Od rewolucji w Iranie minęło 47 lat, a władze tego państwa właśnie rozprawiają się z kolejną, najgwałtowniejszą w historii islamskiej republiki falą rozruchów. Dokładnej liczby ofiar śmiertelnych pewnie nigdy nie poznamy, bo władze 93-milionowego państwa zdecydowały o całkowitym odcięciu go od internetu – ale jest ich co najmniej kilkanaście tysięcy.
Blokada kraju ma trwać do pierwszego dnia wiosny, który w Iranie obchodzi się jako najważniejsze w roku święto, Nowruz. Co ciekawe: pochodzi ono jeszcze z czasów starożytnych, gdy mieszkańcy tych ziem wyznawali zoroastryzm.
To jeden z licznych dowodów skomplikowania sytuacji w państwie będącym jedyną w świecie konstytucyjną teokracją, a jednocześnie kultywującym pamięć o imperialnej przeszłości starożytnej Persji. Wykrzykującym – ustami swoich parlamentarzystów – życzenia śmierci dla Ameryki i Izraela, a równocześnie tolerującym działalność kilkudziesięciu synagog i zezwalającym Żydom na posiadanie swojego reprezentanta w parlamencie.
Oraz produkującym filmy nagradzane na najważniejszych festiwalach świata.
Dlaczego irańscy demonstranci palili meczety?
Wszystko to oczywiście przejaw hipokryzji reżimu, który w tym samym czasie nie pozwala na działalność zorganizowanej opozycji. Każdy, kto miałby szansę stać się jej liderem, albo ginie, albo ląduje w więzieniu. Brutalność represji i niechęć ajatollahów do dzielenia się władzą jest tak wielka, że jeśli w końcu naród obali reżim, to w wyniku kolejnej, krwawej rewolucji.
System nie odda władzy bez walki, gdyż opiera się na zindoktrynowanej, półmilionowej islamskiej milicji basidżów, a przede wszystkim na 120-tysięcznym, wydzielonym z regularnej armii, elitarnym Korpusie Strażników Rewolucji.
Mowa nie tylko o zbrojnym ramieniu islamskiej republiki, ale o strukturze przenikającej państwo i czerpiącej z niego ogromne zyski: dowódcy Korpusu wraz z duchownymi stoją na czele przedsiębiorstw, zarabiają na eksporcie ropy i gazu, a nawet tworzą handlowe podziemie, sprzedając zakazane towary (w tym alkohol).

Ogromna korupcja, zablokowane ścieżki awansu i gigantyczna inflacja, rujnująca portfele Irańczyków po fali zachodnich sankcji, przyniosły na początku stycznia wydarzenia, które wcześniej byłyby nie do pomyślenia. O ile bowiem jeszcze podczas kilkumiesięcznych protestów w 2022 r. nikt nie odważyłby się na palenie meczetów, dziś tabu zostało złamane.
Jednak ludzie zaatakowali świątynie nie w proteście przeciwko religii, ale z uwagi na to, że przestały pełnić rolę miejsc kultu. Na ich terenie stacjonowały bojówki basidżów i przechowywano broń używaną do tłumienia protestów. W oczach wielu Irańczyków to ostateczna kompromitacja systemu, który przez długi czas przekonywał społeczeństwo, że ma pomysł na łączenie religii z ideami republikańskimi.
Czasem bywał okrutny, ale niekiedy godził się też na liberalizację, jak podczas prezydentury Mohammada Chatamiego w latach 1997-2005, gdy ograniczono cenzurę i wpływy policji obyczajowej, a w Teheranie jak grzyby po deszczu powstawały kawiarnie i galerie.
Jak działa irańska teokracja
Zwornikiem tego systemu od 37 lat jest Najwyższy Przywódca Ali Chamenei: przewodnik duchowy i dowódca sił zbrojnych, który może mianować szefów sądownictwa i mediów państwowych, a także zdymisjonować prezydenta. Wybrało go Zgromadzenie Ekspertów: 86-osobowa rada duchownych, która jako jedyna może pozbawić go urzędu, jeśli uzna, że sprzeniewierzył się ideałom rewolucji.
