Od ponad 300 lat w Szkocji nie ma wilków. Jakie przyniosło to skutki?

Szkocja ma dziś jeden z najniższych wskaźników bioróżnorodności w Europie: nieco ponad 50 procent. Oznacza to, że utracono już prawie połowę żyjących tu kiedyś gatunków zwierząt i roślin. W tym wilki. Oto ich historia.
ze Szkocji
Czyta się kilka minut
Jesienne popołudnie nad Loch Fyne w zachodniej Szkocji // Fot. Wicek Sosna
Jesienne popołudnie nad Loch Fyne w zachodniej Szkocji // Fot. Wicek Sosna

Na wilczy kamień trudno trafić. Umieszczono go w jednej z zatoczek samochodowych na drodze z Brory do Helms­dale. Trochę bliżej Brory. Podczas poszukiwań zatrzymu­jemy się najpierw w jednym miejscu, potem w kolejnym. Gdy nie mogę niczego znaleźć, jedziemy dalej, by po chwili zawrócić. „To musi być tutaj”, myślę, ale podświadomie szukam jednak czegoś, co będzie rzucać się w oczy. A oka­zuje się, że to tylko szary płaski kamień wśród krzaków i traw, wokół trochę śmieci, jak to na przydrożnym par­kingu.

Głaz pokrywają żółtawobrązowe porosty. Litery są nieco zatarte, ale można przeczytać: 

Wilczy kamień przy drodze z Brory do Helms­dale. To miejsce upamiętniające zaginięcie ostatniego wilka w Sutherland. Szkocja, wrzesień 2025 r. // Fot. Patrycja Bukalska

„Aby upamiętnić miejsce, w pobliżu którego (według „The Art of Deerstalk­ing” Scrope’a) ostatni wilk w Sutherland został zabity przez myśliwego Polsona w lub około roku 1700”. 

I jeszcze, że kamień został ustawiony z inicjatywy księcia Portland w 1924 r. To wszystko.

Brytyjska moda na Szkocję: na przyrodę i polowania

Wspomniana książka Williama Scrope’a „The Art of Deer­stalking” (Sztuka polowania na jelenie) została opublikowa­na po raz pierwszy w 1838 r. Był to czas rozkwitu romantycznej wizji Szkocji, spopularyzo­wanej przez książki sir Waltera Scotta. Swoista moda na Szkocję, a szczególnie Highlands [górzysty region w północno-zachodniej Szkocji – red.], rozpoczęła się jednak już wcześniej, po tym, jak od 1761 r. James Macpher­son zaczął wydawać „Pieśni Osjana” – jak twierdził, był to odnaleziony przez niego zbiór prastarej gaelickiej poezji.

Autentyczność wierszy wzbudzała kontrowersje, ale na północ zaczęli pielgrzymować zamożni turyści szukający inspiracji, magii i dzikiej przyrody. Późniejsza rozbudowa sieci kolejowej, dzięki której wiele miejsc nawet w odległych Highlands stało się łatwo dostępnych, zintensyfiko­wała ten proces i rozszerzyła bazę turystyczną.

Do Szkocji przyjeżdżano, by obejrzeć miejsca opiewane przez Osjana czy opisane przez Scotta, ale także, by zapo­lować na jelenie lub cietrzewie, a polowania stały się wtedy jednym z głównych źródeł dochodu szkockich właścicieli ziemskich.

Tworzenie olbrzymich terenów łowieckich było kolejnym etapem wyjaławiania i pustoszenia szkockiego krajobrazu.

Ostatnie szkockie wilki zabito w latach 1690-1700

Scrope był typowym przedstawicielem swojej klasy i epo­ki: pochodzący z zamożnej arystokratycznej rodziny wiel­biciel polowań oraz połowów łososia w szkockich rzekach. O obydwu tych „sportach” napisał książki: wspominaną już „The Art...”, a nieco później „Days and Nights of Salmon Fishing in the Tweed”. Za ilustracje do publikacji odpowiedzialny był m.in. Edwin Landseer, ten sam, który namalował „Władcę górskiej doliny” („Monarch of the Glen”), słynny obraz przedstawiający potężnego jelenia z rozłożystym porożem na tle lekko fioletowego, wrzosowego wzgórza.

