Zabójstwo Jána Kuciaka. Osiem lat później Słowacja wciąż nie rozliczyła tej zbrodni

Słowacja jest przygnębiona. Osiem lat po zabójstwie Jána Kuciaka i Martiny Kušnirovej nie doszło do spodziewanej odnowy kraju, za to przed sądem znów toczy się proces w tej sprawie.
Czyta się kilka minut
wiec w 8 rocznicę zabójstwa Jána Kuciaka i Martiny Kušnirovej. Bratysława, 21 luty 2026 r. // Fot. Dano Veselsky / TASR / AP / East News
Wiec w 8. rocznicę zabójstwa Jána Kuciaka i Martiny Kušnirovej. Bratysława, 21 lutego 2026 r. // Fot. Dano Veselsky / TASR / AP / East News

Przestaję już wierzyć – gorzko stwierdził Jozef Kuciak, ojciec zamordowanego dziennikarza, wychodząc z sądu po kolejnej rozprawie. Na sali znów musiał stanąć twarzą w twarz z biznesmenem Mariánem Kočnerem, oskarżonym o zlecenie mordu. 

Kočnera doprowadzono z więzienia, gdzie odbywa wyrok 19 lat pozbawienia wolności – skazany został jednak w innej sprawie (za fałszywe weksle), natomiast jeśli chodzi o zarzuty w sprawie śmierci Kuciaka, został w poprzednich procesach dwukrotnie uniewinniony. Po decyzji Sądu Najwyższego proces ruszył po raz trzeci pod koniec stycznia, przed nowym składem – dla rodzin to znowu trudne i bolesne dni w sądzie, ale i szansa na sprawiedliwość.

A na tę rodzice Jána i matka jego narzeczonej, Martiny, czekają od ośmiu lat. Bo choć w więzieniu odsiadują wyroki sprawcy, to sprawa domniemanego zleceniodawcy wciąż się nie rozstrzygnęła.

Tak zginęli Kuciak i jego narzeczona 

Młodzi zostali zabici 21 lutego 2018 r. w swoim domu w niewielkiej miejscowości Veľká Mača. Planowali ślub, byli szczęśliwi, mieli życie przed sobą. Jána zastrzelono z powodu jego pracy – artykułów o korupcji, powiązaniach między biznesem a polityką. Martinę – tylko dlatego, że była w domu, gdy pojawił się tam morderca.

„Codziennie doświadczamy bólu, codziennie chodzimy na cmentarz, żeby zapalić znicze, zamiast wychowywać wnuki” – mówił Jozef Kuciak podczas tegorocznych uroczystości w Bratysławie upamiętniających zamordowaną parę. Co roku w rocznicę śmierci Jána i Martiny na ulicach i placach wielu słowackich miast gromadzą się ludzie. Początkowo były ich tysiące, z czasem mniej, ale nadal przychodzą setki. I nadal pamiętają – w tym roku byli w ok. 30 miejscach na Słowacji i za granicą.

„Zadaję sobie to pytanie każdego dnia: dlaczego nasze dzieci? Jak to możliwe, że sprawiedliwość działa tak powoli?” – pytała matka zamordowanej Martiny, Zlatica Kušnírová, na zgromadzeniu w Koszycach. Apelowała, by nie tracić wrażliwości, i dziękowała za wsparcie. „Zginęliby na próżno tylko gdybyśmy przestali o nich pamiętać” – podkreśliła.

Słowacja spolaryzowana i sfrustrowana 

W 2018 r. to zabójstwo wstrząsnęło krajem, a pod presją wielotysięcznych demonstracji do dymisji podał się Robert Fico, ówczesny premier. Ówczesny, ale i obecny, bo po kilku latach wrócił do władzy, wygrywając wybory w 2023 r. W kilkumilionowym kraju głos na niego oddało wtedy ok. pół miliona wyborców – co pokazuje, że zmiana, która przed ośmiu laty wydawała się nie do powstrzymania, jednak się nie dokonała. Lub raczej że Słowacja wróciła do punktu wyjścia, tyle że jeszcze bardziej spolaryzowana i sfrustrowana. 

– Nie tylko tamten ogień wygasł, ale teraz nawet gospodarka nie działa. Nie ma rządów prawa, liberalnej demokracji, wszystko leci w dół, a inflację mamy najwyższą w całej eurozonie – wylicza słowackie bolączki dr hab. Michal Vašečka, dyrektor Bratislava Policy Institute. 

A to jeszcze nie koniec listy, bo z powodu coraz bardziej prorosyjskiej polityki zagranicznej Ficy reputacja Słowacji w Europie podupada. Ostatnio wstrzymał on słowackie awaryjne dostawy prądu do Ukrainy, zarzucając Ukraińcom, że celowo przerwali dostawy ropy ropociągiem Przyjaźń na Słowację (Kijów twierdzi, że po ataku rosyjskiego drona uszkodzona jest infrastruktura).

Dlaczego Słowacji nie udała się zmiana 

Dlaczego zmiana z 2018 r. się nie udała, a tamto doświadczenie pokoleniowe, jakim był szok po śmierci młodych ludzi, jednak nie doprowadziło do przemiany kraju: odejścia od oligarchii, korupcji, niejasnych powiązań?

Dr Vašečka: – To prawda, sądzono, że to moment, w którym społeczeństwo się obudziło i powiedziało: dość, tak nie chcemy. W pewien sposób to było podobne do Majdanu na Ukrainie: ludzie uznali, że coś się kończy i że z tego Majdanu nie odejdą. Problem w tym, że nasze społeczeństwo nie jest tak dojrzałe, jak byśmy chcieli.

Słowacki socjolog wskazuje też jednak i na błędy opozycji, która doszła do władzy po dymisji Ficy, w tym wybór populisty Igora Matoviča (był premierem w latach 2020-2021, a do 2022 roku wicepremierem).