Fakt, że członkowie Zgromadzenia są wybierani w głosowaniu powszechnym, mógłby sugerować, że społeczeństwo w jakimś stopniu ma wpływ na duchowego przywódcę. Nic bardziej mylnego. Zanim ludzie pójdą do urn, wszyscy kandydaci muszą zyskać akceptację Rady Strażników Konstytucji. To 12-osobowe ciało w połowie składa się z mułłów wyznaczonych przez Najwyższego Przywódcę, a w połowie ze świeckich prawników, mianowanych przez szefa sądownictwa, wyznaczonego przez... Najwyższego Przywódcę.
Kontrolowana przez Chameneiego Rada Strażników nie tylko zatwierdza kandydatów do Zgromadzenia Ekspertów. Organizuje też wybory parlamentarne i prezydenckie, co oznacza, że wycina niezależnie myślące osoby i czyni z prezydenta figuranta. W 290-osobowym parlamencie (madżlesie) kotłują się oczywiście różne frakcje, ale gdy tylko zaczynają robić zbyt dużo hałasu, Chamenei przywraca porządek.
Irańska wersja islamu: opowieść o cierpieniu i nieufności do świata
Aby zrozumieć wyjątkowość islamskiej republiki, trzeba cofnąć się do VII w., gdy nauki Mahometa trafiły do Iranu. Perskie imperium Sasanidów leczyło wówczas rany po przegranej wojnie z Bizancjum.
Nowa wiara przybyła z Pustyni Arabskiej, na którą wcześniej władcom Persji nie chciało się nawet spojrzeć: wyznawcy zoroastryzmu – uważanego za pierwszą monoteistyczną religię świata – omijali tę na wpół martwą ziemię, zamieszkałą przez nieliczną i zacofaną ludność, oddającą pokłony bóstwom natury.
Nagle jednak u granicy imperium osłabionego wojną, korupcją i zepsuciem najwyższych warstw, pojawiła się arabska armia, zjednoczona pod sztandarem nowej wiary. Najeźdźcy w bitwie pod Kadisiją pokonali dwukrotnie liczniejsze wojsko perskie, a całe imperium podbili w 11 lat.
Musiało jednak minąć ich trzysta, zanim większość Irańczyków została muzułmanami. Ale nawet wtedy łatwiej ulegała islamizacji niż arabizacji. Zachowała swoje obyczaje, święta, język, zaszczepiając przy okazji najeźdźcom osiągnięcia antycznej cywilizacji, m.in. system podatkowy i monetarny czy ubiór.
Aż do XV w. zdecydowana większość Irańczyków była sunnitami. Szyici rezydowali wtedy w Mezopotamii: Bagdadzie, Kufie i Nadżafie. Byli to arabscy spiskowcy, przekonani, że po śmierci Mahometa doszło do oszustwa, bo zamiast przekazać władzę nad muzułmanami Alemu, najbliższemu krewnemu i towarzyszowi proroka, rada wspólnoty obwołała kalifem Damaszku Abu Bakra.
Doprowadziło to do wojen i do śmierci Alego, zamordowanego przez spiskowców. Potem w bitwie pod Karbalą zabity został jego syn Hosejn, a szyickie stronnictwo straciło na znaczeniu, częściowo schodząc do podziemia.
Wierni zakładali bractwa mistyczne i kontemplowali fatalistyczną wizję dziejów, w której Ali i Hosejn stali się figurami męczenników, zamordowanych albo przez zdradliwych przyjaciół, albo przez obcych hipokrytów, żądnych bogactwa i władzy, a nie porządku bożego na ziemi.
Ich wersja islamu, choć ma źródło nie w teologicznych dyskusjach, ale w politycznym sporze o sukcesję – coraz bardziej oddalała się od głównego, sunnickiego pnia. Zawierała za to opowieść o cierpieniu i nieufności do świata.
Skąd się wzięła silna pozycja mułłów
Szyicka wersja islamu zapanowała w Iranie nieco przypadkiem, gdy Persowie odbudowywali kraj po najazdach Czyngis-chana i Tamerlana. Podzielony na skłócone i słabe regiony, znalazł się pod wpływem Ismaila. Oddany suficko-szyickiemu mistycyzmowi książę żył w przeświadczeniu, że należy do bożych wybrańców. Na początku XVI w. jego żołnierze w 10 lat zapanowali nad ogromnym terytorium.