W „The Art of Deerstalking” Scrope opisuje najlepsze miejsca polowań, zwyczaje jeleni, rasy psów i tym podobne, ale zamieszcza też trochę lokalnych opowieści i legend. Taki to swego rodza­ju przewodnik ówczesnego turysty-myśliwego. Jako jedną z anegdot autor dorzucił ludową opowieść o wilku z okolic Helmsdale. Jeśli uznać Scrope’a za rzetelne źródło, wilk był w isto­cie wilczycą. Zabito nie tylko ją, lecz także wszystkie jej szczenięta.

Pod koniec XVII w. wilki były już w Szkocji rzadkością. W Sutherland żyły jeszcze pojedyncze osobniki i, jak pi­sze Scrope, „niektóre z tych znienawidzonych włóczęgów nadal niszczyły północne Highlands, dopóki zniknięcie sosnowych lasów nie pozbawiło ich zacisza i schronie­nia”.

Ostatnie wilki: cztery dorosłe i kilka szczeniąt zabito w trzech różnych lokalizacjach w latach 1690-1700. Aż tak późno, zaznacza Scrope nieco zdziwiony, bo wydawało się, że z tą „wściekłą rasą” rozprawiono się już wcześniej.

Okolice Kildonan, niedaleko Glen Loth, gdzie zabito ostatniego wilka w Sutherland // Fot. Wicek Sosna

Polowanie na gniazdo wilczycy

W okolicy, w której znajduje się dziś wilczy kamień, naj­pierw znaleziono martwe owce. W nocy rozlegało się wy­cie. To wystarczyło, by poderwać na nogi całą społeczność. Pierwsza obława zorganizowana na zasadzie pospolitego ruszenia nie przyniosła jednak rezultatów. Wtedy na po­szukiwania ruszył Polson, doświadczony – jak podkreśla Scrope – myśliwy z osady Wester Helmsdale. Towarzyszy­ło mu dwóch chłopców: jego syn i znajomy pastuszek.

Polson na swój obszar poszukiwań wyznaczył Glen Loth, wąską dolinę o stromych zboczach. Wtedy było to pustkowie. Teraz nadal rzadko można spotkać tam człowieka. Tamtejsze wzgórza porośnięte są wrzosowiskami, czasem włóczą się po nich owce. Brzegi strumienia biegnącego wzdłuż drogi gęsto pokryte są sięga­jącymi pasa paprociami.

Trochę głębiej dolina zazielenia się, pojawiają się drze­wa – kiedyś, w czasach Polsona, takich lasów było więcej. To tam Polson zauważył skaliste rozpadlisko, a w nim szczelinę prowadzącą w dół. Za wąską dla niego, w sam raz dla wilka. Lub dla dziecka. To właśnie dwaj towarzyszący mu chłopcy dostają zadanie przeciśnię­cia się na drugą stronę.

To, co nastąpiło potem, Scrope opisuje ze szczegółami ubarwionymi przez upływ czasu i kolejne wersje opowieści przekazywane w okolicach Helmsdale. Relacjonuje więc, jak chłopcy znaleźli gniazdo wilczycy, a w nim pięć lub sześć wilczków. Wspomina, że wokół leżały kości zwierząt, pióra ptaków i skorupki jaj. Skrupulatnie odnotowuje, że wilczki skowyczały, gdy chłopcy je zabijali. I że ich piski ściągnęły matkę.

Wilczyca, omijając stojącego przed szczeliną Polsona, próbowała wskoczyć prosto do gniazda. Prawie jej się to udało, ale – jak pisze Scrope – myśliwy złapał ją za ogon. Było zbyt wąsko, by mogła obrócić się w jego stronę, a on trzymał ją za mocno, by mogła się wyrwać. Scrope nie szczędzi opisu zma­gań Polsona z wijącym się zwierzęciem i tego, jak myśliwy dźga nożem myśliwskim uwięzioną w szczelinie i despe­racko walczącą wilczycę.

„To były ostatnie wilki zabite w Sutherland” – kończy Scro­pe i gładko przechodzi do opisu innych atrakcji turystycz­nych.

