dyskusji pojawił się też wątek ekonomiczny. Media jakościowe – zdolne do rzetelnego opisywania rzeczywistości – są coraz droższe w produkcji, co rodzi ryzyko, że staną się zbyt elitarne. W skrajnym scenariuszu dostęp do wiarygodnej informacji może stać się przywilejem tych, którzy mogą za nią zapłacić, podczas gdy reszta odbiorców pozostanie w świecie dyktowanym przez algorytmy – co prowadzi do dezinformacji.
Istotnym kontrapunktem był temat mediów lokalnych. To one – bliższe odbiorcy i mniej podatne na wielkie gry polityczne i algorytmiczne – mogą jeszcze podtrzymywać zaufanie i realny kontakt z rzeczywistością społeczną. Jednocześnie to właśnie ten segment okazuje się najbardziej kruchy ekonomicznie i narażony na naciski.
Najważniejszy wniosek tego panelu był niepokojący: nie istnieje jedno rozwiązanie problemu dezinformacji. Odpowiedzialność rozkłada się na wszystkich – dziennikarzy, odbiorców, instytucje i regulatorów. A podstawowym narzędziem obrony pozostaje coś zaskakująco prozaicznego: umiejętność zatrzymania się i zdystansowania wobec własnych emocji.
Kultura po algorytmie – AI i gospodarka kreatywna
Sztuczna inteligencja przestała być prostym narzędziem, które jedynie przetwarza i porządkuje dane – stała się elementem współtworzącym kulturę. To przesunięcie zmienia nie tylko sposób dystrybucji treści, lecz także sam status autora, dzieła i odbiorcy.
W rozmowie prowadzonej przez Wojciecha Brzezińskiego udział wzięli Katarzyna Nicholson, Michał Krok oraz Paweł Schmidt. Dyskusja szybko zeszła z poziomu ogólnych obaw na bardziej zasadnicze pytanie: jak właściwie rozumieć rolę algorytmów w procesie tworzenia.
Z tej zmiany wynikają dwa równoległe napięcia. Z jednej strony – jak podkreślał Schmidt – sztuczna inteligencja pozostaje narzędziem: zaawansowanym, ale wciąż zależnym od użytkownika, który musi rozumieć jej ograniczenia i brać odpowiedzialność za sposób jej użycia. Z drugiej strony – jak argumentowała Nicholson – nie jest to narzędzie jak każde inne. To technologia, która działa bezpośrednio na procesy poznawcze: wpływa na sposób myślenia, język, a nawet na to, czy jesteśmy jeszcze w stanie usłyszeć własny głos.
Najważniejsza część dyskusji dotyczyła właśnie tego ryzyka. Modele językowe nie tylko generują treści – one je uśredniają. W efekcie użytkownicy zaczynają mówić podobnym językiem, korzystać z tych samych struktur, powtarzać te same schematy. Kultura, która zawsze opierała się na różnicy i napięciu, zaczyna dryfować w stronę konsensusu.

Problem komplikuje się jeszcze bardziej w obszarze sztuki. Przykłady przywoływane w panelu – od eksperymentów z generowaniem nowych dzieł na podstawie archiwów muzealnych po cyfrowe awatary artystów – udowadniały, że granica między twórcą a narzędziem zaczyna się zacierać. Coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie: kto jest autorem? Człowiek, algorytm, a może ich relacja?
Z perspektywy prawa odpowiedź pozostaje na razie dość zachowawcza. Jak wskazywał Krok, system regulacyjny próbuje nadążyć – m.in. przez obowiązek oznaczania treści generowanych przez AI – ale w praktyce jego możliwości są ograniczone. W świecie ogromnych zbiorów danych i rozproszonych modeli trudno wskazać jednoznaczną odpowiedzialność.
