Patrycja Bukalska: Napisał Pan o swojej sztuce, że „ważne, abyśmy stale przypominali sobie, co dzieje się za kulisami i do czego może to doprowadzić”. Czy trzeba przypomnieć ludziom o tym, co stało się ledwie kilka lat temu?
Martin Krč: To ważna historia, która powoli jest zapominana, bo zacierają ją kolejne skandale. Sprawa nawet nie została zamknięta, a ludzie już nie pamiętają dokładnie, o co tam chodziło. Nawet dziennikarze, oglądając teraz sztukę, przyznają, że o tym czy o tamtym już zapomnieli, a było to przecież tak straszne. Co dopiero zwykły człowiek, który o tym usłyszał kiedyś parę słów w telewizji.
Wiadomości, które wykorzystujemy w spektaklu, pokazywały powiązania między wpływowymi biznesmenami, sądami a politykami. To z nich wiemy, że Kočner nazywał premiera „szefem”. W mojej opinii jest niedopuszczalne, żebyśmy się przestali tym zajmować – przynajmniej dopóki sprawa nie zostanie zamknięta, a podejrzenia potwierdzone lub odrzucone.
Czy w „Threeemie” chodzi o sprawę Kočnera, czy może chciał Pan, by sztuka miała bardziej uniwersalny wydźwięk?
Intensywnie dyskutowaliśmy o tym na próbach i zgodziliśmy się wszyscy, że nie chodzi nam o to, by udokumentować, kim jest Kočner i jaką ma osobowość – dlatego że on nie jest aż taki ważny ani nie jest jedyny. To, że siedzi teraz w więzieniu, nie znaczy, że wszystkie problemy zostały rozwiązane.
To przykład człowieka, jakich wielu można znaleźć w biznesie i polityce. Przeświadczonego o własnej wyjątkowości, wierzącego, że ma prawo dostać to, co chce, z coraz bardziej nienasyconym apetytem. Ten człowiek myśli, że może zrobić wszystko. I, jak widzimy w „Threeemie”, nie zawaha się przed niczym.
Nasuwa się porównanie z aktami Epsteina – jako przykładem tego, że są ludzie, którzy wierzą, że im wszystko wolno.
I tej paraleli używa się też na Słowacji – słyszałem nawet, jak Epstein został nazwany „globalnym Kočnerem”. W obu przypadkach chodzi o ludzi, którzy zyskali władzę poprzez gromadzenie kompromitujących materiałów o wpływowych ludziach, o szantażowanie i infiltrowanie najbardziej wpływowych kręgów.
Istnieje tu takie środowisko, które może wpływać na to, co dzieje się na całej Słowacji. Dlatego musimy się tym zajmować. Ja też może wolałbym napisać inną sztukę, ale w obecnej sytuacji społecznej czuję, że nie mogę sobie na to pozwolić.
To ważne rzeczy, na które musimy reagować – tak jak kto potrafi, takimi środkami, jakie ma. A moje środki to teatr – staram się je wykorzystać do tego, by ta sytuacja nie trwała lub jeszcze się nie pogorszyła. Jak mówiłem: poprzez wsadzenie Kočnera do więzienia to niebezpieczeństwo nie zniknęło.

Co było najtrudniejsze w pisaniu sztuki? Nawiązuje przecież do niedawnych wydarzeń z wielkim ciężarem emocjonalnym.
Zajmowałem się tematem, który dotyczył całej Słowacji, a zarazem czymś bardzo kruchym. Obawiałem się, że usłyszę: „A kim ty jesteś, by opowiadać o tej wielkiej sprawie?”. Lub że ktoś mi zarzuci, że przekręcam rzeczywistość. Ta obawa się na szczęście nie spełniła. Wydaje mi się, że sztuka jest postrzegana zgodnie z moim zamysłem – jako przypomnienie niebezpieczeństwa, które było i wciąż istnieje.
Gdy doszło do zabójstwa Jána i Martiny, wydawało się, że ta tragedia zmieni Słowację. Co z tego zostało po ośmiu latach?
Odpowiedź jest trudna, a zarazem nieprzyjemna. Chciałbym powiedzieć, że tak, że nas to zmieniło i że nie pozwolimy, by coś takiego znów mogło się stać. Że smutek i gniew nadal nas wypełniają. Niestety, wydaje mi się, że zrobiliśmy wszystko, co możliwe, a wciąż jest tak samo, albo i gorzej. System, który według nas przyczynił się do morderstwa, dalej istnieje. Nadal nie udaje nam się przekonać większości społeczeństwa, że to niedopuszczalne.
A jednak sukces Pana sztuki i fakt, że ludzie nadal gromadzą się, by upamiętniać Jána i Martinę, pokazuje, że są podstawy do optymizmu.
Głęboko wierzę, że musimy się zmierzyć z tym, co się stało, nabrać sił i znów zacząć działać, by los naszego kraju się poprawił. To albo smutny realizm, albo naiwność, ale musimy coś robić.

Martin Krč (ur. 1998) jest słowackim dramatopisarzem, w 2023 r. skończył studia na Wydziale Reżyserii i Dramaturgii Wydziału Teatralnego Wyższej Szkoły Sztuk Scenicznych w Bratysławie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