Legenda głosi, że w kryjówce wilka znaleziono dziecko

Jest jeszcze jedna wersja śmierci wilczycy z okolic Helms­dale, w tej Polson się jednak nie pojawia. W 1848 r., za­tem 10 lat później, niż ukazała się książka Scrope’a, historię po gaelicku opowiedział szef leśników księcia Sutherland, a zapisał John Francis Campbell, szkocki pi­sarz i naukowiec, zbierający ludowe historie i mity.

Ta wer­sja zaczyna się inaczej, bo od kilkudniowych poszukiwań zaginionego dziecka, ale kończy tak samo – śmiercią wil­ka. W jego kryjówce podobno odnaleziono dziecko, całe i zdrowe, razem z dwoma wilczymi szczeniętami.

W obu wersjach widać wpływ legend narosłych wokół wilków. Motyw łapania wilka za ogon jest znany także np. w krajach skandynawskich, podobnie popular­ne były opowieści o tym, że wilki mogą przygarnąć i wy­karmić ludzkie dziecko (kilkadziesiąt lat później Rudyard Kipling napisał swoją „Księgę dżungli”).

Jednakże nawet jeśli obie wersje zostaną odarte z folklorystycznych elementów (wliczając w to stwierdzenie Scrope’a, że wilczyca walczy­ła w ciszy – bo tak ponoć umierają wilki, a nie skomląc jak psy), to faktem pozostaje, że na początku wieku XVIII w Sutherland rzeczywiście nie było już ani jednego wilka.

Ostatni przedstawiciel tego gatunku w całej Szkocji miał zostać zabity niewiele później – w 1743 r. niedaleko Findhorn w Moray przez myśliwego o nazwisku MacQueen. Również ta historia zawiera elementy bliższe legendom niż faktom – wilk wcześniej miał zabić dwoje dzieci idących przez las ze swoją matką, a MacQueen obciął mu głowę „z obawy, że mógłby powrócić do życia, bo to niebezpiecz­ne stworzenia”.

Tym samym w Szkocji nie pozostał już ani jeden wilk.

Gdy znikały lasy, wilki nie miały się gdzie chronić

Jego stopniowa eksterminacja trwała na Wyspach od XIII w. Podob­nie jak w innych krajach, także i tu wilki od zawsze budzi­ły lęk: były przedmiotem wielu przesądów. Za Norma­nów osądzony przestępca mógł się ocalić od kary śmierci przez dostarczanie co roku odpowiedniej liczby wilczych ję­zyków. W XV w. król Jakub I nakazał wytępienie wilków, a w 1577 r. Jakub VI zapisał polowania jako obowiązek umocowany w prawie. Za zabicie wilka wypłacano nagrodę.

W Szkocji przedstawiciele tego gatunku przetrwali znacz­nie dłużej niż na południu Wielkiej Brytanii. W Anglii roz­prawiono się z nimi ostatecznie za rządów Henryka VII, na przełomie wieków XV i XVI, w Walii zniknęły jeszcze wcześ­niej. Do ich wyginięcia przyczyniły się nie tylko polowania, ale także – a może przede wszystkim – wycinanie lasów, czyli likwidowanie ich naturalnych siedlisk.

W Szkocji wilki przetrwały właśnie dlatego, że chroni­ły się w mało dostępnych i gęsto zalesionych północnych Highlands, m.in. właśnie w Sutherland. Stopnio­we zagarnianie tych terenów przez człowieka bardziej przy­czyniło się do zmniejszenia populacji wilka niż bezlitosne polowania.

W XVII w. i tam zaczęto wycinać lasy na wielką skalę. Na przełomie XIX i XX w. pokrywały już tylko 5 procent powierzchni Szkocji (obecnie to ok. 18 proc.). Gdy znikały lasy, wilki nie miały się już gdzie schronić, nie miały gdzie polować. Czasem nawet wypalano zalesione obszary, by odebrać tym drapieżnikom szansę na przetrwanie.

W końcu została ich na północy garstka – aż do tego ostatniego w Sutherland czy też Findhorn. W 1775 r. badacz historii naturalnej Thomas Pennant napisał w swo­jej książce „A Tour of Scotland”, że wilki w Szkocji oficjalnie można uznać za wymarłe.

