Rok temu, a dokładnie 30 kwietnia, minęła pięćdziesiąta rocznica zakończenia amerykańskiej wojny w Wietnamie – oczywiście, huczniej celebrowana w dawnym Sajgonie niż w Waszyngtonie. Kiedy armia USA została zmuszona do ewakuacji, Sang musiał mieć około ośmiu lat, choć dokładnej daty swoich urodzin nie zna. Był jednym z setek tysięcy wietnamskich dzieci, porzuconych przez swoich biologicznych ojców, żołnierzy amerykańskiej armii. Dziś, jako dojrzały mężczyzna, chciałby poznać człowieka, który go spłodził.
„Dziecko z pyłu”, nagradzany dokument Weroniki Mliczewskiej, podąża za swoim bohaterem z Ho Chi Minh aż do Orlando, żeby z perspektywy bardzo intymnej pokazać mało znane i rzadko przedstawiane na ekranie pokłosie wojny trwającej aż dwadzieścia lat. W przypadku Sanga mamy do czynienia z owocem relacji romantycznej, jakkolwiek wiemy, że bywały też całkiem inne – przemocowe bądź czysto transakcyjne. Tak czy inaczej, zawsze nierówne, bo najboleśniej dotykały wietnamskie kobiety i dzieci.
Podróż Sanga: czym jest brak ojca w Wietnamie
Dlaczego Sang tak bardzo pragnie odnaleźć swojego amerykańskiego rodzica? W pierwszej kolejności przychodzą na myśl względy pragmatyczne. Oto ubogi, ciężko pracujący Wietnamczyk pragnie skorzystać z amerykańskiego programu pomocowego i wyemigrować do USA, żeby poprawić materialny status swojej rodziny.
Tymczasem reżyserka filmu, z wykształcenia antropolożka kultury, zobaczyła w tym dużo większy temat. Rychło dowiadujemy się, czym tak naprawdę jest brak ojca w wietnamskim społeczeństwie. Może oznaczać niższy status ekonomiczny i gorszy start życiowy, ale także niepełną tożsamość, brak poczucia przynależności, życie w egzystencjalnej próżni. No i Sang jest człowiekiem głęboko religijnym, który wielką wagę przywiązuje do kultu przodków.
Wykonuje więc testy DNA i udaje mu się namierzyć swego amerykańskiego tatę. A po odbyciu pierwszego spotkania online, po długich przygotowaniach i wielu dylematach, podejmuje w końcu decyzję o samotnej podróży do Stanów. Zwłaszcza że amerykański ojciec podupada na zdrowiu i może to być ostatnia szansa, by poznać go z bliska. Tylko czy sędziwy pan Torres z takim samym entuzjazmem zapatruje się na to spotkanie? I co na to jego amerykańskie dzieci? Wszystko wygląda z początku bardzo poprawnie…
Mliczewska i autor zdjęć Mikael Lypinski towarzyszyli Sangowi w kluczowych momentach jego życia. Szczególnie wtedy, gdy nieznający angielskiego i prawie niepiśmienny Wietnamczyk w średnim wieku pozostawia swoich najbliższych i wsiada do samolotu. „Ustawa o powrocie do domu Amerykanów pochodzenia azjatyckiego” z 1988 r. gwarantowała mu wizę, bilet lotniczy i życiowy start w USA, a w niedalekiej przyszłości mógł sprowadzić z Wietnamu swoich bliskich.
USA zostawiają po sobie wojenny pył i sieroty
Jednakże „Dziecko z pyłu” to w dużej mierze film nie tyle o imigranckich doświadczeniach, co o emocjach czy też o różnych emocjonalnościach, nie zawsze wytłumaczalnych różnicami kulturowymi. Ze skromnego acz ciepłego domostwa w Wietnamie przenosimy się w sterylne nie-miejsca dzisiejszej Florydy. Obłożone sidingiem motele czy fastfoody mają być teraz dla Sanga nowym domem. W tych prawdziwych domach, należących do ojca czy braci, pewnie już zawsze będzie jedynie gościem, chociaż i tam próżno szukać tego, co zwykle nazywa się z domowym ogniskiem.
Lecz dokument Mliczewskiej nie bazuje na ostrych zderzeniach sztucznego, zatomizowanego Zachodu ze wspólnotowym i uduchowionym Wschodem. Na przykład bardzo ciekawie przedstawia się w tym filmie „dziedziczenie” rodzinnych wzorców.
