Sezon wycieczkowców na Orkadach. Szkockie wyspy w starciu z masową turystyką

Archipelag Orkadów od lat pojawia się czołówce najlepszych do życia miejsc w całej Wielkiej Brytanii. Wyspy na północy Szkocji przyciągają turystów krajobrazami i historią. Jednak coraz więcej ich mieszkańców obawia się, że turystyczna presja staje się zbyt wielka.
ze Szkocji
Czyta się kilka minut
 Amerykańscy turyści z wycieczkowców cumujących w Kirkwall podczas zwiedzania neolitycznego kręgu kamiennego na Orkadach. Szkocja, 1 września 2023 r. // Fot. Iain Masterton / Alamy / Be&W
Amerykańscy turyści z wycieczkowców cumujących w Kirkwall podczas zwiedzania neolitycznego kręgu kamiennego na Orkadach. Szkocja, 1 września 2023 r. // Fot. Iain Masterton / Alamy / Be&W

Pierwszy tydzień września nie wydawał się aż taki zły dla mieszkańców Kirkwall – stolicy i zarazem największego miasta Orkadów. Największego nie znaczy jednak, że wielkiego: populacja miasteczka liczy raptem 9 tys. osób.

W poniedziałek, 1 września, do portu zawinął wycieczkowiec „Regal Princess” z ponad 4 tys. pasażerów na pokładzie. W kolejne dni statki przywoziły nie więcej niż po kilkuset turystów. Potem jednak, w czwartek, z wycieczkowca „AIDAluna” na ląd zeszły ich ponad dwa tysiące.

O tym, jaki wycieczkowiec i kiedy zawinie do portu w Kirkwall, przypominają  mieszkańcom władze samorządowe na swoim profilu na Facebooku. Mogą się więc na to wcześniej przygotować.

Listę wizyt wszystkich wycieczkowców, rozplanowanych na cały rok, udostępnia też kapitanat portu. To z niej wiadomo, że pierwszy w tym roku z grona olbrzymich statków turystycznych zacumował tam 1 kwietnia („Viking Vela”, 998 pasażerów), a ostatni zawinie do Kirkwall 10 listopada („Ambience”, planowo 2043 pasażerów).

Wtedy sezon turystyczny – warunkowany jesiennymi i zimowymi sztormami – się zakończy, a ulice miasteczka i turystyczne atrakcje opustoszeją. Aż do następnej wiosny.

Zwykły dzień na Orkadach

Cztery tysiące turystów: taka liczba zapewne nie zrobiłaby wrażenia na mieszkańcach Wenecji, która zmaga się z masową turystyką, i którą w sezonie jednego dnia może odwiedzić nie kilka, lecz kilkadziesiąt tysięcy osób.

Jednak Kirkwall to miasto naprawdę niewielkie, zajmuje obszar czterech kilometrów kwadratowych. Ponadto większość turystów, którzy przybywają na Orkady, zmierza do tych samych miejsc – jak słynny neolityczny krąg kamienny Ring of Brodgar. Wszystko zaś, co chcieliby tutaj obejrzeć – to także np. urokliwa starówka z XVI-wiecznymi kamieniczkami – muszą zobaczyć w ciągu jednego dnia.

Bo wielkie statki wycieczkowe, te pływające miasta, zwykle cumują w porcie rano, a już wieczorem odpływają do kolejnego celu morskiej podróży – kolejnego pięknego miejsca „do odhaczenia” na liście marzeń.

Ma to konsekwencje – i rzecz nie tylko w zakorkowanych autobusami drogach czy tłoku w odwiedzanych miejscach. Wpływa to na innych turystów – tych, którzy przyjechali tutaj indywidualnie, a nie mają nawet szans, żeby kupić bilety wstępu (o ile przezornie nie zabukowali ich dużo wcześniej).

Są i mniej oczywiste problemy – np. gdy pasażerowie wycieczkowca zechcą wykupić swoje recepty w orkadyjskich aptekach, może zabraknąć leków dla mieszkańców. Tymczasem na ich dostawę trzeba czasem czekać długo. Bo tutaj zwykle czeka się na dostawę czegokolwiek. Realia codziennego życia na niewielkich wyspach są zupełnie inne niż na stałym lądzie.

Blaski i cienie wycieczkowców

W 2024 r. Orkady – archipelag siedemdziesięciu wysp, z których zamieszkanych jest dwadzieścia, a żyje na nich 22 tys. ludzi  – odwiedziło ponad 386 tys. przybyszów. Ogromna większość z tej liczby to turyści. Jedynie niespełna 30 tys. przypłynęło tutaj, by odwiedzić rodzinę, a kolejne 30 tys. w sprawach biznesowych.

Z tych 320 tys. turystów niemal 214 tys. przybyło na wycieczkowcach. Popularność tych wielkich statków ostatnio rośnie – wcześniej, w 2019 r., jeszcze przed epidemią covidu, na Orkady przybyło w ten sposób jedynie 132 tys. turystów, a zatem niemal o połowę mniej niż obecnie.