Wybicie wilków zachwiało równowagą Highlands

Wilk nigdy nie przynosił nikomu zysków tak jak owce, drewno czy polowania, więc nikt go nie potrzebował. Do­póki mógł, walczył o przetrwanie na obrzeżach ludzkiego świata. Gdy w końcu odszedł, razem z nim zniknęło coś bardzo ważnego – równowaga.

The Bone Caves (Jaskinie Kości) znajdują się w północno­-zachodniej części Highlands, niemal dokładnie po przekąt­nej od leżącego na wschodzie Helmsdale. Leżą w górskim paśmie Creag nan Uamh (gael. „Grań Jaskini”). Nazwa nie jest przypadkowa. W latach 20. XX w. znaleziono w kilku tamtejszych jaskiniach kości niedźwiedzia brunatnego, renifera, wilka, rysia, lisa polarnego, a także fragment czaszki niedźwiedzia polarnego. Wszystkie te zwierzęta żyły przed dziesiątkami tysięcy lat na terenach obecnej Szkocji, w czasach, gdy pokrywały ją gęste lasy.

O ile za zniknięciem zwierząt polarnych stoi zmieniający się klimat, o tyle niedźwiedzia brunatnego, rysia i wilka wytępił człowiek. Pierwszy odszedł niedźwiedź – mniej więcej tysiąc pięć­set lat temu, potem w XVI w. Szkocję opuścił ryś. Wilk przetrwał najdłużej.

Wybicie wilków zachwiało równowagą Highlands – je­lenie, które w pierwszej połowie XIX w. zajęły miejsce owiec [hodowla owiec stawała się wtedy mało opłacalna, pastwiska zamieniano na tereny łowieckie – red.], nie miały naturalnego wroga. Wielkiej trójki – nie­dźwiedzia, rysia i wilka – już nie było. Był tylko człowiek, który polował na te zwierzęta dla rozrywki. To on decydo­wał o liczebności jeleni w Szkocji, nie myśląc o wpływie ich rosnącej populacji na środowisko naturalne.

Czy można odbudować wytrzebione gatunki?

W latach 60. XX w. zaczęły się rodzić pierwsze pomysły rekonstrukcji populacji wilków w Wiel­kiej Brytanii. Po zakończonym sukcesem wprowadzeniu wilków do amerykańskiego parku Yellowstone zaczęto mówić o tym częś­ciej – w Szkocji, na jej rzadko zaludnionej północy, byłoby to teoretycznie możliwe, jednak w wiejskich rejonach kraju wizja ponownego pojawienia się wilka wzbudza wiele kon­trowersji i niepokoju. Przeciwnicy takich planów wskazują na te same zagrożenia co rolnicy przed wiekami – że ich stada nie będą bezpieczne. Odwieczny lęk przed wilkiem nie zniknął.

W Szkocji pojawiały się już podobne projekty. Udało się odbudować populację bobrów, które w XVI w. zostały tam wytrzebione, a także populacje bielika i orła przedniego. Na początku XIX w. hodowcy owiec uwa­żali orły za szkodniki i za zabicie ich lub za przyniesienie ich jaj wypłacano nagrodę. Obecnie zresztą rolnicy też na­rzekają na orły, które mają porywać jagnięta, a w 2019 r. w rejonie Tayside farmerzy uzyskali zgodę na odstrzał czę­ści bobrów.

Dyskusja o odbudowie gatunków flory i fauny w Szkocji jest bardzo wielowymiarowa i niemal każdy jej aspekt wywołuje kontrowersje, nie tylko wśród rolników.

Eksperci podkreślają, że postulowane rewilding – za­dziczanie – nie powinno polegać jedynie na ponownym wprowadzeniu wytrzebionych gatunków zwierząt, ale także na odbudowie systemu ich siedlisk przyrodniczych: lasów, torfowisk, rzek.

Szkocja i wskaźnik bioróżnorodności

Według wskaźnika nienaruszalności różnorodności bio­logicznej (Biodiversity Intactness Index, BII) Szkocja ma obecnie jeden z najniższych wskaźników bioróżnorodności w Europie: nieco ponad 50 procent. Oznacza to, że utracono już prawie połowę gatunków istniejących kiedyś na terenach Szkocji.

