Ormuz, ropa, gaz i Mesjasz. Dlaczego wojna z Iranem może wywołać globalną katastrofę

To nie jest tylko kolejna odsłona konfliktu na Bliskim Wschodzie. W grze są światowe dostawy ropy i gazu, a także religijna mobilizacja. Realny staje się scenariusz globalnego kryzysu energetycznego i politycznego.
Czyta się kilka minut
Atak irańskich dronów na instalacje naftowe w Fudżajrze. Zjednoczone Emiraty Arabskie, 14 marca 2026 r. // Fot. Altaf Qadri / AP Photo / East News
Atak irańskich dronów na instalacje naftowe w Fudżajrze. Zjednoczone Emiraty Arabskie, 14 marca 2026 r. // Fot. Altaf Qadri / AP Photo / East News

Polityczna detonacja miała miejsce 17 marca, gdy z funkcji dyrektora amerykańskiego Narodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu zrezygnował Joe Kent – bohater jedenastu misji bojowych. Osobiście doświadczony: jego żona Shannon, kryptolożka, zginęła w Syrii w 2019 r. w zamachu Państwa Islamskiego. 

Czy atak Izraela i USA przekreślił ostatnią szansę na porozumienie z Iranem?

Kent oświadczył, że nie może z czystym sumieniem popierać ataku na Iran, bo poza werbalnymi groźbami nie stanowił on nigdy bezpośredniego zagrożenia dla USA, a prezydent Trump poszedł na tę wojnę „pod presją Izraela i jego potężnego lobby w Ameryce”. Zdaniem Kenta, Teheran nie pracował nad bombą atomową (tak samo uważa zresztą szefowa wywiadu USA, Tulsi Gabbard).

Dymisja ta zbiegła się z relacją Jonathana Powella, doradcy brytyjskiego rządu, który brał udział w ostatniej rundzie negocjacji atomowych w Genewie. Jego zdaniem zachodni eksperci byli zaskoczeni przełomowymi, jak to oceniał, ustępstwami Irańczyków. 

Mieli oni zaproponować natychmiastowe rozcieńczenie 440 kg wzbogaconego uranu (pod kontrolą) i rezygnację z programu nawet na pięć lat. Amerykanie chcieli 10 lat, więc strony rozjechały się, aby przemyśleć szczegóły. Gdy dwa dni później Ali Chamenei spotkał się ze swoimi generałami, na jego siedzibę spadły izraelskie bomby.

Mesjasz i Mahdi: jak religia napędza wojnę na Bliskim Wschodzie

Dla świata zachodniego postępowanie USA i Izraela stało się powodem, by nie brać udziału w próbie odblokowania cieśniny Ormuz, sparaliżowanej przez Iran. Natomiast dla setek tysięcy zindoktrynowanych żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej niesprowokowany atak był sygnałem do gwałtownej obrony, do której przygotowywali się od dekad.

W centrum tego oporu tkwi, niedoceniany przez Pentagon, kult szyickiego męczeństwa. Złączony z pragnieniem przypodobania się Mahdiemu – dla szyitów to odpowiednik Mesjasza, na którego powrót czekają. Ich przywódcy, jak ostatnio Ali Laridżani (radykał, ale też pragmatyk), giną jeden po drugim, ale są zaraz zastępowani przez postaci wprawdzie mniejszej rangi, ale jeszcze bardziej zdeterminowane, by bronić się nawet kosztem ruiny państwa. I społeczeństwa, które w styczniu próbowało obalić reżim, a teraz tego żałuje, mając poczucie, że jego bunt stał się jedynie pretekstem do brutalnych bombardowań, niemających nic wspólnego z niesieniem obiecanej przez Trumpa wolności.

Jakby szyickiego fanatyzmu było mało, kilka dni temu Beniamin Netanjahu w przemowie wyliczającej militarne sukcesy poinformował Izraelczyków, że „doczekamy się powrotu Mesjasza, ale nie nastąpi to w przyszły czwartek”. Przypomniał biblijną zapowiedź odbudowy Świątyni Jerozolimskiej – na jej miejscu stoi dziś meczet Al-Aksa, święty dla muzułmanów.

Łącząc powyższe religijne wątki z „wojennymi” cytatami z psalmów i odniesieniami do krucjat, które pojawiają się podczas występów sekretarza wojny Pete’a Hegsetha, można być pewnym, że ta (nie)święta wojna będzie jeszcze bardziej zacięta.

Ormuz, ropa i gaz: co grozi światu, jeśli konflikt wymknie się spod kontroli

Gdy 18 marca Izrael zaatakował irańskie instalacje na terenie gazowych złóż South Pars (dzielonych z Katarem), Trump wyparł się udziału w tym nalocie, a nawet wcześniejszej wiedzy o nim i zapowiedział, że taki atak się nie powtórzy. Zagroził zarazem, że jeśli Iran, po swym pierwszym odwecie za ten nalot, znów ostrzela katarskie instalacje, USA zniszczą całą irańską infrastrukturę w Zatoce Perskiej.

Gdyby do tego doszło, sparaliżowane zostałyby największe na świecie złoża gazowe, co w połączeniu z blokadą cieśniny Ormuz oznaczałoby gigantyczny kryzys energetyczny, który byłby wstrząsem dla światowej gospodarki. Tym bardziej że Iran zapowiedział, iż w odwecie będzie atakował wszystkie instalacje naftowe i gazowe w krajach arabskich goszczących bazy USA. Po czym zbombardował zakłady w Katarze, Iraku, Arabii Saudyjskiej i Emiratach.

Trudno sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał Bliski Wschód, jeśli zrujnowane zostaną Iran i państwa arabskie, a świat zaleją nowi uchodźcy. Albo co się stanie, jeśli Teheran nadal będzie zdolny do ataków balistycznych i dronowych, wyczerpujących amerykańskie zapasy nowoczesnej broni, ku uciesze Chin i Rosji. 

Niestety, coraz częściej słychać o ponurym scenariuszu „incydentu atomowego”, jeśli Izrael nie złamie Teheranu, a Ormuz pozostanie zamknięty. Powiedział o tym głośno David Sacks, doradca Trumpa. Zaś dyrektor regionalna WHO Hanan Balkhy przyznała w wywiadzie dla „Politico”, że jej organizacja rozważa tragiczne scenariusze: ataku na instalacje nuklearne w regionie lub wręcz użycia tej broni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Czas eskalacji