W dzisiejszym Iranie kult Alego i Hosejna jest wciąż niezwykle żywy. Na cześć młodszego z imamów co roku podczas święta Aszura tysiące ubranych na czarno mężczyzn biją się w rytm bębnów po policzkach lub biczują do krwi, szlochając i rozpamiętując cierpienie zdradzonego imama.
To poczucie krzywdy Irańczycy pielęgnują od wieków – dzisiejsza nienawiść ajatollahów do Zachodu ma podobne korzenie. Narodziła się po upadku imperium Safawidów, które od XVI w. trzęsło całym regionem.
Gdy jednak Europa przeżywała rewolucję przemysłową i budowała imperia kolonialne, Persja nadal tkwiła w feudalizmie. Przegrała wojnę z Rosją, a potem została pobita przez Anglików. Szachowie stali się pokornymi namiestnikami, przejadającymi pożyczki i łapówki od angielskich i rosyjskich hegemonów.
Budzili tym nienawiść klepiących biedę kupców, rzemieślników, chłopów i mułłów. Ci ostatni stopniowo stawali się siłą, wokół której gromadził się naród.
Istnienie hierarchii duchownej to ważna cecha szyizmu. W przeciwieństwie do rozczłonkowanego i podporządkowanego władzy świeckiej sunnizmu, kler szyicki stworzył niezależną od państwa strukturę, w dużej mierze dzięki samym szachom, umieszczającym duchownych w szkołach, sądownictwie i administracji.
To oni zbierali podatki, pieniądze na budowę meczetów, prowadzenie nauk religijnych i pomoc społeczną. To oni również, w czasach największej dominacji Rosjan i Anglików, organizowali opór przeciwko przyznawaniu Europejczykom monopolistycznych koncesji na wydobywanie surowców mineralnych, emitowanie pieniędzy, połów ryb i kawioru na Morzu Kaspijskim oraz uprawę i handel tytoniem.
Sekularyzacja przemocą: kobietom zrywano czadory
Trzeba jednak przyznać, że w tym samym czasie w kraju powołano do życia parlament, uchwalono drugą w Azji konstytucję, zakładano uniwersytety i teatry, a także rozszerzono szkolną edukację na kobiety. Zarazem Anglicy czuli się w Iranie bardzo pewnie – w pewnym momencie zdecydowali o obaleniu dynastii Kadżarów, podburzając do buntu Rezę Pahlawiego, jednego z dowódców armii.
Reza uważał, że źródłem zacofania Iranu jest wpływowy kler, postanowił więc zsekularyzować naród siłą. Duchownym odbierano majątki, zakazano świętowania Aszury i odbywania pielgrzymek do Mekki. Po miastach i wsiach krążyły policyjne komanda, zrywające kobietom czadory, a mężczyznom turbany. Protesty społeczeństwa łamano wtrącaniem do więzień i torturami.
Gdy jednak Reza zaczął spoglądać w stronę III Rzeszy, spotkał się ze zdecydowaną reakcją Sowietów i Anglików, którzy chwilę wcześniej zaczęli eksploatację bogatych złóż ropy. Wojska obu mocarstw zajęły Iran, a szacha zmuszono do abdykacji na rzecz syna Mohammada. Po II wojnie światowej, gdy premier Mosaddeq przekonał parlament (wbrew władcy) do nacjonalizacji przemysłu naftowego, z którego czerpały zyski tylko zachodnie koncerny, doszło do słynnej operacji Ajax, czyli obalenia premiera przez Brytyjczyków i CIA.
Reformy na papierze. Jak dojrzewała islamska rewolucja
Mohammad Reza Pahlawi próbował odzyskać zaufanie narodu, ogłaszając tzw. białą rewolucję. Znacjonalizował lasy i zbiorniki wodne, kupił od feudałów część ziemi rolnej i odsprzedał ją tanio chłopom, którzy jednak często nie radzili sobie z małymi poletkami. W rezultacie wielu zaczęło szukać szczęścia w miastach. Gnieździli się w ruderach, hodowali swój gniew, a w końcu stali się jedną z głównych sił islamskiej rewolucji.