Proces ten postępuje – w 2019 r. okazało się, że na granicy wyginięcia i poza możliwością naturalnej odbudowy populacji znalazł się szkocki żbik (łac. Felis silvestris silvestris, podgatunek żbika europej­skiego), nazywany szkockim tygrysem. Szacowano wtedy, że na wolności mogło pozostać jedynie 30 osob­ników czystej krwi – to za mało, by zapewnić gatunkowi przetrwanie w obecnych warunkach.

Zgubą żbika okazał się nie bezpośrednio człowiek, ale zbyt bliskie relacje z kotem domowym. Na szkockich północnych pustkowiach wiele żbików jest już mieszańcami, a ich pula genów ulega coraz większemu rozdrobnieniu. Czystej krwi żbiki rozmnaża­ne są w ośrodkach badawczych – w 2023 r. w szkockim Parku Narodowym Cairngorms wypuszczono na wolność pierwszą grupę kilkunastu osobników, a w 2024 r. kolej­ne. To nadzieja na zachowanie podgatunku jednego z naj­rzadszych ssaków na Ziemi.

Wilk w muzeum w Timespan

W styczniowy, mroźny poranek Helmsdale wydaje się spać dłużej. Ulice są puste, szare, zmarznięte jak my. Przyjechali­śmy za wcześnie, muzeum Timespan jest jeszcze zamknięte. Do przystani jest stamtąd niedaleko, ale chodniki pokryła cienka, niemal niewidoczna warstwa lodu. Trzymam się murów domów i powoli drepczę w stronę morza. Dzisiaj ma ono intensywnie błękitny odcień, jest spokojne, nie ma wiatru – to dobrze, bo w przeciwnym razie zimno byłoby trudne do zniesienia.

Gdy dochodzi dziesiąta, mogę zawrócić do Timespan. Ośrodek mieści się w budynku pochodzącym częściowo z czasów „śledziowej gorączki”. Kiedyś właśnie tam ryby te patroszono, solono i ładowano do beczek. Dokumen­ty i zdjęcia z tamtego czasu stanowią teraz część wysta­wy, podobnie jak statystyki dotyczące czystek [wysiedleń mieszkańców Highlands na wielką skalę, rozpoczętych pod koniec XVIII w. – red.]. Jest jednak i on – wilk.

W Timespan szczerzy zęby wypchany wilk. Wygląda dzi­ko, groźnie, a jednocześnie jakoś biednie. Futro ma zmierz­wione, wydaje się wychudzony. Eksponat podpisano: ostatni wilk zastrzelony w Sutherland, ale treść tabliczki jest tylko umowna, nawiązuje do znanej lokalnej historii. Tamtego wilka przecież nie ma.

W sali jest ciemno. Na ekranie widać pokrytą śniegiem pustkę. Potem brą­zowo-beżowe wzgórza, walczące ze sobą jelenie, strumie­nie. Przede wszystkim jednak przestrzeń, która jest takim samym bohaterem jak jeleń i wilk. Ta przestrzeń powstała ze straty, zniszczenia i cierpienia. „Te doliny doświadczyły wszelkiego rodzaju czystek” – miejscową historię opowia­da narratorka filmu „Wolf”(Wilk) autorstwa pary artystów, Matthew Dalziela i Louise Scullion, pokazywanego jako część ekspozycji.

Człowiek wygrał, ale do czasu

Do wyginięcia wilków w Szkocji – tak jak i gdzie indziej – przyczyniła się ludzka ekspansja. Jednak i życie szkockich rolników, crofterów, nie było proste, każda strata owcy czy krowy lub kiepskie żniwa mogły przesądzić o tym, że nie przetrwają kolejnej zimy. Walka z wilkami była więc dla nich nie tylko wal­ką z mitycznym drapieżcą, lecz także rywalizacją o coraz bardziej kurczące się zasoby. Walką o terytorium.

Czło­wiek wyszedł z niej zwycięsko, ale nie na długo – tak jak z Sutherland zniknął ostatni wilk, z tamtejszych dolin za jakiś czas zniknęli rolnicy.

// Fot. Materiał prasowy

Tekst jest fragmentem książki Patrycji Bukalskiej pt. „Ziemia jednorożca. Podróż po Szkocji”, która ukazuje się z końcem września nakładem Wydawnictwa Czarne. Skróty i śródtytuły od redakcji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wilczyca z Glen Loth