– Matovič obiecywał głównie rewanż na Ficy i jego ludziach – wyjaśnia Vašečka. – A ludziom nie tylko o to chodziło – chcieli też normalnej, uczciwej Słowacji. Ostatecznie jednak nie dostali nic, ani Ficy w więzieniu i deoligarchizacji, ani normalnego kraju. Fico wrócił, ale też już jako inny człowiek, pełen złości i również z jednym celem: zemstą.

Co czeka Słowaków w przyszłości 

Większość Słowaków uważa, że rok 2026 będzie tak samo zły albo gorszy niż 2025. W sondażu agencji NMS aż 60 proc. ankietowanych deklaruje, że weszło w ten rok z takim negatywnym przekonaniem. Lepszego czasu spodziewa się ok. jednej czwartej Słowaków. 

– Wyniki odzwierciedlają napiętą sytuację, jaką obserwujemy w społeczeństwie przez ostatnie dwa lata – wyjaśnia współautorka badania Denisa Lakatošová. I rzeczywiście: zmian na gorsze ankietowani spodziewają się w polityce i nastrojach społecznych, a nie w relacjach osobistych czy swoim stanie zdrowia.

Z kolei w zeszłorocznym sondażu duża część społeczeństwa – bo ponad 40 proc. – przyznała, że nie czuje się na Słowacji bezpiecznie. Przy czym źródłem niepokoju była właśnie sytuacja wewnętrzna kraju – najwięcej, bo 18 proc. wskazało na rząd Roberta Ficy, 14 proc. na niestabilność polityczną, a jedynie 6 proc. wojnę w Ukrainie.

„W dobie gwałtownych zmian na światowej scenie politycznej mogłoby się wydawać, że zagrożenie pochodzi głównie z zewnątrz. Jednak prawdziwym zagrożeniem dla Słowacji są dziś przede wszystkim rosnąca fragmentacja społeczeństwa i szybko spadające zaufanie do państwa, jego instytucji i zdolności do sprawiedliwego działania” – wskazywał Mikuláš Hanes, polityczny analityk agencji NMS w styczniowej debacie o bezpieczeństwie Słowacji, jaką zorganizował „Denník N”. 

Optymistycznej prognozy nie ma też dla Słowacji dr Vašečka, który przewiduje stagnację. Dodaje jednak: – Paradoksalnie, to nawet dobra wiadomość, bo raczej nie będzie wielkiego regresu. Tyle że nie pójdziemy do przodu, ten kraj długo będzie stał w miejscu.

Ján i Martina są symbolem pewnej epoki

Roman Thor Vítek ma więcej optymizmu. Może dlatego, że ma ledwie 18 lat. Kiedy zginęli Ján i Martina, był dziesięciolatkiem i jak przyznał, przemawiając do ok. pół tysiąca zgromadzonych na rocznicowych uroczystościach w Popradzie, w 2018 r. nie rozumiał, co się dzieje. Ale dziś rozumie. 

„Rządzą ci sami ludzie, co wtedy, a my żyjemy w jeszcze większym strachu. Czy takiego strachu nie mieliśmy jednak zostawić już w roku 1989?” – pytał mocnym głosem, przypominając o wartościach, o jakich wtedy mówiono: wolności, miłości i prawdzie. Mówił też, że wielu młodych nie wyobraża już sobie przyszłości na Słowacji i zastanawia się, czy nie wyjechać. 

„Ja chcę tu zostać – zadeklarował Vítek. – Naszą siłą jest nadzieja. Ale nie tylko ona. Musimy działać, by przyczynić się do potrzebnej zmiany”.

Może w takich wystąpieniach, wśród młodych ludzi – bo to studenci zorganizowali zgromadzenie upamiętniające Jána i Martinę w Popradzie – odnajdzie się energia, która wypełniała słowackie ulice przed ośmiu laty. Na razie w Veľkej Mači, gdzie mieszkała zamordowana para, powstaje pomnik. 

– Ján i Martina są symbolem pewnej epoki i walki o uczciwą Słowację. To pozostanie. Będzie przypominało, że chcieliśmy normalnego świata – podkreśla Michal Vašečka.

Sprawa Kuciaka na scenie

Ślad po tragedii z 2018 r. zostaje w ludziach, ale też odbija się w słowackiej kulturze. Pod koniec stycznia w bratysławskim teatrze Divadlo bez Masky premierę miał spektakl „Threeema”, opowiadający o władzy, korupcji i decyzjach, które zapadają z dala od oczu obywateli.

Oparty jest częściowo na upublicznionych wiadomościach Mariána Kočnera, jakie wymieniał ze swoimi współpracownikami na szyfrowanym komunikatorze Threema (stąd tytuł przedstawienia – choć pisany z dodatkowym „e”). Robią wstrząsające wrażenie, pokazując stopień skorumpowania struktur państwa.

– Początkowo oryginalne wiadomości miały być jedynie inspiracją. Kiedy jednak dostałem do rąk zapisy z Threemy, pomyślałem, że mają w sobie jakąś wyraźną wręcz literackość i ten materiał można by wykorzystać taki, jaki jest – mówi „Tygodnikowi” słowacki dramatopisarz Martin Krč, autor sztuki [wywiad z nim publikujemy obok – red.]. 

Wiadomościami z Threemy będzie się też zajmował sąd – mimo protestów obrony zostały dopuszczone jako materiał dowodowy. Prokuratura chciałaby też, aby sąd odczytał całą treść rozmów z tego komunikatora, a nie tylko ich fragmenty. Szybkiego wyroku nie można się jednak spodziewać – w tym roku zaplanowano jeszcze ponad 40 posiedzeń sądu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Jak znów rozniecić ogień