Statki wycieczkowe przywożą do 9-tysięcznego Kirkwall na Orkadach tysiące turystów. Szkocja, 31 sierpnia 2023 r. // Fot. Iain Masterton / Alamy / Be&W

Przyznajmy: wycieczkowce przynoszą Orkadom nie tylko kłopoty, ale też pieniądze. W 2023 r. oceniano, że jest to rocznie 12-15 mln funtów (opłaty portowe itp.). Z kolei wydatki wszystkich turystów oraz firm turystycznych to jeszcze więcej – w 2022 r. wygenerowały one łącznie w lokalnej gospodarce 87 mln funtów.

Te liczby mogą jeszcze wzrosnąć – rozważane jest wprowadzenie dodatkowej opłaty turystycznej, tak jak w Wenecji i jak planuje zrobić Edynburg, stolica Szkocji.

Przedsiębiorcy i mieszkańcy (nie tylko ci oferujący kwatery) nie chcieliby jednak, aby była to – jak to jest proponowane – opłata wnoszona przez tych, którzy na wyspach nocują, i aby była ona zależna od kosztów noclegu. Wskazują, że byłoby lepiej, gdyby była to opłata ujednolicona i obowiązująca wszystkich przybywających na Orkady, a nie tylko tych zatrzymujących się na dłużej. Wtedy objęłaby bowiem także jednodniowych gości z wycieczkowców.

Ograniczone zasoby mieszkańców Orkadów

– Budżet się kurczy, ale władze samorządowe robią co mogą i wkładają mnóstwo środków, pieniędzy i zasobów ludzkich w usługi wspierające biznes turystyczny, pośrednio i bezpośrednio – mówi „Tygodnikowi” Christie Hartley, która mieszka na Orkadach od 20 lat i zajmuje się kwestiami zrównoważonej turystyki.

– Jeśli zaś chodzi o wycieczkowce – dodaje Hartley – to ta część rynku turystycznego powinna być skoordynowana z resztą. Te statki nie mają żadnej relacji z ich celami na trasie, przynajmniej nie tutaj. Może nawet nie wiedzą, jakie tu są problemy.

Christie Hartley podkreśla: 

– To trzeba głośno powiedzieć: jesteśmy kruchą społecznością z ograniczonymi zasobami. Ludzie muszą zrozumieć, że są tu bardzo mile widziani, ale że to jest także nasz dom. I trzeba po prostu odbyć tę rozmowę między mieszkańcami a operatorami statków.

Do rozmowy zachęcają też mieszkańców lokalne władze: w sierpniu uruchomiły platformę „Our Orkney, Our Story” (nasze Orkady, nasza opowieść), gdzie każdy może podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z branżą turystyczną. Wyniki tej quasi-ankiety pozwolą stworzyć listę najbardziej palących zagadnień. Te zaś mogą być różne w różnych miejscach – inne w Kirkwall, a inne na małych wyspach.

Wycieczki dla świadomych turystów

– Rzadko mam do czynienia z pasażerami statków, organizuję spersonalizowane wycieczki dla indywidualnych klientów. Ale czasem w pewnych miejscach może być tłok – przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem” Kinlay Francis, rudawy brodacz, który prowadzi rodzinną firmę Orkney Uncovered.

U Kinlaya można zamówić wycieczkę „skrojoną na miarę”: dostosowaną do czasu, jaki klient planuje spędzić na archipelagu, oraz do zainteresowań. Jednych fascynują neolityczne kamienne monumenty, innych historie z II wojny światowej, gdy Orkady odgrywały istotną rolę w dramatycznej bitwie o Atlantyk.

Z kolei ktoś inny może zapragnąć, aby odwiedzić kilka mniejszych wysp. To zupełnie inne doświadczenie niż podróż wycieczkowcem. Cieszy się powodzeniem – Kinlay ma kalendarz gęsto zabukowany niemal do ostatnich dni października.

Potem będzie kilka spokojniejszych zimowych miesięcy. Ponownie rezerwacje pojawiają się w marcu. Większość klientów Kinlaya pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. 

– To lubię w mojej pracy: że mogę pokazywać surowe piękno Orkadów ludziom z całego świata – mówi przewodnik.

Ruch turystyczny na Orkadach jest bardzo sezonowy – zarówno ten indywidualny, jak i ten generowany przez wielkie statki. Zimą na wyspach może być pusto. Tymczasem, dowodzi Kinlay, to wtedy można zobaczyć zorzę polarną nad Ring of Brodgar – i to bez tłumu wokół.

– Innym moim ulubionym miejscem jest plaża Rackwick na wyspie Hoy. Jest wspaniała cały rok, ale uwielbiam przychodzić tam jesienią i zimą, kiedy nie ma wielu ludzi. Prąd Zatokowy sprawia, że rzadko jest tu śnieg lub mróz – mówi mi Kinlay. – Bardzo lubię też Yesnaby, gdzie są dramatycznie wyglądające klify.

Co łączy szkockie Orkady i polskie Tatry?