Jednocześnie rozpoczęto walkę z analfabetyzmem i przyznano kobietom prawo udziału w wyborach (pojawiły się też w administracji rządowej, parlamencie i sądownictwie). Reformy jednak lepiej wyglądały na papierze niż w rzeczywistości. Szach miał obsesję na punkcie wielkich inwestycji i zbrojeń, sprowadzał też do powstających fabryk tysiące zagranicznych inżynierów, traktując rodaków jak obywateli drugiej kategorii.
Gwałtowna westernizacja kraju i odziedziczona po ojcu pogarda dla „ciemnoty” przysporzyły Pahlawiemu wrogów w rodzącym się ruchu socjalistycznym, wśród kleru i związanej z nim biedoty oraz u wpływowych kupców bazarowych, którzy cierpieli z powodu promowania obcych firm.
Chomeini, charyzmatyczny ajatollah – jego przemówienia szmuglowano na kasetach
Na każdy głos sprzeciwu szach miał jedną odpowiedź: agentów tajnej policji Sawak, w której utworzeniu pomagali doradcy z CIA i Mosadu (Izrael traktował Iran jak ostoję porządku w zdominowanym przez Arabów regionie). Więzienia zapełniały się przeciwnikami monarchii. Aresztowanych torturowano.
Symbolem oporu stał się charyzmatyczny ajatollah i poeta, Ruhollah Chomeini. Wygnany z Iranu w 1964 r. za niepokorne przemówienia, prowadził walkę z medresy w irackim Nadżafie. Mówił bez ogródek to, co myślał naród. Jego kazania nagrywano na kasety i przemycano do kraju. Gdy demokraci i socjaliści grzęźli w walkach frakcyjnych, głos Chomeiniego docierał do milionów zwykłych ludzi.
Pod koniec lat 70. ciężko chory Pahlawi rozluźnił nieco ucisk. Obiecywał wolne wybory, rozwiązał tajną policję, zniósł cenzurę, uwolnił więźniów politycznych, a przede wszystkim – zezwolił Chomeiniemu na powrót. Posunięcia te uznano za wyraz słabości.
Opozycja i generalicja zobaczyły już nie tyrana, ale przerażonego i schorowanego starca, któremu ostatecznie schronienia udzielili Amerykanie, dając kolejny po zamachu stanu z 1953 r. dowód, że nie traktują Irańczyków jako godnych samostanowienia. To była główna przyczyna trwającej ponad rok okupacji ambasady amerykańskiej w Teheranie, nota bene rozpoczętej przez grupę lewicowych studentów.
Pomyłka przyszłej noblistki: „popiera pani ludzi, którzy pozbawią panią pracy”
Rewolucje nie szanują umiarkowania. Promują ludzi twardych, fanatycznie przekonanych o swej racji. Chomeini był inteligentnym graczem, powoli pozbywającym się rywali. By wyeliminować polityków marzących o wolnym rynku i republice bez przymiotników, gotów był sprzymierzyć się nawet z socjalistami. Im zaś nie mieściło się w głowach, że ktoś, kto nienawidzi despoty Pahlawiego, sam może być despotą.
O swoim naiwnym podejściu do Chomeiniego wspomina w pamiętnikach Szirin Ebadi, późniejsza laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. Na początku rewolucji, kiedy ajatollah wzywał do usuwania ministrów szacha z gabinetów, Ebadi wdarła się z grupą postępowych sędziów do pokojów szefa wymiaru sprawiedliwości.
Zastała starego urzędnika, który bardzo się zdziwił, że właśnie Ebadi, pierwsza w dziejach Iranu kobieta-sędzia, bierze udział w tej awanturze. „Czy pani nie wie, że popiera ludzi, którzy pozbawią panią pracy, jeśli dojdą do władzy?” – zapytał zdziwiony. Kilka miesięcy później Ebadi straciła prawo orzekania w sądach.
Narodziny dyktatury. Szafot za wrogość wobec Boga
Na ulice miast wyległy tłumy brodatych mężczyzn: krawat i woda kolońska stały się symbolem zachodniego zepsucia, a kobieta jedząca lody na ulicy – oznaką rozwiązłości. Jedynymi, którzy stawili opór, byli Mudżahedini Ludowi, wyznawcy przedziwnej mieszanki islamu i marksizmu.