Jeśli bowiem sztuczna inteligencja uczy się na ludzkich treściach, to właśnie one stają się najcenniejszym zasobem. Ludzka twórczość – nieprzewidywalna, osadzona w doświadczeniu, nie zawsze perfekcyjna – pełni kluczową rolę. To prowadzi do ciekawego paradoksu: im bardziej rozwija się sztuczna inteligencja, tym większe znaczenie może zyskać to, co w kulturze najbardziej ludzkie.
Kraków jako laboratorium przyszłości
Ostatni panel był próbą odpowiedzi na pytanie, czy Kraków potrafi myśleć o kulturze jako o narzędziu rozwoju miasta, a nie tylko jego wizytówce. W rozmowie prowadzonej przez Jacka Stawiskiego udział wzięli Katarzyna Olesiak oraz Łukasz Sęk. Punktem wyjścia było pojęcie „laboratorium”: miasta, które nie tylko zarządza kulturą, ale testuje nowe modele jej działania – na styku biznesu, technologii i życia społecznego.
Olesiak podkreślała, że kultura nie jest obciążeniem, lecz inwestycją – w gospodarkę, markę miasta i jakość życia mieszkańców. To właśnie ona przyciąga firmy, pracowników i talenty, choć jej znaczenie rzadko da się uchwycić w prostych wskaźnikach ekonomicznych. Jednocześnie nadchodząca zmiana jest nieunikniona: wraz z ograniczaniem finansowania publicznego rosnąć będzie rola kapitału prywatnego, co wymusi wypracowanie nowych modeli współpracy.

Z kolei Sęk zwracał uwagę, że Kraków ma unikatowy punkt wyjścia – silne dziedzictwo i rozpoznawalność – ale nie może się tylko do tego ograniczać. Kluczowe staje się wykorzystanie tego potencjału do budowania nowoczesnej, zróżnicowanej oferty kulturalnej, odpowiadającej także na zmiany demograficzne i rosnącą różnorodność oczekiwań mieszkańców.
W tle tej rozmowy pojawiło się jednak zasadnicze napięcie: jak rozwijać kulturę, nie tracąc jej autonomii? Niezależnie od tego, czy finansuje ją państwo, samorząd czy biznes, zawsze pojawia się pytanie o wpływ i granice kontroli.
Najważniejszy wniosek panelu jest raczej kierunkowy niż rozstrzygający: przyszłość kultury w mieście takim jak Kraków nie rozegra się w jednym modelu. Będzie wynikiem ciągłego testowania właśnie w formie „laboratorium”, które zamiast gotowych odpowiedzi – oferuje zdolność do zmiany.
Rozmawiamy dalej
Jak zapowiedział wiceprezydent Łukasz Sęk, debata o wspólnocie kultury będzie w Krakowie kontynuowana – i bardzo dobrze, bo wciąż wiele tematów wymaga pogłębionego namysłu, dialogu i szerszego zrozumienia.
Kultura funkcjonuje dziś w nowym układzie zależności – między środkami publicznymi, kapitałem prywatnym a technologią, która zmienia sposób tworzenia i odbioru. Coraz trudniej traktować ją jako odrębną sferę: przenika się z gospodarką, polityką i strategią rozwoju miasta. W tej sytuacji nie ma już jednego, stabilnego modelu działania.
Debata przyniosła wiele intrygujących odpowiedzi, ale, co ważniejsze, wskazała kierunki dalszego działania: przyszłość kultury będzie zależeć od zdolności budowania relacji – między sektorami, instytucjami i odbiorcami. Bez tego żadna strategia nie będzie miała sensu.
Organizator: Tygodnik Powszechny
Partner główny: Miasto Kraków
Partnerzy:
Agencja Rozwoju Miasta Krakowa Sp. z o.o.
Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej S.A. w Krakowie
Lublin - Europejska Stolica Kultury 2029
Galeria Sztuki Współczesnej "Bunkier Sztuki"
Patronat medialny:
Radio Kraków
TVP3 Kraków
TVP Info
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





