Sang, czyli osierocone niegdyś „dziecko z pyłu” – pozbawione szans na edukację, maltretowane przez opiekunów i jako tak zwany Amerasian napiętnowane społecznie – okazuje się dobrym mężem, ojcem i dziadkiem, podczas gdy jego dorosła córka wyraźnie pogubiła się w życiu i zaniedbuje swoje macierzyńskie obowiązki.
Z kolei amerykańskie rodzeństwo Sanga, naznaczone przez rozwód rodziców, przez ojcowską traumę po Wietnamie i doświadczony przezeń w dzieciństwie „zimny chów”, też nie stanowi monolitu. Przyrodnia siostra wita swego nowego brata zupełnie inaczej niż reszta rodziny.
Trudno jednak ukryć, że Sang trafia do świata urządzonego inaczej, a spełniając swoje największe marzenie, jednocześnie przeżywa głębokie rozczarowanie. I nawet jeśli sama Ameryka znajduje się tutaj na drugim planie, trudno uciec od szerszych refleksji. Dziś, w czasach kolejnych interwencji zbrojnych USA, ten zatarty w zbiorowej pamięci obraz militarnej potęgi, która zostawia za sobą jedynie wojenny pył i kolejne sieroty, jeszcze bardziej się wyostrza w oku kamery.
Kto wygrał w Wietnamie? Najważniejsza rozmowa
To jednak, jako się rzekło, dokument zbudowany głównie z międzyludzkich emocji i potrafiący je wywołać w swoim widzu. Czasami nieintencjonalnie, bo wystarczy spojrzeć, jak wyraźnie w twarzy Sanga zapisały się geny amerykańskiego żołnierza, ażeby poczuć, co Wietnamczyk musiał przeżywać w swoim środowisku przez te wszystkie lata. Albo, kiedy po przyjeździe do Stanów mocno wygłodniały rozpakowuje kupionego mu hamburgera, którego w Wietnamie raczej nie jadał, bo kosztuje więcej niż tradycyjna miska ryżu.
Pozostaje kwestią czasu, aż Sang zorientuje się, że ta smakowicie wyglądająca bułka to w gruncie rzeczy śmieciowe jedzenie – i my, wychowani w deficytowym Peerelu, stojący ongiś w długich kolejkach do pierwszych przybytków z żółtą literą „M”, znamy to wstydliwe odkrycie.
Aczkolwiek nic nie przebije sceny, w której bohater i jego odnaleziony ojciec próbują rozmawiać, rzecz jasna z pomocą tłumacza, o wojnie w Wietnamie. Wiadomo, że na obu odcisnęła ona silne piętno, ale przecież nigdy się w tym temacie nie spotkają. Również dlatego, że wbrew historycznym faktom stary Amerykanin jawi się tutaj zwycięzcą.
Pomijając, jak różnie wyglądało życie ich obu przez ostatnie pięć dekad, to nie on musi teraz położyć na szali wszystko, co kocha, i dokonać kolejnego w swoim życiu bardzo trudnego wyboru. Mówiąc metaforycznie, między hamburgerem a miską ryżu.
W rzeczywistości zaś chodzi o wybór pomiędzy samotnością w USA i pracą za garść dolarów, za którą będzie mógł kupić wnukowi lepszą przyszłość, a byciem obcym (i biednym) we własnym kraju. Choć tam przynajmniej, w swoich skromnych czterech ścianach, Sang może każdego dnia czuć się nie tylko kimś potrzebnym, lecz także kochanym.
DZIECKO Z PYŁU – reż. Weronika Mliczewska. Prod. Polska/Wietnam/Szwecja/Czechy/Katar 2025. Dystryb. Ya Man Studio. W kinach.
Weronika Mliczewska to polska reżyserka, scenarzystka i producentka, która kręci filmy dokumentalne na całym świecie („Długa droga”, 2017; „Kataloński sen”, 2020). Jest też autorką reporterskiej książki „Na początku jest koniec. Na szlakach duchowości Majów”. Jej „Dziecko z pyłu” otrzymało nagrody m.in. na Krakowskim Festiwalu Filmowym, WATCH DOCS i w Waszyngtonie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