Uważali, że prawdziwy szyita powinien walczyć nie tylko z dyktaturą monarchy, kapitalizmem i uzależnieniem od USA, ale również z klerykalizmem. Zostali rozbici, a potem naród miał już inny problem. Zebrał się wokół flagi po napaści ze strony Iraku. Iran powoli zamieniał się w religijno-wojskową dyktaturę.
System, który się w efekcie wykluł, robi przerażające wrażenie. W przeciwieństwie do świeckiego komunizmu, trudniej tu o zerwanie z systemem, bo zdrada oznaczać może wieczne potępienie. Opozycjoniści nie idą zresztą na szafot (tylko Chiny wykonują więcej kar śmierci) z powodu złamania kodeksu karnego, tylko z uwagi na „wrogość wobec Boga”.
Zarazem nie brak tu niespójności: za kontakty homoseksualne grozi kara śmierci, ale tylko w przypadku mężczyzn; kobietom przypada w udziale „zaledwie” sto batów. Prawo pozwala też na zmianę płci; na tranzycję można nawet dostać kredyt.
Współczesny islamski Iran doświadcza więc napięcia między nowoczesnością a wzorcami prawnymi i obyczajowymi, które sięgają czasów Mahometa. Większość ajatollahów nie chce zresztą zamieniać kraju w szyicką wersję afgańskiego Talibanu – pragnie raczej udowodnić światu, że da się połączyć zasady koraniczne z budową nowoczesnego państwa.
Stąd eksperymenty z klonowaniem zwierząt, program atomowy czy umieszczanie satelit na orbicie okołoziemskiej.
Fasada systemu: Iran wcale nie jest przesadnie religijnym krajem
O modernizacji nie ma co marzyć bez nauki i szkolnictwa wyższego, więc porewolucyjny Iran starał się je rozwijać. Duchowni wierzyli, że odpowiedni system nauczania pozwoli wykreować nowego człowieka, wiernego po grób rewolucyjnym ideałom.
Kłopot w tym, że choć nad kształceniem młodzieży czuwa kadra konserwatywnych urzędników, nie jest ona w stanie zmienić znanej w całym świecie reguły: uniwersytety to ostoja grup społecznych domagających się zmian. Dla tych ludzi religia jest już tylko fasadą tonącego w hipokryzji totalitarnego systemu.
Prowadzone przez Instytut Gallupa badania ukazują, że w skali świata Iran wcale nie jest krajem przesadnie religijnym, a na tle państw islamskich – wręcz zeświecczonym.
Pod koniec rządów Rezy Pahlawiego w kraju studiowało 170 tys. osób, a ponad połowa Irańczyków nie miała pojęcia o czytaniu i pisaniu. Dziś analfabetów zostało ledwie 2-3 procent, a studiuje 3,5 mln osób. Połowa to kobiety, które dzięki zdobytej wiedzy zaczynają inaczej postrzegać swoją rolę w społeczeństwie i często stają na czele protestów.
Trudno im znieść prawo, wedle którego kobieta jest w pewnych aspektach życia półczłowiekiem. Jeśli np. padnie ofiarą przestępstwa, sprawca zostanie potraktowany dwukrotnie łagodniej niż w sytuacji, gdyby zaatakował mężczyznę. Aby zrównoważyć zeznanie jednego mężczyzny, potrzeba dwóch kobiet świadków. Kobiety mają też obowiązek nakrywania głowy, a za nieodpowiedni strój (czyli np. nadmiar wystających spod chusty włosów) mogą być ukarane 70 batami.
Obecnie prawo to jest zawieszone na skutek zamieszek, które w 2022 r. wybuchły po śmierci 22-letniej Mahsy Amini, aresztowanej i pobitej przez tzw. policję moralności – ale w każdej chwili może zostać przywrócone.
W żadnym innym kraju kobiety tak głośno nie buntują się przeciwko zadekretowanej mizoginii: chodzą na demonstracje tak samo licznie jak mężczyźni, choć ryzykują nie tylko wyrok i pobicie, ale też gwałty.
Jedna z nich, dziś niestety już emigrantka w USA, powiedziała mi przez telefon: „Pewnie znowu przegraliśmy i ponieśliśmy ofiarę. Ale pamiętaj, ofiara i cierpienie to nasza tradycja. To już niedługo. Stara mądrość mówi: reżimy upadają najpierw powoli, a potem nagle”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