Z sondażu prowadzonego w 2024 r. przez Radę Orkadów (Orkney Islands Council) i portal VisitScotland wynika, że najbardziej popularnym celem przybywających tu turystów jest wspomniany Ring of Brodgar. Ten kamienny krąg zobaczyło aż 82 proc. turystów.

Na kolejnym miejscu jest neolityczna osada Skara Brae (75 proc.), a potem katedra św. Magnusa w Kirkwall (69 proc.), której gmach łączy w sobie style normański (także Wikingowie postawili tu swoją stopę), romański i gotycki.

Wszystkie te miejsca znajdują się na głównej wyspie archipelagu. Mniejsze wyspy, jak Papa Westray, Stronsay czy Sanday, odwiedzało tylko kilka procent gości. To kolejna – obok sezonowości – cecha ruchu turystycznego na Orkadach: koncentruje się on w kilku miejscach.

Odbija się to na zabytkach i powoduje kolejne problemy. Kamienny Ring of Brodgar zagrożony jest erozją wywołaną przez setki tysięcy ludzi, którzy drepczą wokół niego (krąg wewnętrzny nie zawsze jest już dostępny). Niesie to dodatkowe koszty związane z zabezpieczeniem terenu i utrzymaniem ścieżek.

Od kilku lat głośno jest też o problemie, który w tym roku publicznie postawił Tatrzański Park Narodowy: fekalizacji. Turyści załatwiają potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie, także koło kamieni, które znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

W sytuacji, gdy krąg odwiedzają takie tłumy, toalety, choćby przenośne, wydają się oczywistą koniecznością. Ponieważ jednak jest to miejsce objęte nadzorem UNESCO, a do tego jest to obszar ochrony przyrody (wydry w pobliskim Loch of Stenness i różne gatunki ptaków) o szczególnym znaczeniu naukowym, postawienie tu czegokolwiek jest wyzwaniem prawnym, technicznym i logistycznym.

Gospodarze archipelagu też są ważni

W celach strategii turystycznej Orkadów zapisano, że do roku 2030 powinny one stać się „zrównoważonym celem podróży, wzbogacającym życie mieszkańców i turystów”. Tylko jak to osiągnąć? 

– Ważna jest tzw. turystyka regeneracyjna – uważa Christie Hartley. 

Za pojęciem tym kryje się taki model turystyki, który uwzględnia poprawę kondycji odwiedzanych miejsc czy wzmocnienie więzi społecznych.

– Zwykle w turystyce priorytetem jest aspekt ekonomiczny. Patrzy się na nią wręcz jak na transakcję między odwiedzającym a odwiedzanym miejscem. Uważam, że trzeba zmienić to nastawienie – przekonuje Hartley.

– Trzeba przestać myśleć o tym, jak poprawić tzw. visitor experience, doświadczenie i komfort gościa, a skupić się na ludziach i miejscach, gdzie żyją. Jeśli nasza społeczność będzie się prężnie rozwijać, będzie przyciągać turystów. Wspaniałe miejsca to wspaniałe turystyczne cele! Zyski gospodarcze powinny być nie jedyną, lecz jedną z wielu korzyści – dowodzi Christie Hartley.

Mieszkańcy wysp są ważni nie tylko jako pracownicy sektora turystycznego, ale także jako gospodarze archipelagu.

We wspomnianym badaniu prowadzonym przez samorząd i portal VisitScotland niemal wszyscy ankietowani turyści (96 proc.) zadeklarowali, że czuli się mile widziani na Orkadach. W tym 14 proc. z nich wskazało na miejscową społeczność jako na jeden z najlepszych punktów podróży.

Ciekawe, że 23 proc. uznało jako minus… innych turystów. Szczególnie tych ze zorganizowanych grup – ze statków i autokarów.

„Przyjeżdża się tu dla miejsca, ale zakochuje w ludziach”

– Ludzie są duszą i sercem, bijącym sercem turystyki na Orkadach – mówi mi Christie Hartley.

Christie nie pochodzi z Orkadów. Przyjechała tutaj z Kanady 20 lat temu na wakacje. Wspomina: 

– Już pierwszego dnia zakochałam się w Orkadach. Drugiego dnia zakochałam się w moim przewodniku i byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 13 lat.

Dodaje: – Przyjeżdża się tu dla miejsca, ale zakochuje w ludziach.

– Pochodzę z Orkadów i mieszkam tu przez większość swojego życia. To wspaniałe miejsce, tutaj chcę żyć i wychowywać mojego syna – mówi mi z kolei Kinlay Francis.

Orkady od lat pojawiają się w czołówce najszczęśliwszych, najlepszych do życia miejsc w całej Wielkiej Brytanii. Może dlatego spora część turystów, również tych przybyłych na podkładach wycieczkowców, po jakimś czasie tutaj powraca. Po to, aby podczas kolejnej podróży poznać archipelag lepiej – i zostać tutaj dłużej niż tylko jeden dzień.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Zakochani w Orkadach